Gość: ASK
IP: *.*
23.09.02, 12:25
Wszystkie chcemy być szczupłe, zwłaszcza te, które tutaj piszą. Pijemy herbatki, łykamy pigułki, katujemy się dietami. Wydaje nam się, że od obwodu w talii zależy nasze samopoczucie... Schudłam, choć nie wzięłam udziału w szaleństwie trzynastki. Drakońskie diety nie dla mnie, ale jadłam mniej, żadnych słodyczy, chrupki chlebek bez masła, serki light, ostatni posiłek przed 18 i dużo czerwonej herbatki. Ubyło mi prawie 10 kg w 4 m-ce, 8 cm w pasie, mniej w biodrach, udach. Nie spodziewałam się takiej reakcji organizmu na niewielkie zmiany żywieniowe. Słowem pełen sukces, moje samopoczucie było wspaniałe, do czasu... Nagle wszyscy zaczęli mi mówić jak strasznie wyglądam, za plecami pytali bliskich czy nie jestem chora, od męża po kilku latach małżeństwa usłyszałam, że jeszcze nigdy nie byłam tak brzydka. Moje ubranka w rozmiarze 40 zaczęły mi spadać i we wszystkim wyglam jak strach na wróble, pewnie rzeczywiście nie jest to zbyt ciekawy widok. Na te nowe nie bardzo mnie stać, za dużo ubrań do wymiany. No i tak...schudłam, osiągnęłam to co inne bardzo chcą, czasem latami nie mogą, tylko co z tego? Warto było? Mało komu podoba się mój nowy image, mąż jest zdegustowany moją chudością a mama ciągle wspomina coś o anoreksji i pilnuje, żebym zjadła rosół podczas obiadku.Wiecie co, ostatnio częściej sięgam po coś słodkiego do kawki... Co jest ważniejsze, nasze odczucia, samozadowolenie, uśmiech, kiedy patrzymy w lustro na swoją sylwetkę w bieliźnie? Czy akceptacja otoczenia, w którym spędzamy swoją codzienność?Pozdrawiam ciepło wszystkie odchudzające się, te odchudzone i te pulchne. Aga