Gość: czytelnik
IP: *.tsi.tychy.pl
28.03.08, 22:37
Po ostatnich artykułach, w których dziennikarze GW pisali o Bibliotece
Śląskiej rzeczy nie do końca zgodne z prawdą, zapraszam wszystkich do
przeczytania opinii drugiej strony - dyrektora BŚ. Zachęcam do merytorycznej
dyskusji osoby, które kiedykolwiek w BŚ były.
Tego w „Gazecie Wyborczej” nie przeczytasz
Czytelnik w „Gazecie Wyborczej” nie przeczyta: rzetelnej analizy sytuacji, nie
odnajdzie sprostowań, replik, wyjaśnień. Znajdzie natomiast omówienia,
interpretację, która zawsze jest bliźniaczką nadinterpretacji i
tendencyjności, uogólnienia. Do postawienia takiej hipotezy badawczej
skłaniają mnie dwa artykuły Pana Redaktora Tomasza Malkowskiego, a potwierdza
to jego praktyka dziennikarska. Stwierdzam więc, iż w artykule „Czytelnicy
żądają zmian”
* nie opublikował Pan mojej pełnej odpowiedzi, o co prosiłem (to po pierwsze);
* nie ustosunkował się Pan do stwierdzenia niewiarygodności Pańskiej
informatorki (to po drugie);
* po trzecie – opisałem sytuację tej właśnie informatorki w y p o ż y c z
a j ą c e j, a nie zwracającej książkę. Czyżby świadome wprowadzenie w błąd
czytelników „Gazety Wyborczej” ?
* po czwarte – nie sprostował Pan fałszywej informacji o wielkości
księgozbioru;
* po piąte – nie podał Pan informacji szczegółowych (np. 3 woluminy na
minutę wypożyczane czytelnikom; uściślam informację: 1 książka na 20 sekund);
* po szóste – nie poinformował Pan, iż w dniu, kiedy Pan przebywał w
bibliotece (zapewne po raz czwarty w życiu), czas oczekiwania wynosił 17 min.
(magazyn automatyczny), 20-26 min. – magazyn tradycyjny. My informujemy o 30
min., jako czasie wyszukania książki na 8 kondygnacjach i wśród 2 milionów
woluminów. Zasłania się Pan anonimowością informatorów (Forum też czytam), w
obawie przed lustracją (sic!). Nie rozumie Pan pojęcia lustracja. To po
siódme. Proponuję zatem lekturę odpowiedniego hasła w „Encyklopedii Gazety
Wyborczej”, t. 10, s. 45-46. Dla mnie bliższy jest w tej sytuacji poker, gdzie
ważnym elementem gry jest kategoria „sprawdzam”. A więc sprawdzam.
Trzykrotnie korzystał Pan z naszej wypożyczalni i czytelni. W czytelni
otrzymał Pan książkę po 8 minutach (sic!). Książki, które zamówił Pan do
wypożyczalni, były wyszukane (przypominam: w 2 milionach woluminów i na 8
piętrach) – w czasie od 15 do 24 min. Raz, jedyny raz, jedna z trzech
zamówionych książek została sprowadzona z magazynu po 39 minutach.
Przypominam. Informujemy o 30 minutach. Statystycznie to 7:1. Prawidłowość a
wyjątek. Takie są Pańskie doświadczenia jako czytelnika biblioteki (po ósme).
Jakże się to ma do owego „mnóstwa studentów”? Licentia poetica czy kłamstwo?
Po dziewiąte – nie sprawdzał Pan, czy nasi czytelnicy otrzymują informacje
mailowe. A tak jest. I to od dłuższego czasu. Pan o tym nie wie.
Po dziesiąte – Biblioteka Śląska jest „ogólnodostępna i bezpłatna”. Nie dzieli
czytelników „na naszych” i „obcych”, jak to się często dzieje w bibliotekach
akademickich. Nie płaci się też kaucji za wypożyczoną książkę. Opłata „za
wyrobienie” karty to opłata za techniczny jej wyrób – w dosłownym rozumieniu
tego słowa. Kartę wyrabia się raz na całe życie.
Biblioteka Śląska nie jest biblioteką uczelnianą. Jest natomiast biblioteką
publiczną, naukową i wojewódzką. Należy do Narodowego Zasobu Bibliotecznego. O
czym też Pan nie poinformował czytelników, mino iż Pan o tym doskonale wie.
Cieszę się, że przypomina Pan bibliotekę w Jaworznie. To jedno z moich
ulubionych „dzieci”. Uczestniczyłem w dyskusji nad podjęciem decyzji o jej
budowie i z radością towarzyszyłem jej otwarciu. Szczerze też gratuluję
koleżankom i kolegom, władzom samorządowym sukcesu. Ale Pan Redaktor mija się
z prawdą.
Po jedenaste – myli Pan kawiarenkę z czytelnią. Kawiarenka znajduje się obok
wypożyczalni na parterze. Czytelnie są na piętrze. Konkluduję – po dwunaste –
nie zna Pan biblioteki w Jaworznie. A kawy w czytelniach się tam nie podaje.
Jeżeli Pan mi nie wierzy, proszę sprawdzić. Kawy w czytelniach Biblioteki
Miejskiej i Biblioteki Śląskiej nie będzie. I tylko dla porządku dodam, że
właśnie Biblioteka Śląska jest wzorem dla Biblioteki w Jaworznie.
Po trzynaste - dobrze, że przypomniał Pan seniorów i informatykę. U nas
seniorzy, już wiele lat temu, przygotowali do wydania XVII-wieczną książkę
kucharską, zamieszczają w Śląskiej Bibliotece Cyfrowej unikatowe książki
(proszę sprawdzić), spotykają się w ramach „Czterech pór roku”. Są obecni w
Bibliotece od poniedziałku do soboty – służę przykładami. To dla nich również
organizowane są koncerty, od kameralistyki po jazz, recitale aktorskie,
dyskusje o książkach (również nagradzanych nagrodą „Nike”). Biblioteka Śląska
stanowi więc centrum kulturalne miasta. Ale od dwóch lat redakcja „Gazety
Wyborczej” nie informuje swoich czytelników (poza konkursem — Śląską
Fotografią Prasową, gdzie jurorką była przedstawicielka redakcji) o naszych
propozycjach kulturalnych.
Po czternaste – nieprawdą jest, iż pragnę ukarać wszystkich za nieodbieranie
zamówionych książek z wypożyczalni. Proszę o udokumentowanie tej tezy.
Pozwoli Pan Redaktor, iż sparafrazuję tytuł Pańskiej publikacji „Pracownicy
Biblioteki Śląskiej żądają zmian”. W „Gazecie Wyborczej”. Od starożytności
uczono, iż wypowiadać się publicznie mogą tylko ci, którzy mają wiedzę i etykę
(to zdanie Cycerona i Kwintyliana). Mieć wiedzę - to znać dogłębnie całość. W
szczególe i ogóle. Mieć etykę, to pisać prawdę i tylko prawdę. Bez
prawdopodobieństwa i fikcji.
W związku z opublikowaniem nieprawdziwych informacji w dniu 26 marca 2008 roku
uprzejmie proszę o umieszczenie mojego pełnego tekstu (bez skrótów i bez
omówień, które pod piórem p. red. Tomasza Malkowskiego wypaczają sens
wypowiedzi), w tym samym miejscu „GW” wraz z moim zdjęciem na tle budynku. I
pod tym właśnie tytułem. Proszę o wyraźną i jednoznaczną deklarację, czy mój
tekst ukaże się w całości.
Prof. zw. dr hab. Jan Malicki
www.bs.katowice.pl/gazeta/