blic
08.07.02, 11:19
Artykuł w Polityce.
Mam strasznie mieszane uczucia kiedy czytam takie rzeczy.
"Wyzwoliłyśmy się z kompleksu kopciuszka, który czeka na księcia!" - nie ma
sprawy.
"Są one jeszcze bardziej wyzwolone seksualnie i coraz częściej przejmują
inicjatywę w nawiązywaniu kontaktów z mężczyznami." - spoko.
"Pragną czerpać z seksu pełnię najbardziej ekscytujących doznań." - brzmi
interesująco, choć nieco trywialnie.
"Mają w tej sferze bardzo duże wymagania wobec swych partnerów, choć
jednocześnie oczekują od nich większej czułości i romantyzmu." - tutaj już
widzę jakieś zgrzyty. Mam wrażenie, że teraz kobiety zaczynają popisywać się
brakiem znajomości natury męskiej.
Tak jak onegdaj "Mężczyźni - w roli lekarzy, teologów lub psychologów -
orzekali, jaki jest seks kobiet, a nawet jakie są ich odczucia. Tymczasem
zwykle nie mieli o tym bladego pojęcia." Zaczynam odnosić wrażenie, że rolę
zaczynają się zmieniać, także w kwestii tego kto nie ma pojęcia o kim.
Jesteśmy bombardowani informacjami w rodzaju: "aż 25 proc. obywatelek RP
powyżej 40. roku życia przyznaje, że miewa romanse."
Szkoda, że nie podali danych dotyczących młodszych. Chociaż poniższe wiele
wyjaśnia: "Aż 80 proc. młodych mężatek przyznaje, że ich ślubny nie był 'tym
pierwszym', a 45 proc. z tej grupy daje do zrozumienia, że nie będzie też 'tym
ostatnim'."
45 procent? No ładnie.
Więcej erotyzmu, ale też więcej romantyzmu... he he... To może jednak księcia z
bajki? :))
Problem w tym, że nawet prawdziwy książe wie już, że ma 55% szans na to,
że "będzie ostatnim". Co gorsza, wie też już, że częściej niż raz na dziesięć
przypadków dziecię, które powinno być jego, nie nosi jego genów. (Ciekawe jak
poczułaby się kobieta gdyby jej partner przyprowadził kiedyś do domu swoje
dziecko powite w jakimś romansie.)
Zazwyczaj podobne artykuły na temat mężczyzn pisane są w tonie oskarżycielsko-
potępiającym (i słusznie). O, proszę, jakie to świnie są, ci faceci.
Artykuły o kobietach tymczasem brzmią jakby było się czym chwalić, jakby to
nowe-lepsze nadeszło.
Feministki wołają: "Każda kobieta ma prawo do pełnej i nieskrępowanej
satysfakcji z życia seksualnego oraz do kontaktów z wieloma partnerami".
Czy ja mam może zbyt konserwatywne poglądy?
Mam wrażenie, że mężczyźni zachowują takie rzeczy najwyżej dla znajomych. Może
się mylę? (Moi znajomi mi takich rzeczy nie opowiadają.)
Czy coś jest takiego w rozwiązłości kobiecej, która w przeciwieństwie do
męskiej jest godna pochwały?
(Proszę zachować dla siebie komentarze o wyższości kobiecego ciała i
seksowności całujących się kobiet. Nie mam ochoty na przekomarzanie.)