udało się- 29 lipca o 10:12 (na dzień przed terminem) urodziłam mojego
Małego!
Wszystko zaczęło się o 3 rano, obudził mnie dość silny ból, napięcie macicy i
bólw okolicy krzyżowej. Skórcze od razu, o dziwo, były regularne- co 10
minut. Przeleżałam jeszcz 40 minut, by się upewnić, że to już, obudziłam
męża, wykąpałam się i ruszyliśmy w drogę do szpitala. O 6.20 po zbadaniu mnie
przez lekarkę, która stwierdziła 4 cm rozwarcia, poszłam wraz z czwórką
kobiet na porodówkę. Niestety, po zrobieniu wywiadu przez położną i
uzupełnieniu wszystkich danych okazało się, że nie ma dla mnie sali i muszę
poczekać na korytarzu, aż coś się zwolni...Po 0,5 godz. przewieziono mnie na
salę, przyszła położna (p. Helenka-wspaniała dziewczyna, o nic się nie
martwcie, gdy na nią traficie), lekarz stwierdził rozwarcie 5 cm i przebił
błony. Skórcze i bóle krzyżowe były tak mocne, że nie wiem, jakim cudem to
wytrzymałam..położna sama zaproponowała znieczulenie, więc się nie
broniłam ,ale z niewiadomych przyczyn otrzymałam je dopiero po 1,5 godz., gdy
właściwie było już za późno, bo mały urodził się 0,5 godz. później, w drugim
parciu. Znieczulenie przydało się tylko na szycie, bo oczywiście standardowo
zostałam nacięta..cały poród trwał raptem 4 godz.!!! Mój mąż, mimo że
wcześniej nie był do końca przekonany, czy chce uczestniczyć w porodzie
został ze mną do samego końca, wspierając mnie, kontaktując ze światem,
pomógł tak bardzo, że nie wyobrażam sobie, jak by wyglądał ten poród bez
niego. Dziękuję Ci kochanie..
Trochę na temat szpitala na Polnej...
Po godzinie na sali poporodowej zawieźli mnie do pokoju. Pokój trzyosobowy,
łaziena wspólna dla dwóch sal, dzieci z mamami przez całą dobę (mimo
osłabienia i nieporadności bardzo się cieszyłam, że mały był przy mnie

Przyznam jednak, że pielęgniarki zupełnie nie interesowały się, czy dajesz
radę choćby wyciągnąć małego z łóżeczka...nie mówiąc już o braku pomocy czy
choćby porady przy karmienu. Mogłam jedynie liczyć na bardziej doświadczone
dziewczyny, z którymi leżałam. Nie bez powodu mówi się, że na Polnej można
urodzić i najlepiej od razu iść do domu- bo o opiece ze strony personelu nie
ma mowy!!
Teraz, gdy pytam ludzi o opinię gdzie rodzić w Poznaniu wszyscy mówią tylko
o dwóch szpitalach- Raszei oraz Św. rodziny- Polnej nie polecam!!
Ale się rozpisałam..może jednak komuś się to przyda..
Pozdrawiam serdecznie oczekujące swojego Wielkiego Dnia dziewczyny- trzymam
kciuki, by wszystko poszło sprawnie i z jak najmniejszym bólem. POWODZENIA!
magda