Dodaj do ulubionych

Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice

01.06.07, 22:48
Andrzej Andrzejczak, szef "Solidarności", tutaj protestuje i domaga się wypłat
dla pracowników szpitala a sam, jako szef tejże tak dbającej o pracowników
"Solidarności", wstrzymuje wypłaty pieniędzy dla wykładowców prowadzących
zajęcia w ramach projektu “Wsparcie metodą outplacement pracowników
restrukturyzowanej służy zdrowia w regionie lubuskim”. I jak tu nie mówić o
<b>hipokryzji</b> Pana Andrzejczaka
Obserwuj wątek
    • Gość: lekarz 1979 Płonka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.06.07, 09:16
      Płonka Honorowy Obywatel Miasta Zielona Góra - gratuluję nominacji. Stracilismy
      przez nią Fundusze Unijne pozyskane przez wcześniejszą dyrekcję. Gratuluję Pani
      Marszałek powodzenia za 3,5 roku w wyborach.
      • Gość: niunia Re: Płonka IP: 217.98.252.* 05.06.07, 11:45
        Pani Płonka czy pani nie wstyd podawać się za gorzowiankę, już niedługo
        wybory .Czas szybko mija ..
    • blic Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice 02.06.07, 13:27
      "Andrzejczak mówił do protestujących o początkach wojny secesyjnej między
      północą i południem województwa."

      Podoba mi się to hasło.
      Up the rebels! :)
      • login_tymczasowy Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice 02.06.07, 17:41
        blic napisał:

        > Up the rebels! :)
        No, ale to my jestesmy na polnocy...
        • blic Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice 02.06.07, 20:52
          Szkocja też jest na północy. :)
    • Gość: pigułka Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice IP: *.gorzow.mm.pl 02.06.07, 15:31
      Ale bagno.Mam dość.
    • Gość: związkowiec Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice IP: *.gorzow.mm.pl 04.06.07, 15:58
      Piotr Dębicki - Nie umierajmy za Zieloną Górę

      Felieton z Ziemi Gorzowskiej

      Dla tych, którzy wieścili, że powrót kardiologów do pracy to początek
      wychodzenia szpitala na prostą, przedśmiertne drgawki gorzowskiej lecznicy
      stanowią niemiłe zaskoczenie. Stan placówki trafnie scharakteryzował minister
      Religa: „Trup w stanie rozkładu”. Nie dziwota, że nikt przy zdrowych zmysłach
      nie chce go reanimować. Poza politykami szczebla wojewódzkiego – dla nich
      likwidacja gorzowskiej lecznicy oznacza utratę lukratywnych stołków wskutek
      upadłości województwa i wprowadzenia zarządu komisarycznego przez premiera.
      Stąd zapewnienia o możliwościach ożywienia zwłok, które płynęły z Urzędu
      Marszałkowskiego.


      Jedynym rozsądnym wyjściem, zapewniającym mieszkańcom północy opiekę
      specjalistyczną, jest zawiązanie nowego szpitala w miejsce obecnego, który
      trzeba zlikwidować. Dzięki takiej operacji, nowa lecznica rozpoczęłaby
      działalność bez obciążeń, dyrekcja mogłaby swobodnie kształtować jej strukturę,
      zakres usług, zatrudnienie. Bez garbu związków zawodowych ze 180 pracownikami
      chronionymi prawnie przed zwolnieniem. O takie rozwiązanie zwracała się
      gorzowska Rada Lekarska już w październiku zeszłego roku. Krzyk wołającego na
      puszczy…


      Bowiem na gorzowskiej niwie politycznej panowała zaskakująca cisza. Chwała
      przewodniczącemu Rady Miasta Robertowi Surowcowi, że nie bał się podjąć działań
      dla ratowania gorzowskiego szpitalnictwa. Zainicjował obywatelską akcję
      zasypywania ministra telefonami w obronie szpitala, próbował wskórać coś u
      ministra zdrowia – dzięki pomocy Elżbiety Rafalskiej i Marka Surmacza. Swym
      zaangażowaniem udowodnił, że stawia dobro wspólne nad polityczne kunktatorstwo.
      Radę – jako całość – stać było jedynie na wysmażenie żałosnego apelu do
      premiera Kaczyńskiego, którego (chyba z litości) media nawet nie przytaczały i
      przekazanie lecznicy 200 tys. zł (równowartość kosztów fety na otwarcie mostu…).


      O ile miejscy bezradni twierdzą, że nie mają wpływu na organ założycielski
      szpitala (sejmik), o tyle milczenie gorzowskich struktur partyjnych zadziwia.
      Potrafią organizować konferencje prasowe na tak abstrakcyjne tematy, jak
      zagrożenia demokracji w Polsce, zaś katastrofa największego lubuskiego
      pracodawcy nie stanowiła dla nich powodu do zajęcia stanowiska i podjęcia
      działań. Zastanawia to tym bardziej, że wszystkie główne partie mają swoich
      przedstawicieli w sejmiku, zatem posiadają realny wpływ na zapadające tam
      decyzje.


      Likwidacja szpitala będzie testem jakości gorzowskich elit politycznych.
      Mieszkańców naszego miasta nie interesują teorie o nagłym zaangażowaniu
      polityków PiS w sprawę szpitala, mające na celu przejęcie władzy w
      województwie. Gorzowianom nie zależy bowiem na przyszłości lubuskiego
      nowotworu. Dużo ważniejsza jest możliwość uzyskania pomocy medycznej w miejscu
      zamieszkania. Komu potrzebne jest województwo lubuskie, widać było przy wyborze
      kluczowych inwestycji na lata 2007-13. 85 proc. z nich jest na południu. Na
      północy biegają misie polarne i znajdują się deficytowe szpitale w Gorzowie,
      Kostrzynie, Drezdenku… Swego czasu, podczas dyskusji nad przebiegiem drogi S3,
      radny Jałoszyński stwierdził, że nie będzie umierał za Zieloną Górę. Jego słowa
      stały się ciałem.


      Gorzowianie, żądajmy natychmiastowej likwidacji szpitala, którego długi
      powstały wskutek zaniedbań zarządu województwa pod wodzą zielonogórzanina
      Andrzeja Bocheńskiego. Żądajmy utworzenia nowej, dobrze zarządzanej lecznicy
      szczebla wojewódzkiego. A jeśli przy okazji padnie paradyski bękart,
      przynoszący korzyści południowcom i garstce sejmikowych polityków – trudno.


      Gorzowianie! Nie umierajmy za Zieloną Górę!

      Tak,tak. Bla, bla. I nic z tego nie wynika.

    • Gość: browar Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice IP: *.gorzow.mm.pl 04.06.07, 20:39
      Co to za bełkot.
    • Gość: nicelus Re: Związkowcy ze szpitala wyszli na ulice IP: *.dip.t-dialin.net 05.06.07, 10:10
      to może zamknąć drzwi i nie wpuścić ich z powrotem?
      ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka