Gość: Arnold
IP: 213.186.78.*
15.12.02, 12:35
Śląskie tragedie
W czasie spotkań zwycięskiej trójki rozpoczynających się 17 lipca a
kończących ogłoszonym 2 sierpnia 1945 komunikatem, ustalono między
innymi: „Trzej szefowie rządów zgadzają się, że zanim nastąpi ostateczne
określenie zachodniej granicy Polski, byłe niemieckie terytoria na wschód od
linii biegnącej od Morza Bałtyckiego, bezpośrednio na zachód od Świnoujścia,
a stąd wzdłuż rzeki Odry do zbiegu jej z zachodnią Nysą i wzdłuż zachodniej
Nysy do granicy czechosłowackiej, włączając tę część Prus Wschodnich, która
nie została oddana pod administrację ZSRR zgodnie z porozumieniem na
niniejszej konferencji i włączając obszar wolnego miasta Gdańska będą pod
administracją państwa polskiego i ze względu na to nie będą uważane za część
radzieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech”[1].
Ostateczne decyzje, co do granicy pomiędzy Polską a Niemcami, zgodnie z
rozdz. VIII, pkt. B protokołu, i rozdz. IX, pkt. B komunikatu, miały zapaść w
czasie konferencji pokojowej.
*
Modzelewski tłumaczył 28 kwietnia 1946 r. na spotkaniu Krajowej Rady
Narodowej: „...ziemie zachodnie oddane nam w administrację, pozostaną
integralną częścią terytorium Rzeczpospolitej na zawsze. To nie jest sprawa
przetargów międzynarodowych, to nie jest sprawa, która mogłaby stanowić
igraszkę w rękach zawodowych handlarzy i producentów nafty i broni. Nasza
granica na Odrze i Nysie to kwestia życia, kwestia naszego bytu państwowego i
narodowego i dlatego nie mamy żadnej możliwości podejmowania dyskusji na ten
temat”.
Mikołajczyk stwierdzał: „Trzy wielkie mocarstwa zgodziły się Polsce oddać te
ziemie w administrację, a w naszym rozumowaniu na zawsze”. W sporach PPR-PSL
dały się słyszeć wśród komunistów opinie: „Rząd został uznany w Poczdamie,
administrację terenów zachodnich oddano Polsce - teraz będziemy mogli ich
spławić”[2].
Komunikat poczdamski nie był żadnym układem, a jedynie ustaleniem do
przyszłej konferencji pokojowej, która nigdy się nie odbyła. Trzy mocarstwa
poszły inną drogą i z pracującymi razem sojusznikami, stały się wrogami
nowych systemów. Szybko zapadła żelazna kurtyna. W ten sposób strona Polska
nie musiała się obawiać żadnych posunięć, prócz krytyki ze strony mocarstw
zachodnich.
Ciągłe powoływanie się przez stronę Polską, na rozmowy poczdamskie, miało
uspokoić i uciszyć społeczeństwo i jednocześnie wyjaśnić, że wszystkie
posunięcia rządu są legalne. I tak to Polacy przyjęli i do dziś większość
nadal sądzi, że wówczas działano zgodnie z literą prawa. Rząd różnymi
wewnętrzno-politycznymi posunięciami podawał argumenty, które miały być
pomocne w wyjaśnieniu własnym obywatelom, iż prawnie zamieszkują ziemie
zachodnie. Powoływano się na tradycje piastowskie, na istnienie powiązania
tych ziem ze starymi etnicznymi Polakami (czytaj Słowianami). Znaczący
wówczas politycy tacy jak Mikołajczyk, Gomułka i Bierut mówili na wszelkiego
rodzaju spotkaniach, zebraniach o powrocie na stare ziemie słowiańskie, o
akcie sprawiedliwości dziejowej w stosunku do tysiącletniej agresji
germańskiej. Gomułka powiedział: „Na ziemiach tych zastaliśmy jeszcze
przeszło milion Polaków autochtonów, milion świadków, którzy obecnością swoją
zeznają przed światem i historią, że ich pradziadowie byli jedynymi
gospodarzami tych ziem, że Niemcy znaleźli się na nich tylko jako przybysze,
którym zaborczość i agresja ich przodków utorowała drogę na podbite tereny
Polski piastowskiej”.
*
Rosjanie i strona Polska działały na podstawie faktów dokonanych. Stalin
twierdził w Poczdamie: „...ludność niemiecka odeszła w ślad za wycofującym
się na zachód Wehrmachtem, i było konieczne, żeby na tyłach naszej armii, na
terytorium, które zajmowała, istniała miejscowa administracja...Dlatego
wpuściliśmy tam Polaków”. Na co odpowiedział Churchill, który znał sytuację i
wiedział, iż znajduje się tam sporo mieszkańców Śląska: „Inne dane... mówią o
tym, że mimo wszystko pozostało tam 2-2,5 mln Niemców... Jeżeli, jak mówił
generalissimus Stalin, Niemcy porzucili ziemie na wschód i zachód od Odry, to
należałoby zachęcić ich, by tam wrócili”[3]. Nieco później Churchill mówił o
8 milionach mieszkańców niemieckich i przeciwstawił się transferowi. Mimo
takiego przedstawienia sprawy przez Stalina, wielka trójka ustaliła 31 lipca
1945 r. uporządkowane i humanitarne wysiedlenie ludności (rozdz. XII
protokołu i rozdz. XIII komunikatu). Zobowiązano Sojuszniczą Radę Kontroli do
przyjęcia wysiedlonych Niemców. Sojusznicza Rada zatwierdziła w dniu 20
listopada 1945 r. plan przesiedlenia Niemców z Polski.
Niektórzy autorzy wskazują na inne jeszcze zasadnicze uprawnienia człowieka,
nie dające się pogodzić z wysiedleniami. Jest nim prawo do stron rodzinnych
(das Recht auf die Heimat).
Pierwsze przesiedlenia miały nastąpić dopiero w listopadzie 1945 r.
Rzeczywistość była inna - rozpoczęto je już w maju 1945 r. Mowa była o
przesiedleniu, to znaczy, przesiedleni powinni móc zabrać wszystko co
posiadali, jak to w czasie przesiedleń bywa. Ludzie, którzy musieli opuścić
te ziemie mówili o wypędzeniu. Strona Polska zabraniała używać tego słowa.
Dopiero w słynnym orędziu biskupów polskich do ich braci w Niemczech,
napisano w oryginale tegoż (w j. niemieckim) o wypędzeniu (Vertreibung),
jednak w polskich dokumentach kościelnych drukowanych w Polsce i
przekazywanych swoim obywatelom pisano o wysiedleniu.[4] W preambule traktatu
granicznego, spisanego pomiędzy Polską a Niemcami 14 listopada 1990 roku -
użyto terminu „wypędzenie”- podpisanego przez obie strony.
*
Jak wyglądało wyzwolenie Śląska przez Rosjan można pokazać na przykładzie
powiatu opolskiego:
w Boguszycach, gdzie trwały walki nad Odrą, zastrzelili 280 mieszkańców. W
niektórych piwnicach czy na gnoju w chlewach leżało po 10-15 zabitych. Ktoś z
tamtych mieszkańców powiedział niedawno: „Nie ma już śladów wojny, ale rany w
duszach pozostały”.
w Groszowicach zamordowano 93 osoby, część kobiet i dzieci spalono.
w Kup zamordowano 28 osób, z czego 25 z tej miejscowości, 1 osobę z
Wrocławia, 1 z Essen i 16 letniego zamiejscowego chłopaka.
w Lubieniu zamordowano 2 osoby i 18 zastrzelono.
w Kątach Opolskich zastrzelono 31 osób. Nad niektórymi znęcano się przed
śmiercią.
w Krzywej Górze zamordowano 9 starszych osób.
w Pokoju zamordowano i zastrzelono 118 cywilów, w tym 10-letniego chłopaka.
25 kobiet z dziećmi zamknięto w domu, który podpalono. Wszyscy spalili się
żywcem. W domu starców zamordowano 20 osób, w tym 92-letniego mężczyznę.
w Gosławicach zastrzelono 40 kobiet, które wcześniej zgwałcono, a także te,
które broniły się przed gwałtem.
w Zagwizdziu zamordowano 15 osób i jedną siostrę zakonną.
w Krapkowicach zamordowano i zastrzelono 30 osób. Na rynku większa ilość
żołnierzy zgwałciła 68-letnią kucharkę księdza. Zostawiono ją leżącą,
przedtem jednak rozcięto jej brzuch.
w Chrzowicach zastrzelono 23 osoby, w tym 3 kobiety.
w Rogowie zamordowano i zastrzelono 60 mężczyzn, w tym również miejscowego
księdza. Rozstrzelanie odbyło się przed murem cmentarza.
w Dobrzeniu Wielkim zamordowano 50 osób, z tego jedną kobietę, która broniła
się przed gwałtem i 15 osób, które uciekały przed Rosjanami do lasu.[5]
w Jełowej 25 stycznia 1945 r. 3 rodziny Kotzów przebywały w jednym domu, obok
którego wylądowały rosyjskie dwupłatowe (doppeldecker) samoloty. Do domu
wszedł żołnierz i poinformował obecnych, że wszyscy będą rozstrzelani.
Zapanowało grobowe milczenie. Rosjanie po kolei wyprowadzali przebywających w
tym domu mieszkańców. Najpierw Johanna, później 14-letnią Agnes, którą
zgwałcili a potem przebili bagnetem. Następnie wyprowadzili cztery
dziewczynki - Gertrudę, Leni, Adelheid i Marię. Strzelali do całej czwórki.
13-letnia Getrud była jedynie ranna, przeleża