joasia-ja1974
02.06.09, 23:50
Tydzień temu byłam na ostatnim usg sprawdzic czy niunia się przekreciła...niestety położenia nadal miednicowe, dzidzia duża szanse marne , że jeszcze sie myknie...wiec zadzwoniłam do mojego gina i sie pytam co z tym fantem zrobić...kiedy CC i wogóle, on na to abym dzis do szpitala na ktg pojechała ( on jest tam ordynatorem)no i z tym usg do niego i wszystko ustalimy....I CO?????
Pojechałam na 11.00 skurcze się jakieś zapisały bo od nocy brzuch mnie bolał dość mocno i sie stawiał...ledwo mogłam chodzic, po badaniu poszłam do niego, a on do mnie ze nic takiego sie nie dzieje i mam jechac do domu...ja oczy w słup i mówię ze mielismy ustalic kiedy CC , aby wszystko na spokojnie załatwic i konkretnie, a on ze nie ma potrzeby i zeby czekać...poprostu mnie zbył!!!
kurcze tylko na co ja mam czekac jak sn raczej nie wchodzi w grę...to moja 4 ciąża więc poród jak sie coś zacznie to może byc ekspresowy...zanim trafie do szpitala, wenflony, cewniki, znieczulenie...to może potrwac i wszystko w pospiechu...a pacan jeden jak chodziłam na wizyty to 150zł bez problemu przytulał , a teraz nie może mi pomóc jak jest potrzeba????...co o tym sądzicie dla mnie to porostu żarty z pacjenta...i nic na niego nie podziałało, ani to ze mnie boli , ani to ze i tak musi być cc a juz ledwo łażę, a skierowania nie mam coby do innego szpitala sie wybrać...co robić...??...ach dopisze jeszcze ze jak mnie badał to było...szybko szybko sie pani rozbiera...szybko szybko na fotel bo ja sie na pogrzeb spiesze...