Dodaj do ulubionych

Starogard Gdański

11.01.07, 19:35
Uważam swój poród w tym szpitalu za udany. W skali od 1 do 5 przyznaję tym
wszystkim miłym ludziom 5.
Obserwuj wątek
    • sollo3 Starogard Gdański 27.01.07, 13:32
      Rodziłam w Starogardzie jakiś rok temu. Niezła rzeźnia z tej porodówki.

      Wykonują zabiegi BEZ ZGODY pacjentki,a jeśli pacjenka wyrażnie mówi NIE - to ich
      irytuje, i robią, wręcz gwałcąc. Wyszłam ze szpitala po porodzie po 2 dobach z
      całkowicie pociętą i porozrywaną pochwa, zszyta częściowo. Do dziś nie
      wygojona.Boli i uraża. Lekarz niemiecki jak mnie badał skomentował:" a.. to w
      Polsce rzeźnicy odbierają porody?..." Naprawa tego, "poprawa" tego zszycia
      kosztować mnie będzie kilka tysięcy euro. Narazie mnie jednak nie stać...więc
      każdego dnia nowo sie z tym męcze...Stosują przy porodach "delikatny" nacisk na
      to aby pacjentka zgodziła sie na ich wole... zwijałam sie na podłodze z
      bólu...wszyscy wyszli- miałam natychmiast wejść na to łóżko ginekologiczne bo
      inaczej nie pomoga mi przy porodzie... chyba każda matka w tym momencie zrobiła
      by wszystko byle dziecku sie nic nie stało...Mam w karcie napisane, że rodziłam
      naturalnie....Podawali mi kilkakrotni oxytocynę.Przyspieszano poród bo lekarze
      nalegali, że wolno idzie w moim przypadku ...kobieta nacięła mnie, facet
      (Wojciechowski) nacisnał na mój brzuch rękoma... reszta pochwy mi potrzaskała i
      pojawiło się dzieciątko całe sine...... nie potrafiłam się nim cieszyć...a całe
      9 miesięcy niecierpliwie na nie czekałam... Prym wiodła Marzanna Szmeichel, ja
      rodziłam, a ona sobie na głos kpiła z jakiejś akcji, o której ja wtedy nie miała
      zielonego pojęcia - z akcji "Rodzić po ludzku"...sugerowała, żeby mnie trochę
      polać po pysku to będę może lepiej parła (miałam w sobie już tylko oxytocyny,
      nogi w górze i czułam już tylko jeden potworny przeciągły ból, drąc się z bólu
      na cały szpital czym także irytowałam personel...). Do dziś nie wiem co to sa
      skórcze przy porodzie... Potem zszywanie, do dziś pamiętam jak wbijano mi igłę w
      pochwę... I jak napisano mi w karcie - zszyto krocze przy braku współprcy ze
      strony pacjentki, pewnie miałam sobie sama zszyć to krocze, a z całą pewnością
      zrobiłabym to lepiej - zostałam tak zszyta - że już gorzej nie można już było...
      Cuszyńska - kruk to szyła, tak wynika przynajmniej z karty, (która potem w to
      poranione krocze wkładała rękę na obchodzie, pomimo,że nie zgodziłam się na to a
      Cały personel stał i wgapiał się...czego do dzis zapomnieć nie mogę)...

      A wszystko to przy kpiących uwagach personelu... Którzy nie odpowiadali na żadne
      pytanie, a jeśli odezwali się - to była kpina z pacjentki..., Dla których ona
      jest niczym, przedmiotem... z którym można robić co się chce... łącznie z
      okaleczeniem jej na całe życie...
      Godność kobiety, intymność - dla nich wogóle nie liczyła się... badania wręcz
      publiczne, pomijając że na oczach całej rzeszy lekarzy i pielęgniarek, innych
      pacjentek, to także panów, bedących w odwiedzinach... bo akurat byli na sali...
      żaden lekarz nie pofatygował się wyprosić go na moment...do badania czasem
      lekarze zapominają zmienic rękawice (choć pewnie podytkowane jest to względami
      oszczędnościowymi)
      Ponoć jest tam punkt laktacyjny, i pewnie dlatego mam w karcie wpisane, że moje
      dziecko było karmione naturalnie. Punk honoru tego szpitala - matki karmiace
      naturalnie... Mały problem - moje dziecko nie zna nawet smaku mojego mleka...
      Problem drugi - uzyskanie mleka sztucznego dla dziecka. Można by je zrobić na
      sali w której leżałam, jednak jedyny kontakt, który tam był - nie działał...
      dziecko zresztą karmił mój mąż... ja nie byłam w stanie nawet na milimetr ruszyć
      się....O to mleko trzeba było mocno uprosić, po interwencji mój maż uzyskał to
      mleko... Jednak w nocy nie wolno przebywać odwiedzającym... moje dziecko ryczło
      z głodu na cały szpitał czym po długim czasie przywołało zirytowaną pielęgniarkę
      - ta dała maleństwu środek na uspokojenie... w karcie dziecka jest napisane-
      dziecko karmione naturalnie, spokojne, nie podawano żadnych leków....
      Przeleżałam dwie doby w zakrwawionej pościeli... gdzieś podsłyszałam, że po
      dwóch dobach wypuszczają do domu... W drugiej dobie od rana jadłam tabletki
      przeciwbólowe.... Dziwnie się czułam ale mogłam wstać...Moja jedyna myśl - wyjść
      stąd i zapomnieć o tym...
      Okazało się jednak, że nie jest tak łatwo zapomnieć... ze szpitala wyszłam z
      dzieckiem, zapaleniem pochwy, grzybicą , nadżerką, pociętą i popękaną
      pochwą,ogolonym kroczem, uszkodzonym odbytem, obsuniętymi narządami
      wewnętrznymi....
      Codziennie jak patrzę na moje dziecko przypomina mi się ten horror ze
      szpitala... przy każdym kroku czuje ból, który nie pozwala mi o tym zapomnieć...

      Ciekawe też jest, ze byłam podobno poinstruowana o pielęgnacji niemowlęcia....
      To było pewnie wtedy jak w nocy pielęgniarka dawała środek na uspokojenie...
      czyli jak dzidzia płacze - trzeba dać jej cos na uspokojenie... innej sytuacji
      nie przypominam sobie, w której pielęgniarka pokazywałaby mi coś z zakresu
      opieki i pielęgnacji nad dzieckiem...

      Najciekawsza rzecz -ów personel ma odgórne pozwolenie na takie "postepowanie",
      Dyrektor owego szpitala Tadeusz Rocławski uważa takie postępowanie za pozytywne,
      mające na wzgledzie dobro pacjentki. Dlatego dalsza dysputa z owym panem była
      już bezsensowna...

      Dziwi mnie duża rozieżność pomiędzy faktami a zapisami, okazuje się że papier
      przyjmnie wszystko niezależnie czy to jest prawdą czy nie. Ciekawe też jest, że
      na jednym dokumencie widnieje podpis z moim nazwiskiem, mały szczegół- nie jest
      to mój podpis...

      Żałuję, że przy tym porodzie ie umarłam, nie musiałabym teraz tego wszystkiego
      pamiętać.. Ten co wyciskał mi dziecko z brzucha mógł nieco mocniej nacisnąć...

      Całą ciążę przebyłam bez problemów i komplikacji, nieomal do końca ciąży
      pracowałam i to po kilka, kilanaście godzin, dziecko było prawidłowo rozwinięte
      i idealnie ułożone do porodu.... W dniu kiedy prszyszłam do szpitala w
      Starogardzie byłam zdrowa i we mnie było zdrowe dzieciątko... Po dwóch dniach
      wyszłam z tego szpitala nieodwracalnie okaleczona, jako tako zaczełam poruszać
      się ok. 4 miesiące po porodzie....przebywając parę kroków....

      Dziś mam obawy i mocne wątpliwości co do tego, czy osoby z którymi zetknełam się
      w szpitalu maja odpowiednie kwalifikacje do wykonywanych przez siebie zawodów...

      Słaba sytuacja finasowa w żaden sposób nie może usprawiedliwiać zachowania i
      nieodwracalnego okaleczania

      Istnieje też coś takiego jak odpowiedzialność za popełnione błędy, od czego cały
      personel z dyrektorem na czele próbuje uciec...



      • ewaewaewa10 Re: Starogard Gdański 31.01.07, 18:08
        Ja rodziłam w tym szpitalu pol roku temu i nie moge wprost uwierzyc w to co
        napisała Pani powyzej.W moim przypadku bylam traktowana bardzo kulturalnie, o
        wszytskim bylam informowana na biezaco, personel byl bardzo mily i pomocny.
        W skali od 1 do 10 moge zdecydowanie wystawic 10!!!
        Napisala Pani z oburzeniem, ze lekarz naciskal w czasie porodu na brzuch,
        zlugala Pani tu osobe uzywajac nazwiska co jest wyrazem baraku kultury.Byc moze
        dzieki temu naciskowi na Pani brzuch Pani dziecko unikneło niedotleniena,ktorym
        moglo byc zagrozone w skutek zbyt długiego przebywania w kanale rodnym, to
        bardzo czesta procedura w trakcie porodu i prosze uwierzyc ze POMAGA ona
        dziecku a nie tak jak tu Pani sugeruje szkodzi!!
        To co Pani tu wypisuje jest rzeczywiscie skanadlaiczne ale zarowno ja jak i
        zadna z moich znajomych ktore rodziły nie bardzo w to wierza.Z drugiej strony
        jak skandalicznie Pani musiała sie zachowywac jesli doszlo do takich scen(jesli
        oczywiscie sa one prawdą).Pozdrawiam Pania i zycze mniej histerii i braku
        kultury na przyszlosc
        • uczula Re: Starogard Gdański 02.03.07, 16:06
          kazdy ma prawo do opisywania tego co przezyl a uzywanie argumentu o "braku
          kultury" w przypadku tego listu uwazam za co najmniej niewybaczalne.
          Brak kultury mozna natomiast napewno stwierdzic u personelu medycznego i
          lekarzy a napewno nie u tej pani!!!

          pozdrawiam serdecznie i zycze wiecej obiektywizmu.
          • aska_kit Re: Starogard Gdański 07.03.07, 16:12
            A ja sie tam sama urodziłam w 77 r. smile)
    • ruda290 złodzieje 30.11.14, 14:42
      Położne tylko wyciągają pieniądze za szybki poród bo jak ktoś nie zapłaci to kładą na salę.
    • nikolcia88 Re: Starogard Gdański 11.02.17, 00:01
      Witam ja rodziłam w Starogardzie w Szpitalu a dokładnie 18 lipca 5 dni przed terminem przyszła na świat moja córeczka za co dziękuje Bogu że wszystko skończyło się bardzo dobrze bo rożnie mogło to się skończyć .A więc tak zaczęło się to w niedzielę o 5 nad ranem poczułam że odeszły mi wody tak delikatnie po mału no i zaczęłam się ubierać bo zadzwoniłam na pogotowie to odmówiono karetki skoro jeszcze nie mam bólów ani skurczy więc musiałam ogarnąć samochód męża akurat nie było bo był wyjechany w delegacji a wiadomo jak to po weekendzie to ciężko o kierowce tak samo o taxi to już przeważnie wyłączone komórki więc wsiadłam za kierownicę i pojechałam sama do porodu.Może ktoś by nie uwierzył ale tak było.Przyjęli mnie na sale trochę minęło za nim dali mi kroplówki na przyspieszenie akcji porodowej bo nie było za dużego postępu w końcu zaczęło coś się dziać przyszły skurcze dosyć mocne potem ustąpiły kazano mi iść pod prysznic na pół godzinki jak były te skurcze potem dalej nic rozwarcie na jeden może dwa palce przyszła no i dalej nic badano mnie co jakiś czas sprawdzano tętno dziecka i w końcu przyszły skurcze jak z książki co 2,3 minuty i tak przez całą noc ból z krzyża nie do zniesienia paznokcie wbijałam w ściane z bólu bo leżała obok mnie dziewczyna po terminie nie chciałam krzyczeć żeby jej zbytnio nie budzić badano mnie jeszcze kilka krotnie nie było postępu dalej rozwarcie na dwa palce i tak do rana byłam już wykończona i wycieńczona nic spane i następny dzień spędzony na sali porodowej dalej kroplówki skakanie na piłce gdzie ja już sił nie miałam to jedna mądra położna powiedziała bezczelnie że tak nie stety wygląda poród to już mi się odechciało wszystkiego ale musiałam dalej walczyć leże dalej na tym łóżku z kroplówka wyginam się na wszystkie strony skurcze się nasilały tętno badane i nic rozwarcie na trzy palce ale cienko to widzą słowa położnych zmiany to chyba wszystkie położne przeszły badana ze 20 razy i nic daleka droga jeszcze przed Panią w końcu przyszła jedna normalna Pani położna to już zbliżał się wieczór w sumie już był bo 19 godz w końcu była była kolejna zmiana i mówi najpierw mnie zbadała i mówiła że to już chyba czas najwyższy na Panią w końcu prawie 40 godzin po odejściu wód płodowych i w końcu konkretna decyzja ze będzie cesarskie cięcie ale to jeszcze troszkę trwało zgoda ordynatora lekarza itp itd..decyzja na tak czekanie na anestezjologa i cały zespół o godzinie 21;20 była już moja córeczka cała i zdrowa całe szczęście ale co człowiek na cierpiał to nacierpiał mała znieczulica po prostu na kobiety rodzące dla nich to jest normalne ale dla mnie jest to nie do pojęcia do dziś dlaczego tak długo to wszystko trwało a jak coś by się stało wtedy wielkie tłumaczenia i szukanie winy gdzie popełnili błąd przecież lekarz też człowiek!!!!!!!!Po porodzie obsługa super nie mogę narzekać wszystko ok ale na sali porodowej powinni trochę zmienić podejście do kobiet a nie patrzą na Ciebie jak na jakąś zwierzynę jak by to było coś dziwnego ze kobieta rodzi i się męczy dla nich to normalna znieczulica że musimy się tak męczyć.........Nie wspominam tego porodu samego przyjęcia na porodówkę katastrofa jakaś tym bardziej że to moje pierwsze dziecko i stres był tez mega ogromny....Rozpisałam się tak bo to mnie boli do dziś ale teraz gdy to wyrzuciłam z siebie czuje się o sto razy lepiej bo człowiek w takim stresie i bólu nie myśli o czym kolwiek żeby się odezwać chciałam rodzić sama i to był największy błąd!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka