rafal_zapadka
22.09.05, 16:46
Rafał Zapadka, „Solidarność” i bezkarność zła.
W sierpniu 1980 r. kilka milionów Polaków zawiązało konfederację, aby
zaprotestować przeciwko szerzeniu się zła w życiu publicznym, a głównie
przeciwko jego bezkarności. Ponadto protest był skierowany przeciwko kiepskim
warunkom życia i tyranii rządzących. „I ruszyła w pole wiara”. Przywódcą
duchowym konfederacji „Solidarność”, był papież Jan Paweł II. Ośmielił Polaków
słynnym apelem - wezwaniem: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi.
Tej ziemi!".
PRL była państwem zorganizowanym według zasad cywilizacji bizantyńskiej
i turańskiej (istniejącej w Rosji), a naród według cywilizacji łacińskiej,
opartej na chrześcijaństwie. To rozdwojenie uwierało społeczeństwo na tyle
silnie, że raz po raz wybuchało ono protestami. Podział „my – oni” był osią
konfliktu politycznego i etycznego.
Społeczeństwo oczekiwało, że władzę będzie obowiązywała ta sama co jego,
ukształtowana przez wieki, moralność. Jednakże bolszewicy przynieśli na
bagnetach polskojęzycznych okupantów, którzy zaczęli ustanawiać prawa
sprzeczne z etyką. Prawo nie było oparte o etykę lecz o wolę władzy. PRL nie
dbała o sprawiedliwość, a posłuszeństwo wymuszała siłą. Społeczeństwo w końcu
władzy uległo, zdławione biedą i represjami. Nieposłuszni czy choćby okazujący
niezadowolenie byli gnojeni. Komunizm najpierw gnoi swoich oponentów, a
następnie albo ich unicestwia, albo nakłada im niewolnicze jarzmo. Tym właśnie
się różni od swego brata - nazizmu. Hitlerowcy tylko bestialsko mordowali.
Po rozbiciu AK, WiN i NSZ trzeba było czekać aż do powstania
„Solidarności”, aby znowu rozległo się głośne wołanie „żeby Polska była Polską”.
Lipcowo-sierpniowe strajki w 80 r. miały służyć jednej z frakcji PZPR do
pozbycia się Gierka. Parcie do władzy zwalczających się sitw było zawsze
poprzedzane tzw. wydarzeniami lub wypadkami. Czerwiec 1956 r. wprowadził na
stołek Gomułkę, Grudzień 1970 r. – Gierka. Wydarzenia te były reżyserowane
przez tajne służby. Choć komitety strajkowe były naszpikowane esbekami i ich
tajnymi współpracownikami, to namiestnicy Moskwy nie zdołali wygasić rewolty i
stracili w rezultacie nad nią kontrolę. Rozmiar protestu i jego intensywność
zaskoczyły wszystkich bez wyjątku. Wybuchł autentyczny narodowy protest. Nawet
wielu członków 3 –milionowej PZPR (pod Hitlerem było 3 mln folksdojczów)
szczerze poparło „Solidarność”.
Po jej zdławieniu i kilkuletniej kwarantannie stanu wojenego, Jaruzelski
pozwolił na reaktywację. „Solidarność” z 1989 r. nie była już oddolną,
spontaniczną konfederacją. Była dobrze rozpracowana przez SB. Dlatego
doskonale nadawała się, w obliczu nieuniknionych zmian, do rozmów z
komunistami o ich przyszłości. Kiszczak bez trudu dobrał sobie tzw.
„reprezentantów strony społecznej” do okrągłego stołu. Ten misternie
przygotowany i zrealizowany plan zapewnił czerwonym zachowanie
uprzywilejowanych pozycji w gospodarce i polityce.
Nowa esbecko-pezetpeerowsko-solidarnościowa władza rozpoczęła budowę III RP –
państwa kolesiów od „grubej kreski”. Była ona logicznym i koniecznym elementem
realizowanego scenariusza bezkrwawego przekazania władzy. Tylko pozornie ów
scenariusz był w sprzeczności do spiżowego „prawa dziejowego” ustalającego, że
komuniści raz zdobytej władzy nigdy nie oddają. Tzw. pokojowe przekazanie
władzy i wprowadzenie demokracji miały odwrócić uwagę krajowej i
międzynarodowej opinii publicznej od utrzymania przez peerelowskie elity
realnej władzy. Trzymają ją dyskretnie, bez większej manifestacji. Celem
postkomuny było, i jest, kontrolowanie sterów władzy oraz pociąganie za
sznurki ożywiające figurantów na scenie politycznej. Do tak pojętej służby dla
Polski zaprzągnęli część działaczy opozycji. Solidarnościowa elita została
dookoptowana do szlachty, czyli do grona wewnętrznych okupantów pasożytujących
na narodzie.
Dzisiaj sprawowanie władzy w dalszym ciągu polega, tak jak w PRL, na
stosowaniu inżynierii społecznej i rozbijaniu więzi społecznych. III RP w
pierwszych tygodniach istnienia zaaplikowała społeczeństwu uspokajający masaż
propagandowy: „będziemy wreszcie mieszkać we własnym domu; nie stój, nie
czekaj, pomóż!”. Elity pod taką osłoną przystąpiły do tego co tygrysy władzy
lubią najbardziej: do prywatyzowania, restrukturyzowania, czyli do rozkradania
wszystkiego co się dało. Natomiast tysiące bezimiennych bohaterów pierwszej i
podziemnej „Solidarności” musiało się zadowolić nisko opłacaną pracą, kiepską
emeryturą. Wielu z nich zostało zepchniętych na margines: w bezrobocie i
zasiłki pomocy społeczne. Podzielili los większości społeczeństwa. Podział „my
– oni” został, 25 lat po powstaniu „Solidarności”, w pełni odtworzony. Rośnie
liczebnie grupa osób uważających za nieswoje obecne państwo.
Przemiana PRL w RP odbyła się według prawidła: „Trzeba wiele zmienić, by
wszystko zostało po staremu”. Rzeczywiście zmieniło się dużo, lecz nie
zmieniła się natura państwa, które wyzyskuje – tak jak dawniej - obywateli i
traktuje ich wrogo. Nadal jest ono zorganizowane podług cywilizacji
bizantyńskiej. Niezmiennie więc trwa wszechwładza organów państwowych, a jej
rezultat – korupcja – rozkłada państwo i demoralizuje społeczeństwo. Nadal
Polacy boleśnie odczuwają brak sprawiedliwości. Sądownictwo jest przede
wszystkim instytucją państwową, choć powinno w jednakowym stopniu bronić
interesów i społeczeństwa, i państwa. Sądy przypominają maszynkę do stosowania
paragrafów bez względu na sprawiedliwość.
Sztandarowa zdobycz Sierpnia, demokracja, polega na tym, że „przed
wyborami drogi jest wyborca, a po wyborach drożeje wszystko inne”. W życiu
publicznym nie obowiązuje żadna etyka. Zresztą w życiu prywatnym moralność
chrześcijańska też jest w odwrocie. Tłamszenie społeczeństwa przez niemoralne
państwo psuje instytucję rozdziny, dramatycznie zmniejsza dzietność kobiet,
promuje permisywizm. Nadal zło jest bezkarne, a jego funkcjonariusze są do
tego stopnia aroganccy, że każą siebie uważać za autorytety moralne. Przemożny
wpływ na decyzje państwowe mają służby specjalne i zwyczajni przestępcy.
Zmieniły się instrumenty represji. Dzisiaj fiskus jest bardziej efektywny w
wymuszaniu posłuszeństwa niż tajna policja. Wykończenie przez urząd skarbowy
Romana Kluski jest najlepszym tego dowodem.
Co się zatem stało z ideami „Solidarności”? Kto dzisiaj jest ich
depozytariuszem? Obecny związek zawodowy „Solidarność”, poza nazwą, nie ma nic
wspólnego z ruchem z lat 80 – tych. Nie zajmuje się odnawianiem oblicza
polskiej ziemi, lecz dba wyłącznie o egoistyczne interesy, nie tyle członków,
co swoich działaczy. Stał się marną karykaturą dawnej „Solidarności”. Pozwolił
się wpasować w system.
Ideałów Sierpnia nie chce urzeczywistniać tak naprawdę żadna licząca się
siła polityczna. Jest tak ponieważ partie, zarówno socjalistów bezbożnych, jak
socjalistów pobożnych, nie chcą i nie muszą się specjalnie wysilać, aby dorwać
się do władzy. Do osiągnięcia tego celu wystarczają im oszukańcze obietnice i
zapowiedź zastąpienia skorumpowanych urzędników innymi, rzekomo kryształowo
uczciwymi. W rezultacie od 16-tu lat koryta pozostają na swoich miejscach, a
tylko świnie się zmieniają. Wyborcy są uwodzeni przez polityków, o których
Ronald Reagan powiedział, że „wypowiedzieli wojnę biedzie i bieda wygrała”.
Naród także zapomniał o ideałach Sierpnia, a nawet odciął się od nich.
Odciął się, gdy wybrał Kwaśniewskiego i Millera, gdy w badaniach ankietowych
uznał Jaruzelskiego za patriotę. Trzeba wierzyć, że przypomni sobie kiedyś o
ideach