Gość: hun
IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl
27.12.03, 10:00
polityka.onet.pl/artykul.asp?DB=162&ITEM=1087786&MP=2
Mój kosmos
To właśnie polityka zmusiła mnie do powrotu do korzeni i dzięki niej odżył
mój lokalny kosmos. Jest niewielki. Zaczyna się na rzeczce Brynicy, za mojego
dzieciństwa przemysłowym ścieku, który na dobrą sprawę można było
przeskoczyć. Ale ta graniczna rzeczka, oddzielająca wcześniej Rosję od
Niemiec, a przed wojną Śląsk od Zagłębia, to najważniejsza granica w moim
życiu. To zza niej spadło na Śląsk nieszczęście. Tu stykały się dwie
cywilizacje: łacińska i bizantyjska. Mój świat lepiony był na model
niemiecki, rządziła nim familijność i pracowitość. Po tamtej stronie
królowało cwaniactwo, przekupstwo i donosicielstwo. I ten świat, w mundurach
UB i garniturach partyjnych aparatczyków, wkroczył po wojnie na Śląsk i
wdeptał go w ziemię. Komuna w najgorszym swoim wydaniu. Mało, że wtedy nie
rozumiała Śląska, to przez dziesięciolecia nie chciała go zrozumieć. To przed
nimi rodziny powstańców, również moja, uciekały do Niemiec.
Dziś nie widać cywilizacyjnych różnic, tu i tam blokowiska, ale nie są one w
stanie przesłonić moich wspomnień z dzieciństwa. Tam byli Gorole, my dla nich
Hanysy. II Rzeczpospolita była na tyle mądra, że tych światów nie scaliła w
jeden organizm, dopiero PRL palnęła cywilizacyjne głupstwo i zrobiła jedno
województwo. Azję połączyła z Europą. I to z jaką Europą! Przynajmniej w tym
moim zakątku Śląska niemieccy kapitaliści zaczęli cywilizować, jeszcze przed
II wojną, swoich robotników. PRL zdegradowała tamten Śląsk, jak Lipiny, ale
jak on wyglądał, i w jakim kierunku zmierzał, widać do dziś w Nikiszowcu. Tu
kręciłem swoje śląskie filmy.
W niedalekim Giszowcu kopalnia już w 1907 r. zbudowała swoim górnikom domki
jednorodzinne. Z ogródkami w zieleni, ze stawem – no taką małą wieś, bo
właśnie okoliczni chłopi ściągali tu do roboty. Ktoś już wtedy myślał, że
trzeba zrobić wszystko, aby nie wyrywać ich ze środowiska, w którym żyli od
pokoleń. W Giszowcu kręciłem „Paciorki jednego różańca”. To był protest
przeciwko niszczeniu takiego Śląska przez spychacze i zastępowaniu go
blokowiskami. Główną rolę zagrał w nim August Hallot, górnik. Mieszkał w
niedalekich Bogucicach w fińskim domku przeznaczonym do rozbiórki, bo
partyjny sekretarz Zdzisław Grudzień postanowił zabetonować cały Śląsk.
Hallot grał więc siebie, bronił rozbijanego świata, w którym wyrastali
ojcowie i dzieci. Potem życie dopisało kolejne sceny. Kilka miesięcy po
zakończeniu filmu przenieśli go do bloku, zamknęli w betonowej klatce, z
której widział szarą ścianę sąsiedniego budynku. I rychło umarł z rozpaczy.