Dodaj do ulubionych

Dajecie mi nadzieję!

05.07.07, 10:21
Witajcie, staramy sie od 3 lat o dziecko, "na koncie" samoistne poronienie,
na liczniku 30., ale to betka w porównaniu z tym co w głowie: ogromna
tęsknota za małymi rączkami, olbrzymi głód macierzyństwa, który zwraca się
już przeciwko mnie bo nie pozwala normalnie żyć... Wasze posty o adoptowanych
dzieciątkach uświadamiają mi, że może jest (albo jeszcze będzie) na świecie
mały człowieczek, którego obdarujemy kiedyś miłością... może za bardzo
uczepiłam się myśli o biologicznym dziecku i tracę z oczu inne możliwości,
ciepło pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • zajacowna Re: Dajecie mi nadzieję! 05.07.07, 11:18
      ja nie moge miec wlasnych dzieci.. dowiedzialam sie o tym w
      grudniu ...zaakceptowalam to... i przeszlam etap dalej.Zaczelam procedure
      adopcyjna.W maju ja skonczylam i w maju poznalam swojego synka.Wczesniej sie
      zastanawialam " jak to bedzie.. jak ja bede reagowac... wiesz jak jest :
      cudownie! wiem ze to moje dziecko! ze to moj synek! kocham go od momentu gdy go
      ujzalam.JUTRO ZABIERAM GO DO DOMU!
      Moze w Twoim wypadku adopcja jest rozwiazaniem? Dzieciatko pomoze Tobie, a Ty
      jemu.
      Serdecznie pozdr.E.
    • jkl13 Re: Dajecie mi nadzieję! 05.07.07, 12:08
      Gdy tylko diagnoza o braku możliwości posiadania "rodzonego" dziecka
      potwierdziła się, tak jak zajacowa poszliśmy za ciosem i złożyliśmy wniosek o
      adopcję. Dzięki temu przed 30-tką mamy szansę być rodzicami dwójki dzieci
      (synek ma już 2,5 roku, czekamy na drugiego bąbla).

      A byłam już na takim samym etapie jak ty - fizycznie bolał mnie widok małych
      dzieci, unikałam koleżanek w ciąży, nie brałam niemowląt na ręce, by się nie
      rozpłakać. Jak na złość w pracy był wysyp ciężarówek, dobrze że większość
      wolała poleniuchować na zwolnieniach, niż bywać w pracy. Wszystko uspokoiło
      się, gdy dostaliśmy kwalifikację z ośrodka, wtedy tak jakby "zaszłam w ciążę" i
      okres oczekiwania na naszego synka upłynął dużo spokojniej niż wcześniejsze
      miesiące.

      Ja wierzę, że nasz synek był nam przeznaczony, jest nasz tak bardzo, jak tylko
      może być (nawet fizycznie jest do nas podobny). To po prostu nasz Kubek i nigdy
      nie mieliśmy co do tego wątpliwości.

      My jeszcze przed ślubem rozważaliśmy możliwość adopcji dziecka, więc temat był
      dla nas oswojony. Po prostu pragnęliśmy dziecka niezależnie od sposobu, w jaki
      się nam urodzi. I nigdy tego nie żałowaliśmy.

      Powodzenia
      Julia
      • z_milo Re: Dajecie mi nadzieję! 05.07.07, 15:28
        Ale z Was CIEPŁE kobietki smile
      • phoebe10 Re: Dajecie mi nadzieję! 05.07.07, 19:49
        Jkl, Wy adoptowaliście w Koszalinie, prawda? Piszesz, że jesteś przed 30. My
        niedawno się tam zgłosiliśmy i powiedziano nam, że nasz wiek (oboje 27) jest
        dużą przeszkodą, że to bardzo wcześnie jak na rodzicielswto adopcyjne....
        Byliście na morskiej?
        • olus811 Re: Dajecie mi nadzieję! 05.07.07, 23:09
          smile Ja mam 26 lat, mój mąż 27 lat i faktycznie byliśmy najmłodszym małżeństwem
          na szkoleniach, nawet najmłodszym w historii naszego OAO, ale nikt nam nie
          powiedział, ze za młodym. Wręcz przeciwnie, słyszeliśmy tylko, ze bardzo dobrze
          robimy, ze tak wcześnie podjęliśmy taką decyzje, że szkoda czekać kolejne 10
          lat, bo wtedy szanse na maluszka nikną.
          Czestochowa
        • jkl13 phoebe 06.07.07, 10:17
          phoebe10 napisała:

          > Jkl, Wy adoptowaliście w Koszalinie, prawda? Piszesz, że jesteś przed 30. My
          > niedawno się tam zgłosiliśmy i powiedziano nam, że nasz wiek (oboje 27) jest
          > dużą przeszkodą, że to bardzo wcześnie jak na rodzicielswto adopcyjne....
          > Byliście na morskiej?


          Dokładnie, byliśmy w OAO w Koszalinie na Morskiej, prowadziła nas pani
          Kosińska. W dacie składania wniosku (marzec 2004) mieliśmy 25 (ja) i 26 lat
          (mąż) i nikt nam nie powiedział, że nasz wiek może być jakąkolwiek przeszkodą.
          Byliśmy małżeństwem od 2,5 roku, a przed ślubem byliśmy parą 5 lat, ale nie
          mieszkaliśmy wówczas razem. Synek urodził nam się w styczniu 2005r.
          Jesienią ubiegłego roku złożyliśmy wniosek o adopcję drugiego dziecka i też
          nasz wiek nie był żadnym problemem. Jedyny wymóg to taki, że między
          adoptowanymi dziećmi musi być różnica 3 lat (o ile nie są rodzeństwem
          biologicznym).

          Pogadajcie np. z dyrektorem ośrodka lub innym psychologiem, może trafiliście
          na "niewłaściwą" osobę... My przy pierwszej rozmowie przy drugim wniosku
          trafiliśmy na panią psycholog, dla której problemem było to, że oboje pracujemy
          i w tym czasie synkiem opiekuje się niania (bo przecież dziecko powinno być z
          matką). Na szczęście podczas kolejnej rozmowy pani Kosińska była już obecna i
          nasza praca nie stanowiła problemu.

          Powodzenia
          • phoebe10 Jkl 06.07.07, 10:51
            No właśnie, w czasie rozmowy z panią Marią K. nasz wiek, nie stanowił problemu,
            nie było też problemu ze stażem (2,5 roku). Teraz natomiast, po rozmowie z
            innym pracownikiem ośrodka wychodzi na to, że jeszcze za wcześnie, że za
            młodzi, i kolejne "że". A z dyrektorem jeszcze nie mieliśmy przyjemności, może
            rzeczywiście warto się do niego udać.
            dzięki i pozdrawiam,
            • jkl13 Re: Jkl 06.07.07, 11:14
              Na następną wizytę umówcie się po prostu z panią Kosińską - zawsze możesz użyć
              argumentu, że to z nią zaczęliście procedurę, ona zna wasz przypadek i chcecie,
              aby to ona dalej was prowadziła.
              Przynajmniej my tak robiliśmy, na kolejne wizyty umawialiśmy się bezpośrednio
              do niej.
              • phoebe10 Re: Jkl 06.07.07, 14:37
                Chciałabym, ale nasza oficjalną prowadzącą jest inna osoba.
                • jkl13 Re: Jkl 06.07.07, 19:33
                  to lipa sad
                  Pogadajcie w takim wypadku z dyrektorem, przedstawcie szczerze waszą sytuację,
                  spytajcie, czy wiek jest aż takim ograniczeniem, że nie macie szans na kwalifikację.
                  próbujcie z każdej strony, w końcu skoro jesteście zdecydowani na adopcję to na
                  pewno dobrze to przemyśleliście, a taka decyzja tylko scala związek, a nie go
                  psuje. A decyzja podjęta w takim wieku, a nie np. za 10 lat, świadczy tylko o
                  waszej dojrzałości i wielkiej miłości.

                  Powodzenia
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka