arwena 18.10.01, 22:48 sorki borys za wtret - ty tu rzadzisz - ale zglodnialam poradzcie co dobrego a Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
borys-krakow Lisiecka na weselu w dobie kultury żytnio-buraczanej 21.10.01, 22:31 Wesele krakowskie. Nie - bronowickie. Tłusty rosół z kostki z rozgotowanym makaronem, schab gąbczasty z panierą przygotowaną przez panią po technikum gastronomicznym, ciepła wódka, to szczęście, że niezła. Wędliny z fabryki, w oczach się psują. Sałatki z ciężkimi majonezami. Nawet sękacz przywieziony jako atrakcja z kresów Rzeczpospolitej poza efektownym wyglądem nie wniósł nowych wartości. Na sąsiednim stole (gdzie od razu się przesiadłem) wypatrzyłem jednak coś godnego uwagi: sympatyczne pętko kiełbasy lisieckiej. Specyfik, wędzony w Liszkach pod Krakowem, jest twardy, o hebanowej barwie, mocno czosnkowy. Nie nadaje się na grilla, ani do odgrzewania, wyłącznie do konsumpcji w stanie naturalnym. Przytuliłem się do półmiska z lisiecką, podparłem miseczką grzybków w occie i mogłem jakoś przetrwać ciepłą wódkę i "Galę piosenki biesiadnej". Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Dlaczego???????????? 22.10.01, 20:57 kulinarna część GW mieści się w dziale KOBIETA?? Czemu nie SZTUKA?? Albo PRAWDZIWY MĘŻCZYZNA??? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 29.10.01, 10:27 Najpiękniejsze zapachy świata (oprócz Zapachu Kobiety): 1. Roquefort Marie Grimall 2. Pieczeń schabowa z kminkiem 3. Stock i Lavazza z ekspresu ciśnieniowego Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 30.10.01, 20:29 najlepszy smak: robusta z ciśnieniowego 9 rano (jeśli ktoś może olac pracę) wczesniejsza pora nieco przyjemnosc smakowania pospiechem umniejsza pierniki bożonarodzeniowe korzeniami i miodem nasycone ojojoj nastroj prawie mnie ogarnał, a to za wczesnie najlepszy zapach: cieplego meskiego policzka (gorzów to zagłębie seksu a nie kulinariów, to nie szkodzi jak pomieszam wątki nieco:) wódeczka zmrożona w dobrym towarzystwie wytrawne wino w nieco mniej dobrym... trunki łączą sie w poważny sposób z towarzystwem, nie sądzicie? paskudne w zielonej: capuccino z torebki niedokladnie zalane w restauracji (!!!) rozpuszczalna kawa!!! wstyd mi! Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 31.10.01, 13:49 arwena napisał(a): > paskudne w zielonej: capuccino z torebki niedokladnie zalane w restauracji (!!! > ) > rozpuszczalna kawa!!! > wstyd mi! Niby nie Twoja wina, ale mogłabyś zmienić miasto... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 01.11.01, 21:22 a w jakim mieście nie trzeba w restauracji upewniac sie co do jakosci capuccino i kawy? wenecja? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 01.11.01, 21:36 Są restauracje w tym kraju, gdzie nie trzeba. Nawet na tzw. Ziemi Lubuskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow wiem i powiem 01.11.01, 21:51 W Gorzowie hotel Mieszko. W Krakowie ze dwieście. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena nie wierze! 01.11.01, 21:58 borys-krakow napisał(a): > W Gorzowie hotel Mieszko. moge sie zgodzic. w zielonej tez z jedna by sie znalazla. > W Krakowie ze dwieście. wszystkie w obrebie plant? bujac to my... Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: nie wierze! 01.11.01, 22:06 W obrębie plant nie podano mi ani razu kawy rozp. od 10 lat. A pijam 3 dziennie. W Warsie wczoraj coś takiego piłem. I w multikinie dzisiaj. Schrek ok. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena no kurka krakow atrakcyjnym sie zdawa... 03.11.01, 08:43 ...kawe dobra podaja... ...szreka maja... ...i borysa... Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: no kurka krakow atrakcyjnym sie zdawa... 03.11.01, 16:06 Szpas baj zajte. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena nie szyfruj borys! 06.11.01, 21:37 ja nie znam hebrajskiego! lepiej podeślij co dobrego bez mięsa Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Szacunek dla zwierząt 06.11.01, 10:27 Zwierząt bić nie należy. Każdy chłopiec przy spowiedzi to usłyszy. Czemuż więc szefowie kuchni większości restauracji w naszym pięknym kraju bez litości walą młotkami w polędwicę wołową i karkówkę? Stek z polędwicy (lepiej z ogona niż warkocza) wrzucamy saute, bez klepania, na rozgrzaną oliwę z oliwek i smażymy 5 min. z jednej strony. Przekładamy na drugą stronę na 3 min, dokładamy przy zmniejszonym ogniu masła i rozgnieciony zielony pieprz. Solimy. Podajemy z ryżem i ogórkami szklarniowymi pod czosnkowym vinaigrettem. Odpowiedz Link Zgłoś
ok+ Re: Szacunek dla zwierząt 06.11.01, 14:46 borys-krakow napisał(a): > Zwierząt bić nie należy. Żywcem zjadać ? Świnie też ??? Od czego zacząć ? Od gardełka ? Co z przyprawami ? Pieprzem w oczko sypnąć ? A może przestawić się na korzonki ? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: Szacunek dla zwierząt 06.11.01, 20:45 ok+ napisał(a): > Żywcem zjadać ? Żywcem popijać! > A może przestawić się na korzonki ? Przy coponiektórych wielkanocnych korzonkach płaczę znacznie intensywniej niż przy biciu zwierzątek. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: Szacunek dla zwierząt 06.11.01, 21:31 borys-krakow napisał(a): > Zwierząt bić nie należy. Każdy chłopiec przy spowiedzi to usłyszy. nie bić i nie zabijać! > Podajemy z ryżem i ogórkami szklarniowymi pod czosnkowym vinaigrettem. a nie przesadzileś z tym ryżem? może choć jakoś przyrządzonym specjalniej, z bulionem (warzywnym!) na oliwie? no i lepsze chyba kiszone do tego z cebulka i zwyklym winegretem z duza ilościa pieprzu Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Szacunek dla zwierząt i ryżu 06.11.01, 21:41 arwena napisał(a): > a nie przesadzileś z tym ryżem? > może choć jakoś przyrządzonym specjalniej, z bulionem (warzywnym!) na oliwie? Może dziki amerykański czarny? Bandycko drogi, ale za trzecim razem wychodzi niebo w gębie... Może na dużej ilości masła zeszklić cebulkę i podsmażyć ryż i na to lunąć bulionik? > no i lepsze chyba kiszone do tego z cebulka i zwyklym winegretem z duza ilościa > pieprzu Winegret z kiszonymi? Sam w sobie kwaśny... Ale spróbuję... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: Szacunek dla zwierząt i ryżu 06.11.01, 21:56 borys-krakow napisał(a): > Może dziki amerykański czarny? Bandycko drogi, ale za trzecim razem wychodzi > niebo w gębie... to w zasadzie nie ryz. ja za nim nie przepadam > Może na dużej ilości masła zeszklić cebulkę i podsmażyć ryż i na to lunąć > bulionik? wlasnie. duuzo cebulki, pod koniec brazowienia ryzu odrobina (wieksza) czosnku, na to dopiero bulion (nie mieszać!) i dobry garnek koniecznie > Winegret z kiszonymi? Sam w sobie kwaśny... Ale spróbuję... sorki, rozpedzilam sie. bez cytryny ani czym tam kwasisz. oliwa jeno. i duzo pieprzu - czarny albo kolorowy. no i cebulka - do woli. Odpowiedz Link Zgłoś
ok+ Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 06.11.01, 14:37 Czym tam znowu się zajadacie ? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: b.G. Nie lubie tego Watku, bo ... IP: *.arcor-ip.net 06.11.01, 22:04 ... wkurza moje podniebienie. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
arwena a ja go bardzo lubie... 06.11.01, 22:15 ... choć wlasnie na dobry warzywny pilaw zglodnialam! Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Pilaw 06.11.01, 22:17 Na barani dałbym się skusić... Ale opisz to wegeckie cudo. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena ha! a skad dobra baranine wezmiesz? 06.11.01, 22:37 Wegeckie cudo bardzo proste. Dobra lekka oliwa, cebula najpierw na złoto - w ilosciach zatrwazajacych, i tak bedzie za malo (garnek z grubym dnem koniecznie, dobrze rozprowadzajacy cieplo, taki rondel raczej, dopasowana przykrywka). Potem ryz (zawsze sypiesz za dużo a potem i tak wszystko sie zjada), dla mnie czosnek koniecznie, ale trzeba uwazac, coby go nie spalic. Warzywa - jak najwięcej, jak najrozmaiciej, co lubisz. Generalnie - to co mam w lodówce akurat - twardsze dodaję na poczatku i podsmażam, bardziej miękkie można pod koniec (jak komu pasuje groszek np). Posiekane obrane pomidory dodaję razem z bulionem, ziołami i przyprawami (cukru troche koniecznie do pomidorów). Zalewam wszystko i w zasadzie koniec. Z warzyw może byc jaka mrożonka (w ostatecznosci), ale - dla mnie - podstawa to papryka, marchewy nie za duzo, pomidorów mnostwo, mozna rozpedzic sie z kapustką, fasolkami, co komu do łba strzeli. Poza sezonem oszukuję pomidory takim sokiem zageszczonym, przecier dosc niebezpiecznie spłaszcza potrawe, trzeba uwazac na kwaśność. Ważne zeby z ilością plynu utrafic, to potem mozna spokojnie ksiażke poczytac, a potrawa sobie pyrkoce na malym ogniu. Tylko ryz lepszy twardszy niż nie. Może dojść w rondlu czekając na gości. Ładnie dochodzi. I voila! do tego koniecznie cos zielonego. Jak jeszcze nie masz dosc czosnku to zwykla salata z oliwa cytryna i mnostwem czosnku. Albo w dowolnej innej wersji, ale juz bez dodatkow. Jak nie masz nic to ogorasy kiszone. Mizeria niekoniecznie, ale ujdzie. Moze zwykla pekinska z ogorkiem. Dla mnie musi byc zielone wszystko. No i tyle. Proste, szybkie i pyszne. Choc nieco chaotycznie napisalam. Sorki. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Pokemon winiarski 15.11.01, 14:14 Beaujolais nouveau arrive! Dziś 15 listopada 2001, więc frajerzy rzucą się do szynków i winiarń próbować nowego bożolaka. Czy tego roku dobry? Nie ma pośpiechu, ja Wam powiem: co roku jest to kwasior, zwany nawet przez beaujolan "małym winem". Przez wiele tygodni niszczyłem swój organizm miazmatami i garbnikami zawartymi w tym produkcie, pracując niewolniczo w rzędach winorośli. Kiepskie wino zostało perfekcyjnie wylansowane w świecie i skłonne do świętowania konsumpcyjne ludy Japonii i Am. Pn. wydają grubą kasę na sprowadzenie par avion flaszek kwasa. Gorzowianom proponuję dzisiaj zaglądnąć do winiarni, zapytać o cenę flakona bożolaka nouveau i nabyć w tej samej cenie coś innego. I wypić za zdrowie doradcy. Poza tym proponuję wydać kasę miejską na wylansowanie Święta Kurki, ustanowić je w okresie szczytu wysypu tejże i na wielkich patelniach w centrum miasta smażyć kurkę z nacią pietruszki. Puszkować i wysyłać. Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: Pokemon winiarski 16.11.01, 23:49 borys-krakow napisał(a): > Beaujolais nouveau arrive! jak cholera! > Dziś 15 listopada 2001, więc frajerzy rzucą się do szynków i winiarń próbować > nowego bożolaka. Czy tego roku dobry? nie mam pojecia. alem frajer. > Gorzowianom proponuję dzisiaj zaglądnąć do winiarni, zapytać o cenę flakona > bożolaka nouveau i nabyć w tej samej cenie coś innego. I wypić za zdrowie > doradcy. i co? efekt będzie lepszy???? koncowy efekt oczywiscie:)))) > Poza tym proponuję wydać kasę miejską na wylansowanie Święta Kurki, ustanowić > je w okresie szczytu wysypu tejże i na wielkich patelniach w centrum miasta > smażyć kurkę z nacią pietruszki. Puszkować i wysyłać. z pietruszka? borys, a juz bylo tak niezle. saute! li i jedynie. na chrupko. ew. do rybki (no, dla 'coponiektorych';) ale idea warta rozwazenia. tyle ze w gorzowie 'i tak sie nie uuuuuuda' (wlasnie - kto to powiedzial??) pozdrowka z zielonego winnego grodu a Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: Pokemon winiarski 17.11.01, 21:38 arwena napisał(a): > i co? efekt będzie lepszy???? koncowy efekt oczywiscie:)))) Smakowy - na pewno. Mniej garbników, kubki smakowe nie przeciążone... Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: Pokemon winiarski 17.11.01, 21:08 borys-krakow napisał(a): > Puszkować i wysyłać. o wieziennictwie to na inny watek prosze. a swoja droga ciekawe dokad wysylac zapuszkowanych? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Lasagna con kapucha 17.11.01, 22:04 Grzyby przestały być już takie śliskie i robaczywe. Nie ma już przyklejonego do nich igliwia, ślimaków i innego paskudztwa. Są suche i można je namoczyć. Po 3 godzinach rozpocząć półgodzinne gotowanie w niewielkiej ilości wody. Wywar dodajemy do gotowania w niewielkiej ilości wody poćwiartowanej i odgłąbionej kapusty. Po ugotowaniu mielimy z grzybami. Olbrzymie ilości soku odchodzącego w trakcie mielenia zbieramy do miski. Wcześniej z 30 dkg. mąki, 3 jaj i wody z solą zagnietliśmy ciasto, więc je wałkujemy jak na makaron, kroimy w kwadraciki 3x3 cm i gotujemy w osolonej oczywiście wodzie. Kapuściano-grzybowy farsz dusimy dolewając soku, by się nie spalił, dosmaczamy tymiankiem, solą, kminkiem i pieprzem ziołowym. Na omaszczoną i ubułczoną formę wykładamy warstwę łazanek, warstwę farszu, etc. Na wierzch łazanki i - jakżeby inaczej - ser żółty. Do piekarnika, 200C, pół godziny. Do tego sos grzybowy. Odpowiedz Link Zgłoś
ok+ Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 19.11.01, 14:31 arwena napisał(a): > sorki borys za wtret - ty tu rzadzisz - ale zglodnialam > poradzcie co dobrego > a Co dzisiaj zajadamy ? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 19.11.01, 15:07 No, wymyśl coś! Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Re: dalszy ciag dalszego ciagu przygod Botwinki 20.11.01, 21:51 pomidorki! malinowki prosto z krzaka! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J24 Mogę dodać swoje 3 grosze ? IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 21.11.01, 08:28 Pytam, bo Borys Ty tu podobno rządzisz :) borys-krakow napisał(a): > No, wymyśl coś! Na śniadanie: chleb od sąsiada, ciepły jeszcze, z chrupiącą skórką (mniam-mniam), pokrojony z grube pajdy, polany miodem od pszczółek z mojej pasieki (mniam-mniam). Lepsze śniadanie to już tylko może być takie: płatki owsiane z rodzynkami, orzechami, siemien lnianym i innymi suszonymi owocami(nusli), zalane gorącym mlekiem (z kartonika, niestety gorzowska mleczarnia rozlewa tylko do mało apetycznych worków foliowych, ale jak zacznie pasteryzować i polewać do kartoników, to z przyjemnością dodam: "mlekiem z gorzowskiej mleczarni"), z łyżką miodu spadziowego lub akacjowego, oczywiście z mojej przypomowej pasieki. Kurde, ten drugi wariant dziś już przerabiałem, nie wiem dlaczego mnie ssie na rypleja. Chyba nie mogę się udzielać na tym wątku :) Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: Mogę dodać swoje 3 grosze ? 21.11.01, 10:22 Gość portalu: J24 napisał(a): > Pytam, bo Borys Ty tu podobno rządzisz :) Jakieś pomówienie! Ja nawet w swoim domu nie rządzę! > niestety gorzowska mleczarnia rozlewa tylko do mało > apetycznych worków foliowych, ale jak zacznie pasteryzować i polewać do > kartoników, Niepasteryzowane mleko z worka posiada ponoć dwa razy więcej wartości odżywczych. I, moim zdaniem, posiada smak w przeciwieństwie do kartonowego. Sam oczywiście kupuję kartonowe, z lenistwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: J24 Re: Mogę dodać swoje 3 grosze ? IP: *.gorzow.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 10:05 borys-krakow napisał(a): > Ja nawet w swoim domu nie rządzę! Publicznie też wypowiadam się w takim tonie :) > I, moim zdaniem, posiada smak w przeciwieństwie do kartonowego. Mleko w workach jest po prostu nieapetyczne. Worki czasem ciekną... potem capi jak diabli. > Sam oczywiście kupuję kartonowe, z lenistwa. Czasami mam możliwość zakupienia mleka prosto od krowy, od mojego sąsiada z Chwalęcic. Niestety jestem w stanie wypić je tylko po tym jak skwaśnieje. Za tłuste jak na mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Bagieta 25.11.01, 17:55 Prosta i trudna do przegięcia. Pieśń pochwalną jej pieję. Niestety, dobra b. do dostania tylko w niepoprawnych politycznie hipermarketach i sklepach w centrum miast, daleko od osiedli. Ale jak ją już ciepłą zdobędziemy, przekroimy wzdłuż, posmarujemy masłem zrobionym z masła, położymy na nią listek rukoli, plaster szynki parmeńskiej, plasterek pomidora, kleksa musztardy Dijon, zaparzymy do tego Lavazzę w ciśnieniowym expresie... Tournedo Rossini wysiada. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Po sankach 28.11.01, 23:13 Po sankach z dziećmi niezłe są banany w cieście. Plasterkowane banany podsmażamy na dość głębokiej oliwie i zalewamy gęstym ciastem naleśnikowym. Podajemy z cukrem pudrem. Krótko dzisiaj, ale ciasto naleśnikowe każdy chyba potrafi? Odpowiedz Link Zgłoś
arwena Na sankach chyba byłoby poprawniej? 28.11.01, 23:30 każdy? optymista;))) naleśniki są pyszne, ale nie z bananami na oliwie! warzywa do tego pokrojone, sosy różniste, sery!!!!! śmierdzielowe i źółte, kładzione jeszcze na patelni, po odwróceniu naleśnika (podrzutem, ale tylko z jednym obrotem umiem;))) naleśniki na słodko to tylko biszkoptowe z nadzieniem budyniowym. czasami z owocami i sosem waniliowym. kurka znow zglodnialam ale z bagieta tez polemizowalabym. razowiec better. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Na sankach niczego nie jadam,bo sięspierzchają ust 28.11.01, 23:35 Razowca wciągam w standardzie. Tzn. codziennie jem pieczywo razowe. I wtedy bagieta, podawana raz na tydzień, smakuje jak BAGIETA. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Fasolówka w odmianie wciągalnej przez dzieci 04.12.01, 13:20 Dzieciom od drugiego roku życia skraca się menu. Powoli wypadają zeń warzywa, kasze, poszczególne odmiany mięs. Około siódmego roku pozostają w nim wyłącznie frytki z keczupem. Żeby dziecko nie umarło na anemię, narażając tym samym rodzica na koszta i grubsze nieprzyjemności, trzeba kombinować i przemycać np. fasolkę szparagową w sosie pomidorowym jako odmianę rzeczonych frytek. Ostatnio udało mi się zastosować zupę, którą moje dzieci wciągnęły bez większych protestów, co więcej, z okazywaną radością! Fasolę namoczyłem na noc (40 dkg na 6 porcji). Ugotowałem rano do miękkości. W drugim garze ugotowałem wywar z boczku wędzonego (30 dkg) i włoszczyzny (zwanej tu jarzyną). Marchew pokrojona w kostkę. Dodałem ziemniaki, też w kostkę. 2/3 fasoli zmieliłem w malakserze, wrzuciłem do wywaru. Reszta do wywaru trafiła w formie całych ziaren. Do tego czosnek roztarty z solą i majerankiem. Długo mieszać. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Jakość produktów 02.01.02, 22:06 Mnogość oferowanych odmian teoretycznie podobnych produktów i szczupłość portfeli skłaniają do kupowania artykułów tańszych. Ale za tak naprawdę niewielkie pieniądze można znacząco podnieść jakość jedzenia. Oliwy zużywamy tygodniowo niewiele. Kupując oliwę z oliwek extravergine, z pierwszego tłoczenia, przepłacamy jakieś 2 zł tygodniowo w stosunku do "Kujawskiego", a otrzymujemy nową jakość. Nie namawiam do kupowania droższych przypraw, bez znaczenia dla mnie czy używam bazylii Kotanyi czy Kamis. Ale makarony, których jestem wielbicielem, różnią się już istotnie. Na samym dole są różne regionalne pół-amatorskie, nieco wyżej lubelskie (w tym gorzowskie), a najlepsze - Malma. Za 50 gr. na paczce dostajemy różnicę jakości o klasę. Z drugiej strony w tych samych sklepach gdzie mogę kupić Malmę, przeważnie dostępne są oryginalne, włoskie makarony, nawet tańsze od Malmy. Te biorą pierwszeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Dziczyzna 26.01.02, 19:42 Bardzo przyjemny sklep odkryłem przy ul. MI. Obok sławnego chyba Landsberger Mobelcośtam. W sklepie, w budynku Las-u, jest przyjemna dziczyzna. Sarnia łopatka po 35 pln, polędwiczki po 90 pln, comberek - 120 pln. Nie zapomnę, jak znajomy myśliwy wracając z polowanka maluchem stuknął niechcący (serio) sarenkę. Dostała mi się właśnie polędwiczka. Pokrojoną zamarynowałem w kamionkowym garnku i po 3 tygodniach odkryłem, że lekko czernieje na brzegach. Ponieważ w domu było sporo znajomych - postanowiliśmy sporą kamionkę mięsa uratować przed zepsuciem. Krwiste befsztyczki smażone na oliwie bez dodatkowych przypraw nie mają sobie równych. Odpowiedz Link Zgłoś
hiro Re: Dziczyzna 26.01.02, 20:23 borys-krakow napisał(a): > Bardzo przyjemny sklep odkryłem przy ul. MI. Obok sławnego chyba Landsberger Mo > belcośtam. > W sklepie, w budynku Las-u, jest przyjemna dziczyzna. > Sarnia łopatka po 35 pln, polędwiczki po 90 pln, comberek - 120 pln. > > Nie zapomnę, jak znajomy myśliwy wracając z polowanka maluchem stuknął niechcąc > y (serio) > sarenkę. Dostała mi się właśnie polędwiczka. Pokrojoną zamarynowałem w kamionko > wym garnku i > po 3 tygodniach odkryłem, że lekko czernieje na brzegach. Ponieważ w domu było > sporo znajomych - > postanowiliśmy sporą kamionkę mięsa uratować przed zepsuciem. > Krwiste befsztyczki smażone na oliwie bez dodatkowych przypraw nie mają sobie r > ównych. Najlspsze cą cynadry cyli raz jaja zwierza raz myśliwego:) Po pewnych wydarzeniach nie jadam dziczyzny. Odpowiedz Link Zgłoś
hiro 12000 i też idę spać 26.01.02, 22:57 hiro napisał(a): > borys-krakow napisał(a): > > > Bardzo przyjemny sklep odkryłem przy ul. MI. Obok sławnego chyba Landsberg > er Mo > > belcośtam. > > W sklepie, w budynku Las-u, jest przyjemna dziczyzna. > > Sarnia łopatka po 35 pln, polędwiczki po 90 pln, comberek - 120 pln. > > > > Nie zapomnę, jak znajomy myśliwy wracając z polowanka maluchem stuknął nie > chcąc > > y (serio) > > sarenkę. Dostała mi się właśnie polędwiczka. Pokrojoną zamarynowałem w kam > ionko > > wym garnku i > > po 3 tygodniach odkryłem, że lekko czernieje na brzegach. Ponieważ w domu > było > > sporo znajomych - > > postanowiliśmy sporą kamionkę mięsa uratować przed zepsuciem. > > Krwiste befsztyczki smażone na oliwie bez dodatkowych przypraw nie mają so > bie r > > ównych. > > Najlspsze cą cynadry cyli raz jaja zwierza raz myśliwego:) > Po pewnych wydarzeniach nie jadam dziczyzny. Odpowiedz Link Zgłoś
hiro Re: 12000 i też idę spać 26.01.02, 22:58 hiro napisał(a): > hiro napisał(a): > > > borys-krakow napisał(a): > > > > > Bardzo przyjemny sklep odkryłem przy ul. MI. Obok sławnego chyba Land > sberg > > er Mo > > > belcośtam. > > > W sklepie, w budynku Las-u, jest przyjemna dziczyzna. > > > Sarnia łopatka po 35 pln, polędwiczki po 90 pln, comberek - 120 pln. > > > > > > Nie zapomnę, jak znajomy myśliwy wracając z polowanka maluchem stukną > ł nie > > chcąc > > > y (serio) > > > sarenkę. Dostała mi się właśnie polędwiczka. Pokrojoną zamarynowałem > w kam > > ionko > > > wym garnku i > > > po 3 tygodniach odkryłem, że lekko czernieje na brzegach. Ponieważ w > domu > > było > > > sporo znajomych - > > > postanowiliśmy sporą kamionkę mięsa uratować przed zepsuciem. > > > Krwiste befsztyczki smażone na oliwie bez dodatkowych przypraw nie ma > ją so > > bie r > > > ównych. > > > > Najlspsze cą cynadry cyli raz jaja zwierza raz myśliwego:) > > Po pewnych wydarzeniach nie jadam dziczyzny. > Odpowiedz Link Zgłoś
hiro Re: 12000 i też idę spać 26.01.02, 22:59 hiro napisał(a): > hiro napisał(a): > > > borys-krakow napisał(a): > > > > > Bardzo przyjemny sklep odkryłem przy ul. MI. Obok sławnego chyba Land > sberg > > er Mo > > > belcośtam. > > > W sklepie, w budynku Las-u, jest przyjemna dziczyzna. > > > Sarnia łopatka po 35 pln, polędwiczki po 90 pln, comberek - 120 pln. > > > > > > Nie zapomnę, jak znajomy myśliwy wracając z polowanka maluchem stukną > ł nie > > chcąc > > > y (serio) > > > sarenkę. Dostała mi się właśnie polędwiczka. Pokrojoną zamarynowałem > w kam > > ionko > > > wym garnku i > > > po 3 tygodniach odkryłem, że lekko czernieje na brzegach. Ponieważ w > domu > > było > > > sporo znajomych - > > > postanowiliśmy sporą kamionkę mięsa uratować przed zepsuciem. > > > Krwiste befsztyczki smażone na oliwie bez dodatkowych przypraw nie ma > ją so > > bie r > > > ównych. > > > > Najlspsze cą cynadry cyli raz jaja zwierza raz myśliwego:) > > Po pewnych wydarzeniach nie jadam dziczyzny. > Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Krupnik (zupa) 11.02.02, 20:28 Kto w dzieciństwie lubił krupnik? Potwornš zupę z kaszš, którš wmuszali w nas rodzice? Ku zgrozie swoich dzieci polubiłem krupnik na staro�ć. Przepis zmodyfikowany, ale zgodny z Regułš Pięciu Przemian. Do 3 l. zimnej wody wrzucam kurze ko�ci, po zagotowaniu - po szczypcie tymianku, kurkumy, pół łyżeczki kminku, kaszę jęczmiennš (5 łyżek), li�ć bobkowy, ziele angielskie, imbir (pół łyżeczki). Po półtorej godziny 2 pory, trochę kapusty włoskiej, sól, bazylię, pokrojonš natkę pietruchy, majeranek, 3 drobno pokrojone marchewki, 1 pietruchę (korzeń), 3 pyry. Po pół godzinie gotowania męczymy dzieci. Kolejno�ć wrzucania nieprzypadkowa, pomiędzy poszczególnymi składnikami mieszać zupę. Wtedy wszystko będzie ying i yang, etc. Wegetom polecam zamiast ko�ci kurzych dać nieco bazylii do zimnej wody, a po kurkumie - łyżkę masła. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek P. Re: Krupnik (zupa) IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 19:52 Borys co z przepisem na śledzia ? Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Śledź wyborowy 12.02.02, 20:10 Religia nie pozwala mi jeść ryb. Dlatego na śledziówkę piję wyłącznie wódkę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jaga Re: Śledź wyborowy IP: *.gorzow.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.02, 21:32 borys-krakow napisał(a): > Religia nie pozwala mi jeść ryb. Dlatego na śledziówkę piję wyłącznie wódkę. Jak każda ryba, także śledź musi pływać... Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Re: Śledź wyborowy 13.02.02, 07:56 Gość portalu: Jaga napisał(a): > Jak każda ryba, także śledź musi pływać... Całe szczęście, że wódka nie domaga się towarzystwa ryby. Odpowiedz Link Zgłoś
borys-krakow Kartoflanka 12.03.02, 09:58 Mareczek wcześniej postawił pytanie o kuchnię regionalną. Brandenburską. Na razie niewiele do niej zaproponowano. Myślę, że półpostna zupa z podstawowym płodem brandenburskich piasków – kartoflem spełnia postulat swojskości. W zimną wodę, 2 litry, kładziemy kostne resztki kury. Skrzydełka, szyjkę, etc. Gdy zawrze po brandenbursku (burburbur pod pokrywką) sypiemy estragon i brandenburski majeranek. Po pół godziny dodajemy typowo brandenburską marchew i czystą rasowo pietruchę, miejscowy kminek. Po kwadransie por i tutejszy seler. Po następnym lubuskim kwadransie solimy. Sól niestety sprowadzamy. Potem bazylia. Potem tymianek. Gdy warzywa miękkie – odcedzamy wywar, wkrawamy w kostkę kartoffeln, tyle, by zupa była gęsta. Do miękkości burbur. Śmietanę od czystej, dolnośląsko – pomorskiej krowy mieszamy z mąką (szklanka śmietany, kopiasta łycha mąki), hartujemy (w osobnym naczyniu śmietanę mieszamy z chochlą gorącej zupy) i wlewamy do zupy. Dodajemy pokrojoną wcześniej marchew. Prawdziwy Brandenbur po takiej zupie spokojnie zdobędzie Gdańsk (patrz: Gniewko, syn rybaka: "Brandenbury idą!") Odpowiedz Link Zgłoś