Dodaj do ulubionych

surogadka............

11.01.08, 18:28
dużo się pisze o adopcji ze wskazaniem .ale nawet jak dojdzie do
niej to nigdy nie wiadomo czy dziecko jest zdrowe,nie ma wad
genetychnych i z jakiej wogóle patologi pochodzi bo raczej normalna
matka tak nie robi a wiadomo że taka kobieta powie wszystko na tak
by pozbyć się jej problemu a rzadko zdarza się napotkać tą uczciwą.
ja skorzystałam z surogatki która urodziła mi moje dziecko. owszem
problem był ze spisaniem umowy bo w polskim prawie tego tak nie
można załatwić.nie czekałam w żadnej kolejce do entego urzędu nie
prosiłam nikogo o nic po prostu wziełam los w swoje ręce bo okres
czekania na adopcję trwa nawet 2-3 lata i dosyś miałam głupich
pytań bióralistek o wszystko i o nic. jakby to one były bogiem.i po
9 miesiącach na porodówce zobaczyłam swoje dziecko .wtedy
uświadomiłam sobie że okres czekania na dziecko i kwota jaką
poniosłam była warta zachodu. koszt mojego leczenia
kilkuletniego,uważam że był o wiele większy niż wynajęcie surogadki.
Obserwuj wątek
    • dominka12 Re: surogadka............ 11.01.08, 19:59
      Moglabys zdradzic jaki to jest koszt i gdzie znalazlas dziewczyne?
      • magduani Re: surogadka............ 11.01.08, 21:25
        Tylko że to było jakiś czas temu i płaciłam w złotych a o ile wiem
        to obecnie większość woli euro i robią to za granicą bo bardziej
        sie oplaca im.ale można znalezć i u nas taką surogatke. ja placiłam
        trochę więcej bo brałam od niej jej jajeczko a to kosztuje.jednak i
        tak opłacało sie. musisz liczyć co najmniej 10 razy średnią wypłate
        plus koszty związane z ciążą.ale to i tak zależy zawsze od niej. ja
        trafiłam na bardzo dobrą pod każdym względem i też musiałam tak
        płacić.liczy się jej wiek,aby już miała conajmniej jeden poród
        idealny oraz warunki w jakich żyje to wszystko składa sie na zdrowie
        dziecka.a takie kobiety są w cenie.myślę że jak policzysz to i tak
        powinno wyjśc taniej i szybciej oraz pewniej bo napewno po 9
        miesiącach masz dziecko po części lub w całości genetycznie wasze.
    • dorcian Re: surogadka............ 11.01.08, 23:30
      Ja raczej czytam to forum niz pisze, chociaz problem dotyczy mnie
      osobiscie. Nieczesto szlag mnie trafia, bo w tym temacie rozne
      rzeczy juz czytalam. Ale tym razem trafil mnie gigantyczny i
      postanowilam sie jednak odezwac.
      "dużo się pisze o adopcji ze wskazaniem .ale nawet jak dojdzie do
      > niej to nigdy nie wiadomo czy dziecko jest zdrowe,nie ma wad
      > genetychnych i z jakiej wogóle patologi pochodzi bo raczej
      normalna
      > matka tak nie robi a wiadomo że taka kobieta powie wszystko na tak
      > by pozbyć się jej problemu a rzadko zdarza się napotkać tą
      uczciwą" - piekna generalizacja problemu, otoz wyobraz sobie, ze
      wiekszosc matek decydujacych sie na adopcje ze wskazaniem lub po
      prostu oddajacych dobrowolnie dziecko do adopcji nie jest potworami
      gotowymi "pozbyc sie problemu" i w imie tego klamac ile wlezie.
      Jezeli o niechcianej ciazy mysli sie w takich kategoriach, to idzie
      sie na porodowke, rodzi i podpisuje zrzeczenie. Kropka. Problem
      rozwiazany. Bez wzgledu na stan zdrowia noworodka. Badz uprzejma
      wykazac troche taktu i wyczucia, te kobiety na to zasluguja, bo
      dzieki nim takie jak my maja szanse cieszyc sie macierzynstwem.
      "wziełam los w swoje ręce " czy to znaczy, ze my
      adoptujace "konwencjonalnie" nie mamy "jaj" i nie bierzemy byka za
      rogi? W wielu przypadkach rozwiazanie, na ktore ty sie zdecydowalas
      po prostu nie wchodzi w gre z roznych powodow - materialnych,
      organizacyjnych czy biologicznych. I my czekamy 2-3 lata a czasami
      dluzej, gromadzimy papiery i udowadniamy, ze nie jestesmy
      wielbladami. Nie dlatego, ze jestesmy naiwnymi idiotkami badz
      masochistycznie uwielbiamy odpowiadac na durnowate czasami pytania
      ale dlatego, ze wiele z nas nie ma innego wyjscia.
      "myślę że jak policzysz to i tak
      powinno wyjśc taniej i szybciej oraz pewniej bo napewno po 9
      miesiącach masz dziecko po części lub w całości genetycznie wasze."
      Jakos tak nie do konca jestem przekonana, czy w posiadaniu dziecka
      chodzi o to, zeby bylo "tanio, szybko i pewnie" Pare srednich
      krajowych to srednio tanio, szybko i pewnie tez chyba nie za bardzo,
      bo taka kobiete najpierw trzeba znalezc, poznac i jej zaufac,bo
      zabieg zaplodnienia moze sie nie udac, jak to bywa z IVF, bo ciaza
      trwa 9 miesiecy w czasie ktorych zdarzyc sie moze wszystko -
      poronienie, uszkodzenie plodu, ujawnienie wad genetycznych
      niezaleznych od trybu i poziomu zycia matki, oraz zmiana decyzji
      przez sama matke, bo nagle moze sie okazac, ze misja ktorej sie
      podjela emocjonalnie ja przerosla i nie jest w stanie oddac dziecka.
      A prawnie nalezy ono do niej, to nie jest za przeproszeniem
      zakontraktowana swinia. Pieniadze za usluge mozna oddac latwiej.
      Wiec szczegolnie z ta pewnoscia bylabym ostrozna. No i na deser "po
      czesci lub w calosci genetycznie wasze". Na forum
      zatytulowanym "adopcja" zadko ktora osoba rozpatruje problem wlsnych
      genow jako w jakikolwiek sposb istotny w calym tym procesie.
      Na koniec tylko wyjasnie, ze nie oceniam w zaden sposob decyzji o
      wynajeciu surogatki, oceniam ton tego postu i stereotypy w nim
      zamieszczone. Byc moze autorce wyszlo tak przez przypadek. Trudno.
      Posty przed wyslaniem trzeba czytac.

      • verdana Re: surogadka............ 12.01.08, 17:09
        Mnie opis wyboru kobiety zadziwiająco przypomina wybór niewolnicy.
        Ma być zdrowa, chętna, posłuszna. Pomijając inne absurdalne aspekty
        tego listu, akurat zlecanie komuś urodzenie dziecka i zabieranie
        potem tego dziecka jest dla mnie wątpliwe moralnie. Rozumiem
        urodzenie dziecka dla siostry, córki czy nawet przyjaciółki - ale
        urodzenie swojego dziecka (bo danie jajeczka to przecież nic innego
        jak oddanie swego dziecka)i oddanie je przez matkę wzamian za
        pieniądze to nic innego, niż zwykły handel dziećmi - tak samo dobrze
        mozna bez umowy urodzić i sprzedać na rynku...
        Może i te kobiety sa zdrowe pod względem fizycznym, ale
        emocjonalnym? Jakie będzie dziecko dwóch matek - jednej, ktora z
        zimną krwią zachodzi w ciążę i sprzedaje dziecko, i drugiej - która
        je kupuje?
        Br....
        • kawka74 Re: surogadka............ 12.01.08, 18:47
          Jakie będzie dziecko dwóch matek - jednej, ktora z
          > zimną krwią zachodzi w ciążę i sprzedaje dziecko, i drugiej - która
          > je kupuje?

          A czy na to nie ma paragrafu? W KK jest coś na ten temat.
        • marijohanna Re: surogadka............ 12.01.08, 20:49
          verdana napisała:

          > Mnie opis wyboru kobiety zadziwiająco przypomina wybór niewolnicy.
          > Ma być zdrowa, chętna, posłuszna. Pomijając inne absurdalne
          aspekty
          > tego listu, akurat zlecanie komuś urodzenie dziecka i zabieranie
          > potem tego dziecka jest dla mnie wątpliwe moralnie.

          mam dokladnie takie same odczucia. obrzydliwe jest to po prostu.
          • hanna26 Re: surogadka............ 12.01.08, 23:00
            Zgadzam się całkowicie z verdaną. Jedna kupiła swoje dziecko, druga je sprzedała. Obrzydliwe.
        • zofijkamyjka Re: surogadka............ 13.01.08, 09:16
          verdana napisała:

          > Rozumiem
          > urodzenie dziecka dla siostry, córki czy nawet przyjaciółki

          A ja nawet tego nie rozumiem, Kobieta to nie inkubator.
        • uccellino Re: surogadka............ 31.05.08, 19:12
          > zlecanie komuś urodzenie dziecka i zabieranie
          > potem tego dziecka

          Jesli spojrzymy na niepłodność z szerszej perspektywy, potraktujemy
          ją jako chorobę społeczną, to zarówno adopcja, wszelkie dawstwo
          (nasienia, jajeczek, zarodka), jak i surrogate są po prostu metodami
          leczenia niepłodności. Żadne tam "zabieranie dziecka"! Jedno z
          mozliwych rozwiązań. Nie korzystacie, to nie. Po co krytykować? Czy
          nie widzicie, ile bólu kryje się za tą historią, jak trudna musiała
          byc to decyzja?

          Magda, może zrobiłabyś lepiej, gdybyś zamieściła ten post na Forum
          Niepłodność. To chyba bardziej na ten temat.
      • uccellino Re: surogadka............ 31.05.08, 19:04
        > Jakos tak nie do konca jestem przekonana, czy w posiadaniu dziecka
        > chodzi o to, zeby bylo "tanio, szybko i pewnie"

        Ale chyba po paru latach leczenia niepłodności nie jest to bez
        znaczenia?

        > "po
        > czesci lub w calosci genetycznie wasze". Na forum
        > zatytulowanym "adopcja" zadko ktora osoba rozpatruje problem
        wlsnych
        > genow jako w jakikolwiek sposb istotny w calym tym procesie.

        Taaa, jasne, wszyscy łatwo i szybko stłumili swoje instynkty i po
        wejściu na FA już w ogóle nie marzą o biologicznym dziecku.
    • egoli magduani - mail 12.01.08, 20:23
      przepraszam, ze na prywatnego maila...
      • viki2055 Re: magduani - mail 13.01.08, 10:20
        A ja nie widzę w tym wszystkim nic złego.
        • verdana Re: magduani - mail 13.01.08, 16:52
          Nie widzisz nic złego w tym, ze kobieta godzi się zajść w ciążę (jajeczko jest
          jej, a wiec jest to jej dziecko)i za pieniądze odstąpić komuś dziecko? A gdyby
          urodziła, a potem sprzedała - tez nie widziałabyś nic złego? Bo dla mnie to
          żadna różnica.
          • viki2055 Re: magduani - mail 13.01.08, 21:11
            Jajeczko jest jej i co z tego? Są sytuacje przy In Vitro że pobiera
            się komórkę jajową obcą i nikt nie robi draki z tego . Jeśli by
            urodziła dziecko i sprzedała to to jest już handel . A różnica jest
            olbrzymia . Tu kobieta wynajmuje brzuch i za to bierze pieniądze.
            • zofijkamyjka Re: magduani - mail 13.01.08, 21:18
              viki2055 napisała:

              Tu kobieta wynajmuje brzuch i za to bierze pieniądze.

              A inna wynajmuje d.... i tez bierze pieniadze - róznica żadna.
              wszystko mozna wynająć, czyż nie?
              • viki2055 Re: magduani - mail 13.01.08, 22:21
                Czy tego chcesz czy nie są k***** i Surogatki i jak widać nieżle im
                się wiedzie. Widocznie jest popyt na te usługi.
                • mama303 Re: magduani - mail 13.01.08, 22:26
                  viki2055 napisała:

                  > Widocznie jest popyt na te usługi.

                  Jest tez popyt na nieletnich do burdeli i na płatnych zabójców,
                  terrorystów itd itp
            • kawka74 Re: magduani - mail 13.01.08, 22:56
              Jeśli by
              > urodziła dziecko i sprzedała to to jest już handel

              Ależ dokładnie to miało miejsce.
              • magduani Re: magduani - mail 14.01.08, 22:58
                czytam i czytam wasze odpowiedzi i powiem jedno.te które gardzą tym
                o czym napisałam nigdy nie zrozumiecie ile trzeba siły do takiej
                decyzji a najwidoczniej jej wam brak bo tylko
                narzekacie,krytykujecie,wymyślacie paragrafy .szczerze mówiąc mam to
                głęboko gdzieś bo ja jestem teraz szczęśliwą matką .a surogatki
                zawsze będą istniały w naszym społeczeństwie i chwała im za to.
                • magduani Re: magduani - mail 14.01.08, 23:04
                  DZIĘKUJE TYM KTÓRZY NIE OBRZUCAJĄ MNIE BŁOTEM I POTRAFIĄ ZROZUMIEĆ.
                  • verdana Re: magduani - mail 14.01.08, 23:34
                    Siłę? Raczej pieniądze i brak empatii. Co za siłę trzeba mieć, zeby
                    kupić dziecko od matki?
                    Ty byś sprzedała dziecko? Nie? To dlaczego uznajesz, ze sprzedanie
                    dziecka przez inna matke jest dobre i godne szacunku? Bo sprzedala
                    je Tobie?
                    • magduani Re: magduani - mail 15.01.08, 00:13
                      ty nic nie rozumiesz kupiłam czas w jakim nosiła moje dziecko w
                      swoim ciele a nikt nie pracuje za darmo chyba że ty jesteś taka
                      tempa i tego i tak nie zrozumiesz. idz spać bo robisz sie śmieszna
                      z tymi docinkami. żegnam.
                      • verdana Re: magduani - mail 15.01.08, 09:53
                        Twoje dziecko? Przecież jajeczko bylo jej - czyli dziecko także.
                        Zaplaciłaś matce za jej dziecko, czyz nie?
                      • leli1 Re: magduani - mail 15.01.08, 11:24
                        nie wiem własciwie czy powinnam Cie magduani upominac za nie stosowanie sie do netykiety. Nie wiem wszak czy obraziłas verdane tym "tempa" wink.
                        Swoja drogą, naprawdę nie wiem na co liczyłaś. Ze ktos sie zachłyśnie jaką to wspaniałą droge do rodzicielstwa odnalazłas?
                        Dla mnie jest to moralnie nie do przyjęcia i jak widze dla wielu innych także.
                        Kobieta pewnie była w ciężkiej sytuacji finansowej, że zgodziła sie na cos takiego, a Ty to po prostu wykorzystałaś.
                        Piszesz, że przy adopcji nie wiadomo z jakiej patologii pochodzi dziecko, a przepraszam bardzo kobieta, która sprzedaje swoje dziecko to niby nie patologia?
                        To są Twoje zyciowe wybory, ale nie próbuj ludziom udawadniac na siłe, że to "czyn bez skazy".
                      • basia68 Re: magduani - mail 05.05.08, 11:30
                        muszę się jakos z Toba skontaktowac !!!!Powiedz tylko jak...
    • lollypop Re: surogadka............ 15.01.08, 02:09
      To bardzo zawily temat i prosze nie robcie z niego kolejnej
      pyskowki na tym forum bo tym samym odbieracie mu naleznej powagi.

      Ja mieszkam w kraju gdzie zaplata za tzw. surrogacy jest sprzeczna
      z prawem a wiec egzystuje na zasadzie wolontariatu, w praktyce wiec
      tylko wsrod rodziny i przyjaciol. Dopuszczalne jest pokrycie tylko
      kosztow medycznych ciazy i transportu (surogatki na kontrole
      medyczne, itp). Dodatkowym problemem jest okres pol roku po
      porodzie w ktorym surogatka moze sie rozmyslic (nawet jesli
      material genetyczny jest w 100% nie jej) a takze pozostaje przez
      ten okres opiekunem prawnym dziecka a wiec jest potrzebna do
      wszystkich dokumentow, musi wydac zgode na procedury medyczne, itd.

      Kiedys mialam kolege z pracy ktory wynajal surogatke w USA aby po
      prostu zaplacic i ominac te przepisy, bylo to 4 lata temu i
      zaplacil okolo 150tys US lacznie z zaplata surogatce, kosztami
      medycznymi oraz kilkakrotna podroza. I jajeczko i sperma byla ich
      wlasna, jego zona miala jajniki ale usunieta macice. Sprzedal w tym
      celu swoj dom.

      Tak samo sprzeczne z prawem jest tu pobieranie oplaty za jajeczko.
      Gazety sa pelne blagalnych ogloszen poszukujacych kobiet ktore
      zgodzilyby sie na dotacje jajeczka za zwrotem kosztow medycznych i
      transportu. Podobno tylko jednej parze na 10 udaje sie znalezc w
      ten sposob jajeczko bo sam proces pobierania nie jest przyjemny a
      takze chodzi o specyficzna grupe kobiet - najlepiej przed 35tym
      rokiem zycia (czasem 38) a nie zamierzajaca miec wiecej wlasnych
      dzieci. A z tym u nas problem bo kobiety tu bardzo pozno zaczynaja
      budowac rodziny, ja mam aktualnie 3 kolezanki w pierwszej ciazy -
      35 lat, 40 lat, 40 lat.

      Ale slyszalam tez o studentkach zarabiajacych na wynajmowaniu sie
      jako surogatki w stanach, mowa byla o zarobku $50tys US + oplacone
      3 podroze do Stanow podczas ciazy (ostatnia na miesiac przed
      porodem, powrot 6 tyg po).

      Nie dziwie sie ze w Polsce tez kwitnie ten proceder ale tak jak
      pisze jest to zlozone zagadnienie spoleczne i nie wystarcza
      zaaprobowac lub potepic go moralnie. Jesli znalazla sie wsrod nas
      forumowiczka ktora zdecydowala sie na surogatke, dyskutujmy,
      owszem, ale madrze.
      • verdana Re: surogadka............ 15.01.08, 09:52
        Widzisz, sa tu różne problemy. Dziewczyna, ktora godzi sie
        urodzić "cudze" dziecko, nie z wlasnego materiału genetycznego - to
        troche jednak inna sprawa, niż dziewczyna, ktora godzi się oddać za
        pieniądze wlasne, biologiczne dziecko. To juz nie "surogatka", ale
        matka sprzedajaca komus dziecko - i to jest zasadnicza różnica.
        Zaplacenie za cos takiego jest niemoralne, bo może zniszczyć zycie
        wielu osób - matki, ktora po pewnym czasie moze tęsknić za
        dzieckiem, rodzeństwa, ktoremu sprzedano siostre lub brata (zwróć
        uwage, ze szukano nie pierworodki), a nawet dziecka, jesli dowie
        się,z e zostało przez matkę sprzedane.
        • kinada No i jeszcze druga sprawa.. 15.01.08, 23:20
          ..Nie każdy kto chce adoptować dziecko, nie może mieć swojego 'biologicznego'.
          Są inne powody, dla których ludzie decydują się na ten krok.
          Ja uważam, że na świecie jest dużo samotnych i opuszczonych dzieci, więc skoro
          mogę jedno z nich uszczęśliwić, to dlaczego nie miałabym tego robić?
          Dziecko adoptowane też będzie MOIM dzieckiem.
          A geny..? Jestem socjologiem, wierzę w socjalizację.
          Własne, biologiczne dziecko pod wpływem różnych czynników może się 'stoczyć'.
          Sprowadzając je na świat nie wiemy jakim będzie człowiekiem.
          To zależy w dużej mierze od nas, jak je wychowamy, jakie wzorce przekażemy.
          Nie wiemy też, czy nie przekazujemy dziecku wadliwych genów. Czy nie skazujemy
          je na chorobę..
          Sprawa wygląda podobnie w przypadku dzieci adopcyjnych.
          Czasem sytuacja jest bardziej skomplikowana, czasem mnie, ale takie jest życie!
          Czy to z dzieckiem 'własnym-biologicznym', czy
          z 'własnym-adopcyjnym'.

          ps. Nie osądzam autorki postu, ale 'przyczepię się' do określenia patologia. Dla
          mnie praca w zawodzie 'surogatki' jest jak najbardziej patologią!
          Pytanie, co tą osobę skłoniło, by zająć się taką profesją..
          Wyrachowanie, konformizm, oże brak wykształcenia itp.
          Więc jakie geny przekazała dziecku..?
          Temat rzeka.

          _______________
    • basia68 Re: surogadka............ 05.05.08, 21:28
      jak mogłabym się z Tobą skontaktować? To dla mnie bardzo wazne.....
      • scalla Re: surogadka............ 21.05.08, 01:16
        czytałam ostatnio art. o tym, jak trudno znalezć kobietę chętna do
        oddania jajeczka
        i tak sobie pomyślałam, że nie miałabym nic przeciwko temu by oddać
        parze jajeczko, myslę ze mój instynkt macierzyński zrealizowałby się
        poprzez swiadomość, że gdzieś tam po świecie chodzi trochę moich
        genów przekazanych następnemu pokoleniu
        bo własnych dzieci mieć i wychowywać nie planuję
        ...tylko aby nie bolało smile
        • emilk-a2000 Re: surogadka............ 29.05.08, 11:39
          magdunia poprosze cie o kontakt ze mną! jeśli możesz ??
          podaj mi na pv jakieś namiary!
    • alutka84 Re: surogadka............ 04.06.08, 23:33
      Witam! Nie zamierzałam się wypowiadać, ale im więcej waszych postów
      czytałam, tym bardziej się gotowałam. Bardzo łatwo jest oceniać
      ludzi stojąc z boku "jedna matka zaszła w ciążę z zimną krwią, a
      druga matka kupiła swoje dziecko". Takie wszystkie mądre jesteście!
      Jestem pewna, że wszystkie Panie które obrzuciły Madzię błotem, to
      albo:
      -są jeszcze bardzo młode i nie planują jeszcze posiadania własnych
      dzieci,
      lub:
      -mają już własne pociechy i nie miały żadnych problemów z zajściem w
      ciąże,
      A niechby tak jedna z drugą (czego oczywiście nie życzę nikomu)
      pomimo wieloletnich starań nie mogła sama urodzić dziecka. Ja
      osobiście mogę się cieszyć tym cudem natury, jakim jest
      macierzyństwo. Ale wyobrażam sobie, co może czuć kobieta która
      niczego bardziej nie pragnie jak posiadać własne maleństwo i chodząc
      codziennie po zakupy do sklepu, na spacer z mężem, do kościoła, czy
      gdziekolwiek indziej- widzi młode, szczęśliwe matki pchające dumnie
      wózki, na samą myśl tego, co czuje w takiej chwili biedaczka która
      tego największego szczęścia mieć nie może, to aż płakać mi się chce.
      Bo cóż jest nasze życie warte bez dzieci?
      Myśle tylko, że kobieta która urodziła dla magdy dzidziusia który
      powstał z jej jajeczka, musiała być w naprawdę bardzo ciężkiej
      sytuacji. I im dłużej o tym myśle, tym bardziej sobie uświadamiam,
      iż chyba mogłabym urodzić dzidziusia, jednak warunkiem byłoby to,
      że jajeczko i nasionko pochodziłoby od rodziców dla których
      miałabym urodzić. A Madzi życze wszystkiego najlepszego. I wielkie
      brawa za odwagę opisania tak kontrowersyjnej sytuacji.
      • kawka74 Re: surogadka............ 05.06.08, 08:06
        > Jestem pewna, że wszystkie Panie które obrzuciły Madzię błotem, to
        > albo:
        > -są jeszcze bardzo młode i nie planują jeszcze posiadania własnych
        > dzieci,
        > lub:
        > -mają już własne pociechy i nie miały żadnych problemów z zajściem
        w
        > ciąże,

        Pudło.
        Nie mam dzieci, starałam się długo, w międzyczasie poroniłam, a
        teraz czekam na adopcję. I nadal uważam całą tę sytuację za jakiś
        horror.

        > Myśle tylko, że kobieta która urodziła dla magdy dzidziusia który
        > powstał z jej jajeczka, musiała być w naprawdę bardzo ciężkiej
        > sytuacji.

        Zawsze można się łudzić, że się komuś pomogło.
      • leli1 Re: surogadka............ 05.06.08, 08:12
        alutka, tu raczej nie piszą osoby, które bezproblemowo doczekały sie swoich pociech.
        Ja na swoje szczescie czekałam 13 lat......do której ze swoich grup grupy bys mnie w takim razie zaliczyła?
        Nikt z piszącycch w tym wątku nie stoi z boku, każdy temat niepłodności przerabiał "na swojej skórze", nie zmienia to jednak faktu, że niektóre metody są dla nas nie do przyjęcia.
        • alutka84 Re: surogadka............ 05.06.08, 14:59
          Ok, być może, że trochę przesadziłam. Emocje dały upust! Ale nie
          oceniajmy, tak srogo kobiet których jedynym grzechem jest marzenie o
          własnym dziecku.
          • zofijkamyjka Re: surogadka............ 10.06.08, 21:59
            alutka84 napisała:

            > Ok, być może, że trochę przesadziłam. Emocje dały upust! Ale nie
            > oceniajmy, tak srogo kobiet których jedynym grzechem jest marzenie
            o
            > własnym dziecku.

            Marzenie nie jest grzechem ale realizacja swojego mareznia za
            wszelka cenę to już paskudny grzech.
          • klusqa Re: surogadka............ 16.06.08, 16:52
            Sorry, ale posuwanie się do takich metod jak kupowanie dziecka, to
            egoizm. Nie umiem inaczej ocenić takiej transakcji handlowej i
            traktowania małego człowieczka, od samego początku, jak towar
            podlegający wymianie. A jeśli towar będzie miał wady? Nie spełni
            oczekiwań? To co? Wymieni się go? Odsprzeda? Wyrzuci?
        • verdana Re: surogadka............ 05.06.08, 15:25
          Hm, ja faktycznie mam dzieci - ale gdybym nie miała, to nadal
          uwazałabym to za skandal. Mozna adoptowac dziecko - będzie tak samo
          Twoje, jak kupione od matki.
          No i dlaczego niemowle mozna kupic, bo chce się mieć dziecko, a
          trzylatka nie mozna - nie widze żadnej róznicy. To zwykly handel
          ludźmi i tyle.
      • klusqa Re: surogadka............ 16.06.08, 16:50
        Alutka, dawno się tak nie ubawiłam. Jestem osobą, która nie ma prawie
        żadnych szans na urodzenie dziecka, a do głowy nie przyszłoby mi, żeby
        sobie kupić dziecko od kobiety, która traktuje je jak towar. Jak
        napisała wcześniej leli, to dla mnie jest patologia.
        • gabi683 Re: surogadka............ 17.06.08, 08:21
          W czoraj oglądalm Supervizjer dla mnie osobiscie jest to nie etyczne
          nie moralne jest to patoogia a kobiety ktore to robia czerpia zyski
          z dziecka czyli handelke na targu!!!!!Mam nadzieje ze prawo w Polsce
          zbroni tego typu zachowań a matki ktore sprzedaja dzieci zostana
          ukarane.Wielkie G mnie obchodzi czyje bylo jajeczko ,bo potem nie
          sprzedaje sie jajeczka ale zywe dziecko.
          • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 16.08.08, 22:37
            Ja mma pytanie zupelnie z innej beczki. Rozwazam urodzenie dziecka
            mojej przyjaciolce. Osobie zupelnie obcej. Z nie swojego materialu
            genetycznego, czyli obrazowo mowiac pozycze im swoja macice na 9
            miesiecy. Moje pytanie dotyczy kwestii prawnych. Jak w Polsce by
            wygladala adopcja? Bo rozumiem ze wchodzilaby tu tylko kwestia
            adopcji ze wskazaniem?
            Dlaczego nad tym mysle (bo obawiam sie ze zaraz sie zacznie dyskusja
            etyczno-moralna)? Bo bardzo kocham moja przyjaciolke i chcialabym
            jej jakos pomoc a sama jestem szczesliwa mama dwojki synow a moj
            lekarz twierdzi ze powinnam chodzic non stop w ciazy bo mi to sluzy.
            Nie zamierzam brac za to kasy!!
            • kawka74 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 09:01
              Bo rozumiem ze wchodzilaby tu tylko kwestia
              > adopcji ze wskazaniem?

              Tylko. Urodzone dziecko będzie Twoje i żadne umowy nie mają w tym wypadku mocy
              prawnej. Po odpowiednim czasie zrzekasz się praw do dziecka na rzecz Twojej
              przyjaciółki i jej męża.
              Ja bym na to nie poszła nigdy.
            • leli1 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 09:07
              kamyk4, wierze i rozumiem ze chcesz pomóc przyjaciółce, ale dokładnie przemysl swoją decyzję.
              Czy będziesz w stanie bez zmrużenie powiek oddac dziecko, które nosiłas pod sercem przez 9 m-cy, czy bedziesz umiala "na zimno" patrzec jak dorasta, czy Wasze przyjacielskie stosunki na tym nie ucierpią, co powiecie dziecku i jak ono ewentualnie to przyjmie......
              Kilka lat temu otrzymałam podobną propozycję od mojej siostry.......bardzo mnie to zaszokowało, bo to była jej inicjatywa, nie przyszłoby mi nawet do głowy prosić ją o cos takiego, a jeśli juz zdecydowałabym się na taki ruch, to na pewno wolałabym, aby surogadką była obca mi osoba.

              Co do kwestii prawnych istotnie wchodzi w waszym przypadku w gre tylko ado ze wskazaniem (wątpliwość byc moze z rejonów s-f, ale co jeśli sąd nie wyrazi zgody na adopcję przez Twoja przyjaciółkę?).

              Powodzenia.
              • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 14:39
                Po pierwsze napisalam ze rozwazam. I wchodzi tu tylko opcja ich
                zarodek. Wtedy bede to dziecko traktowac od razu ze nie moje i mam
                nadzieje ze dam rade.
                Po drugie rzeczywiscie obawiam sie kwestii sadu. A co jak sie nie
                zgodzi? A moze sie nie zgodzic? Co ja niby mam zrobic z ich
                dzieckiem? Oddac komus innemu? Bez sensu! Fajnie by bylo znalezc
                kogos kto cos takiego przerobil i wypytac co i jak.
                • verdana Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 15:55
                  Czyli, jak kupiec nie kupi, to okaze się, ze dziecko bezpanskie?
                  Pomyśl, co robisz temu dziecku - z gory zaklada się, ze może okazać
                  się nikomu niepotrzebne, ot, produkt na ktory nie ma popytu.
                  A nie wiesz, czy np. nie urodzi sie chore lub uposledzone.
                  A co będzie, jesli okaze sie, ze całą ciążę musisz lezeć? Że
                  wystapia komplikacje, ktore zagrazaja Twojemu zdrowiu? Jesteś gotowa
                  zaryzykowac zdrowie za kasę?
                • kawka74 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 17:45
                  Wtedy bede to dziecko traktowac od razu ze nie moje i mam
                  > nadzieje ze dam rade.

                  A jeśli nie dasz?

                  A co jak sie nie
                  > zgodzi? A moze sie nie zgodzic?

                  Może się nie zgodzić. Mało prawdopodobne, ale możliwe.

                  Co ja niby mam zrobic z ich
                  > dzieckiem? Oddac komus innemu?

                  Prawnie to nie jest ich dziecko, tylko Twoje. W papierach Ty widniejesz jako
                  matka. Jeśli dziecko urodzi się upośledzone, to Ty będziesz miała orzech do
                  zgryzienia, bo Twoja przyjaciółka może się wszystkiego wyprzeć i palcem nie kiwnąć.

                  Im dłużej to wszystko czytam, tym bardziej jestem przeciw takiemu poronionemu
                  pomysłowi. Tyle rzeczy może się nie udać, tyle spraw może zmienić bieg - nigdy
                  bym nie zaryzykowała.
                  • leli1 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 19:38
                    mam wrazenie ze nie znajdziesz nikogo , kto przez to przeszedł. Dla mnie to naprawde extremalna sytuacja i nawet jesli powiedzmy jest to z Twojej strony bardzo szlachetne......hmmmm......wierze, że myślisz o tym aby pomóc kolezance, to jednak mam dziwne wrazenie ze to wszystko moze sie obrócic przeciwko Wam wszystkim, ze nie wspomne o dziecku. Jesli kolezanka istotnie mysli o takim rozwiązaniu, to raczej pomóż jej przez to przejsc, wspieraj ją i bądź przy niej......
                    • verdana Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 19:46
                      A czy kolezanka weźmie uposcledzone lub smiertelnie chore dziecko?
                      Czy weźmie dziecko, jesli okaze się np. , ze cos zlego stało się w
                      ciązy z Twojej winy (wypadek, zatrucie itd?). czy wtedy zatrzymasz
                      sobie chore dziecko, czy po prostu oddasz , nie troszcząc sie o nie
                      wiecej - bo nie Twoje?
                      • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 20:24
                        A mozesz mi wytlumaczyc dlaczego mnie atakujesz? Czy ja kwestionuje
                        twoje postawy? Czy prosze o ocenienie sytuacji? A moze pop rosilam
                        cie osobiscie: Verdano, zmieszaj mnie z blotem prosze i udowodnij ze
                        nie moge miec takiego pomyslu bo tylko twoj stosunek do swiata jest
                        jeden, wlasciwy i sluszny?
                        A swoja droga to sprawa matki co zrobi z dzieckiem. MOze je oddac do
                        adopcji, moze je zatrzymac, moze je oddac do domu dziecka I NIE
                        ZRZEC SIE PRAW RODZICIELSKICH a nawet (nie wiem czy to przezyjesz?)
                        moze usunac ciaze jak sie okaze ze jest chore! TO NIE TWOJA SPRAWA!
                        Wiec prosze zejdz ze mnie i nie odpisuj juz na moje posty no chyba
                        ze masz merytoryczne uwagi do kwestii prawnych.
                    • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 20:13
                      Do Verdany: naucz sie czytac ze zrozumieniem a potem zacznij
                      wypowiadac na forach. Bo nie dojze ze mnie obrazasz to jeszcze
                      wychodzisz na babe co czyta pierwsze zdanie, krew uderza jej do
                      glowy i wypluwa co jej slina na jezyk przyniesie.Aha, i tak, jestem
                      w stanie zaryzykowac wszystko dla swojej przyjaciolki i jej dziecka.
                      Do kawki: wyobrazasz sobie ze dajesz swoja komorke, plemniki meza,
                      bierzesz udzial w zaplodnieniu, prez 9 miesiecy chodzisz z taka
                      surogadka w ciazy, ogladzasz usg, rodzisz z nia w szpitalu i
                      stwierdzasz ze "produkt nie spelnia oczekiwan, nie biore"? Tzn. ze
                      nie zaslugujesz moim zdaniem na zadne dziecko, nie mowiac o swoim. A
                      poza tym mysle ze kazdy przed podjeciem takiej decyzji musi wziac
                      pod uwage wszytskie kwestie. NIe tylko czy nasza przyjazn nie
                      ucierpi, ale tez co w przypadku choroby dziecka itp. Ja wcale nie
                      twierdze ze to latwe. I wcale nie twierdze ze sie zdecydowalam i
                      nikogo nie zamierzam przekonywac do swoich racji i kazac mu zmieniac
                      zdanie. Tak samo jak nie kazdy musi chciec adoptowac dziecko.
                      Pytanie co mam zrobic z tym dzieckiem bylo pytaniem retorycznym do
                      sadu. Oczywiscie ze nikomu innemu bym nie oddala i oczywiscie ze bym
                      wychowywala jak swoje wlasne. Tylko jestem ciekawa jak sad uzasadnil
                      by odmowe oddania "materialu genetycznego" wlasciwym rodzicom? I co
                      moze by mi wskazal "lepszych" rodzicow? To jest lekko chore, a;e
                      oczywiscie gdybym byla rodzina to problemu nie byloby zadnego!!
                      Do leli: moja przyjaciolka nie rozwaza tego problemu. Jest na etapie
                      zaplodnienia in vitro. Zobaczymy co z tego wyniknie bo endo niestety
                      jest ciut za cienkie. Wspieram ja, wspieram jak moge ale mysle ze to
                      i tak za malo. A takie propozycje nie moga wychodzic od
                      zainteresowanych tylko chetni musza sie sami znalezcsmile Zgadzam sie z
                      toba ze to ekstremalna sytuacja i nikomu nie zycze ani tej, ani
                      problemow przy zachodzeniu w ciaze czy adopcji. To najbardziej
                      traumatyczne przezycia jakie jestem w stanie sobie wyobrazic.
                      • kawka74 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 21:03
                        > Do kawki: wyobrazasz sobie ze dajesz swoja komorke, plemniki meza,
                        > bierzesz udzial w zaplodnieniu, prez 9 miesiecy chodzisz z taka
                        > surogadka w ciazy,

                        Nie - to surogatka chodzi w ciąży. Ja, mimo najszczerszych chęci, nie jestem w
                        stanie przeżyć tego, co ona.

                        ogladzasz usg, rodzisz z nia w szpitalu i
                        > stwierdzasz ze "produkt nie spelnia oczekiwan, nie biore"?

                        A kto wie? Nie znamy swoich reakcji do chwili, w której nie stajemy przed daną
                        sytuacją.

                        Tzn. ze
                        > nie zaslugujesz moim zdaniem na zadne dziecko, nie mowiac o swoim.

                        Kotku, Ty mi nie mów, na co ja zasługuję, a na co nie, bo to nie Twój zakichany
                        interes.

                        A
                        > poza tym mysle ze kazdy przed podjeciem takiej decyzji musi wziac
                        > pod uwage wszytskie kwestie. NIe tylko czy nasza przyjazn nie
                        > ucierpi, ale tez co w przypadku choroby dziecka itp. Ja wcale nie
                        > twierdze ze to latwe. I wcale nie twierdze ze sie zdecydowalam i
                        > nikogo nie zamierzam przekonywac do swoich racji i kazac mu zmieniac
                        > zdanie.

                        A pieklisz się tak, jakbyś już była w ciąży.

                        Tak samo jak nie kazdy musi chciec adoptowac dziecko.
                        > Pytanie co mam zrobic z tym dzieckiem bylo pytaniem retorycznym do
                        > sadu. Oczywiscie ze nikomu innemu bym nie oddala i oczywiscie ze bym
                        > wychowywala jak swoje wlasne.

                        Oczywiste to będzie dopiero wtedy, kiedy będziesz to miała za sobą.

                        Tylko jestem ciekawa jak sad uzasadnil
                        > by odmowe oddania "materialu genetycznego" wlasciwym rodzicom? I co
                        > moze by mi wskazal "lepszych" rodzicow?

                        Kurna, już Ci pisałam, że prawnie jest to Twoje dziecko, TWOJE. Materiał
                        genetyczny może nie mieć żadnego wpływu.

                        To jest lekko chore, a;e
                        > oczywiscie gdybym byla rodzina to problemu nie byloby zadnego!!

                        Tego nie wiesz, może by był, a może nie.
                        Cóżeś taka zadziorna...?
                        • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 21:34
                          Przepraszam jesli wlaczyla mi sie zadziornosc ale Verdana podniosla
                          mi cisnienie piszac ze dla kasy chce podejmowac taaakie ryzyko. Eh,
                          przepraszam.
                          A piszac o niezaslugiwaniu na dziecko nie chodzilo mi personalnie o
                          ciebie tylko o skomentowanie sytuacji.
                          Mysle ze tematy sa tak emocjonalne ze wszyscy lekko wariuja.
                          Pozdrawiam
                          • kawka74 Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 21:44
                            OK, rozumiem.
                            Verdana, owszem, dość dosadnie, ale pokazała Ci to, przed czym może musiałabyś
                            stanąć jako surogatka. Ludzkie reakcje są nieprzewidywalne, zwłaszcza w takich
                            sytuacjach, kiedy działają tak ogromne emocje. Wierzę, że chcesz dobrze, ale
                            moim zdaniem to nie jest dobra droga do uszczęśliwienia Twojej przyjaciółki.
                            • verdana Re: surogadka....kwestie prawne 17.08.08, 21:47
                              Hm, zezloscilas się, bo Ci się wydawalo, ze jesteś dobra i
                              szlachetna, chcesz kolezance przysluge zrobic (o kasie nie pisalam
                              ani slowa...).
                              Tylko w tym wszystkim potraktowałas dziecko jak rzecz - jak
                              kolezanka tego towaru nie weźmie, co co ja mam z tym zrobić?
                              Brak wyobrażni i traktowanie dziecka jako rzeczy nie miesci mi sie w
                              glowie.
                              • kamyk4 Re: surogadka....kwestie prawne 18.08.08, 12:36
                                "Jesteś gotowa zaryzykowac zdrowie za kasę?" cyt z twojej
                                wypowiedzi. Rzeczywiscie nie wspomnialas slowem o kasie!
                                I nie wiem czy zauwazylas ale pytanie : co ja mam zrobic z dzieckeim
                                dotyczylo sytuacji kiedy sad nie zgodzi sie na adopcje a nie jezeli
                                przyjaciolka nie wezmie dziecka. I jest to pytanie do sadu a do tego
                                retoryczne. Wiec nie jest to brak wyobrazni tylko wlasnie nadmiar
                                wyobrazni. Bo zamiast sie decydowac a potem martwic to jestem w
                                sytuacji najpierw sie martwie, zastanawiam i rozwazam wszelkie
                                sytuacje a dopiero potem podejme decyzje.
                                Te teksty: material genetyczny, towar nie spelnijacy oczekiwan itd
                                to jest z mojej strony cynizm i ironia ale fakt mozna to potraktowac
                                serio i wtedy wychodza bzdury. Moze przy emocjonalnych tematach
                                nalezy wszystko pisac serio i lopatologicznie zeby zostac dobrze
                                zrozumianym?
                                NIgdy w zyciu bym nie potraktowala zadnego dziecka przedmiotowo, ani
                                tym bardziej jak towaru i dlatego jedyna opcja ktora wchodzi w
                                rachube to zarodek od przyjaciol a nie moj bo swojego dziecka nie
                                potrafilabym oddac.
                                Tu jest jeszcze mnostwo kwestii do rozwazenia. Czy moi przyjaciele
                                nie beda sie czuli zagrozeni moja obecnoscia w zyciu dziecka, czy ja
                                bede w stanie dalej sie z nimi widywac i mnostwo , mnostwo innych.
                                Ale to nie jest do rozwazania na forum tylko miedzy zainteresowanymi
                                ludzmi.
                                A moje pytanie dotyczylo kwestii prawnych. NIestety nie otrzymalam
                                zadnej satysfakcjonujacej odpowiedzi.

                                -
                                Z zycia Igora
                                • kawka74 Re: surogadka....kwestie prawne 18.08.08, 13:11
                                  > A moje pytanie dotyczylo kwestii prawnych. NIestety nie otrzymalam
                                  > zadnej satysfakcjonujacej odpowiedzi.
                                  >

                                  A co by Cię satysfakcjonowało?
                                  Napisałam już chyba ze dwa razy - dziecko urodzone przez Ciebie jest Twoje i
                                  możesz zrzec się praw rodzicielskich na rzecz przyjaciółki (czyli adopcja ze
                                  wskazaniem).
                                  Oprócz tego istnieje możliwość zaprzeczenia macierzyństwa - wtedy, gdy surogatka
                                  nie chce oddać dziecka, a materiał genetyczny nie należy do niej. Dawcy tego
                                  materiału mogą wystąpić do sądu o zaprzeczenie macierzyństwa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka