Kocahne, tak jak pisałam tydzień temu, w nocy z piątku na sobotę o 2.53
zaczęly się skurcze. Najpierw były 3 co 20 minut, potem szybciutko przeszło
na co 10 i 7 minut.Z każdym skurczem odchodziły mi wody.O 6 rano wezwałam
taksówkę (mąż pytał czy jestem pewna,że rodzę i czy chcę jechać

i
pojechałam rodzić do szpitala Wojewódzkiego w Gdańsku i muszę wam
powiedzieć,że to był naprawdę dobry wybór.Ale do rzeczy, na porodówkę
trafiłam ok.7, o 8.55 zaczęły się skurcze parte.Nie korzystałam z
piłki,drabinki i innych udogodnień,bo okazało się,ża każdy skurcz zabiera mi
tyle sił,że wolałam leżeć sobie na łóżku i cierpieć po cichutku. Pojawił się
lekarz, poaptrzyłam,zaparliśmy sobie raz i wyszedł. po jakimś czasie wrócił i
ZAPYTAŁ czy mnie naciąć.Powiedziałam,że jeżeli to pomoże to tak.On na to,że
można nie nacinać,ale mogę urodzić za dwa skurcze,a moge rodzić dłużej,bo
malutki ma dużą głókę.No i nacięli mnie (3 szwy) i już Tomaszek leżał na moim
brzuchu... Nie da się opisać.....Reasumując:
-szpital Wojewódzki w Gdańsku-świetny wybór
-wspaniała położna,p.Ewa
-bez oksytocyny
-bez ZZO
-z nacięciem na życzenie.
Wyszlismy dopiero w 4 dobie,bo Tomaszek miał podwyższony poziom bilirubiny i
musieliśmy naświetlać
Teraz za to jesteśmy w domu,dzisiaj obchodzimy pierwsze "tygodzinki" i mamy
się super.Nic mnie nie boli,synek cały czas spi i je na zmianę (średnio co 3
godz) i życzę Wam moje miłe takich kochanych aniołeczków jak mój.I powiem Wam
jeszcze jedno na odchodnym-poród boli jak jasna cholera,nie da się tego
porównać,ale NAPRAWDĘ w 10 sekund po zapomina się,że cokolwiek bolało. I
naprawdę warto to wszystko przeżyć. Pozdrawiam!