Dodaj do ulubionych

Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia niebo.

30.01.09, 15:17
Przeczytałam dzisiaj w "metrze",że została odrzucona (przez chyba ministra
zdrowia(?)nie pamiętam ;D) bo uznano,że takie luksusy jak zzo to przywilej i
luksus i nie będzie refundowane przez NFZ...tak samo kobiecie w czasie
okołoporodowym nie będzie przysługiwał psycholog(oczywiście jest taka
możliwość,trzeba tylko otworzyć portfel wink)...a tą petycję,którą podpisało
kilkanaście tysięcy kobiet,ktoś,kto w mocy to było,a wiecie czemu....bo to
FACET...i stwierdził,że kobiecie rodzącej znieczulenie w ogóle nie jest
potrzebne,skoro można urodzić i bez tego...

nie wiem nie rodziłam,ale oczy bym mu wydrapała z chęcią big_grin
Obserwuj wątek
    • seytan_a_22 Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 30.01.09, 15:22
      Jedyne co moge powiedziec to: wyrazy wspolczucia dla wszystkich kobiet w ciazy,
      ktore chca lub musza rodzic w Polsce, a nie maja zasobnego portfela.

      Swoja droga nie ma jak facet, ktory wypowiada sie o porodzie, okresie i innych
      typowo kobiecych sprawachbig_grin
      • kartoffeln_salat Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 31.01.09, 13:58
        Mnie najbardziej rozwaliło hasło jednego faceta, ze gdyby poród tak
        bolał to żadna kobieta nie dałaby sobie zrobić drugiego dziecka.
        Bosze, i to mówił ktoś kto sie bał iść do dentysty ze znieczuleniem.
        Co za hipokryzja.
        • lubie_gazete Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 10.02.09, 09:11
          Ale mówił prawdę.Faktycznie skoro Was tak boli to czemu (świadomie,bo jest
          przecież antykoncepcja) decydujecie się na dwójkę lub trójkę dzieci? Przecież to
          tak boli uncertain
          • zoria_polunocznaja Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 11.02.09, 14:03
            w sumie nie wiem, czemu się zdecydowałam.

            A tak poważnie - posiadanie dziecka to wspaniała sprawa, tylko skoro MOŻNA ten okropny ból (gorszy jest tylko ból onkologiczny) znieczulić lub złagodzić, to czemu się tego nie refunduje?Dlaczego inne rodzaje bólu są trudniejsze do znoszenia? Proszę uprzejmie, przestańmy znieczulać mężczyzn przy zabiegach dentystycznych itp., będzie sprawiedliwiej.
            • memphis90 Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 19.02.09, 22:46
              Mam lepszy pomysł- przestańmy podawać facetom leki przeciwbólowe podczas
              schodzenia kamieni nerkowych! I niech sobie te kamysiątka rodzą na żywca przez
              cewki moczowe... Proporcje w sumie podobneuncertain
              • pelzaczkowa Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 19.02.09, 23:03
                Hehe Memphis smile
                Z pewnoscia prawidlowe oddychanie oraz swiadomosc, ze przez cale
                stulecia ich dziadowie radzili sobie z tym, bez farmaceutycznego
                wsparcia, wystarczajaco im pomoze suspicious

                Pozdrowionka!
    • denea Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 01.02.09, 09:20
      Co więcej, są szpitale i to wcale nie tak rzadko, gdzie zzo nie ma w
      ogóle, nawet płatnego. Nie ma z zasady i już.
      W szkole rodzenia położna powiedziała nam, że jedyną osobą w
      historii szpitala, która rodziła ze znieczuleniem, była pani
      anestezjolog smile
      Ja tam bardzo chętnie bym uciułała te 500 zł, a choćby i wyłącznie
      po to, żeby mieć psychiczną poduszkę bezpieczeństwa, poczucie
      posiadania liny ratunkowej.
      Szlachetne to miejsca, które nie chcą zarabiać na łamaniu biblijnych
      zasad wink
      • gyokuro Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 04.02.09, 21:18
        Rany, ja chyba nic nie powiem, bo jak zacznę mówić to będą to brzydkie,
        niecenzuralne słowa... Ech... Gdzie jest cywilizacja?!
    • islaa Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 04.02.09, 21:44
      nasza obecna pani minister zdrowia, pochodzi z mojego rodzinnego miasta, w
      którym oddziały położnicze są całe dwa, z czego jeden poniżej dna. Na obu
      oddziałach lekarze nagminnie zbyt późno podejmują decyzje o konieczności cc
      (czyli działają na szkodę pacjenta). Pomimo to, nasza pani minister (wybrana do
      sejmu przez ludzi w swoim rodzinnym mieście, bezpośrednio dotkniętych
      posiadaniem "trefnych" oddziałów) opowiedziała się ostatnio za zmniejszeniem
      ilości wykonywanych cc... nasza pani minister jest kobietą przekonaną że w
      Polsce jedzie sobie kobieta na porodówkę, z uśmiechem odmawia porodu sn i ma
      cesarkę na życzenie. Nie myśli o tym że dodatkowe ograniczenia decyzji o
      konieczności cc może doprowadzić do jeszcze większych absurdów w szpitalach niż
      to ma się obecnie.
      Mam wrażenie że obecna polityka bardziej szkodzi niż pomaga kobietom w ciąży. Z
      chęcią przeczytam argumenty przeciwne.
      • zoria_polunocznaja Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 07.02.09, 18:18
        Ręce mi już dawno temu opadły, więc teraz już nie wiem, co napisać...

        Mam czasami wrażenie, że politycy i niektórzy lekarze to są jakieś dwa osobne
        gatunki ludzi, odporne na ból, choroby, problemy nas, zwykłych śmiertelników.

        Żona znajomego, która skończyła położnictwo, rodziła przez cesarkę na życzenie.
        Ale ona znała lekarzy i ordynatora i jakoś z tym nie miała problemów.

        Kiedy rodziłam moją córeczkę, tuż przede mną rodziła kobieta 4 tygodnie przed
        terminem - poród niespodziewany totalnie, ona nieprzygotowana psychicznie, do
        tego okazało się, że dziecko jest bardzo duże, ponad 4,5 kg! Kobitka zablokowała
        się tak skutecznie, że mimo skurczów i rozwarcia nie parła. Cały personel pruł
        się na nią, że ma przeć, ona, że przeć nie będzie, że zaraz umrze itp, oni na
        nią, że nie dostanie nawet zastrzyku przeciwbólowego, bo nie współpracuje.
        Zamiast po godzinie wrzasków zdecydować się na cesarkę, posadzili ją na siłę na
        fotelu, nic się nie działo, efekt był taki, że podduszone dziecko wydobyto na
        siłę kleszczami, a to, jakie cięcie miała ta kobieta, woła o pomstę do nieba.
        Nie wspomnę o tym, jak wspaniale czulam się ja za parawanem obok uncertain

        Zabrzmi to może okropnie, ale wszystkich tych cholernych idiotów, którzy tak nas
        urządzają, wsadziłabym do jakeigoś obozu przetrwania - niech sobie radzą w
        takich warunkach jak przeciętni Polacy, skoro są tak diabelnie mądrzy i sprytni.
        Niech panie minister i żony panów ministrów rodzą bez znieczulenia i cc, niech
        tak samo robią panie lekarki, a politycy niech dostaną najniższą krajową i się
        za nią utrzymają 30 dni. Tym, którzy przetrwają, należałby się medal.
      • dysann Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 09.02.09, 19:26
        zawodowo pracuję we wczesnej interwencji. zawsze bardzo przeżywam zbierając
        wywiad od pacjentki i dowiadując się o odwlekaniu (czasem ze zwykłego
        zaniedbania ale częściej wynikającym z polityki szpitalnej) decyzji o
        konieczności wykonania cesarskiego cięcia. jak czytam o takich ministerialnych
        wypowiedziach jak pisze Islaa to mi się na prawdę krew w żyłach gotuje. szkoda
        że matki nie zakładają spraw sądowych szpitalom. chociaż większość z nich
        nastawiona jest na rehabilitację dziecka i nie w głowie im procesy. z resztą,
        niestety, w polsce takie procesy bardzo rzadko są rozstrzygane na korzyść pacjenta.

        sorki za małe litery ale klawiatura mi się psuje
      • nglka Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 14.02.09, 00:24
        islaa napisała:

        > nasza pani minister jest kobietą przekonaną że w
        > Polsce jedzie sobie kobieta na porodówkę, z uśmiechem odmawia porodu sn i ma
        > cesarkę na życzenie. Nie myśli o tym że dodatkowe ograniczenia decyzji o
        > konieczności cc może doprowadzić do jeszcze większych absurdów w szpitalach niż
        > to ma się obecnie.

        O to to to. Musiałam przejść 3 kroplówki oksytocynowe (po 6-8h każda) zanim
        łaskawie zrobiono mi cc (pro awanturze urządzonej przez Niemęża, 11 dni po
        terminie) - BO TAKIE SĄ PROCEDURY. Lekarz przyszedł do mnie dzień przed cc i
        osobiście mnie poinformował, że gdybym rodziła w czerwcu (a rodziłam we
        wrześniu) to po 1 kroplówie poszłabym pod nóż, bo jeśli 1 nie wywołała żadnej
        akcji(zero rozwarcia...), to jeszcze się nie zdarzyło, by ruszyła 2ga czy 3cia
        kroplówa.
        Ale przecież kobieta to podgatunek, ktry ma się poddać w imię formalności.
        I wstyd, że baba babie wilkiem.

        TYLKO absurdy szpitalne mocno odsuwają mnie od myśli o drugim dziecku (w
        szczecinie we wszystkich szpitalach nie ma zzo - nawet odpłatnie...).
    • aszkerson Re: Karta Praw Kobiety W Ciąży-czyli jak świnia n 12.02.09, 22:19
      Przeczytałam dzisiaj ile będzie mnie kosztował poród taki, jaki bym
      chciała i złapałam się za głowę.
      Szkoła rodzenia wyniesie mnie najprawdopodobniej 150 zł. Za pobyt
      mojego faceta przy porodzie zapłacimy 150 zł. Przypominam, że według
      jakichś chorych zasad może być przy mnie od rozwarcia na 5-6 cm.
      Słodko, bo jeszcze 12 lat temu, jak moja mama wydawała na ten podły
      świat mojego brata, to jej przyjaciółka była przy niej od samego
      wejścia do szpitala. Poród w wodzie, polegający na półgodzinnym
      siedzeniu w wannie z hydromasażem i wyłażenie (pewnie na KTG) z tejże
      strefy luksusu, będzie mnie kosztować 300 zł. Oczywiście urodzę na
      łóżku, bo, jak powiedziałaby Jola Rutowicz "nie ma takiej opcji",
      żeby dziecko urodziło się w wodzie. O znieczuleniu nawet nie
      wspominam, choć nieśmiało zerknęłam na cenę. 600 zł. O zgrozo. Za to
      niżej widniał cennik innego szpitala z regionu. Poród rodzinny- co
      łaska. Szkoła rodzenia- podobnie. Znieczulenie za friko, tylko trzeba
      anestezjologa wcześniej umówić. Poród w wodzie- free.
      To się nazywa Rodzić po ludzku..?
    • kasia.46 Re: poród bez znieczulenia 17.02.09, 19:51
      Uważam, że znieczulenie powinno byc' bezpłatne... ale również
      niewidzę problemu rodzenia bez niego... ja urodziłam bez
      znieczulenia i da radę wytrzymac'... kiedyś kobiety rodziły bez
      niego i też było dobrze, nie należy jednak takiej decyzji
      podejmowac' za rodzącą, każdy przecież ma różny próg bólu a płatne
      znieczulenia są tylko dla tych których stac' by za nie zapłacic' i
      wiele kobiet mimo cierpień nie decyduje się na nie z powodów
      finansowychcrying
      • zoria_polunocznaja Re: poród bez znieczulenia 18.02.09, 09:42
        dobrze mówisz, Kasiu...prawdziwie. Ja rodziłąm bez znieczulenia, ale wiedziałam, że mam taką opcję (w szpitalu CZMP jest bezpłatne) i mogę się zdecydować bez obciążania rachunku. Teraz będę rodzić w szpitalu, gdzie takiego luksusu nie ma i troszkę się boję tej świadomości...najwyżej odłożona kasa będzie czekała na moją decyzję...
        • figa33 Dzisiejszy Dziennik-artykuł 18.02.09, 14:27
          W dzisiejszym "Dzienniku" jest artykuł n/t łamania praw kobiet
          rodzących :
          www.dziennik.pl/wydarzenia/article322027/Prawa_rodzacych_kobiet_sa_wciaz_lamane.html


          Porody były i są traumą dla Polek
          wtorek 17 lutego 2009 19:21

          Prawa rodzących kobiet są wciąż łamane
          Ministerstwo Zdrowia nie chce przyjąć proponowanej przez rzecznika
          praw obywatelskich Karty praw kobiety rodzącej. Resort zdrowia
          twierdzi, że nie ma takiej potrzeby. Kobiety, które w ostatnim
          czasie rodziły dzieci, są oburzone: ich prawa są nagminnie łamane,
          są poniżane i lekceważone.

          czytaj dalej...REKLAMA
          Rzecznik praw obywatelskich Kartę praw rodzącej opracował po serii
          artykułów w DZIENNIKU. Pisaliśmy w nich między innymi o braku
          dostępu do bezpłatnego znieczulenia podczas porodu, o
          uprzedmiotowieniu rodzących kobiet, o złej opiece po porodzie. Karta
          opracowana przez rzecznika zawiera zapisy, które pomogłyby z tymi
          patologiami walczyć.

          Minister Ewa Kopacz nie zamierza jednak przyjąć dokumentu. Tłumaczy,
          że karta nie jest potrzebna, bo po pierwsze powiela istniejące
          regulacje, a po drugie ministerstwo pracuje nad ”podobnymi
          zmianami”. Problem w tym, że w polskich szpitalach efektów tych prac
          wciąż nie widać. Z opowieści kobiet, które urodziły niedawno dzieci,
          wynika, że ich prawa są nagminnie naruszane.

          Aleksandra, matka półtorarocznego syna:
          Starannie wybrałam szpital, w którym miałam rodzić. Pracował w nim
          lekarz prowadzący moją ciążę. Kiedy zaczęły się pierwsze skurcze,
          narzeczony natychmiast mnie tam zawiózł. ”Z takim uśmiechem to chyba
          nie do rodzenia. Jak się naprawdę zacznie, to natychmiast pani ta
          radość z twarzy zniknie” -usłyszałam na powitanie. Kolejne godziny
          były koszmarem. Gdyby nie mój chłopak, zostałabym zupełnie sama.
          Były chwile, że z bólu traciłam przytomność. Po interwencji
          narzeczonego poradzono mi, żebym weszła do wanny. Napuszczono wody i
          tak mnie tam zostawiono. To narzeczony pomógł mi wyjść i położyć się
          do łóżka.

          Rodziłam na sali razem z trzema innymi kobietami. Byłyśmy
          poprzedzielane czymś w rodzaju filarów, szerokości najwyżej metra.
          Trzy kobiety obsługiwało dwóch położników, którzy biegali po całej
          sali. ”Nie drzyj się, tylko rodź!” - krzyczał na mnie jeden z nich.
          Po porodzie zawieziono mnie do jakiejś sali. Pielęgniarka dała mi
          dziecko, abym przyłożyła je do piersi. Nie wiedziałam, jak to
          zrobić. Siostra zabrała więc mojego synka, zabrała też wyprawkę,
          którą dla niego przygotowałam. Powiedziała, że idzie go przebrać.

          Zostałam sama. Była godzina 19. Leżałam, płakałam i odchodziłam od
          zmysłów. Po 22 postanowiłam sama poszukać dziecka. Mimo że
          krwawiłam, wstałam i dosłownie dowlokłam się do pielęgniarek.
          Poprosiłam, żeby dały mi synka. Wyraźnie zdziwiona siostra
          zaprowadziła mnie do sali, gdzie leżały dzieci. Zapaliła ostre
          światło, większość maluszków zaczęła płakać. Wzięłam wózek z synkiem
          i poszłam do mojej sali. Tej nocy nikt do mnie zajrzał. Nikogo nie
          interesowało, że to moje pierwsze dziecko i że nie wiem, jak
          powinnam się nim zajmować. Takich upokorzeń, poczucia bezsilności i
          strachu nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Poród, który ma być
          wspaniałym wydarzeniem, dla mnie był największą traumą w życiu.

          Klaudia, matka półrocznej dziewczynki:
          Rodziłam w jednym z podwarszawskich szpitali. Już moja ciąża nie
          była prowadzona prawidłowo, ponieważ nie wykonano mi podstawowego
          badania, które wykazałoby, że grozi mi wcześniejszy poród. Ku
          zaskoczeniu lekarzy zaczęłam rodzić przy rutynowym badaniu KTG,
          będąc w ósmym miesiącu ciąży. Od razu widziałam, że coś jest nie
          tak. Widziałam panikę w oczach lekarzy, wielki popłoch. Dziecko
          dostało tylko 4 punkty na 10 w skali Agpar. Okazało się, że ma
          problemy z oddychaniem, a w szpitalu nie ma odpowiedniego sprzętu.
          Trzeba było czekać na karetkę, która zawiezie je do Warszawy, czyli
          30 km dalej.

          Mnie w tym czasie położono w jakimś przedsionku. Byłam sama,
          wiedziałam, że coś się dzieje złego z moim dzieckiem, a do mnie nikt
          nie przychodził. Mąż biegał, ponaglał lekarzy, interweniował. Nawet
          nie jestem w stanie opisać tego, co wtedy czułam. Leżałam i
          ryczałam. Nikomu nie życzę takiego koszmaru.

          Anna, matka 10-miesięcznego syna:
          Przed porodem chciałam mieć pewność, że będę miała opiekę na wysokim
          poziomie i nie będę musiała się bać, że ktoś mnie źle potraktuje
          albo że zdrowie dziecka będzie narażone na szwank. W znanym
          warszawskim szpitalu powiedziano mi, że jeżeli chcę mieć taką
          pewność, warto, żebym zapłaciła za usługę położnej i za osobną salę
          komercyjną. Według oficjalnego cennika położna miała mnie kosztować
          1 tys. zł, a pokój 250 zł za dobę. A znieczulenie zewnątrzoponowe
          dodatkowych 600 zł.

          Kiedy zaczęły się skurcze, pojechałam do szpitala. A tam
          poinformowano mnie, że... nie ma miejsc. Stałam osłupiała z coraz
          mocniejszymi skurczami i błagałam, żeby mnie przyjęli. W końcu tu
          miałam, za wiedzą szpitala, zamówioną położoną, ciążę prowadził
          lekarz tej placówki. Ostatecznie okazało się, że nie mam gdzie
          jechać, bo w całej Warszawie nie ma miejsc na porodówkach.

          Położono mnie więc na sali pooperacyjnej z inną kobietą, oddzieloną
          parawanem. W tym czasie próbowałam się dodzwonić do
          mojej ”wykupionej” położnej. Nie odbierała. Przyjechała w końcu nad
          ranem i niepotrzebnie podała mi oksytocynę, żeby przyspieszyć poród.
          Z wykresów KTG widziałam, że coś jest nie tak z tętnem dziecka.
          Położna twierdziła, że histeryzuję. Dopiero kiedy przyszła lekarka,
          okazało się, że moje dziecko źle się wstawia do kanału rodnego, dusi
          się i zagraża mu zamartwica. I że trzeba w trybie natychmiastowym
          zrobić cesarskie cięcie.

          Po operacji przewieziono mnie do wykupionej sali. W nocy tuż po
          operacji leżałam ledwo żywa, a dziecko płakało i chciało jeść.
          Dzwoniłam, płakałam i krzyczałam, żeby ktoś do mnie przyszedł. Raz
          zajrzała położna i powiedziała, że... za opiekę po cesarskim cięciu
          trzeba dodatkowo zapłacić.

          Miałam problemy z karmieniem, nie wiedziałam, jak to robić. Wszędzie
          na ścianach wisiały plakaty o tym, jak istotne jest karmienie
          piersią. Do mnie, mimo licznych próśb, nikt nie przyszedł, dziecko
          leżało głodne, bo okazało się, że z butelkami i smoczkami też są
          problemy. Najlepiej, jakby przynieść wszystko samemu z domu. Potem
          przyszła tylko położna, którą wcześniej zamówiłam, i zażądała
          umówionych pieniędzy. W sumie - za bezpłatny poród, jaki
          teoretycznie mi przysługuje, zapłaciłam około 2,5 tys. złotych
          • aszkerson Re: Dzisiejszy Dziennik-artykuł 18.02.09, 19:42
            No i co mogę powiedzieć? To po prostu skandal. Poród to przecież najważniejsze wydarzenie w moim życiu. I co? Mam mieć takie wspomnienia?
            • zoria_polunocznaja Re: Dzisiejszy Dziennik-artykuł 19.02.09, 08:36
              to jest gorsze niż skandal...
              oni to robią nam!
              jakim prawe?
              bo rodzi się raz-kilka razy w życiu?
              można przecierpieć?

              mój poród ma nastąpić dopiero za kilka miesięcy, ale już proszę opatrzność o to, żeby był tak prosty i krótki, jak pierwszy.
      • denea Re: poród bez znieczulenia 19.02.09, 08:35
        kasia.46 napisała:

        > Uważam, że znieczulenie powinno byc' bezpłatne... ale również
        > niewidzę problemu rodzenia bez niego... ja urodziłam bez
        > znieczulenia i da radę wytrzymac'... kiedyś kobiety rodziły bez
        > niego i też było dobrze, nie należy jednak takiej decyzji
        > podejmowac' za rodzącą, każdy przecież ma różny próg bólu a płatne
        > znieczulenia są tylko dla tych których stac' by za nie zapłacic' i
        > wiele kobiet mimo cierpień nie decyduje się na nie z powodów
        > finansowychcrying

        Dziewczyno, obudź się ! Problem nie polega na tym, że znieczulenie
        jest płatne, problem polega na tym, że go NIE MA !
        Ja się zgadzam, że powinno być dostępne bezpłatnie, ale sądzę, że to
        nierealne, zwłaszcza teraz, kiedy brakuje pieniędzy na wszystko.
        Patrzysz chyba z perspektywy dużego miasta, gdzie jest kilka
        szpitali do wyboru. Weź sobie więc mapę Polski i spójrz na te
        wszystkie miasteczka i miasta, całe rejony, gdzie masz jeden szpital
        w swoim mieście i powiedzmy 2-3 w miejscowościach sąsiednich. I w
        każdym jest tak samo: zzo się nie wykonuje z zasady, w żadnym
        wypadku, bo tak i już. Bo kiedyś kobiety rodziły bez, czyli można uncertain
        Dziwne to wszystko. Zapaść służby zdrowia trwa od lat a szpitale nie
        chcą zarabiać ?
        Co do argumentu finansowego: oczywiście, że 500 czy 600 zł to kwota
        niebagatelna. Jednak uważam, że byłby to pierwszy, gigantyczny krok
        naprzód, dające ciężarnym ogromny komfort psychiczny - nie ma
        bezpłatnie, przykro i trudno. Ale wiem, że mogę postarać się
        uskładać pieniądze, pożyczyć nawet i jeśli zdecyduję, że nie daję
        rady, to ktoś mi pomoże w inny sposób niż nacinając krocze i
        wyciskając dziecko uncertain
        Natomiast argument, że skoro ja rodziłam bez znieczulenia, to
        znaczy, że można, uważam za bardzo nie w porządku. Tak, ja też
        rodziłam i uważam się za szczęściarę, bo wspomnienia mam mimo
        wszystko dobre i mimo wszystko dobrze się to skończyło. Ale w życiu
        bym nie śmiała wzruszać ramionami że "przecież można" w imieniu
        innych kobiet, które mają różny próg bólu, różną psychikę itd.


        P.S. Chyba że Twój post jest zbiorem bulwersujących cytatów i źle go
        odebrałam wink
        • dysann Denea 19.02.09, 15:07
          Podpisuję się w całej rozciągłości. Tym bardziej że pochodzę z takiego miasta
          właśnie w którym oficjalnie nie ma możliwości rodzenia zzo. Nieoficjalnie,
          jeżeli całą ciążę będziesz prowadzić prywatnie u jednego z tutejszych ginów
          (specjalizuje się w tym dosłownie tylko jeden), dogadasz się z nim, zapłacisz mu
          i jego koledze anestezjologowi (+ opłata za samo znieczulenie, której oficjalnie
          w cenniku nie ma). No i oczywiście jeżeli będziesz rodzić w dogodnej dla obu
          porze (przy czym często okazuje się być istotne czy ów gin Cię polubił, lub czy
          znasz kogoś z jego znajomych żeby się za Tobą wstawił). Przecież to jest jak z
          książki. Jest do tego bardzo, jakby to nazwać "śmierdzące". Pomyślcie jak się
          czują pacjentki które odkładają gdzieś swoje poczucie godności bo śmiertelnie
          boją się porodu. Przyzwoitość vs strach. Być może ten przykład jest
          przejaskrawionym wyjątkiem. Mam taką nadzieję. Ale i tak uważam że zzo powinno
          obligatoryjnie wejść w pakiet usług oferowanych przez oddziały położnicze.
          Jeżeli nie stać na to szpitali to powinno móc być ono legalnie opłacane przez
          pacjenta. Najpierw wywalczmy to, a w następnej kolejności to aby było ono
          bezpłatne. A że "wiele kobiet nie decyduje się na nie z powodów finansowych" to
          bardzo mi przykro z tego powodu. Współczuję tym które bardzo chciałyby ale nie
          mogą. Jednak czasy ustroju głoszącego "wszystkim po równo, wszystkim tak samo"
          minęły bezpowrotnie i nie ma co do nich wracać ani zastanawiać się nad ich
          słuszną sprawą.
          A co do "kiedyś kobiety rodziły bez niego i też było dobrze" to sorry, ale jest
          to argument w stylu minister Kopacz "oddać naturze to co naturalne". No to
          proszę, kiedyś zęby psuły się a natura tak to wymyśliła że przeżarte na wskroś
          same wypadały. Potem cywilizacja stworzyła kowali i tak zaczęło się odchodzenie
          od natury. No to jak? Bierzemy pod uwagę postęp medycyny czy nie?

          Chyba że podobnie jak Denea, nie zrozumiałam postu kasi.46. Jeżeli tak to
          przepraszam.

          Aha, rodziłam dwukrotnie bez znieczulenia, porody miałam niezwykle łatwe i nawet
          nie brałam zzo pod uwagę. Ale uważam że jak nie zaczniemy mówić to nic się nie
          zmieni. I do pasji doprowadza mnie fakt, że ministerstwo zdrowia bierze się za
          rzeczy które nic nie wnoszą do polepszenia stanu polskich porodówek (np. jakiś
          bzdurny temat ograniczenia cc, nic nie kosztujący państwa a tylko robiący szum
          że niby coś się dzieje) a zostawiają odłogiem rzeczy które tego wymagają (np. u
          nas w szpitalu dziewczyny z konfliktem serologicznym dostają immunoglobulinę
          jeżeli same ją przyniosą i poproszą o jej podanie. To chyba czyni z naszej
          służby zdrowia barbarzyńców. Niepojęte).
          Niepojęte
          Niepojęte sad((((
          • pelzaczkowa Re: Bez znieczulenia, bez godnosci, bez wsparcia 19.02.09, 17:09
            Mozemy sobie tu narzekac i pocieszac sie , ze minimalne postepy
            jednak sa, ale chyba w tym tempie to nasze corki moga je odczuc
            dopiero.
            Odkad czytam forum z przykroscia stwierdzam, ze wracajac na
            porodowke po dziewieciu latach od urodzenia pierwszego dziecka, nie
            zastane tam wielu zmian na lepsze.

            Brak znieczulenia, nawet platnego ustawia nas na poziomie slawetnej
            Albanii, a moze i panstw afrykanskich, calkiem mozliwe ze Albania
            nas wyprzedzila na tym polu (tylko kielbasa przegonila wink
            Na marginesie, to z pewnoscia naturalny porod nie zawsze boli do
            nieprzytomnosci, ale do tego potrzebny jest taki szczegol ze
            musialby byc: "naturalny".
            Moj porod w 2000 roku byl indukowany oksytocyna, przebijaniem
            pecherza i spedzony pod KTG przez 14 godzin- bardzo dobrze znosze
            bol ale w koncu resztka swiadomosci zgodzilam sie na dolargan i
            oczywiscie zero ulgi.
            Dlatego niech nie pitola w Ministerstwie rozni madrale, ze kobiety
            rodzily bez znieczulen itd.
            Prosze aby Ci madrale, polozyli sie na plasko pod kroplowka i
            sprobowali 14 godzin wyduszac dziecko, a potem sie wypowiedzieli-
            czy to rzeczywiscie taka fanaberia.
            Niestety tu sie kopie lezace, maksymalnie zdenerwowane i bedace na
            bardzo kruchej granicy zycia i smierci- kobiety rodzace.
            Ale to przeciez cel najlatwiejszy...

            Pozdrowionka!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka