awenidapauliszta
29.11.07, 11:06
Czy macie podobne do moich wrażenia z zakupów w Smyku w Warszawie?
Mianowicie: nigdy nie ma tam ubranek w poszukiwanym przeze mnie
rozmiarze (kilka miesięcy temu 98, teraz 86 - mam dwie córki),
ekspedientki bezradnie rozkładają ręce mówiąc, że co tydzień
wysyłają informację nt. braków w asortymencie, a towar i tak nie
jest uzupełniany. Ponadto wzornictwo dla dziewcząt woła o pomstę do
nieba. Wczoraj usiłowałam kupić zimowe buty. Są straszne. Żadnej
różnorodności kolorystycznej, dominuje różowy. Do tego jakieś
świecidełka. Koszmar. Jak zwykle więc udałam się do działu
chłopięcego, gdzie dla starszej córki kupuję spodenki, sweterki,
bluzeczki a nawet piżamki! Mają bardziej urozmaiconą kolorystykę
(poza różem i turkusem) i nie mają koszmarnych aplikacji,
brylancików i cekinów. Niestety, chociaż wybór butów zimowych był
większy niż w dziale dziewczęcym, to nie zdecydowałam się na kupno
bucików z trupia czaszką.
Rozmawiałam o fenomenie Smyka z moją koleżanką, która też ma dwoje
dzieci i obecnie nie jest w stanie kupić w Smyku gatków dla synka
rozmiar 156. Nie rozumiem dlaczego największy dziecięcy dom towarowy
w stolicy, który niestety ma dla mnie idealne położenie i tylko
dlatego się w nim zaopatruję, jest tak fatalny!