12.09.13, 12:02
Kiedy przytuliłam maleńką istotkę, a miała 4 dni - wiedziałam, że dam radę. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wyczucie każdym nerwem. Bez znaczenia kto urodził. Ja wiedziałam, że od zawsze była moja. I śliczna. Była bez przerwy chora, nie spała, nie siadała, nie chodziła, nie chciała jeść, ani wydalać. Nie miała woli życia. Potem kleiła się do obcych ludzi i śmiała z błyskiem w oku z cudzego nieszczęścia. Tłumaczyliśmy, wspólnie oglądaliśmy filmy i czytaliśmy ksiązki. Gadała i gadała, więc rozmawialiśmy godzinami. W jej życiu najczęściej wymawiane słowo – NIE. Ktoś mnie zapytał, kiedy jest szczęśliwa... odpowiedziałam spontanicznie - kiedy nic nie musi i nie powinna. Kiedy może się zawiesić. Ale w Polsce trzeba iść do przedszkola, nawiązać kontakty z rówieśnikami, iść do szkoły, myśleć o przyszłości. Lekarze, rehabilitacje, baseny, leki i każda myśl o niej, dla niej. To także kosztuje - spieniężaliśmy, co się dało. Całe nasze życie „pod nią”, pod naszą ukochaną córeczkę – pękną, zdolną, zgrabną, coraz zdrowszą, coraz mądrzejszą, ale także krnąbrną, niechętną, kłótliwą i wiecznie niezadowoloną.
Pokazaliśmy jej niemal całą Polskę, pokazaliśmy teatry, muzea, skanseny, cudne lasy i góry i morze. Jeździła bez radości, oglądała bez chęci. Wolała jeść frytki i utkwić w nich wzrok, niż podziwiać cokolwiek. Często było nam przykro. Próbowała codzienne wywoływać awantury o najzwyklejsze sprawy, buntowaliśmy się, nie mogąc znieść paskudnej atmosfery. Awanturka dawała jej odprężenie. Rano „brałam to na siebie”, żeby klasówka dobrze poszła, bo jednak gdy dostała niespodziankę w śniadaniu, gdy dzień przeszedł, dostawałam pogodnego esemesa z uśmiechniętą buźką. Myślałam sobie – to wszystko przejdzie, idziemy do przodu. Ważne, że mamy kontakt. Myślałam – przecież nie różni się od innych dzieci. One też bywają nieznośne, popełniają błędy i hormony w nich buzują przy dorastaniu. Kłamała, oszukiwała i kradła. Żaden psycholog nie widział zagrożenia, problemu, nie kierowano nas na terapię rodzinną. Owijała psychologów dookoła palca. Potrafiła szpital postawić na nogi, świetnie udawała. Inteligentna była od zawsze.
Cieszyliśmy się, że choć mało w niej empatii, choć jest trudna w codzienności, jednak jakoś zalicza kolejne klasy, ktoś ją lubi, ma przyjaciółkę, pięknie mówi, ma dobrą pamięć i łatwość nauki języków. Nie chcieliśmy zarządzać jej życiem, więc godzinami wiedliśmy dyskusje, żeby wiedziała czego potrzebuje. Sama wymyśliła sobie drogę – LO, AWF. Sama radość.
Co prawda naukę zaliczała ostatnio w szóstej szkole. Z każdej odchodziła w złej atmosferze. Nie chciałam walczyć z całym światem, może to mój błąd. Zmęczona byłam. Gdy ktoś bił i sekował moje dziecko, stawałam po jej stronie. Nie była lubiana przez nauczycieli. Miała inny sposób siedzenia, śmiechu, ruchu i kłamała. Cóż, myślałam, nie jest pokorna, ale nie musi być uległa. Usprawiedliwiałam, chociaż burczałam w domu, że kolejną szkołę sama sobie znajdzie. Ostatnią – prywatną - znalazłyśmy obie, bo szkolni narkomani pobili ją do wymiotów i siniaków. Do dziś dokładnie nie wiem o co poszło. Na policję nie mogłam zgłosić, bo nie dostałabym ochrony, a zmienić miejsca życia, nie mam siły. Szkoła bała się interwencji - „bo mamy własne dzieci”... Cieszyła się więc nową klasą, kameralną atmosferą, nauką. Sukcesy, radość, dostała większe kieszonkowe, więcej swobody. Patrzyliśmy na piękną, mądrą panienkę. Dumni byliśmy z niej, w przedmaturalnej klasie. Uratowaliśmy od śmierci takie dziecko!!! To nic, że bałaganiła, nic nie chciała robić w domu – niby zwracałam uwagę, egzekwowałam, kłóciłam się czasem, ale myślałam – stresy, dojazdy, trudy miną, dorośnie... Zazdrościłam trochę, że inne dzieci są „przylepne”, a moja córka nie lubiła głaskania, przytulania i nie była dla nas miła. Raczej pasożytniczo nastawiona. Mąż krytykował, ale ja – ciągła optymistka, żyłam nadzieją, że lata lecą, rozumu przybywa, nie każdy musi być wylewny.
Zbliżały się 18-te urodziny. Planowałyśmy „obchody”, wczasy, wakacje, ale ona jakoś niechętnie. Skąd mogłam wiedzieć, że moja córeńka jest w ciąży? Nie powiedziała. Była ospała, zdenerwowana, ale jak to ja – co tobie dziecko? Może pośpij, a może pojedz, a może do lekarza. Złościła się na moją troskę.
I nagle nie wróciła na noc. Szaleliśmy. Szukaliśmy nocą. Policja. Itaka. Jakiś jej kolega, znany nam krótko „dowodził poszukiwaniami” przez telefon – plątał adresy, kłamał. Byliśmy przerażeni i samotni. Idzie noc, nikt nie pomoże, zapełniona skrzynka telefonu córki, esemesy nie wchodzą... Nie wiemy co się stało.
Znalazła się po trzech dniach u 17-to latka w domu, po poronieniu. Jego matka przerażona, jego ojciec pijany. Nasza córka?... nie chce wrócić do domu! Tam zostaje. Do szkoły nie wróci. Tam zostaje!!! Pięc dorosłych osób tłumaczyło dziewczynie, że z rozdawania ulotek się nie wyżyje, że „koło już wynaleziono”, że ma szanse... przecież miała plany, ambicje... Szok poporodowy myślę sobie, więc lekarz itd., ale ona właśnie skończyła 18 lat.
I to jest ta ściana!!!
NIC już nie mogę zrobić. Mogę tylko czekać.
Nie wróciła na noce jeszcze kilka razy, szukaliśmy jej i znowu nie chciała wrócić do domu. Tym razem od innego chłopaka. W cudzych wyrkach, w cudzych ciuchach.... Nie zgodziłam się, by jakiś facet nocował u nas w domu. Poszła za nim. Ufarbowała włosy na czarno, kolczyki wbiła w usta, obrożę ma na szyi, czarne pazury. Ukradli jej dowód i komórkę. Nie wiadomo za co żyje i gdzie właściwie mieszka.. Faceta szybko zmieniła na innego.

Miała drugie życie i taką inteligentną, wspaniałą własność manipulowania zakochanymi, naiwnymi rodzicami. Składam te puzzle wspomnień w całość. Fakt – spóźniała się nieco, bywało opuszczała szkołę, ale się tłumaczyła, kradła pieniądze, ale rozmawiałyśmy i żałowała, przepraszała. W każdej godzinie myślę, gdzie popełniliśmy błąd??? Kochaliśmy za mocno? daliśmy za dużo?
Ludzie mówią – nie!
Byliście normalni – ona ma GENY. Jej dobrze u kloszardów w pustostanie. Jest szczęśliwa, nic nie musi. Rzuciła szkołę z pięknymi stopniami, nie zdała, do innej się nie wybiera. Że ciuchy śmierdzą? Że zima idzie? Ale jest seks i blanty. Ona myśli tylko „na dziś”. Ludzie tak mówią...

Staram się ukryć, że zwariuję, że nie mogę żyć. Udaję, że jestem, bo mam męża.. Jednak wiem, że jest wpływowa, rozkazowa, sama różnych rzeczy nie wymyśli... Nie wymyśli jak się podnieść, a ma te cholerne 18 lat...
Z kolejnym chłopakiem, chorym psychicznie, jeździła po Polsce bez biletu i dokumentów. Teraz chyba jest następny – cała twarz w kolczykach. Od czerwca widziałam ją 2 razy. Raz przyszła po pieniądze, choć o nich nie mówiła wprost, była pokorna, zgodna, ale nie dotrzymała żadnego słowa – kontakty się urwały. Policja ją zatrzymała, żądała potwierdzenia tożsamości. – To już jest dziwna, obca kobieta, zbuntowana, rozzłoszczona. „Odejdźcie, nie mów do mnie, daj mi spokój, nie będę rozmawiała, co cię to obchodzi... mam prawo do swojego życia!!!”. Odwróciła się i odeszła... Skreśliła nas?
A mnie serce pęka, codziennie, w każdej minucie. Skróciłabym sobie życie, gdybym mogła ją uratować. Gdybym mogła przestać pytać, DLACZEGO? Za co?
Ludzie mówią – mróz przyjdzie, w pustostanie nie da się mieszkać. Czy mogłam przewidzieć, że z czyściutkiego pokoiku ze zdjęciami na ścianie, z serwetek i pantofelków, moje dziecko pójdzie w brud i szpetotę? W beznadzieję?
Jesteśmy starzy i samotni. Straciłam z nerwów wzrok na kilka godzin, na szczęście to nie wylew... Wiem, że ona wie o mojej chorobie, przez wolontariuszkę na Fb. I cisza, zero reakcji. Wolontariuszce jakaś zakolczykowana koleżanka córki na Fb odpisała, że ona żyje, normalnie mieszka. I tyle.
Pusty środek? Te „geny”?

Obserwuj wątek
    • wanielka Re: Porażka? 12.09.13, 12:19
      wygląda na klasyczny RAD, a ludzie czekający na malucha do adopcji najbardziej boją się FAS uncertain
      współczuję Ci bardzo, przeszłaś piekło, ale... to naprawdę nie Twoja wina.
      polecam lekturę bloga:
      prawiejakmama.bloog.pl/
      beonda przeszła podobne piekło.
      • aga77ta Re: Porażka? 12.09.13, 13:04
        W tej chwili przeczytałam ze zgrozą na podanym blogu właśnie identycznie to samo: córka szkalowała nas zawsze i od zawsze. Koleżanki bały się przyjść do nas. Ich rodzice sprawdzali i do dziś nie wierzą, że jesteśmy normalni. Pedagodzy nas wzywali, bo chcieli nas obejrzeć...
        Nawet ostatnio zaprzyjaźniona z córką była narkomanka umówiła się z nami, bo mimo wszystko opowieści stały się przesadzone. Jakbyśmy mieli rogi i dodatkowe uszy. Potwory... I ta opinia o maltretowaniu, ucisku, ograniczaniu...

        Boże! co będzie z takim dzieckiem, z takim człowiekiem? Gdzie pójść?
        Nie ma ratunku?
        Myślałam o częściowym ubezwłasnowolnieniu, żeby ktoś zdiagnozował, ratował...
        Boję się jednak, że uznają za zdrową, bo ona manipuluje, a ja dostanę nowe odium złości, a mąż już tego nie przetrzyma, on ma prawie 70 lat...
        • wanielka Re: Porażka? 12.09.13, 21:37
          może po prostu odpuść?
          nie da się pomóc osobie, która tego nie chce. Wasza córka jest dorosła, zrobi co będzie chciała. czas zająć się sobą. życie w ciągłym poczuciu winy jest okropne. powiedz sobie, że zrobiłaś dla niej wszystko, co możliwe, ale pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć.
          • kasiapfk Re: Porażka? 30.09.13, 07:56
            Odpuściłabym. Zrobiliscie wszystko co mogliście najlepiej jak mogliście. W tej chwili to jej życie. Jest dorosła. MA PRAWO robić ze swoim życiem co chce. Wy też.
            Nawet nie rozważam tego co opisałaś w kategoriach niewdzięczności/wdzięczności, bo w rodzinie nie może być o tym mowy.
            Dajcie SOBIE prawo by odpuścić. Sobie , jej, światu.
            Naprawdę można dać innym prawo postępowania jak chcą bez brania odpowiedzialności za ICH wybory.
            K.
            ps. Czym innym jest odmowa pomocy a czym innym szarpanie się, że ktoś nie korzysta Waszego serca smile)))
    • elara1 Re: Porażka? 26.09.13, 17:20
      To nie jest porazka, przestan sie oskarzac, nie mozna Nic zrobic na silę i pomoc komus, kto tego nie chce.

      Cieszę sie, ze wanielka mysli podobnie jak ja, a z drugiej strony nieodwracalna jest tylko smierc. Więc wszystko moze się jeszcze zmienić.
    • sandra55-online Re: Porażka? 01.10.13, 09:53
      współczuję Wam
      Jestem pewna , że zrobiliście wszystko aby wychować ja na dobrego człowieka.
      Też boję się przyszłości, bo nie wiem jakie będzie moje dziecko/również adoptowane/
      bardzo chciałabym aby było rozsądne i wrażliwe na krzywdę innych ale co życie przyniesie tego nie wiem, czasem też jest ciężko, nie jest łatwo, ale staramy się tłumaczyć, mówić i wychowywać.
      Jaki będzie efekt to się okaże w przyszłości.
      pozdrawiam Cię aga77ta
      • asia525 Re: Porażka? 09.10.13, 06:09
        Jeśli mieliście ją od urodzenia to o RAD nie może być mowy - pisałaś że tuliłaś ją 5-dniową. Ja też bym odpuściła. I to absolutnie nie jest Twoja wina! Na pewne rzeczy nie mamy wpływu i tyle. Wy wychowywaliście ją najwspanialej na świecie, daliście jej wszystko. Ona może to kiedyś zrozumie. Ale teraz - wiem, to boli, ale - zapomnijcie. Dla Waszego dobra i zdrowia. Macie siebie i to jest dużo, powalczcie teraz właśnie o siebie, a nie o nią, bo na tym etapie z nią nic nie zdziałacie.
    • asia525 Re: Porażka? 09.10.13, 18:01
      A pomyślałaś, że taka porażkę przeżywa wiele rodzin biologicznych? Że to nie jest porażka adopcji, ani też Wasza?

      Mam koleżankę, wspaniała rodzina, dla mnie wzorcowa - mają trójkę dzieci. Rodzina kochająca się i wspierająca we wszystkim, wychowanie oparte na miłości. Tę bajkę niestety popsuła najstarsza córka - uciekła z domu, zaczęła palić papierosy, kradła pieniądze, uciekła do dużo starszego od siebie mężczyzny. Jakby przestała rozumieć rodziców, ich argumenty, dziewczyna mądra i inteligentna.
      Drugi przykład - syn koleżanki, znów z dobrej, kochającej się rodziny, przed maturą zaczął ćpać, uciekł z domu, zamieszkał na dworcu.

      Takich przykładów jest pewnie więcej. Tylko w biologicznych rodzinach odpada problem adopcji. Nikt nie powie - to dlatego, że dziecko adoptowane. Pewnie geny ... A my pierwsze co to o tym myślimy ...
    • aga77ta Re: Porażka? 10.10.13, 08:15
      Może masz rację. Młodzi sami wzajemnie się deprawują i pozornie stanowią zamknięte klany. Jednak są tak samo wzajemnie obojętni na los, jak hejterujący w przypadkowej grupie. Widzę, co się dzieje wokół szkół obok których przechodzę. Wieczorami włóczą się dziewczyny 12-14-15 lat i po prosu atakują równolatków, którzy w tym wieku są jeszcze bardzo dziecinni. Świat staje na głowie i leci po równi pochyłej. Młodym odbiera się nadzieję, wiarę, honor na wielką medialną skalę reklam i ułudy. Mijałam wczoraj gimnazjalistkę, którą znam "od wózka" z widzenia, spuściła głowę - chyba 8 miesiąc ciąży. Niewątpliwie nie planowała. Następnie nieszczęśliwe dziecko będzie.
      Wiem, że to się trafia innym, wiem, że nie tylko adopcyjnym. Może to brak genu miłości i empatii.
      • panapiotra Re: Porażka? 18.03.14, 17:03
        Trafiłem tu przypadkowo. Widzę, że minęło trochę czasu. Stoicie z mężem na nogach?
        Twój list był... nie - jest przejmujący. Mój syn ma już 29 lat. Nie uciekł. Sądzę, że ze strachu. I z wygody. Niestety poza wszystkim co opisałaś ma o tyle gorszą sytuację od Twojej córki, że zdaje sobie sprawę z dość niskiego poziomu inteligencji. Też było "wszystko" - kłopoty szkolne, kradzieże, narkotyki, przymusowe leczenie, walka w sądzie by nie trafił do więzienia.Tyle lat minęło, a ja nadal nie rozumiem. Obawiam się jednak, że czeka Was jeszcze więcej. Powrót, ale ... nie po miłość, nie po ciepło domowe, ale po ... pieniądze. Jeśli uda się Wam to wspólnie przetrwać, przetrwać w sensie uodpornić się. Zachować się egoistycznie. Egoistycznie w tym sensie, że wspierać się wzajemnie i potwierdzać codziennie że Ty i mąż jesteście od tego czasu dla siebie najważniejsi. Postarać się odzyskać resztki harmonii. Dla Waszej przyszłości. Córka wybrała inną drogę. Jej wybór. Wy zrobiliście "co do Was należało". Daliście jej dom i szansę. Jeśli tego nie chce? Cóż jej prawo, ale ... Wy nie jesteście jej nic winni. Jeśli jest źle i nie moglibyście poradzić sobie z tym to można spróbować terapii (są grupy dla rodziców). Ja nie mam najlepszych doświadczeń z "zawodowcami".
        • aga77ta Re: Porażka? 19.03.14, 09:14
          Ciąg dalszy historii był do przewidzenia.
          Córka "zgłosiła się" jakiś czas temu telefonicznie - właściwie z żądaniami, ale nie pieniędzy tylko różnych informacji dotyczących szkół, nie ma podobno dostępu do internetu, a pragnie kontynuować przerwaną naukę. Od początku mówiła za szybko, za dużo i od początku kontaktów wiedziałam, że sytuacja inaczej, niż na szkolną wygląda. im więcej telefonów, tzw. "niezobowiązujących interesów", prowadzących do ... może pojednania, tym więcej miałam obaw. W końcu odwiedziła nas w domu, przedstawiając swoje życie w sielskich barwach, potem było spotkanie na mieście, potem przyszła ze swoim wybrańcem i "nie owijała w bawełnę", że zostanę ...babcią. "Zostaniemy dziadkami - poprawiłam". Mąż niestety nie nadaje się do takich szarpanych kontaktów, potem trzeba wzywać pogotowie...
          Nie znam jej/ich adresu, aczkolwiek jestem informowana o etapach wczesnej jeszcze ciąży. Córka snuje opowieści, jak to oni chcieli mieć dziecko, teraz mają psa, potem będą mieszkać w wynajętym mieszkaniu. Nigdy nie upomniała się o pieniądze. Stwierdziła, że skoro zimę przeżyła, to da radę.
          Znam ja doskonale i wiem, im więcej strachu, niepewności, rozpaczy tym bardziej jest rozmowna, szczegółowa....
          Czekamy...
          Z mojego prywatnego i skomplikowanego wywiadu wynika, że partner jest alkoholikiem i byłym kryminalistą, wielokrotnie skazywanym za kradzieże. Jest sporo starszy od córki. Ma wykształcenie zasadnicze techniczne i wg słów córki podobno znalazł zatrudnienie. Na pewno jest człowiekiem słabym i zaburzonym, nerwowym i chociaż jak twierdzi od kilku miesięcy nie pije, nie wiadomo jakie dziecko się urodzi i jak to będzie dalej.
          Próbuję nie wymyślać scenariuszy, bo one będą ponad wyobrażenia.


          • panapiotra Re: Porażka? 19.03.14, 14:58
            hmm... co można powiedzieć. Nie jestem obiektywny, bo mojemu synowi kłamstwo "potrzebne" jak tlen do życia. To właśnie charakterystyczne - czym więcej słów, więcej szczegółów tym ... mniej prawdy. Wiem, że to trudne (moja żona postępowałaby chyba identycznie), ale postaraj się powstrzymać od "śledzenia". Mniej wiesz, mniej boli, a nie zmienisz "trwania przy swoim" córki. Wracam jak pijany do płota do tego co w tej sytuacji uważam za najważniejsze. Wasze (Twoje i męża) życie.
    • kasbart_1986 Re: Porażka? 11.02.14, 12:06
      A może Twoja córka kiedyś usłyszała/podsłuchała coś o sobie od rodziny/znajomych/obcych ludzi i to bardzo zmieniło jej życie? Może ktoś powiedział coś na temat jej pochodzenia, że nie jest Waszą prawdziwą córką, może ktoś ją wyśmiał, skrytykował? Możecie nawet o tym nie wiedzieć, że coś takiego miało miejsce, a może to bardzo ją dotknęło bo była to osoba którą szanowała, może uwierzyła że jest ta zła i potem efektem domina zaczęła byś ta zła.
      Kiedyś jako dziecko podsłuchałam jak mama mojej koleżanki mówi że jestem taka okrąglutka. Tak mnie to dotknęło że miałam doła kilka dni, zaczęłam jeść jeszcze więcej i już nigdy potem nie poszłam do tej koleżanki, a jej mamę omijałam szerokim łukiem na osiedlu (chociaż zawsze była mi życzliwa i miła dla mnie...). Albo ktoś z rodziny zażartował, że w piaskownicy bawiłam się z chłopcem i to pewnie mój narzeczony... Przez wiele lat później nie przyprowadziłam żadnego chłopaka do domu, żeby tak nie żartowano. Może u Twojej córki zadziałał podobny mechanizm...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka