darth4
07.01.03, 00:19
Niska frekwencja - analiza
Rozmawiała Aleksandra Pezda 28-10-2002,
Rozmowaz dr. Jerzym Rossą
Aleksandra Pezda: Ludzie mówią, że o słabej frekwencji w wyborach przesądziła
kiepska pogoda. Pan też tak uważa?
Jerzy Rossa*: - Pogoda... ha, ha, ha. Sądzę jednak, że to bardziej
skomplikowane zagadnienie. Kultura polityczna buduje się długo, przez lata.
Tymczasem nasze społeczeństwo jest ofiarą omnipotencji politycznej z
poprzedniego ustroju - rządzący dawali obywatelom wszystko, jednak ci ostatni
pozostawali bez wpływu na rzeczywistość. To przyzwyczajenie skutkuje dzisiaj
postawą, w której zwykły obywatel spycha każde konkretne działanie na
instytucje. "To nie nasza sprawa, to do nich należy"- taki jest mechanizm.
Więc nie pogoda, tylko fakt, że jesteśmy społeczeństwem postsocjalistycznym?
- Niezupełnie. Bo, jak dowodzi Erich Fromm, kiedy działa na nas silny stres,
mamy tendencje od ucieczki, ucieczki od wolności, więc i zrzucenia
odpowiedzialności za to, co wokół nas i z nami się dzieje. Dochody połowy
obywateli naszego kraju nie sięgają nawet minimum socjalnego, ponad 90 proc.
płaci podatki tylko z pierwszego progu, a 7-10 proc. obywateli żyje poniżej
poziomu określonego jako minimum egzystencji. I dlatego tych, którzy chcą
wziąć aktywny udział w życiu publicznym jest naprawdę niewielu. Włoski
socjolog Gaetano Mosca dowodzi, że jedną z właściwości demokracji jest to, iż
elity polityczne wybierają same siebie, tylko za naszym pośrednictwem. To się
zdarza wówczas gdy programy partii politycznych niewiele się między sobą
różnią.
Na to właśnie narzekają gorzowscy wyborcy: po co głosować, mówią, skoro
wszyscy kandydaci proponują ogólniki, w dodatku tak samo brzmiące...
- Jednak wyborcy głosują tradycyjnie oraz emocjonalnie. Kiedyś zostałem
zaproszony na spotkanie do jednej z gorzowskich podstawówek. Rzutki dyrektor
chciał opracować projekt szkoły otwartej na środowisko. Zaprosił rodziców,
nauczycieli i radnych. Radni nie przyszli. Założę się jednak, że ci sami
radni są wybierani na tym osiedlu w każdej kadencji.
Może to wynika ze zmęczenia "małą" samorządową polityką i z przekonania, że
czegokolwiek by nie zrobili, to i tak nic się nie zmieni?
- Przeciętnemu obywatelowi wydaje się, że życiem społecznym rządzą
nadindywidualne siły, że on sam nie ma na nic wpływu. Niewątpliwie jest tak,
że ludzie chętniej akceptują ład i porządek, w którego tworzeniu
uczestniczyli. Nawet zgodzą się na gorszą rzeczywistość, byle mogli się z nią
utożsamić. Wnoszę więc, na podstawie tych informacji o frekwencji wyborczej,
że mieszkańcy Gorzowa nie utożsamiają się z tym, co się w mieście dzieje.
Najwyraźniej dotychczasowe władze nie dały społeczeństwu możliwości
uczestniczenia w kreowaniu tej miejskiej rzeczywistości.
Czy Pan głosował?
- Oczywiście, że tak. I chciałbym, żeby więcej ludzi głosowało. Wtedy to moje
głosowanie miałoby większy sens.