Jak potraktowano nas na Solcu :(((

22.03.04, 15:08
Zaplanowaliśmy z mężem poród na Solcu, chodziliśmy do szkoły rodzenia pani
Komosy – to nas utwierdziło w wyborze szpitala.
Wiec, gdy 3 marca o 1:15 w nocy odeszły mi wody wsiedliśmy w taxi i
pojechaliśmy właśnie do szpitala Śródmiejskiego. Na izbie przyjęć przywitała
mnie położna, zbadała w pośpiechu i kazała czekać, bo maja 4 rodzące, z czego
2 do cesarki. Miałam do wyboru jechać gdzie indziej, lub czekać. Ponieważ
skurcze miałam bardzo nieregularne i praktycznie bezbolesne powiedziałam, ze
czekamy. Po jakiejś 1,5 godzinie zeszła do mnie pani ginekolog, na powitanie
wiedziałam już, ze jestem nieproszonym gościem. Zbadała i zaczęła zadawać
dziwne pytania typu:, kto jest pani lekarzem prowadzącym? Kto panią zachęcił
do porodu w naszym szpitalu? No i po "złych" odpowiedziach zaproponowała, ze
zadzwoni po szpitala Praskiego, bo oni mnie nie przyjmą. Odniosłam wrażenie,
ze gdyby moim lekarzem prowadzącym był lekarz z Solca to została bym przyjęta.
Pani doktor nie zrobiła mi ktg, gdy powiedziałam, ze nie czuje ruchów dziecka
to przyłożyła do brzucha cos, co przypominało stary, pogięty aluminiowy
kubek. Gdy zaczęły mi się ręce trząść kazała położnej zmierzyć ciśnienie,
wyszło 150/100, Pani doktor wtedy zabrała ciśnieniomierz położnej i zmierzyła
sama, dziwne, ciśnienie od razu spadło 130/80. ( jak dla mnie to i tak
gigantyczne, nigdy tak wysokiego nie miałam)
Odesłali mnie po 3 godzinach od odejścia wód płodowych do szpitala Praskiego -
taksówka.
Przyznam, ze jestem do dziś mocno zszokowana całym zajściem, widać nowy
ordynator chce zepsuć wszystko to, co zrobiła dr Sarnowska, ze na maxa leci
na kasę.
    • natka76 Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 22.03.04, 18:19
      No coz, nie pozostaje nic innego jak tylk0 Ci wspolczuc tych wszystkich stresow
      i wrazensad(( Wyglada na to, ze lekarze z tego szpitala robia sobie z niego
      prywatna klinike tylko dla wybranych pacjentek. Najwazniejsze jednak, ze
      wszystko dobrze sie skonczylo i jest juz z Toba Twoj Maluszeksmile)) Gratuluje!
      Pozdrawiam

    • wieczna-gosia Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 23.03.04, 11:30
      yasmin tak zawsze bylo. nawet gdy obowiazywala jeszcze rejonizacja
      pierwszenstwo mialy pacjentki kwalifikowane czyli takie ktore byly prowadzone
      przez lekarza z danego szpitala.
      Mi przy Oli tez grozilo odeslanie z IMiDz bo nie mieli miejsc ale mialam 8
      cm wink) jak wjechalam na izbe przyjec a za chwile 10 i Ola byla na swiecie. Ale
      zaplacilam za to noca z noworodkiem na sali porodowej bo nie bylo miejsc na
      salach i wywalali wtedy po 1-2 dobach taki byl przerob....
      Ale ja mysle ze powinnas skarge napisac- ja napisalam, poszlo oficjalna droga z
      kopia do NFZ (znaczy tego co wtedy bylo kasa chorych chyba wtedy byla) napisali
      mi tam jakies przeprosiny i wydaje mi sie ze jesli wszystkei jak jeden maz i
      zona zaczniemy pisac cos takego- to szpitale beda musialy zaczac reagowac.

      No i gdzie ja mam rodzic- za ta szafa mi przyjdzie.....
      • jola.wie Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 23.03.04, 20:27
        mój komentarz będzie jałowy: ale jaja sad(( (smutne jaja), że też w dzisiajszych
        czasach tak się dzieje? (w dzisiajszych czasach takiego a nie innego przyrostu
        naturalnego) macie niezłą hustawke: solec to, solec śmo.... Niezła ambiwalencja!
        Gosia, kącik za szafą jest dobry pomysł! Ostatnio widziałam, jak sobie
        przyrzadzili salon do porodu wodnego: wielka balia wyłożona folią na środku,
        poród był super! no, pomarzyć chyba mozna.....wink
        • edytek1 Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 23.03.04, 20:41
          Przestaję polecać tem szpital. A tak było tam super... 2 lata temu.
          • scuzi Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 26.03.04, 20:29
            Cytat super! Musisz czytać go codzień!!! Nie znasz sprawy, a już zmieniłaś
            zdanie - tak łatwo zatrzeć wspomnienia!?
            Moją przyjaciółkę wożono od Szpitala do Szpitala. Obłęd! nigdzie nia było
            miejsc!! Wreszcie z Karowej po telefonie do lekarza dyżurnego przyjęto Ją na
            solcu! Na ostatnie miejsce! Już jest szczęśliwą mamą. Dziś byłam na wizycie u
            niej - jest bardzo zadowolona z porodu. Z tego co wiem wiele dziewczyn
            przyjmowanych bylo z innych szpitali, bo wszystkie sie zapychają.
            A więc nie nakręcajcie się. I nie sądzcie, abyscie nie byly sądzone!!!
    • lilaa Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 26.03.04, 20:46
      Witaj Jasmin
      bardzo mi przykro ze w tak ciezkich chwilach musialas krazyc po Warszawie i
      prosic zeby cie przyjeli. Ja urodzilam w styczniu tego roku i czytajac forum
      dziwilam sie ze bardzo duzo dziewczyn nie uznaje innych szpitali niz
      Karowa,Solec i Zelazna. Ja od poczatku bylam nastawiona na szpital praski, tam
      tez pracuje moj cudowny lekarz. Ale dziewczyny wystarczy sie troche rozejrzec
      po Warszawie, bo tu jest mase szpitali. Moja znajoma urodzila w brudnowskim i
      byla zachwycona. Ja rozumiem ze te dwa szpitale ciesza sie super opinia ale
      trzeba miec troche wyobrazni. Ja po dlugim szperaniu na forum uznalam ze
      wlasnie do tych szpitali nie pojade, balam sie masowki i tloku. balam sie tez
      oczywiscie praskiego, bo szpital bardzo biedniutki i bylam milo zaskoczona, bo
      sama bylam w sali, bo czysciutko, bo personel mily, bo opieka dobra.
      mam nadzieje ze nie bedziesz na mnie zla a twoja wypowiedz bedzie przestroga
      dla innych.
      troche wyobrazni!!!
      pozdrawiam.
      • yasmin24 Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 26.03.04, 22:41
        Nie jestem zla, ani nie mam do nikog pretensji, coz trzeba bylo oplacic polozna
        na Solcu, albo biegac do ktoregos z tych lakarzy. Ja chodzilam prywatnie do
        mojej cudownej pani doktor i nia mialam zamiaru zmieniac specjalnie w ciazy
        lekarki. Nie mamy rejonizacji, moja pani doktor nie pracuje juz w zadnym
        szpitalu ( prywatne centrum medyczne zdecydowanie lepiej jej placi), no wiec
        jestem "niczyja"
        Minelo juz ponad 3 tygodnie, a ja nadal nie moge sie pozbierac, slowa dr
        Wojciechowskiej z Solca do dzis mi dudnia w uszach, nie chodzi o to, ze mnei
        odeslali, tylko to jak mnie potraktowali, jak jakiegos intruza.
        A w Praskim trafilam na fantastyczna dr Sarnowska i jestem szczesliwa, niesmak
        jednak pozostal




        -
        Gosia i Albert (03.03.2004)
        nasz ukochany syneczek
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=621&w=11568785
    • justyna1212 Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 31.03.04, 14:57
      Qrczę, sama już nie wiem co myśleć... A właściwie to wiem i to jest okropne.
      Jest tak, że w każdym szpitalu są dobrzy lekarze i źli, dobre pielęgniarki i
      złe. Byłam na Solcu dwa miesiące temu. Lekarze, z którymi miałam styczność
      podczas mojego pięciodniowego pobytu w tymże szpitalu byli super. Pielęgniarki
      raczej też, ale nie wszystkie. Jedna z nich tak nieudolnie wkłuwała się w moją
      rękę, że moja cała ręka przypominała olbrzymi krwiak. Konieczne było usunięcie
      wenflonu z kroplówką. Ale lekarze na których natrafiłam byli naprawdę OK, z
      sercem, mieli czas dla pacjentek, byłam pod duużym wrażeniem. Natomiast będąc
      jakiś czas później na dyżurze w tymże szpilalu trafiłam na lekarza, którego
      będę omijać szerokim łukiem. Niecierpię go. Był niemiły, grubiański, bardzo
      mnie uraził, a poza tym kompletnie nie pomógł. Traf chciał, że trafiałam na
      niego aż trzykrotnie... Nie wzbudziło u niego większej reakcji to, że po
      poronieniu prawie non stop krwawię (dwa miesiące), ze przyszłam ze strasznymi
      bólami brzucha itd itd Bo, że krwawię, to może miesiączka (najpierw była
      wersja, ze może pozostałość miesiączki, zaraz, że to może następna miesiączka).
      To, że biegunka, wymioty, straszne bóle i skurcze brzucha, to trzeba się teraz
      przegłodzić, nie wiadomo co to jest. Jak sobie to teraz przypomnę.... szlag
      mnie trafia! Na szczęście nie poprzestałam na nim i poszłam do swojego
      ginekologa. Ten przepisał mi leki, czopki, globulki i stwierdził zapalenie
      przydatków. I zatrząsł się, gdy opowiedziałam mu o mojej wizycie na Solcu. Nie
      wiem co by było teraz z moją psychiką, gdybym wtedy natrafiła na tego lekarza.
      • izolda70 Re: Jak potraktowano nas na Solcu :((( 01.04.04, 09:55
        Justyno1212 bardzo Ci współczuję, że trafiłaś na takiego okropnego człowieka.
        To musiało byc straszne. Niestety będąc w szpitalu jesteśmy na łasce i niełasce
        tych ludzi. Proszę Cię napisz kto to był. Myślę, że wiele dziewczyn
        odwiedzjących forum planuje rodzić ma Solcu (m.in. ja), a to dla nas bardzo
        istotna informacja.
        Trzymaj się.
        Izolda
    • justyna1212 Re: Jak potraktowano nas na Solcu 01.04.04, 14:52
      Paweł Wawrzyniak. Straciłam swoje ukochane, wyczekane, drugie dziecko,
      przeżyłam koszmar, a on mi mówi przy odbiorze wyników histop. "te wyskrobinki".
      Zamurowało mnie i gdy wyszłam łzy strugą popłynęły mi z oczu... Poza tym
      okazało się, że ZAPOMNIAŁ zabrać tych wyników ze szpitala i czy mogę przyjść za
      godzinę lub jutro...(!)Dodam, że pracuję, więc dwa dni z rzędu musiałam
      zwalniać się z pracy. Potem trafiłam na niego w szpitalu, gdy przyszłam z
      krwawieniem. Najpierw zbadała mnie młodziutka pani doktor, zawołała dr
      Wawrzyniaka, któremu raz jeszcze musiałam opowiedzieć moją historię, ten tylko
      pogadał, żeby w czasie miesiączki spać na brzuchu lub na boku, że to moje
      krwawienie, to może pozostałość miesiączki, która skończyła się jakiś czas
      temu. I nie badając mnie już, podpisał kartę informacyjną i na tym koniec.
      Kolejny raz trafiłam do niego z dużym krwawieniem, bolesnymi skurczami brzucha,
      wymiotami i biegunką. Coś tam pogadał, min to, żeby się przegłodzić i przepisał
      Lutenyl, jeśli przez dwa dni nie przestanę krwawić (mówiąc jednocześnie, że to
      może być miesiączka, mimo, iż dopiero co przestałam krwawić). Koniec. Nie
      zbadał mnie, nie przepisał nic przeciwbólowego, nie stwierdził co mi jest,
      dlaczego i co ja mam robić. A cierpiałam wtedy bardzo... Na szczęście dowlokłam
      się do mojego ginekologa (Bogu dziękuję, że akurat wtedy pracował), który mnie
      zbadał, stwierdził zapalenie przydatków, przepisał czopki przeciwbólowe i
      przeciwzapalne (uratowały mi życie!), leki i globulki. Jeszcze tego samego dnia
      poczułam się dużo lepiej. A gdy pomyślę, że mogłabym raz jeszcze natrafić na dr
      Wawrzyniaka, to dostaję gęsiej skórki. Rozpisałam się, ale chociaż mi ulżyło.
      • yasmin24 Re: Jak potraktowano nas na Solcu 01.04.04, 18:16
        Justyna, bardzo Ci wspolczuje, bardzo. Dobrze,ze napisalas, niech dziewczyny
        uwazaja.
        Czytajac Twoj post naszla mnie mysl, ze moze dobrze sie stalo, ze mnie
        odeslano, nie wiadomo czy nie trafilabym do dr Wawrzyniaka. Na izbe przyjec
        zeszla do mnie dr Wojciechowska - strasznie niemila kobieta, ostatnio ktos na
        nia tu na forum narzekal.
        Moze czas obalic mit niesmiertelnego Solca?
        • justyna1212 Re: Jak potraktowano nas na Solcu 02.04.04, 15:47
          Ale przed spotkaniem z dr Wawrzyniakiem miałam kontakt z super lekarzami z tego
          szpitala, byłam naprawdę bardzo zdziwiona, że tacy lekarze mogą być. I ja,
          naiwna myślałam, że wszyscy pracujący tam lekarze są tacy... Myślę, że w każdym
          szpitalu są dobrzy i źli lekarze, niestety... Bo tych złych powinno się
          natychmiast zwalniać!
Pełna wersja