Dodaj do ulubionych

brak akceptacji ze strony rodziny :(

17.02.06, 19:41
Kiedyś pisałam na forum - chciałam się dowiedzieć, czy mając 25 lat można
zostać rodziną zastępczą dla 15-letniej dziewczyny. Choć większość miała
wątpliwości, sąd ich nie miał. Najpierw K. była u nas w pieczy, a od zeszłego
tygodnia jesteśmy rodziną zastępczą.
Wszystko się stało bardzo szybko-jestem nauczycielką tej dziewczyny,
wiedziałam, że poprzednia rodzina zastępcza chce ją oddać do dd. W zasadzie
bez rozmów z naszymi rodzicami, podjęliśmy decyzję o pieczy. Sąd zgodził się
na nią już na I rozprawie (choć nie mięliśmy przy sobie żadnych dokumentów,
ani skończonego kursu). Potem powiedzięliśmy o wszystkim rodzicom. Mieszkam z
teściami. Oni mięli dużo wątpliwości. Moi rodzice zareagowali spokojnie,
zaprosili nas na święta, dali K. prezenty. Z czasem teściowie zaczęli
akceptować K., a moja rodzina zaczęła mi (niegdy w obecności męża) robić
pranie mózgu. Usłyszałam, ze mój mąż sprowadził sobie poprostu drugą babę do
łóżka, że K. od nas wymaga, a my każdą zachciankę spełniamy (podobno ma
pasemka, wymusza na mnie tipsy itd.) Byłam w takim szoku jak usłyszałam takie
słowa od mamy i siostry, że nie wiedziałam co powiedzieć. Na koniec mama
powiedziała, że mam pozbyć się problemu, bo ona nie wyobraza sobie, że zrobię
inaczej.
Takie słowa usłyszałam na kilka dni przed rozprawą. Bardzo wpłynęły na mnie,
przepłakałam kilka dni. Byłam skłonna oddać K. tylko dlatego, że moja
rodzinka uważała, ze to inni są od takich dzieci, my przecież możemy mieć
swoje.
Przed rozprawą powiedziałam o wszystkim mężowi, wściekł się. Zapytał się
mnie, czy moich rodziców będziemy pytać, kiedy mamy mieć własne dzieci, albo
gdzie mam pracować, itd. Pomógł mi zrozumieć, że to nasze życie i nasze
decyzje.
NIe żałuję podjętej decyzji. Mama nie omieszkała mi powiedzieć, że jestesm
głupia, ale winą za to wszystko obwinia mojego męża. Powiedziała mi, że
jeszcze zobaczę. Ma pretensje, że ją nie odwiedzam. Tylko jak tu odwiedzać
kogoś, kto płacze przy programach typu "kochaj mnie", a jak może pośrednio
takiemu dziecku pomóc, to ostro krytykuje i uważa, że miejsce takiego dziecka
jest w dd.
Jest mi bardzo ciężko. Boję się, że jeśli będziemy mieć jakieś problemy, to
moi rodzice powiedzą, a nie mówilismy. Najbadziej jestem zła na siebie, że
nie potrafię powiedzieć równie ostro mamie, że jest niesprawiedliwa i że
krzywdzi nas wszystkich tym co o nas mówi.
Jak mam rozwiązać ten problem??? Nie oddam K. bo wiem, że jesteśmy ze sobą
szczęsliwi. Ale tą radość psuje mi podejście moich rodziców do tej sytuacji.
Obserwuj wątek
    • baem Re: brak akceptacji ze strony rodziny :( 17.02.06, 21:38
      To wcale nierzadki problem i bardzo bolesny. Ja to widzę tak: rodzice spełnili
      już swoje zadanie, teraz mogą Was wspierać albo nie, ale to wy podejmujecie
      decyzje i ponosicie ich konsekwencje. Ja bym się martwiła, gdyby nie było zgody
      między Tobą i mężem, ale widzę, że wszystko jest w tym względzie jak ma być.
      Masz świetnego męża i teraz on ma być i jest dla Ciebie oparciem, a nie
      rodzice. Co w tej sytuacji może przemawiać za oddaniem dziecka, jaka słuszna
      racja może przekreślić jej życie? Głowa do góry, problemy są zawsze, grunt to
      radzić sobie z nimi wspólnie i uodpornić się na "a nie mówiłam".
    • kiwwinka Re: brak akceptacji ze strony rodziny :( 18.02.06, 10:11
      w czasach gdy wielu mężczyzn zostawia własne dzieci i nie dba o rodzinę, mąż,
      który decyduje się na wychowywanie "cudzego" dziecka to prawdziwy skarbsmile
      a rodzina...myślę nie zrażać się gadaniem tego typu i jeszcze gorszymi
      posądzeniami...niestety takie sytuacje są częste, wynika to z małej świadomości
      i niezrozumienia tematu rodzicielstwa zastępczego,
      pewnie rodzice są pełni obaw o Was, moja mama na początku też była przerażona o
      babci nie wspomnę,mówienie typu:"taki krzyż sobie na plecy bierzecie"
      a teraz mała jest kochaną wnuczką(ma niewiele mniej od Waszej bo 12 i do tego
      jest na wózku)
      Trzymajcie sie razem i wspierajcie!
      a kurs dla RZ bardzo polecam, nawet jak nie wymagają go od Was,może Wam w wielu
      problemach pomóc wiedza z nigo wyniesiona.
      Powodzenia!
    • mamamonika1 Re: brak akceptacji ze strony rodziny :( 18.02.06, 14:32
      To bardzo przykre, co piszesz... Prawda jest taka, ze odkad wyszlas za maz to
      maz jest pierwsza najblizsza Ci osoba, nastepnie dzieci a dopiero dalej
      Rodzice. Najwazniejsze jest zrozumienie miedzy toba i mezem. Jestescie
      oddzielna Rodzina i macie prawo podejmowac decyzje, nawet te, ktore Rodzicom
      wydaja sie nierozsadne, glupie czy jeszcze inne. Niestety to Rodzicow problem,
      ze nie potrafia przyjac corki z jej wyborami...corka nie moze cale zycie pytac
      o wszystko Rodzicow. Nasze dzieci tez kiedys od nas odejda swoja droga. Mam
      podobny problem z akceptacja mojego meza przez moich Rodzicow i z akceptacja
      roznych naszych zyciowych decyzji przez nich. O planowanej przez nas adopcji
      jeszcze nic nie wiedza (mamy 2 swoich dzieci) i spodziewam sie, ze moga nie byc
      zachwyceni. Co robić? Mysle, ze wsluchiwac sie w serce i dbac glownie o dobro
      Waszej Rodzinki. Mysle, ze moze nie warto rozmawiac z Rodzicami w taki sposob
      jak oni to robia. Moze wystarczy powiedziec, ze to dla Ciebie bardzo przykre,
      ze nie potrafia przyjac Ciebie z Twoimi wyborami i, ze nie chca dac szansy
      Waszej corce... Moze zdarzy sie tak, ze swoim zyciem przekonacie ich, ze to
      byla dobra decyzja smile) To bardzo ladne, ze poszliscie za tym poruszeniem serca
      i przyjeliscie K. smile Pozdrawiam serdecznie. M
    • szaroburka Re: brak akceptacji ze strony rodziny - zdarza się 18.02.06, 16:24
      A ja uwielbiam ten tekst z Bociana, że nasi rodzice są ew. organem opiniującym
      a nie decyzyjnym. Im NASZĄ z mężem decyzję obwieszczam, mogę wysłuchać co mają
      do powiedzenia, ale na tym kończy się ich rola.
      Nie oni będą wychowywać moje dziecko i nie oni podejmują moje decyzje.

      Zobaczysz, jeszcze nie raz wiele rzeczy nie będzie się podobało Twojej
      rodzinie - trzeba nauczyć się z tym żyć, po ślubie najważniejsze dla Ciebie
      powinno być zdanie Twojego męża i z nim należy się liczyć - reszta to betka!

      Pozdrawiam Ciebie i Twoją rodzinę cieplutko i mocno ściskam smile
      • gocha_sz Dziękuję :) 18.02.06, 20:14
        Bardzo dziękuję Wam za te ciepłe słowa. Mój mąż obrósł w piórkasmile powiedział,
        że mam Was wszystkie pozdrowić.

        Dobrze, ze jest to forum i mogę poznać opinię innych osób, bo wtedy dopiero
        mogę być pewna, że to co robię jest słuszne. A wiem, że jest.
        K. w czasie pieczy była b. trudna. Ale dziś wiem, że to był strach o swoją
        przyszłość. Przed rozprawą było tak źle, że myśleliśmy, że to koniec. Na
        szczęście pewna mądra Pani z OPS-u poradziła nam iść do psychologa. Byliśmy dwa
        razy - wszyscy, no i wszystkim pomógł. K. powiedziała, że chce z nami być,
        tylko się bała, ze ją oddamy. Ja nabrałam pewności, że my możemy i chcemy jej
        pomóc. Mąż się cieszył, że wszystko się ułożyło. To on jest w naszej rodzinie
        najsilniejszy i wie zawsze czego chce. Mąż mi się udałsmile AA córeczka teżsmile
        A rodzice prędzej czy później przyzwyczają się do sytuacji. Może dają nam
        szanse, a jeśli nie to nie pozwolę, żeby zniszczyli to co wspólnie
        wypracowaliśmy.

        Jeszcze raz dziękuję. I wy pozdrówcie wasze rodzinkismile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka