Dodaj do ulubionych

warunki adopcji

29.03.05, 20:14
właśnie zastanawiam się nad adopcją i czytam różne wypowiedzi na ten temat,
strony OAO, itp. mam tysiące wątpliwości:
-czy potrafiłabym zupełnie obce dziecko pokochać tak bezwarunkowo?
-co z jego kodem genetycznym?
-co to znaczy dobry stan zdrowia? (miałam raka i dlatego nie mogę mieć dzieci)
-dlaczego muszę przedstawiać zaświadczenie o dochodach i opinię z miejsca
pracy?? a jeśli OAO odrzuci moją kandydaturę na rodzica, co o mnie szef
pomyśli?? i w ogóle dlaczego ma o tym wiedzieć??
-a co z momentem kiedy dziecko powie mi: chcę znaleźć swoją "prawdziwą matkę"??
-co zrobię jeśli adoptuję, a okaże się, że dziecko jest zupełnie do mnie
niepodobne, źle się uczy, itp??
-dlaczego dzieci mają minimum 8 tygodni?? podobno takie dziecko moze już mieć
chorobę sierocą?? czy to nie jest ze szkodą dla dziecka??
-dlaczego wszyscy są przekonani, że najlepsza matka adopcyjna i tak jest
gorsza niż biologiczna??
help!!!!
kasia
Obserwuj wątek
    • mowawe Re: warunki adopcji 29.03.05, 21:47
      k.kasia1 napisała:

      > właśnie zastanawiam się nad adopcją i czytam różne wypowiedzi na ten temat,
      > strony OAO, itp. mam tysiące wątpliwości:
      > -czy potrafiłabym zupełnie obce dziecko pokochać tak bezwarunkowo?


      Nie wiem, ja potrafiłam. Miłosć matki jest bezwarunkowa, ojca warunkowa.

      > -co z jego kodem genetycznym?


      Każdy ma kod smile



      > -co to znaczy dobry stan zdrowia? (miałam raka i dlatego nie mogę mieć dzieci)


      Znaczy taki, który nie uniemożliwia Ci zaopiekowanie się dzieckiem. Lekarka
      pisze Ci, że możesz zaopiekować się dzieckiem.


      > -dlaczego muszę przedstawiać zaświadczenie o dochodach i opinię z miejsca
      > pracy??


      Bo musi być poświdczenie, że masz te dziekco za co utrzymać a co do opinii -
      ośrodek niejako zaświadcza o Tobie jako o rodzicu a że trudno poznać kogoś
      przez kilkanaście tygodni to opinie są jedną ze składowych !

      a jeśli OAO odrzuci moją kandydaturę na rodzica, co o mnie szef
      > pomyśli?? i w ogóle dlaczego ma o tym wiedzieć??

      Nie musi o tym wiedzieć idziesz i mówisz, że potrzebna CI opinia, nie musisz
      wyjawiać dla kogo opinia ma być ! Chociaż ja będąc szefem chciałabym wiedzieć -
      jeśli pracownica jest w ciąży to też szef zwykle wie, no nie ? smile)
      Poza tym to radosna nowina, że starasz się o dziecko więc dlaczego ma nie
      wiedzieć ? Mój szef wiedział na samiuśkim początku smile

      > -a co z momentem kiedy dziecko powie mi: chcę znaleźć swoją "prawdziwą
      matkę"??

      Zrobisz jak zadecydujesz ! Ja powiem - poszukamy jej razem smile

      > -co zrobię jeśli adoptuję, a okaże się, że dziecko jest zupełnie do mnie
      > niepodobne, źle się uczy, itp??

      Zwykle jest tak, że jeśli czeka się na dziecko długo i bardzo bardzo na nie
      czeka to nas zpoziom akceptacji i otwarcia na inność się zwiększa.
      A że źle się uczy ? No to co ! Znam takich co się źle uczyli a teraz robią
      kariery ! A że niepodobne ? A po co CI podobne dziecko ? Ja chcę byc rodizna a
      nie bawić sie w udawanie, że jesteśmy rodziną !


      > -dlaczego dzieci mają minimum 8 tygodni?? podobno takie dziecko moze już mieć
      > chorobę sierocą?? czy to nie jest ze szkodą dla dziecka??

      Dziecko ma minimum 6 tygodni ! Chorobę sierocą może mieć dziecko w każdym
      wieku ! Nie rozumiem co ma być ze szkodą dla dziecka ? Choroba czy te 6
      tygodni ?

      > -dlaczego wszyscy są przekonani, że najlepsza matka adopcyjna i tak jest
      > gorsza niż biologiczna??

      Myślę, że nie powinnaś generalizować. Po pierwsze nie wszyscy. Istenieja różne
      zdania ! Nie wiem kto jest lepszy : ta co rodzi i odrzuca czy ta co bierze jako
      swoje i wychowuje ? Sama sobie odpowiedz !

      Polecam czytanie wątków o adopcji tutaj lub na bocianie ! I raz jeszcze czytaj,
      czytaj, czytaj !


      > help!!!!
      > kasia
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 30.03.05, 01:34
        hmm, pewnie masz rację, we wszystkim poza jednym, miłość matki nie zawsze jest
        bezwarunkowa a ojca warunkowa, to stereotyp, mój ojciec mnie kocha
        bezwarunkowosmile ale to mój biologiczny ojciec
        ale dzięki
        • kasiapfk Re: warunki adopcji 30.03.05, 07:48
          Jestem mamą mieszaną, urodziłam jednego synka, drugiego adoptowałam.
          Zapewniam Cię,że można pokochać kogoś kto ma inny - "obcy" kod genetyczny.
          Czytam właśnie ksiażkę "Geny a charakter" i polecam ją osobom stojącym u progu
          decyzji o adopcji - niezdecydowanym, lub obawiającym się. Ważne zdanie z niej:
          Każdy rodzi się z jakimiś predyspozycjami. To, czy one się ujawnią zalezy już
          od czynników i bodźców zewnętrznych". Amen.
          Na Twoje rozterki mam jedna radę - pójdź proszę do DOBREGO oao (na bocianie są
          nakiety i ośrodki) na NIEZOBOWIĄZUJACĄ rozmowę, która absolutnie do niczego nie
          zobowiązuje! Po prostu aby się dowiedzieć.
          W naszym oao powiedziano nam, że rodzina, która przejdzie szkolenie i
          zrezygnuje jest wielkim ich sulkcesem - bo po to jest ośrodek, by pomóc dokonać
          WŁASCIWEGO wyboru rodzicóm, a dzieciom znaleźć najlepszych rodziców jakich moga
          mieć smile
          Pozdrawiam,
          też Kasia
          • k.kasia1 Re: warunki adopcji 30.03.05, 12:23
            dzięki, niestety, w mojej okolicy są tylko 2 OAO i żaden nie jest DOBRY, w obu
            byłam, w jednym powiedziano mi, ze nie mam szans na adopcję ze względu na
            chorobę która przeszłam, a drugi odradzali mi znajomisad
            a tobie zazdroszczę urodzonego synka, myślę, ze to jest, niestety, zupełnie inna
            perspektywasad
            pozdrawiam
        • mowawe Re: warunki adopcji 30.03.05, 12:22
          Nie moge mieć racji bo to nie moje słowa. To słowa Ericha Fromma. Jakoś nikt
          ich nie podważa. A co dopiero nazywa ich stereotypem smile
          • k.kasia1 Re: warunki adopcji 30.03.05, 12:27
            Erich Fromm żył pare lat temusmile)od tego czasu kilka spraw się zmieniło, a nawet
            tacy mądrzy ludzie się myląsmile) Freud też był w swoim czasie guru i zobacz jak
            pięknie można podważyć część z jego teorii. Juz nie móiac o innych
            uczonych-filozofach-psychologach. Nauka idzie do przodu!!
            • mowawe Re: warunki adopcji 30.03.05, 13:08
              to powiem, ze jeden wyjątek jakim Ty jesteś potwierdza regułę smile
              że jednak miłość ojca jest warunkowa, smile)
              a tak na serio - nie wiem co w tym złego, że ktoś kocha kogoś warunkowo.
              Ot po prostu tak jest i tyle,
      • kicia291 Re: warunki adopcji 29.04.05, 22:17
        Kasiu! Jesteś świetna!Popieram Cię w 200%.
    • kasiapfk Re: warunki adopcji 30.03.05, 07:52
      A co byś zrobiła, gdybyś urodziłą i okazało się,ze Towje dziecko ma chorobę
      genetyczną i jednak naukowcem nie może zostać. Albo kończy szkołę specjalną. Co
      wtedy, czy imperatyw genialnego dziecka jest aż tak silny?
      (nie pisze żeby urażić, tylko by przemyśłeć)
      pozdro
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 30.03.05, 12:19
        hej hej nie uraziłaś, ale mnie nie chodzi o geniusza, ale o dziecko na jakie
        mogłabym liczyć biorąc pod uwagę cechy moje i męża oraz naszych rodzin poza tym
        nie urodzilabym dziecka z poważną chorobą genetyczna - sa badania prenatale!!!
        część chorób dziecka bierze się z niewłaściwego przebiegu ciąży, a nad tym
        akurat mając biologiczne dziecko miałabym kontrolę, poza tym dzięki badaniom
        typu USG, których wiele kobiet nie wykonuje, można wykryć niektóre choroby i
        leczyć je jeszcze w trakcie ciąży!!!
        no i w końcu właśnie, mając biologiczne dziecko przynajmniej mogę się spodziewać
        czegoś, a tu co?? biała plama!!
        a tak się składa, ze oczywiście , wiele można zdziałac przez wychowanie, ale
        geny to geny i już, tego się n ie przeskoczy i to mnie przeraża.
        • mowawe Re: warunki adopcji 30.03.05, 13:05
          k.kasia1 napisała:

          >
          > no i w końcu właśnie, mając biologiczne dziecko przynajmniej mogę się
          spodziewa
          > ć
          > czegoś, a tu co?? biała plama!!
          > a tak się składa, ze oczywiście , wiele można zdziałac przez wychowanie, ale
          > geny to geny i już, tego się n ie przeskoczy i to mnie przeraża.


          Mając biologiczne dziecko można się spodziewać bardzo mało. Mówię to z pełną
          odpowiedzialnością. Znam osoby z wyższym wykształceniem,które są wybitnymi
          specjalistami w swojej dziedzinie którym rodziły się dzieci z autyzmem, które
          miały dzieci z porażeniem mózgowym. A także mimo, że niektóre były zdrowe to
          kradły, ćpały, uciekały i zrywały kontakty z domem.
          Na serio tak trudno dopuścić myśl do siebie, że są i udane dzieci biologicznych
          rodziców i są udane adopcje ? Że są nieudane dzieci bilogicznych rodizców a i
          też nieudane adopcje ?
          Znam też matki z upośledzeniem, które rodziły dzieci z sporym IQ, które to
          potem odnosiły w życiu sukcesy.


          A gdyby geny działały tak jak miały działać to nie chciałabym znać połowy moich
          znajomych, swojego męża i siebie samej też smile


          Tak na serio to nasz wpływ na wiele spraw jest mimimalny - czas sie z tym
          pogodzić smile

          Nie ma jak to pogeneralizować smile
          • kasiapfk Re: warunki adopcji 30.03.05, 14:08
            Mowawe, ten tekst o genach rodziny... hihihih. Ja już kiedyś pisałąm ,że keidy
            przygotowywaliśmy się do adopcji miałąm mnóśtwo wątpliwości na
            temat "potencjału" mojego przyszłego dziecka.
            Zrobiłą "rachunek sumienia" w rodzinie (doszłam do 4-ego pokolenia wstecz) i
            odkryłam sprawy, o których nawet nie śniłam. Poprostu szlachetne babunie i
            prababunia nie raczyły poinformować części rodziny o "kwiatkach" genetycznie
            spokrewnionych ze mną. Co prawda nie musiały.
            Reasunując mam " w genach": naukowca - wybitny prof. medycyny, złodzeija (jego
            brat), chorego psychicznie, psychatrę, hygraulika-kiepskiego, zomowca (wstyd,
            jak wstyd), nauczyciela z powołania, prawnika, hazardzistę, arystokrację,
            chłopów (mezalinas z wielkim hukiem!)no i ten alkoholizm i patologiczny i taki
            bardziej kulturalny -phi.
            Z czasów bliższych: niezdane matury, doktorów filozofii i ekonomii (jedna
            rodzina!), wredoty i wspaniałych ludzi. Ogółem dotarłam do info o ponad 100
            osobach.
            Po przeanalizowaniu "spadku genetycznego" odpuściłam sobie. Dziękuję Bogu, że
            gorzej mnie nie wyposażył. Poza tym owszem wyżej kształcona jestem (nawet za
            granicami dyplomy są), mąż też. Nasz biologiczny jest zdolny owszem ,ale przy
            okazji to bardzo "trudne" dziecko do wychowywania. Wymagające, że tak napiszę
            enigmatycznie.
            Pozsotawiam wszystkim wyciagnięcie wniosków.
            I naprawdę polecam: "Geny a charakter".
            pozdro
            • kasiapfk Re: warunki adopcji 30.03.05, 14:09
              sorki za literówki, piszę szybko bo adoptuś się budzi.
    • renatamiedzinska Re: warunki adopcji 30.03.05, 14:43
      A ja myślę, że jeśli masz tego typu wątpliwości, to nie powinnas narazie starać
      się o adopcję.
      Daj sobie jeszcze troche czasu!! To musi byc ostateczna decyzja, nie możesz sie
      wahać i kalkulować, co odziedziczyło "Twoje " dziecko po biologicznych. Będzie
      Ci z tym źle, będziecie sie męczyć ze sobą. I nie będziesz szczęśliwa.
      A tak naprawdę, to każdy chce cos mieć z tej adopcji, czyż nie??
      • mufka51 Re: warunki adopcji 30.03.05, 19:44
        Jeśli masz tyle wątpliwości to nie jestes jeszcze GOTOWA.Daj sobie czas.
    • caromio Re: warunki adopcji 31.03.05, 10:40
      My mieliśmy dokładnie takie same wątpliwości jak ty - zanim zdecydowalismy się
      na adopcję. Jednak te geny strasznie tkwią w podświadomości. Biłem się z myślami
      kilka miesięcy. Ale potem pomyslałem że to idiotyzm - to banie się. Że gdybym
      miał dziecko biologiczne - to najbardziej na świecie bałbym się że będzie jak
      mój brat rodzony biologiczny który niestety jest strasznie dziwnym, pokręconym
      człowiekiem. Zacząłem analizować moją rodzinę i stwierdziłem że w ogóle nie
      chciałbym żeby moje dziecko było podobne do kogokolwiek z nich. Nie, to wcale
      nie złodzieje i alkoholicy. Po prostu krótko mówiąc zamknięci w sobie, dziwni, z
      którymi nie mam żadnego kontaktu.
      Co do tego że może się źle uczyć - to mnie zupełnie nie obchodzi. Co ludzie mają
      z tym uczeniem się? Dla mnie ważne jest żeby miało pasję - a ma je juz teraz w
      wieku 3 lat. Ja sam mało nie zostałem na drugi rok w klasie. regularne dwoje z
      matmy, biologii. Nie interesowały mnie. Ale miałem pasjje.
      A poza tym - dla mnie wazne jest zeby bylo szczesliwe. A jesli bedzie szczesliwe
      będą hydraulikiem - to czemu nie. Wiesz, kiedys znajomi powiedzieli o swojej
      corce (biologicznej) - ona niestety jest ograniczona. Chce byc po prostu
      weterynarzem.
      Oni chcieli zeby byla oczywiscie profesorrem albo pianistką. smile)
      Ja uważam że to straszne. gdyby moje dziecko chciało byc weterynarzem i
      pasjonowalo zwierzatkami to swietnie.
      A jesli chodzi o to ze uwazaja matki adopcyjne za gorsze - nawet a zwlaszcza w
      OA- coś w tym jest. Ale można o tym nie myślec.
      I powiem ci że zupełnie mnie już nie zajmuje to, że kiedyś moje dziecko spotka
      się z matka biologiczną. No to się spotka. Mam bawet nadzieję że to będzie miłe
      spotkanie i się nie rozczaruje ale naprawdę się nie boję bo wtedy musiałbym się
      tez bać że bardziej kocha dziadków ode mnie, albo ważniejsza kiedys bedzie dla
      niego dziewczyna niż rodzice, albo wybierze prace pojedzie np. do Kanady i tyle
      bedziemy go widzieli.
      Kochamy się i niezaleznie co bedzie i tak bedzie naszym synem a my jego rodzicami.
      To tyle na plus.
      Ale są również rzeczy in minus.
      To prawda że wiele adopcji się nie udaje. Ale nie dlatego, że dzieci są nie
      takie. Jest bardzo wielu ludzi którzy jednak nie potrafią pokonac bariery genów.
      Wciąż patrzą na to dziecko jako na "obce". I wszystko im sie zgadza. Bo dziecko
      jak to dziecko - idealne nie jest.
      Ja sam - biologiczne dziecko swoich rodzicow z wyzszym wyksztalceniem -
      podbierałem im pieniądze. A kilka razy zwinałem zabawke ze sklepu. A pomysł
      sobie co o takim zachowaniu pomysleli by niektorzy rodzice gdyby nakryli na tym
      syna ktorego adoptowali? No geny złodziejstwa i patologia smile)
      Bije inne dzieci w przedszkolu? - Wiadomo geny (nic to ze polowa dzieci bije
      inne dzieci)
      Dwoja z kartkowki? Dlaczego ono takie dłupie. Widać geny (juz zapomnielismy ile
      sami wagarowalismy i ile dwoj oberwalismy)
      I tak dalej. Każdy taki wybryk - i dziecko staje sie bardziej obce.
      WIEC PO PROSTU - MYSL smile)
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 31.03.05, 13:36
        Dzięki!!!!!!!!!!!!!!!!!
        Wydaje mi się, ze nie ma nic złego w zadawaniu sobie i innym takich pytań, bo
        ostatecznie oznacza to, że myślęsmile a jeśli już podejmę decyzję, będzie ona
        odpowiedzialna i ... przemyślana, żaden tam hura-optymizmy, tylko świadomy
        wybór ze wszystkimi plusami i minusami.
        Bardzo, bardzo ci dziękuję za posta, wpłynął na mnie napradwdę kojącosmile)
        Mam coraz większą nadzieję, że w końcu pokonam swoje lęki i będę pewnego dnia
        mogła napisać komuś, kto będzie na początku tej drogi to co ty mniesmile
        Pozdrawiam serdecznie.
        • caromio Re: warunki adopcji 31.03.05, 14:00
          Słusznie - to bardzo ważna decyzja. Warto naprawdę długo pomyśleć.
          Wiesz, to ciekawe, ale jeszcze a propos tego co ci pisałem. Sądząc po ludziach
          których znam - o wiele lepiej wychodzi adopcja tym którzy nie mają za dobrych
          kontaktów ze swoją rodziną. Im zdecydowanie łatwiej uwierzyć, że "obce" dziecko
          będzie ich. A ludzie którzy od dziecka byli w świetnej rodzinie, z masą
          ukochanych cioć, wujków, rodzeństwa ciotecznego zastanawiają się - czy
          to "obce" dziecko" też będzie takie fajne jak ich rodzina.
          Nie mówię że to źle - ale....
          Czy nie jest tak, że kiedy wychodzisz za mąż, albo żenisz się - to też bierzesz
          kogoś z obcym DNA smile
          A poza tym - jak ktoś pisał. jest wiele teorii że tak naprawdę o tym kim będzie
          dziecko nie dycydują geny, nie decydują rodzice. Decyduje grupa rówieśnicza w
          której się znajduje.
          Jesli jego koledzy mają ambicję żeby zostać pisarzami, malarzami,
          programistami - to twoje dziecko też myśli o czymś takim. A jeśli tak jak mój
          brat wychowuje sie na osiedlu gdzie koledzy chcą zostać sprzedawcami,
          gangsterami, a koleżanki - luksusowymi call girls - no to wyobraź sobie smile)
          To tłumaczy też dlaczego dzieci z rodzin patologicznych zostają czesto też
          patologiczne. Nie miały innych wzorów.
          Pamiętaj też o tym, że mimo wszystkich obaw nie masz przynajmniej tej bardzo
          ważnej. Dostajesz dziecko zdrowe - przebadane. A w przypadku naturalnego - to
          nigdy nie jest pewne.
          Cóż, na zakonczenie moge powiedzieć tylko tyle, że znam sporo rodzin z
          adoptowanymi dziećmi i one są śliczne i mądre smile)
          Ale jak mowilem - niestety mimo to nie wszyscy rodzice adopcyjni sobie radzą z
          sytuacją. Nie wszyscy - mimo miesiecy zastanawiania sie sprostali sytuacji i
          uznali je za wlasne. A to jest najfgorsze smile
    • renatamiedzinska Re: warunki adopcji 31.03.05, 14:30
      Jeśli czas rozwieje wszystkie bądź niektóre z Twoich wątpliwości i jeśli
      podejmiesz decyzje o adopcji, to masz szansę być naprawdę świetną mamą.
      Świetną, bo świadomą i odpowiedzialną.
      I coś jeszcze : kiedy staraliśmy sie o adopcję, utkwiły mi w głowie słowa
      jednej z pań w OAO, która powiedziała, że procesowi adopcji musi towarzyszyć
      taka zwykła ludzka chęć, aby po prostu pomóc drugiemu człowiekowi.
      Wtedy nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo ta uwaga przyda się w naszym
      późniejszym zyciu. Bo widzisz zaproponowano nam dziewczynkę z wada rozwojową i
      drobnymi powikłaniami. Decydowalismy sie na nią 2 dni. Potem to już było nasze
      dziecko. Dlatego nie do końca zgadzam sie z przedmówcą, który twierdzi, że
      dostaniesz takie super zdrowe i przebadane dziecko. Często bywa inaczej. Nasz e
      było przebadane, dzięki temu wiedzieliśmy, z czym jest kłopot, ale w sytuacji
      takiego prawie noworodka, może być różnie.
      • caromio Re: warunki adopcji 31.03.05, 14:53
        Zgadzam sie. Nieprecyzyjnie sie wyraziłem. Oczywiście chodziło mi o to, że
        dostajesz dziecko przebadane - czyli jeśli jest zdrowe to to wiesz. A jeśli
        jest jednak trochę chore - to też to wiesz i podejmujesz decyzje w pełni
        świadomie. M też dostaliśmy dziecko u którego zdiagnozowano pewną chorobę.
        Wiedzieliśmy co to jest (nic strasznego, ale jednak wymagało stałego podawania
        pewnego specyfiku i kontroli u specjalisty co kilka miesięcy. Zgodnie z tym co
        stwierdzili lekarze po niespełna roku - ustąpiło
        Choć oczywiście żadne badanie nie daje 100 proc gwarancji że nic nie wyjdzie w
        przyszłości - ale dotyczy to również dzieci biologicznych.
        Jeszcze jedna rada - przegadaj to dokładnie z mężem. Kobiety zwykle łatwiej
        podejmują takie decyzje. Męzowie często nie są przekonani, ale idą na ugodę i
        się zgadzają - na zasadzie niech ci będzie, skoro chcesz. To się niestety potem
        mści.
        O tym jak takie zadry potrafią siedzieć w ludziach niech świadczy to, czego się
        dowiedzieliśmy w ośrodku opiekuńczym. Tam pytają cię czy płec dziecka ma dla
        ciebie znaczenie, czy wszystko jedno czy to będzie chłopiec czy dziewczynka.
        Nam było wszystko jedno, choć powiedzieliśmy że byłoby fajnie gdyby to był
        chłopiec. I ku naszemu zdumieniu okazało się, że jesteśmy .... wyjątkiem. Pani
        w środku stwierdziła, że olbrzymia większośc starających się chce dziewczynkę.
        A wiesz dlaczego? Bo nie chcą (i to zwykle faceci) żeby przekazywać "obcemu"
        dziecku swoje nazwisko (dziewczynka - wiadomo, wyjdzie za mąż i nazwisko
        zmieni). Nam wydało się to absurdalne - decydować się na adopcje a jednoczesnie
        miec opory przed dawanie swojego nazwiska. Ale tak niestety jest.
        Pozdrawiam.
        • verdana Re: warunki adopcji 31.03.05, 19:36
          A mnie jednak bardzo, ale to bardzo zaniepokoiło zdanie , co będzie, jeśli
          będzie sie źle uczyło? Bo co ono oznacza? Że chcesz dziecka, czy chcesz być
          matką? Bo dzieci maja to do siebie - i własne i adoptowane, że sprawiają bardzo
          dużo kłopotów. I nie zawsze są takie, jakie sobie wymarzyliśmy. A Ty od razu
          rozpatrujesz jego przyszłość w kategoriach udane - nieudane. Źle się uczy -
          źle wybralismy, ponieślismy klęskę?
          Mam znajomą, która prowadział badania nad adoptowanymi matkami, ich motywacjami
          i późniejszym sukcesem i klęską adopcji. I własnie ona stwierdziła, ze
          niepowodzenia adopcyjne najczęściej występują u ludzi z najwyższym poziomem
          wykształcenia. Wiązało sie to m.in. ze zbyt wysokimi oczekiwaniami wobec
          dziecka. Zdarzały sie liczne wypadki rozwiązania adopcji z powodu właśnie złych
          wyników w nauce.
          Jeśli fatalnie uczy się moje rodzone dziecko (a moje fatalnie się uczyło) to
          nie szukam przyczyn w genach. Jeśli źle się uczy dziecko adopcyjne, to wtedy
          rodzice zaczynają zastanawiać się, czy nie jest to jego "wada wrodzona", nie
          szukają winy w sobie, w stukturze rodziny, w błędach wychowawczych czy tez po
          prostu nie machają na całą sprawę ręką. A na pewno nie przestają dziecka
          kochać, bo przynosi ze szkoły same dwóje.
          Radziłabym na razie wstrzymać się z adopcją.
          • k.kasia1 Re: warunki adopcji 31.03.05, 21:47
            Nikt nie mówi, że ja już teraz biegnę do OAO, ja zadaję pytania. A tak uczciwie,
            to się zastanówmy, czy nie jest naturalne, że rodzice chcą aby ich dziecko
            osiągnęło więcej niż oni?? Moja Mama miała magistra, więc dla niej jakoś
            naturalne było, ze ja też bedę miała minimum takie samo wykształcenie, a nawet
            wyższe. Twoje dziecko źle się uczyło, ale może miałaś wewnetrzne przekonanie,
            że właśnie wina tkwi w czymś innym niż wrodzony brak inteligencji czy zdolności,
            a w przypadku dziecka adoptowanego skąd masz mieć takie przekonanie??
            Jest oczywiste, że w tym momencie winy szuka się w genach, które nie sa twoje!
            Zawsze łatwiej szukać winy po czyjejś stronie niż po swojej!! to bardzo prosty
            mechanizm obronny.A że ludzie z wyższym wykształceniem maja większe wymagania,
            no cóż, myślę, że od dziecka biologicznego wymagaliby co najmniej tyle samo.
            Jakoś nie mogę uwierzyć, że są rodzice, którzy pragną jak najlepszej pszyszłości
            dla swojej pociechy niczego nie planują i nie wymagają. Wiadomo, że to rodzice
            na początku musza stymulować dziecko do nauki, pracy. Niestety, coraz więcej
            jest rodziców, którzy sobie "odpuszczają" , nie dbają o edukację dzieci, ich
            właściwe wychowanie. To chyba nie tak powinno wyglądać!!
            • mowawe Re: warunki adopcji 01.04.05, 15:32
              Myślę sobie, że nie jest naturalne to, ze rodzice chcą by dziecko osiągnęłao
              więcej niż oni. To by znaczyło, że za jakieś 5 - 7 pokoleń w mojej rodzinie
              braknie szczebli w awansie społecznym. Ja mam wyższe studia, moje dziekco może
              mieć doktorat( wink ) , jego wnuk profesurę a co potem ??
              Myślę sobie,że najgorsze jest zakładanie w stylu " ja mam magistra to moje
              dziecko powinno mieć co najmniej wyższe wykształcenie ".
              Guzik prawda, choćby było sprzątaczką, fryzjerką czy kimkolwiek innym nawet z
              zawodowym wykształceniem ale jeśli będzie szczęśliwe i praca oraz całe jego
              życie będzie mu sprawiać przyjemność, będzie czerpać satysfakcję to czegóż
              chcieć więcej ? I wierz, mi, że od biologicnzego wymagałabym tyle samo !
              I nie chodzi o nie-planowanie czy nie- stymulowanie rozwoju tylko o AKCEPTACJĘ
              tego jakie będzie dziecko ! Wydaje mi się, że w ogóle zwracasz nadmierną uwagę
              na złą stronę rzeczy np. co jak się będzie źle uczyć ? ( zakładasz od razu, ze
              będzies zmieć z nim kłopot ) co z genami ( zakładasz, ze mogą byc nie takie )
              nie bardzo widząc w tym pozytywy. Bo co innego martwić się jak dziecko sobie
              poradzi a co innego podkreślać co chwilę, że byłoby wskazane, żeby dobrze sie
              uczyło, miało studia itp. itd.
              A może po prostu zaakceptuj lub chociaż spróbuj sobie wyobrazić jak to jest
              zaakaceptować kogoś. I nastawić się na drobne sukcesy, małe rzeczy które
              dziecku będa niosły radość a nie na ustawiczne z nim problemy.
              Skoro Twój ojciec kochał Cię bezwarunkowo to chyba wiesz o co chodzi ?
              I wybacz ale nie ma czegoś takiego jak wrodzony brak zdolności czy
              inteligencji ! Każda nawet najmniej inteligentna osoba jest zdolna pod róznymi
              względami, ma swoje pasje, zdolności i możliwości.

              I napiszę, że Twoje posty mnie smucą. Jakaś nostalgia, smutek mnie łapie jak
              je czytam crying
    • domiab Re: warunki adopcji 31.03.05, 22:29
      Czuje, ze tez powinnam coś dodać a pro pos genów. Jestem mamą adopcyjną
      wspaniałej 4-letniej dziewczynki i naprawdę z dnia na dzień widzę jak to
      cudownie, że ona nie odziedziczła genów po mnie smile. Właściwie chciałam napisać
      coś o edukacji i o ewentualnych problemach związanych z takową. Sama pochodzę z
      kochającej rodziny, bardzo wysoko edukowanej. Tata był profesorem zwyczajnym,
      wielce cenionym naukowcem w swoim środowisku, mama po doktoracie z wieloma
      publikacjami na koncie, dziadkowie z obu stron rodziców po wyższych studiach z
      dyplomami i innymi zasługami, a ja, 100% bilogiczna jakoś nie mogłam zrobić
      matury nie mówiąc o dalszej edukacji smile)). Na szczęście moi rodzice (być może
      właśnie dzięki swoim genom ale napewno dzięki wychowaniu) nie kochali mnie za
      to mniej, że nie chciało mi się uczyć i że miałam buntowniczy charakter.
      Kochali i szanowali mnie zawsze, chociaż z pewnością nie było im ze mną łatwo :-
      ))) Dla moich rodziców naturalne było abym była szczęśliwa, a jeśli studia i
      dyplomy nie były mi do szczęścia potrzebne, to zaakceptowali to w pełni.
      Uwierzcie mi, bez wyższego wykształcenia też można żyć, mieć dobrą pracę i
      oczywiscie wspaniałe dziecko smileDodam jeszcze, że zdrowy rozsądek bardziej się
      przydaje niż kupa dyplomów na ścianie.
      Pozdrawiam wszystkich bardziej i mniej edukowanych
      domi
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 00:14
        Strasznie się jakoś ludziska czepili tego wykształcenia!!
        A ja po prostu z dylematem się tu zwróciłam! A czy to tak naprawdę źle, że
        chciałabym aby MOJE (w taki czy inny sposób) dziecko było dobrze wykształcone??
        Ja wiem, że dyplomy szczęścia nie dają, ale z własnego doświadczenia wiem, ze
        bardzo często jedyne co mamy, jedyne, czego nie można nam zabrać to jest to, co
        mamy w głowie - edukacja jest przepustką do godnego życia. Mamy czasy jakie
        mamy. Czy to źle, ze myślę w takich perspektywach? Życie mnie tego nauczyło!! To
        że w tej chwili jestem, żyję, funkcjonuję w miarę normalnie, nie jestem na
        garnuszku opieki społecznej, nawet to , że rozważam adopcję zawdzięczam tylko i
        wyłącznie swojemu wykształceniu!! Dzięki niemu wiedziałam, że jak lekarz mówi,
        że jak boli, to nic nie szkodzi, to jakaś bzdura i wywalczyłam swoje życie.
        Dzięki studiom mam znajomych, którzy nie zostawili mnie samej w walce z rakiem
        (przykro mi to mówić, ale na łóżku obok leżała dziewczyna, uczyła się w
        zawodówce i jej koledzy i koleżanki z klasy bali się zarazić rakiem szyjki
        macicy!!). Dzięki wykształceniu , a co za tym idzie pracy umysłowej, jestem
        pełnosprawną i pełnoprawną członkinią społeczności, która sama na siebie zarabia
        i nie jest ciężarem dla innych, a wręcz przeciwnie, często wspiera innych ludzi
        - duchowo i materialnie. Kiedy ciało odmawia posłuszeństwa, często zostaje nam
        mózg i dopóki on jest sprawny, jest nadzieja na dobre, godne życie. Im
        sprawniejszy mózg, tym lepsze to życie moze być. Jestem nauczona myśleć
        perspektywicznie, dzieki temu mam to co mam - wykształcenie, przyjaciół, pracę,
        mieszkanie, samochód, ale przede wszystkim swoje życie i to samo chciałabym
        dacswojemu dziecku - na wypadek gdyby mnie kiedyś zabrakło. czy tak ciężko to
        zrozumieć??
        • caromio Re: warunki adopcji 01.04.05, 08:37
          Nie przejmuj się,
          Mną tez przez wiele miesięcy targały takie obawy - jesteśmy ludźmi i to
          normalne. To co ważne, to żebyś dalą sobie radę z tymi obawami. Ja zrozumiałem
          po tych miesiącach, że to nie dziecko może mieć problem z nauką - że to ja mam
          problem w ogóle z myślą o zaakceptowaniu dziecka.
          Jeśli dojdziesz do tego samego - że to ty masz problem - to wygrałaś. A to że
          masz ten problem to naprawde nic dziwnego.
          I jasne że każdy rodzic chce dla dziecka jak najlepiej i chce świetnej
          przyszłości. Pamiętaj tylko że że pewnie 90 proc rodzicow zapomina jaka sama
          byla: ze wagarowala, ze robila bledy, że nie mogła pojąc jak rozwiazac zadanie z
          dwoma niewiadomymi i co to jest silnia. ja nigdy nie rozumialem po co mi to
          bedzie w zyciu.. Pytalem rodzicow a oni mowili, ze trzeba sie uczyc. I co? I nie
          jest mi to potrzebne i nigdy nie było. Wiec jestem pewien ze jesli moj syn nie
          bedzie mogl pojąc co to jest tangens to nie bede mial pretensji.
          I wystarczy pamietac o tym, i jeszcze o tym, że za ten brak pojecia o tangensie
          nie sa odpowiedzialne geny. I wszystko smile
          • leli1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 09:01
            a tam odrazu czepili sie smile
            K.Kasia, zapytalas to Ci odpowiadają. Oczywiscie ze mozesz CHCIEĆ aby Twoje dziecko sie dobrze uczyło, mozesz miec takie marzenia.......ale wg. mnie nie powinien byc to główny argument na NIE jesli chodzi o adopcje (nie mowie ze w Twoim przypadku jest). Tez mam takie obawy, chciałabym aby moj synek byl zdolny, ale jesli nie bedzie to co z tego!!
            Wiem ze jestes na poczatku swojej drogi, kazdy z nas mial rozterki i wątpliwości. Jesli moge ci cos zaproponowac, przypatrz się swojej liscie i wybierz z niej to co NPARAWDE jest dla Was istotne.
            Nam z podobnej listy zostały 2 punkty......zdrowie dziecka, i strach przed brakiem "iskrzenia" smile. I tylko to okazało sie dla nas istotne.
            • kasiapfk Re: warunki adopcji 01.04.05, 09:18
              Hmmm, nie podoba mi się ta całą argumentacja o wykształceniu i jego związkach z
              powodzeniem (jakimkolwiek) w życiu.
              Sama Kasia przyznała, że gdyby nie wykształcenie to ....
              Ja to odebrałąm jako deklarację, że nie zna człowieka szczęsliwego bez
              specjalnego wykształcenia. A wszystkie (albo większość) problemów wynika
              z "niewykształcenia".
              Cóż, dzieci ludzi szczęśliwych w życiu nie są oddawane do adopcji.

              Proszę abyś przemyślała sprawę od początku po raz kolejny.
              A obawy o przyszłość ma każdy rodzić i biol. i ado. a w tej chwili nie mam
              pojęcia czy mój bardzo zdolny starszy synek będzie w życiu umiał sobie poradzić
              tak po ludzku. Zwyczajnie. I być szczęśliwym
              pozdr
              • k.kasia1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 10:03
                kasiapfk napisała:
                >Ja to odebrałąm jako deklarację, że nie zna człowieka szczęsliwego bez
                > specjalnego wykształcenia. A wszystkie (albo większość) problemów wynika
                > z "niewykształcenia".
                To nie tak, wykształcenie dla mnie to nie jest zdobywanie kolejnych dyplomów,
                raczej nabywanie umijętności i wiedzy, a jest znacznie łatwiej robić to w
                trakcie studiów niż np. stojac przy taśmie 12 godzin dziennie. Ja wiem, ze sa
                różne drogi życiowe, ale... no cóż, mam porównania z najbliższego otoczenia
                osób, które edukację zakończyły na szkole podstawowej i takich, które pracują
                naukowo. Jedne i drugie są przekochane, cudowne, wspaniałe, ale... gdybym mogła
                wybierać...no właśnie... Z drugiej strony sa inne sprawy, np. dwie osoby z
                wyższym, ale radządze sobie diametralnie różnie - jedna ma śwsietną pracę,
                realizuje się w działalności społecznej, a druga mam filozofię pt. "byle do
                soboty". To jest także związane ze sposobem wychowania dziecka, ksztaltownia
                jego postaw życiowych. A zdolnego synka gratuluję, to duża odpowiedzialność, ale
                myślę, ze także ogromna radość. A czy sobie poradzi... hm, no właśnie chodzi o
                to, że tak postrzegam rolę rodzica - ma wyposażyć dziecko we wszelkie
                instrumenty oby potrafiło sobie ono poradzić w życiusmile
            • k.kasia1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 09:50
              leli1: jasne, ze nie jest to główny argument, jeden z wielu, ale jakoś tak
              wyszło, że się to w postach najbardziej roztrzasasmile i powiem ci, że punkty
              NAJWAŻNIEJSZE to zdrowie i strach przed odrzuceniem...ze strony ew. dziecka,
              teraz lub w przyszłościsad
    • renatamiedzinska Re: warunki adopcji 01.04.05, 09:21
      Nie wiem czy znasz pozycje Katarzyny Kotowskiej: "Wieża z klocków" i "Jeż".
      Jeśli nie, zachęcam do poczytania.
      Autorka sama adoptowała 2 letniego chłopca, co uważa za najwiekszy sukces
      swojego życia.Rwierdzi, że "gdyby sama urodziła dziecko, nie napisałaby tych
      książek, nie zabierała głosu w sprawach dzieci i pewnie miałaby mniej
      entuzjazmu do macierzyństwa".
      Moim zdaniem realnie opisuje problemy związane z adopcją; naprawdę warto
      przeczytać, co ma do powiedzenia.
      Osobiście byłam pod wrażeniem ich treści, a często zagladam do nich jeszcze
      dziś.
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 09:46
        renatamiedzinska: jasne że znam te książki, ponad dwa lata temu dostałam je od
        przyjaciela na urodziny jako lekturę obowiązkową dla osoby , dla której jedyną
        drogą macierzyństwa jest adopcjasmile wiem, że ta osoba chciała mi pokazać, że mogę
        być szczęśliwa, ale szczerze mówiąc sama nie wiem czy mi pomogły, czy wręcz
        przeciwnie, mam mieszane uczucia, może dlatego, ze czytałam je w okresie
        największego buntu - pół roku po operacji, która odebrała mi możliwość urodzenia
        dzieckasad wiem, ze wiele kobiet odnajduje swoją historię w tych książkach, ale
        jest tam parę rzeczy, które są "niemoje" a przez to patrzę na nie bardziej
        sceptycznie. poza tym chyba przez to co się stało w moim życiu, przestałam
        wierzyć w szczęśliwe zakończenia i po prostu przyjmuję postawę
        obronno-sceptyczą, tak ma wszelki wypadek?? ale bardzo, bardzo chciałabym znowu
        uwierzyć, ze możliwy jest happy endsmile)a listy wszystkich osób, które mają za
        sobą tę decyzję i są szczęśliwe napawa mnie coraz większym optymizmemsmile)
        dziękujęsmile)))
    • caromio Re: warunki adopcji 01.04.05, 10:43
      No cóż - mnie szczerze mówiąc "Jeż" tez odrzucił i raczej zniechęcił niż
      zachęcił. Może dlatego że historia była inna. Autorka adoptowała już
      kilkuletniego chłopca. to jednak co innego, znacznie trudniejszego od adopcji
      noworodka. I na szczęście nie ma całych kategorii problemów z tym związanych.
      A kiedy mówimy o uczeniu się, wykształceniu, czy iskrzeniu to powiem ci, że to
      zależy od ciebie.
      Wiesz, widzę całe masy rodzin zwykłych, z biologicznymi dziećmi, w których
      rodzice chcą dla dzieci jak najlepiej ale.... popełniają tysiace błędów. ŁAdują
      wielkie pieniądze we wszelkie kursy. Jezyk angielski od 4 roku zycia, pianino
      ood 5, tenis od 6. Poza tym plywalnia, jezyk francuski, rytmika, malowanie,
      czytanie, pisanie, logika Bog wie co.
      jasne ze chca dla nich jak najlepiej. A jednoczesnie brakuje im dla tych dzieci
      czasu. Nie mają czasu żeby pojsc do lasu i pokazac życie mrówek, albo nauczyc
      grac w pilke (ale zapisza na zajecia z karate albo dżudo).
      Widze obok siebie znajomych ktorzy wlasnie zapisuja 8 letnia corke do drogiej
      prywatnej szkoly aretystyczno-literackiej. Bedzie tam miala zajecia od rana do
      wieczora na najwyzszym poziomie. Tylko ze corka to maly diabelek. Uwielbia
      chodzenie po drzewach o podgladanie zwierzatek. Ale rodzice uznali ze bedzie
      pisarka albo malarka.
      Corka powiedziala nam ze nie chce tam isc (rodzicom bala sie powiedziec).
      Zreszta rodzice duzo pracuja zeby starczylo na ta szkole wiec prawie sie nie
      widuja - wracaja kiedy ona zasypia. W weekendy wysylaja ja na zajecia dodatkowe
      ktorych nie znosi. Też sie nie widza.
      Ale po co to pisze? Żeby pokazać że chęci to nie wszystko. Że z tej dziewczynki
      bylby swietny biolog, a moze swietna sportsmenka. Ale rodzice wybrali co innego
      zaprzeczajac rzeczywistosci i wybierajac cos czego ona nie znosi Juz teraz
      uznaja ze jest niezdolna i leniwa, ze jej nie ruozumieja, ze nie iskrzy choc to
      corka biologiczna.
      I o tym mowie. Bo ja sądzę że nie ma dziecka które by nie miało jakiegoś
      talentu. Ale oczywiscie nie kazde zostanie profesorem czy pianista.
      Przecież to takie proste. jeśli dziecko ma talent do robienbia sukienek dla
      lalek a nie chce sie uczyc matematyki to nie trzeba wzdychac ze jest glupie.
      Trzeba sie cieszyc ze moze zostanie nowa Coco Chanel. A jesli chlopak jest
      zadziorny to moze lepiej zapisac go na sztuki walki i niech zostanie komisarzem
      policji który bedzie lal bandytow a nie nieudanym naukowcem.
      Naprawde - lepiej byc wybitnym fryzjerem niz sfrustrowanym pianista
      nienawidzacym tego co robi smile
      • kasiapfk Re: warunki adopcji 01.04.05, 11:16
        Caromio - chyba najlepiej opiesałeś to, co chciałąm przekazać.
        Radzenie sobie w życiu to właśnie takie zycie żeby było się szczęśliwym. Bez
        znaczenia czy sprzątaczem czy naukowcem. Szczęsliwym człowiekiem, który ma
        oparcie w najbliższych. W tym różwnież rodzicach. Mimo
        wszystkich "niespełnionych marzeń rodzicielskich".
        Ale przyznam ,że czasem trudno "zmusić" się do świadomego i pełnego
        uczestniczenia w zabawach z moimi dziećmi. Wygodniej by było włączyć im kompa
        albo tv. Oj jak czasem trudno byc rodzicem...
        • caromio Re: warunki adopcji 01.04.05, 12:31
          Oj trudno smile
          Ale chyba nie w tym rzecz. Ani ja, ani nikt chyba inny nie jest w stanie
          poswiecic calego czasu dziecku. Zresztą byłoby to nienormalne - zrezygnowac z
          pracy, wlasnych ambicji, zainteresowań - na rzecz bajeczek, kolejek, rysowania
          etc przez całą dobę na okrągło. Wątpię też żeby taka stała obecność była dla
          dziecka dobra. przecież musi mieć czas na samodzielne poznawanie świata, na
          kolegów.
          Fajne może być przecież wspólne oglądanie telewizji i gadanie o tym co się
          zobaczyło. Ja jestem raczej zwolennikiem poglądu że nie ilość ale jakośc czasu
          się liczy. Nie można przedobrzyć, są przeciez rodzice, niestety zwykle matki L))
          które siedzą dziecku na głowie 24 godziny. - A nie ruszaj tego, chodż tu, pobaw
          sie tym, a teraz porysujemy, teraz poczytamy, a teraz bedziemy sie bawic
          pileczka itd.
          Zwariowac można smile
      • k.kasia1 Re: warunki adopcji 01.04.05, 13:46
        caromio: wiesz, przyznam się, tak po cichutku (na forum, po cichutku, hi, hi),
        że głównym bodźcem do myśli o adopcji jest właśnie wizja takiego maego
        człowieczka, który ciągle pyta "a co to?" "a po co to?" "a do czego to?" itp,
        takiego, któremu mogłabym opowiadać bajki (mój mąż nie chce słuchać, buu :
        (( ) , któremu mogłabym pokazać świat, jaki jest fajny, kolorowy, dla mnie
        ważniejsze byłoby wyjechać z dzieckiem na wakacje do Francji niż zapisywać je
        na kurs francuskiego - koszt mniej więcej ten sam, a korzyści o niebo więcej,
        jestem językowcem, wiem co mówięsmile) Pewnie, rodzicielstwo to nie sm miód, ale
        gdyby nie dawało masy radochy, to ludzie nie chcieliby tak bardzo tego
        doświadczać, co nie??
        • caromio Re: warunki adopcji 01.04.05, 15:11
          No jasne - my też zabieramy go na wakacje do Francji smile
          Te pytania sa boskie.
          - a co to? (bo akurat przechodzimy powiedzmy przez jakąś wioskę)
          - to jest kościół romański
          - A dlaczego?
          - Dlaczego romański?
          - Dlaczego kościół?
          - No wiesz synku, dlatego że ludzie postanowili zbudować go tutaj.
          - A dlaczego tutaj?
          - No bo im się tu podobało.
          - Ale dlaczego podobało?
          - A tobie się tu podoba?
          - Podoba
          - No widzisz.
          - Ale dlaczego ma wieżę.
          - Bo... bo... żeby dzwon wisiał
          - A dlaczego?
          - Żeby dzwonić, dzyń dzyń.
          - Dlaczego dzyń?
          - To dzwiek wydawany przez dzwony.
          -Po co?
          - Żeby ludzie wieldzieli kiedy jest msza.
          - Po co mysz?
          itd itd moiże to zająćc dowolną liczbe godzin.
          Jasne że rodzicielstwo to wielka radocha (nielicząc gigantycznej roboty). Ale
          nie zgodze sie że dlatego ludzie chcą go doświadczac smile
          Ludzie mają tak dziwne powody że hej. Chcą mieć spadkobierców, następców, geniuszy.
          Czesto sami nie wiedzą po co i dlaczego się męczą. Bo cała masa się męczy. Nie
          ich wina nawet. ja się świetnie bawie teraz z synem jak zaczyna gadać i moge
          łazić z nim godzinami i nigdy mi sie nie nudzi. Ale kiedy mial parę miesięcy to
          myślałem że zwariuję. Lezy takie małe w wózku i co z nim robic? Nie gada, nie
          łazi, nic nie robi ale się nudzi. 5 minut trwało wtedy całymi godzinami smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka