amatus
13.09.06, 22:45
Czesc dziewczyny,
Zawsze uwielbialam czytac posty nowo upieczonych mam i sama tez obiecalam
sobie, ze opisze moje wrazenia z porodu.
U mnie bylo juz po terminie (5 dni). Zaczelo sie o 4 rano. Obudzil mnie
skurcz. Pognalam do lazienki na siusiu i ku mej uciesze ujrzałam czop sluzowy
- duza ilosc sluzu o rozowym zabarwieniu z krwistymi nitkami. Zaczelam
zapisywac czestotliwosc skurczy. Byly nieregularne - co 20, 15, 10 minut. Raz
częściej, raz rzadziej. Ok. południa pojechalismy z mezem do szpitala na
Madalinskiego. Zrobiono mi ktg, ktore o dziwo nie wykazalo zadnych skurczy (a
na pewno mialam podczas zapisu). Zabadal mnie lekarz. Rozwarcie na 2 cm,
szyjka na 1 cm. Okazalo sie, ze sączą mi się wody plodowe, o czym nie
wiedzialam. A to wraz czopem sie sączyły. Skierowano na porodówkę. Gdyby nie
te wody, to chyba by nie odesłali. Na porodówce podłączono do ktg i podano
oxytocynę, bo trzeba było przyspieszyc porod ze wzgledu na te wody. Po
oxytocynie skurcze wzmogły sie tak bardzo, ze musialam poprosic o
znieczulenie. A zamierzalam rodzic bez. Bol niesamowicie mnie zaskoczyl. Ja
najbardziej czulam skurcze w krzyżu. Mimo że maz mnie masowal caly czas, nie
wytrzymywalam z bólu. Wczesniej jeszcze polozna przebila mi pecherz i wody
calkowicie ze mnie wyplynely. Naprawde bylo tego sporo. Przy najbardziej
bolesnych skurczach nie moglam nawet nabrac powietrza. Wtedy tetno malej
zaczelo spadac. Podano mi tlen i po tym znieczuleniu wszystko sie unormowalo.
W międzyczasie troche poskakałam na piłce, wziełam prysznic - pomaga.
Rozwarcie na szczescie postapilo szybko. w dwie godziny z 3 cm na 8-9 cm. I
wtedy znieczulenie zaczelo puszczac. Znow skurcze sie nasilily. Lekarze
radzili nie brac nastepnej dawki znieczulenia, bo zaraz mialo byc parcie i
porod moglby sie wydluzyc, bo nie czulabym nic. Posluchalam i dobrze, bo
faktycznie zaraz zaczelam miec potrzebe parcia. Wtedy polozna ustawila mie w
pozycji na czworaka, podczas skurczu mialam siadac na pietach i przec, bo
glowka jeszcze nie weszla w kanal rodny i musialam ja tak troche zepchnac. Nie
obylo sie bez stolca. Ale to tylko sprawilo mi ulge. Potem nastepna pozycja na
boku, nogi zgiete w kolanach i pod brode. Na koncu ustawila mnie w pozycji
półleżącej. Miałam przec jak na stolec, broda do klatki (mąż pomagał) nogi
podgięte na brzuch. Parłam tak, ze aż mnie na nastepny dzien gardlo bolało.
Nie dlatego, ze sie darłam - polozna nie pozwoliła (niepotrzebnie uciekają
wtedy siły), ale dlatego że tak mocno wypierałam dziecko z siebie. Podczas
jednego skurczu mialy byc trzy parcia. Miałam nacinane krocze. Oczywiscie nie
czuc naciecia. Powiedzialabym, ze nawet sprawilo mi ono ulgę, bo łatwiej jest
wtedy wyprzec dzidziusia. Caly drugi okres porodu trwal pol godziny i na
swiecie pojawila sie Majka.
Moment, kiedy kładą dziecko na brzuchu jest nie do opisania i zapamietam go na
cale zycie. Cos pieknego, cos co moze przezyc tylko matka. Wspólna, intymna
chwila matki i dziecka. Tak zostawili nas na dwie godziny. Polały sie łzy.
Płakaliśmy razem z mężem.
W międzyczasie zostałam zszyta (podano wówczas znieczulenie). Majka wazy 3400
i ma 54 cm. Dostała 10 pkt w skali Apgar. Jestem szczęsliwą matką...
Opieka poporodowa rewelacyjna. Sale pozostawiaja wiele do życzenia w
porównaniu z wyremontowana porodówką, ale to jakby nie bylo dla mnie takie
wazne. Polozne pomagaja. Caly czas ktos przychodzi i sie pyta czy w czyms pomoc.
Opisując swoj porod chce dodac nadziei dla starających się. Ja poronilam
pierwsza ciaze w 10 tyg. Z ta bylo troche problemow na poczatku (krwiak,
plamienia), ale jak widac trzeba miec nadzieje, bo w moim przypadku marzenie o
dzieciatku sie spelnilo i tego życze Wam wszystkim.
Tymczasem żegnam się z Wami i do zobaczenia w dziale Niemowle.