hierowski
25.08.04, 12:28
Walki pod Mikołowem
Natarcie VIII korpusu niemieckiego (8 i 28 dywizji piechoty) na lewe
skrzydło grupy operacyjnej "Sląsk" przyjęło charakter zmasowanego działania
piechoty i artylerii. W ciągu 1 września wywiązała się bardzo silna walka
ogniowa na całym odcinku 55 dywizji od wzgórza 341 (na zachód od Mikołowa) aż
do rzeczki Gostyńki. Szczególnie uporczywy nacisk szedł na wyrywę w środku
odcinka. Prócz tego oddział rozpoznawczy 28 dywizji niemieckiej przeniknął w
głąb ugrupowania polskiego pod Kobiorem, gdzie stawił mu opór pluton
pionierów 201 pp. Około południa przybyło tam i odrzuciło Niemców zgrupowanie
dowódcy 201 pp, ppłka W. Adamczyka, w składzie jego pododdziałów specjalnych
i batalionu ON "Oświęcim" (z 203 pp), wzmocnione następnie przez 5 baterię 23
pal kpt. J. Sztranca oraz częściami wycofanych z przedpola batalionów mjra W.
Mażewskiego i T. Kwiatkowskiego w sile dwóch kompanii z dwoma cekaemami, z
zadaniem utrzymania Kobioru za wszelką cenę.
O godzinie 17 wyszło na Kobiór pancerne natarcie niemieckie, lecz zostało
odparte, a bateria Sztranca zniszczyła 7 czołgów.
W czasie walk pod Mikołowem zapisała się chlubnie mikołowska kompania
batalionu ON "Katowice" kpt. Tytusa Wikarskiego, składająca się z samych
Górnoślązaków, która przez dwa dni broniła bohatersko wzgórza 341, tracąc
przy tym 50% swego stanu. Kompania ta mimo skrajnego wyczerpania walką i
poniesionych strat prosiła o nieluzowanie jej, lecz pozostawienie na pozycji.
Generał Sadowski, utwierdziwszy się w przekonaniu, że nieprzyjaciel kieruje
główny swój wysiłek na korytarz "mikołowski" oraz wzdłuż Gostyńki, zdecydował
się przesunąć do rejonu Tychy swój główny odwód, to jest gros 23 dywizji w
składzie pięciu batalionów piechoty i III dywizjonu 23 pal. Przeznaczony do
tego zgrupowania II batalion 11 pp został przewieziony z północnego skrzydła
autobusami, w rejonie bowiem Tarnowskich Gór zgrupowanie dowódcy 1l pp płka
dypl. Gorgonia dobrze sobie dawało radę ze słabym natarciem czołowych
elementów 68 dywizji brandenburskiej.
Od rana 2 września na Górnym Sląsku zawiązywała się ciężka i skomplikowana
walka grupy operacyjnej gen. Sadowskiego z naporem Niemców na Mikołów, Wyry i
Kobiór. Batalion III/73 pp już wieczorem l września przybył do lasu Wyry i
wszedł w walkę z nieprzyjacielem, który wdarł się do lasu od rzeki Gostyńki.
Podpułkownik Sosialuk zdecydował się cofnąć na wzgórze 280 na północny wschód
od Żwakowa i tam się bronić. Zważywszy na ciężką sytuację 73 pułku, dowódca
23 dywizji, zarządził przeciwnatarcie 75 pułku przy wsparciu pociągu
pancernego nr 54 od stacji kolejowej Tychy wzdłuż toru w kierunku na Żwaków.
Przeciwnatarcie 75 pułku ruszyło około godziny 10. Postępowało ono jednak
powoli, w godzinach popołudniowych dołączył do niego uderzający z kolumny
batalion 1/73 pp. Około godziny 17 opanowano Żwaków i zanim oddziały zebrały
się w tym rejonie, zapadł zmierzch. Jednak potężne ześrodkowanie artylerii
niemieckiej na Mikołów, świadczyło że tam zmierza główny wysiłek napastników.
Toteż gros polskiej artylerii, łącznie 14 baterii, w tym 5 ciężkich i jedna
forteczna, kładły swoją zaporę ogniową na kierunku mikołowskim, hamując
posuwanie się niemieckiej piechoty.
Tymczasem około godziny 13 gen. Sadowski został wezwany do telefonu przez
południowego sąsiada, generała Monda, którego oddziały prowadziły ciężką
walkę z czołgami 5 dywizji pancernej pod Pszczyną. Nie liczcie -rzekł -na
osłonę swego lewego skrzydła przeze mnie, gdyż moja dywizja przestała
istnieć; została rozjechana przez czołgi. Resztki zbieram w Oświęcimiu.
Bezpośredńio przedtem dowódca grupy operacyjnej "Sląsk" dowiedział się, że
działająca na północ od Lasów Swierklanieckich Krakowska Brygada Kawalerii
pod uderzeniem 2 dywizji lekkiej opuściła swoje pozycje pod Woźnikami i
odeszła na Zawiercie, otwierając tym drogę dla szybkich jednostek niemieckich
na skrzydło i tyły grupy. Wobec tego gen. Sadowski skierował do Siewierza
swoją kawalerię dywizyjną i kompanię kolarzy 23 dywizji pod dowództwem mjra
B. Rostowskiego w celu ubezpieczenia swego północnego skrzydła.
Obecnie jeszcze silniejsze zagrożenie powstawało od strony południowej.
Broniący się pod Kobiorem ze swym zgrupowaniem ppłk Adamczyk meldował, że ma
już czołgi na swoich tyłach. W tym położeniu gen. Sadowski przerzucił
transportem samochodowym 203 pp (bez dwóch batalionów) ppłka Rogalskiego,
wsparty II dywizjonem 65 pal mjra F. Talarczyka ze stanowisk pod Czeladzią do
miejscowości Kosztowy, na południe od Mysłowic, z zadaniem zamknięcia
kierunków prowadzących z Pszczyny i zabezpieczenia mostu na Przemszy.
www.bolas.prv.pl/