Dodaj do ulubionych

Ciąża i nasze prawa...

IP: *.* 16.01.02, 10:28
Witam, jestem ,,na początku drogi"-7 tydzien ciąży :)Poprzednią poroniłam w 12 tygodniu. Teraz pracuję( umowa na czas nieokreślony)po 8 godz. przy komputerze( innych stanowisk tu nie ma), szef jest wybuchowym chamem, a ja i ciesze się i zastanawiam...Kiedy im powiedziec o ciąży, czy iśc( i kiedy) na zwolnienie, czy mi mogą ,,zaszkodzić" ?!Praca ( kasa)jest dla mnie ważna, ale dzidziuś ważniejszy. Tylko co robić w dzisiejszych czasach tak nieprzychylnych kobietom? Bardzo proszę o radę ,,ciężarówki" zupełnie nie wiem jak z tym ,,zaistnieć" w firmie....
Obserwuj wątek
    • Gość: Gusiak Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 11:31
      Hejka... Jestem w 28 (od jutra ;-)) tygodniu, pracuję przy komputerez, bo taki już los konsultantki. Pracuję nie po osiem, ale czasem tez i po szesnaście godzin, bo takie sa potrzeby firmy. Jeżdżę w delegacje (choć już nie bardzo mi się chce). Mam niby prawa - ale tak naprawdę uważam, że moje dziecko będzie zdrowe i szczęśliwe wtedy, gdy ja będę szczęśliwa. A ja nie będę szczęśliwa siedząc na zwolnieniu i czując, że mogłabym się przydać w firmie, a się nie przydaję.Ciąża nie jest chorobą. Oczywiście prawidłowa ciąża. Uważam, że jeśli nie ma przeciwskazań medycznych (zagrożeń dla dzidzi) to należy, dla zdrowia psychicznego, pracować tak długo jak się da. Tak robiły moje koleżanki i urodziły zdrowe i śliczne dzieci. Myślę, że jeśli praca, choć stresująca - przynosi Ci satysfakcję, to nie powinnaś z niej rezygnować. Inny problem to kiedy powiedzieć szefowi... Moje koleżanki wiedziały od 5 tygodnia, bo miałam do nich zaufanie i wiedziaąłm, że nie puszczą pary z ust. Bałam się strasznie, że szefowie mnie zbesztają, tym bardziej, że zaszłam w ciążę 4 miesiące po podpisaniu umowy na czas nieokreślony - więc mogliby pomyśleć, że ich wykorzystałam. W końcu jednak trezba sie było przemóc. Zrobiłam to chyba na początku 3 miesiąca. I o dziwo rozmowa była krótka, szef pogratulował, a potem zabronił innym szefom i prezesowi firmy palenia, bo "nie można truć mojego dziecka". I dbają o mnie wszystcy straszliwie. Ale chyba dlatego, że wiedzą, że firma może na mnie liczyć, że nie robię chocków klocków i wielkiego halo ze swojej ciąży i już. Myślę, że jak dasz szefom trochę czasu, to też jakoś przełkną Twoją ciążę. A Ty się nie martw - w ciąży wszystkie stresy firmowe robią się jakieś takie błahe i maciupkie w porównaniu z cudem, jaki dokonuje się w Twoim organizmie. Z niczego nagle rośnie w Tobie nowe, cudowne życie. Jetsem z Tobą - napisz, jak Ci poszło jak już się "przyznasz". Wyrzucić Cię i tak nie mogą (chyba że dyscyplinarnie, a na to trzeba sibie zasłużyć!). Buziaki dla Ciebie i Kruszynki, którą nosiszAgusiak
    • Gość: zosiab Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 11:34
      Cześć Ewa,Miałam podobne rozterki na początku stycznia (początektrzeciego miesiąca). Powiedziałam mojemu szefowi zaraz po Nowym Roku i uważam, że zrobiłam dobrze.Fakt ukrywania ciąży (przy całodobowych wymiotach i ogromnym osłabieniu) był dla mnie strasznie stresujący.Oczywiście sama musisz podjąć decyzję kiedy powiedzieć - to zależy od wielu warunków - czy będziesz chciała wrócić do pracy po urlopie macierzyńskim, czy chcesz mieć dobre układy z szefem. Ja nie mam wyjścia i po urlopie muszę wracać do pracy, więc zależy mi na jak najlepszych kontaktach z szefem. Z mojego punktu widzenia im wcześniej tym lepiej.Nie wiem jakie doświadczenia mają inne Mamy.Pozdrawiam Cię serdecznieZosia
    • Gość: GosiamamaEdytki Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 12:12
      Po pierwsze serdeczne gratulacje z okazji...!!!Też jestem w ciąży /dopiero 5 tydzień/ i pracuję przy komputerze przez 8,5 godziny dziennie. Mój lekarz uważa, że nie ma przeciwwskazań do pracy na komputerze, byleby się trochę ruszać przez te 8 godzin i nie wolno siedzieć za monitorem /chodzi o tył monitora/, bo tam największe promieniowanie.W poprzedniej ciąży też byłam zatrudniona na umowę o pracę. Do końca 14 tygodnia nic nie mówiłam /wcześniej 2 razy poroniłam, więc starałam się nie chwalić tą ciążą/. Po 14 tygodniu przyniosłam zaświadczenie o ciąży i przestałam się stresować: na zwolnienia nie chodziłam, ale wychodziłam do domu wcześniej, jak się źle czułam i na 2 miesiące przed porodem poszłam na zwolnienie. O zwolnieniu i wychowawczym trąbiłam dużo wcześniej, żeby pracodawca mógł znaleźć kogoś na moje miejsce.Wypisałam wniosek o urlop wychowawczy na 3 lata i po 15 miesiącachod porodu zostałam "wezwana" do pracy - dostałam awans i podwyżkę. Tak więc zupełnie mi nie zaszkodziło dbanie o siebie w ciąży i nawet zwolnienia.Przede wszystkim myśl o dzidziusiu - może chamski szef się troche opanuje wiedząc o Twoim stanie. Byle nie mówić za wcześnie - do końca 3 miesiąca mogą jeszcze zwolnić.Aha! Wiesz, że jeszcze załapiesz sie na dłuższy urlop wychowawczy?PozdrowionkaGosiak
    • Gość: Aluc Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 12:45
      Praca pracą, ale zastanów się, czy jesteś w stanie wyegzekwować od szefa właściwe traktowanie w czasie tych następnych miesięcy. Ja na to pytanie odpowiedziałam "nie" i poszłam na zwolnienie. Nie powiem, zostałam nawet do tego trochę namówiona przez szefostwo, bo mojej pracy niestety nie da się wykonywać w sztywnych ramach czasowych i każde wyjście wcześniej czy nie daj Boże kilkudniowe zwolnienie rujnuje sprawy nie tylko klientom, ale również współpracownikom, którzy muszą ciągle funkcjonować na zasadach pogotowia ratunkowego. Ja nie kryłam swoich planów macierzyńskich, inna sprawa, że pracuję w tej firmie od siedmiu lat i moja ciąża nie była traktowana jako "numer, który im wycięłam", ale raczej jako coś co się stanie wcześniej czy później. Powiedziałam po 12 tygodniu, jak dopadły mnie letnie ataki astmy i tak musiałam iść na zwolnienie, które później przedłużyłam - już dla celów ogólnie wypoczynkowych.A na zwolnieniu nie musisz siedzieć jak kołek w domu i czuć, że czas przecieka ci między palcami. Ja robię studia podyplomowe, piszę doktorat, czytam masę książek, na które wcześniej nie miałam czasu... Postanowiłam wykorzystać te parę miesięcy na robienie rzeczy tylko dla siebie. Mały urodzi się za cztery tygodnie i skończy się dobre :)
    • Gość: Gusiak Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 13:11
      Chyba jestem naiwna lub zbyt uczciwa, bo nie potrafię sobie od tak, dla odpoczynku iść na zwolnienie wiedząc, że płacą za to moje zwolnienie podatnicy, często zarabiający mniej niż ja. Jakoś po prostu nie umiem, choć przecież mogłabym. Uważam, że ciąża nie jest chorobą, wręcz przeciwnie, i jeśli tylko nie ma przeciwwskazań medycznych, powinno się pracować. Choćby z przyzwoitości. Chętnie zrobiłabym sobie zamiast 26 tygodni - 42 lyb 50 tygodni urlopu pełnopłatnego, ale jakoś tak czułabym się niewporządku nie tylko w stosunku do charujących za mnie koleżanek, ale też w stosunku do mojej firmy. Ale może już jakoś tak jest, że Ci, którzy dzielą odpowiedzilaność za firmę i jej obroty są bardziej skorzy do pracy niż osoby zfirmą powiązane tylko wypłatą. Nie obrażajcie się dziewczyny - zazdroszcze Wam po prostu braku wyrzutów sumienia, które ja mam już po trzydniowym chorobowym - pracuje wtedy w domku, żeby być OK.Na macierzyńskim też planuję pozostać w kontakcie z firmą - dzięki temu może uda mi się wynegocjować możliwość pracy w systemie home office - choć do 8 miesiąca życia maleństwa. Liczę na to! Bo na wychowaczy niestety nie stac nas z mężem. Myślę, że każda z nas postępuje po swojemu - i Ewa też zrobi tak, jak będzie uważała za stosowne w swojej firmie - ja namawiam do dbania o siebie, ale też o dbania o dobre stosunki w pracy.
      • Gość: Aluc Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 14:20
        Wyrzutów sumienia nie mam za grosz :) - płacę bardzo wysokie podatki i składki na ubezpieczenie zdrowotne, a jednocześnie nie korzystam od wielu lat z publicznej służby zdrowia, sama płacę za studia itd. To nie jest tak, że nie czuję żadnych związków z firmą poza wypłatą - wiem, że gdybym dalej pracowała, to z tej właśnie odpowiedzialności zarzynałabym się dalej po kilkanaście godzin dziennie, a jednocześnie byłabym wściekła - także na siebie - że przedkładam pracę nad moje dziecko. Albo odwrotnie - moja ciągła niedyspozycja rujnowałaby pracę innym. Ten układ, który jest, został zaakceptowany przez obie strony i raczej pomógł tzw. stosunkom w pracy. Po prostu nie ma kretyńskich niedomówień.I może powiem tu coś, co może was wkurzy - ale praca nie jest najważniejsza. Najważniejsza w życiu jest samorealizacja - coś, w czym się odnajdujesz i co sprawia ci przyjemność. A praca i tzw. kariera zawodowa może być jedynie środkiem do celu a nie celem samym w sobie.
        • Gość: Aluc Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 14:31
          I jeszcze jedno - jeśli dobre stosunki w pracy budujecie tylko na tzw. fedrowaniu bez oglądania się na własne potrzeby - to się na was zemści wcześniej czy później. Pozdrawiam
    • Gość: Sushi Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 14:05
      Ogromne gratulacje i uściski dla Ciebie a buziaczki dla brzusia (jego raczej nie powinnam ściskać)Tak czytam i czytam... Gosi zadroszczę zaangażowania, tego, iż znalazła firmę i pracę bez której głupio spędzić dzień. Każdej z Was życzę tego samego. Taka prac to skarb. Mam podobne podejście do swojej i rozumiem Gosię, ale rozumiem także te z Was, które myślą trochę inaczej. Moi bezpośredni szefowie, zrobią wszystko, bym czuła się dobrze, nie mam najmniejszego problemu z godzinnym spóźnieniem do pracy, gdy męczą mnie mdłości (mają jeden cudowny argument: "lepiej żebyś wymiotowała sama w domu, niż gdyby wszyscy z nas mieli to robić razem z Tobą"), przerwą od monitorka i pobieganiem po piętrach biurowca, dla rozluźnienia, pół godzinnej przerwy sniadaniowej w miłej atmosferze pracowników departamentu (to dziwne, ale odkąd jestem w ciąży wszyscy zaczęli jeść śniadania i to razem).Ja nie czekałam z ogłoszeniem mojej radości. U mnie też było wiadomo, że wcześniej czy później to nastąpi, zresztą sami szefowie mnie namawiali mówiąc, że może zainteresowałabym się czymś innym niż pracą i że nie długo będzie za późno (phi, też mi coś! Mam dopiero 26 lat - skąd więc takie wnioski? ;-)). Tak więc po pół roku starań wyczekuję mojej Kruszynki, o czym szefowie wiedzą od 5 tygodnia ciąży i jest super.Moim zdaniem nie powinno się ukrywać niczego. Nawet, a może tym bardziej, gdy poprzednie ciąże były zagrożone lub poronione. Gdy do pracodawcy wpłynie zaświadzcenie o ciąży można być pewniejszym pracy (chroni nas prawo), a i ludzie są raczej uprzejmiejsi i bardziej skorzy do pomocy. Chyba zbyt wielu potworów nie łazi po tym padole, co nie?Pozdrawiam Was wszystkie bardzo zimowo, aczkolwiek gorąco (to taki grzaniec z czerwonnego winna z mnóstwem cudownych przypraw) i trzymam kciuki za Wasze Brzusie, Waszą pracę i całe życie
    • Gość: Agata Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 16:13
      Chciałam tylko sprostować jedna z wypowiedzi. Teraz kobieta jest chroniona przed wypowiedzeniem od samego początku ciąży, a nie od 3 miesiąca. tak wię można się podzielić dobrą nowiną juz wcześniej, jeśli się chce. Dodam jeszcze, że zgadzam się z Gusiakiem w kwestii zwolnień w ciąży. Może nie odczuwam aż tak silnie wyrzutów sumienia w stosunku do podatników, ale w stosunku do mojego zespołu owszem. Któraś z moich koleżanek musiałaby zasuwać ponad siły, aby mnie zastąpić, szefowa miałaby problem z natychmiastową reorganizacją pracy działu. A to się nieuchronnie musi odbić na stosunkach moich z firmą. W pierwszej ciąży byłam dość długo na zwolnieniu, ale przedtem dośc długo przgotowywałam zastępczynię na przejęcie moich obowiązków. Teraz ona jest moją szefową (rezygnacja z szefowania to była moja decyzja), ale też nie mogę sobie pozwolic na pójście ni z tego ni z owego na zwolnienie bez przekazania swoich obowiązków.Moja ciąża nie jest zagrożona, więc mogę się tylko wypowiadać w podobnych przypadkach. Uważam, że takiemu dziecku praca mamy nie grozi, jeśli jest w granicach rozsądku. Co do stresu, to należy trochę nad sobą popracować, aby ten stres zwalczać. Można, zapewniam Was. I na przykładzie swojej "kariery" mogę wam powiedzieć, że stres szefa jest dużo większy niż podwładnego. Niestety, zbyt wiel kobiet traktuje zwolnienie jako stan naturalny dla ciąży i błędne koło się nakręca. Szefowie na wieśc o ciąży mają automatyczne skojarzenie - zwolnienie. Dla mnie jest oczywiste, że trudno pracodawcy trzymać wolne, nieobsadzone stanowisko przez tak wiele miesięcy. W ten sposób odbieramy sobie prawo do narzekania na gorsze traktowanie kobiet w ciąży czy kobiet w ogóle. Powtarzam, nie mam na mysli ciąż zagrożonych czy też ewidentnych przypadków pracy ponad siły. Ale przyznajmy, tych ostatnich nie ma aż tak wiele, za to wiele kobiet ma w tej materii skłonności do przesady. Mam nadzieję, że nikogo nie obraziłam, ale taki pogląd mi sie wykrystalizował w czasie moich dwóch ciąż. Może dlatego, że po piewrszym urlopie firma przyjęła mnie i potraktowała bardzo fajnie, więc teraz czułabym się źle wykorzystując sytuację.Pozdrawiamagata
      • Gość: olaart Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 16.01.02, 23:01
        Ja właśnie wróciłam z drugiego już (niestety) pobytu w szpitalu i mam wrażenie, że ciąż zagrożonych jest bardzo dużo - tyle sie tam naoglądałam! Co do zwolnień i pracy w ciązy to mogę powiedzieć tylko jedno - nie pracuj jeżeli atmosfera w pracy nie sprzyja dobremu rozwojowi Twego dziecka. Nie mówię tego z własnego doświadczenia bo moja szefowa jest świetną babką i robi wszystko bym miała dobre warunki do pracy i odpowidnią atmosferę. Ja za to odwdzięczam się jej pracując najlepiej jak umiem. Natomiast słyszalam wiele okropnych historii o tym jak w niektórych firmach traktuje się ciężarówki. I wierz mi przepracowanie i ciągły stres prowadzą prosto na patologię ciąży.
    • Gość: Ewka Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 17.01.02, 11:48
      Dzięki Dziewczyny! :) Czekam do 12 tygodnia. Decyzja będzie zależała o mojego i dziecka samopoczucia....Do zobaczenia!!!
      • Gość: nip Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 21.01.02, 12:58
        Pracuje w bardzo renomowanej, ale małej firmie, wymagajacej bardzo dużego zaangażowania i dyspozycyjności. Moi szefowie to wyłącznie mężczyźni. Jestem pierwszą kobietą w 12-letniej historii firmy, która jest w ciąży (kobiet jest mało). Bałam się w związku z tym, jak zareagują. Uważałam jednak, że uczciwie jest powiedzieć w miarę wcześnie, tak aby dać też firmie czas na przygotowanie się do mojego urlopu. Moje obawy były jak najbardziej uzasadnione. Zostało to przyjęte niemal jak zbrodnia, rozpoczęły się bardzo nieprzyjemne rozmowy dotyczące mojego wynagrodzenia itp. Całość była dla mnie przerażająco przykra, bo chociaż nie spodziewałam się euforii, to jednak takie potraktowanie mnie po 6 latach pracy na najwyższych obrotach i z ogromnym zaangażowaniem, przy wielu pochwałach jakości mojej pracy było kompletnym zaskoczeniem. Całość tej sytuajci, tzn. brak zwolnienie tempa pracy, bo przecież muszę być lojalna i stres związany z ich reakcją i negocjacjami wynagrodzenia stał się przyczyną pobytu w szpitalu i poważnych dolegliwości. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że praca jest nic nie warta, chociaż dotychczas stała na piedestale i ze to koniec mojego zaangazowania, a stosunki w pracy to zawsze jednak stosunek pana i wyrobnika. Zazdroszcze Wam zyczliwego przyjecia ciazy przez pracodawce, ale nie dajcie sie zwieść, to życzliwe przyjęcie to wyjątek. Nina
        • Gość: Gusiak Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 21.01.02, 14:01
          Jejku, Dziewczyny, strasznie mi przykro. To straszne, zę tak podstawowych rzeczy, jak potrzeba rodziny, nie rozumieją jacyś głupi, napuszeni gburowie. Czytając Wasze posty doszłam do wniosku, że mam cholernego fuksa - prezes i szefowie naszej firmy, wszyscy, mają dzieci (18 lat, 11 lat, 4 lata, 4 lata, 1,5 roku i rok), jeżdżą do przedszkoli w czasie pracy, mają swoje problemy z opiekunkami. Wszyscy mi pomagają, bo mnie rozumieją. Prezes nawet gadał ze mną o tyciu w ciąży i o tym co robić, by było OK (facet!!!! - na podstawie doświadczeń żony!!!!) Dbają o mnie, co mnie czasem trochę drażni, bo chcę być pełnoprawnym pracownikiem, ale po tym, co przeczytałam, to tylko dziękuję, że tak trafiłam. Nie muszę być na zwolnieniu, bo nikt mnie nie szykanuje za to, że chcę mieć normalne życie. Oczywiście 2 miechy przed porodem nie dostaję już nowych projektów, by wiadomo, ze ich nie dokończę. Ale wiem, że tak musi być. Mogę wyjść na badania bez tłumaczenia szefom, że ginekolog przyjmuje tylko w danych godzinach. Wystarczy, że powiem, że muszę wyjść. Życzę, by wszystkie przyszłe mamy miały takich szefów jak ja. Nie zarabiam dużo (firma jest mała, a na rynku recesja) ale na razie nie chce zmienc pracy. Jak sobie pomyślę, że trafiłabym jak Ewcia czy Nina - brrrrrr.Trzymajcie się Dziewczyny - obyście trafiały na normalnych ludzi ;-)
        • Gość: mynia Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 21.01.02, 14:27
          Bardzo Ci współczuję, w obecnych czasach dyskryminacji kobiet jako pracowników jest to prawie reguła. U mnie to samo, też pracuję w małej firmie gdzie każda osoba pełni 5 funkcji na jednym stanowisku a na dodatek jestem jedyną niepalącą wśród 3 kobiet z którymi pracuję.Planuję ciążę ale wierzcie mi,że nie będę miała żadnych skrupułów idąc na zwolnienie lekarskie a dlaczego? Otóż:1. Moje "koleżanki" (panie po dobrej 45-e)nie rozumieją pojęcia "nie palę" i nie pomagają delikatne uwagi w rodzaju "serdecznie panią proszę o zgaszenie papierosa", wręcz przeciwnie, szefowa jest jeszcze bardziej złośliwa i nachylając sie nade mną dmucha mi w twarz albo puszcza hasło w stylu "cóż kochanie to Twój problem" a ja się zastanawiam gdzie te kontrole chodzą, zresztą gdyby nawet zapłacenie 5.000 kary to betka dla firmy a swoje będą robić dalej bo przecież pani prezes nie będzie specjalnie wychodzić na korytarz.Niby mam osobny pokój ale przez niego każdy przechodzi więc nie ma szans na zamknięcie drzwi. Siedzę w oparach i nie wyobrażam sobie, żeby w takich oparach tkwiło moje dziecko.Tak więc jeśli się zdecyduję na ciążę to zrobię wszystko aby być jak najdłużej na zwolnieniu i nie będzie mnie obchodzić, co zrobią szefowie (a jestem tłumaczem jednego z mało popularnych języków)bo ja pracuję w takich warunkach 5 lat i ich to nie obchodzi (niestety wobec takiego bezrobocia nie mogę sobie pozwolić na zmianę pracy a mąż nie zarabia kokosów).2. Tu panuje zasada "wycisnąć z pracownika wszystkie soki", czyli praca ponad godziny oczywiście za darmo, bo jeśli coś powiemy to jest odzew " jak Ci nie odpowiada to sp ...."3. Szefowa jest kobietą "bezmężną" i bezdzietną i nie rozumie w ogóle pojęcia "rodzina"No i cóż należy mi tylko współczuć, ale myślę,że wazniejsze jest zdrowie dziecka niz praca i dylemat co na to szefowie. Konsekwencje takich wyborów ponosimy przecież tylko my.Pozdrawiam i naprawdę zazdroszczę wyrozumiałych szefów.W firmie, w której pracuję, niestety nawet to,ze pracuję juz sporo czasu i naprawde jestem dobra w tym co robię (i za marne grosze)na nic się nie zda. Nieobecność (nawet w wymiarze przyszłych 4 miesięcy) będzie już za długa tak więc na pewno z chwilą informacji o ewentualnej ciąży będę na straconej pozycji, ale niech tam z tego powodu nie będę czekać z macierzyństwem do 60-, nie :)
    • Gość: Ewka Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 21.01.02, 13:43
      Witam ponownie :) Właśnie! Jestem w firmie jedyną osobą, która ma dzieci i ogólnie rodzinę. Zawsze miarą mnie jako pracownika-było to ile i czy regularnie przynosze kasę firmie. Jak było dobrze- to cisza, a jak cos szło gorzej- to wrzaski, straszenie, nierzadko insynuacje co do zwolnienia i redukcji płacy(?!), ogólnie koszmar. Taki,że na wiosnę, jak firma miała kłopoty finansowe trafiłam ze stanem zapaściowym na pogotowie i na 2 tygodnie do szpitala , na kardiologię- nie wiedzieli co mi jest...:)NIe jestem mimozą. Wiem,że stres to chleb powszedni. Radzę sobie z sobą i bardzo lubiłam to co robię( zawodowo)...Ale teraz zwyczajnie się boję. Jak któraś straciła swoje maleństwo , a mnie to niestety spotkało, to wie o czym mówię.Pewnie to dylemat wielu polskich przyszłych mamuś...:)
      • Gość: Aluc Re: Ciąża i nasze prawa... IP: *.* 21.01.02, 13:52
        Ewa - nie wiem, co jest gorsze, otwarta niechęć, zarzuty, czy system, który funkcjonuje u mnie - ciężarówka i świeżo upieczona mama po prostu nie dostaje ciekawych zleceń "bo wiesz... musiałabyś siedzieć po nocach, w weekendy, długie negocjacje, a my tu martwimy się oraz dbamy o ciebie. To napisz lepiej to durne pisemko, które nawet asystent dałby do zrobienia sekretarce". W efekcie moja koleżanka po powrocie z urlopu macierzyńskiego, pełna werwy do pracy, wygrzewała krzesło po 8 godzin dziennie, z czego tak 2-3 miała wypełnione jakąkolwiek konkretną robotą, pełna wyrzutów sumienia, że tu nic nie robi, a dziecko w domu z opiekunką. A jak przychodzi do premii albo podwyżek, to gadka jest oczywista "no wiesz, nie wypracowałaś odpowiedniej ilości godzin". I tego się boję po powrocie najbardziej. Bo to jest w stanie zabić ochotę do pracy dużo skuteczniej niż zbyt duża dawka stresu. A pracodawcy oczywiście niczego nie można zarzucić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka