Dodaj do ulubionych

Criminal record from US

IP: *.vgernet.net 26.02.02, 14:38
Zwracam sie do was z nestepujacym pytaniem czy potrzebowanliscie ten dokument z
USA do innych papierow zwiazanych z zielona karta ???Jedni nam mowia ze
dokument o karalnosci potrzebujemy tylko z Polski inni ze rowniez z USA co
uwazam za sensowne gdyz mieszkamy tu juz kilka lat, ale meza firma mowi ze
takiego dokumentu z USa nie potrzebujemy jak bylo to u was?
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mirko Sprawdzanie kandydatów na rezydentów w USA... IP: 65.206.44.* 26.02.02, 15:22
      Jednym z "ŻELAZNYCH" elementów procesu "pre/przed-interview" na Zieloną Kartę
      jest danie sobie "zczytać" odciski palców, czy może raczej sfotografować
      cyfrowo linie papilarne.
      (Od niedawna: bez tuszu, elektronicznym czytnikiem).
      I oczywiście, jakto zwykle w USA - kandydat za to płaci.
      Dokładnie ten sam proces jest potem POWTARZANY przed staraniem się o
      obywatelstwo.
      Zazwyczaj też zawiadomienie o tym, że należy zgłosić się wtedy-a-wtedy i tam-a-
      tam "na odciski palców" jest znakiem, że rozmowa (czy to na Zieloną Kartę czy
      obywatelstwo) - już niedługo. Chodzi m.in. o to żeby po tym jak kandydant okaże
      się "czysty" ("clear") nie zdążył niczego nabroić a raczej, żeby wyniki
      przeszukania kartotek były możliwie aktualne.

      Na tej podstawie m.in. z kartotek FBI, DEA i paru innych (ciągle jeszcze
      oddzielnych), robiąca to firma powiadamia INS o ew. aresztowaniach i toczących
      się przeciw kandydatowi na rezydenta/obywatela śledztwach czy już zasądzonych
      wyrokach.
      Kandydat o tym wszystkim nie wie i niczego nie dostaje do ręki (w
      sensie "zaświadczenia o niekaralności") m.in. po to żeby potem porównać to co
      mówi, z tym co INS się o nim na podestwie tych odcisków i przeszukania
      komputerowych kartotek kryminalnych różnych instytucji dowie.
      • Gość: Mirko Jakikolwiek ślad... IP: 65.206.44.* 26.02.02, 15:40
        "Czekają na męża i ojca,
        który ma zakaz wjazdu na 96 lat...

        Cztery lata temu urzednik Ambasady USA w Warszawie odmowil Pawlowi K. wizy
        imigracyjnej. Potem powiedziano mu, ze ma zakaz wjazdu do USA na 96 lat.
        Mieszkajaca w Nowym Jorku rodzina ­zona Monika G. 4-letni syn Kordian ­ ma jednak
        nadzieje, ze Urzad Imigracyjny (INS) okaze zrozumienie i pozwoli im sie
        polaczyc.

        "Dlaczego 4-letni Kordian ma wychowywac sie teraz bez ojca?" ­ pyta Monika, zona
        Pawla, ktoremu Amerykanie zakazali w 1998 roku wjazdu na terytorium USA na
        prawie 100 lat. Dodaje, ze zaden adwokat nie chce jej pomoc i wziac sprawy w
        swoje rece.

        Monika ma 26 lat i pochodzi z Walcza. Do USA przyjechala w 1989 roku w ramach
        laczenia rodzin. 7 lat pozniej przyjela amerykanskie obywatelstwo. W 1997 roku,
        w czasie kilkumiesiecznego pobytu w Polsce, postanowila wyjsc za maz za 19-
        letniego wowczas Pawla K., ktorego poznala dwa lata wczesniej. 5 listopada 1997
        roku zlozyli papiery z prosba o wize imigracyjna w Ambasadzie USA w Warszawie.

        "Maz porobil badania lekarskie, zalatwil inne formalnosci ­ przypomina Monika,
        ktora byla juz wtedy w ciazy. ­ Myslelismy, ze wyznaczone na 2 marca 1998 roku
        spotkanie w ambasadzie bedzie zwykla formalnoscia.

        Pawel mial zrobic odciski palcow i podpisal dodatkowe oswiadczenia. Na rozmowe
        przyniosl przetlumaczona na jezyk angielski decyzje sadu z Lodzi, na mocy
        ktorej sedzia postanowil nie karac go za przestepstwo popelnione w 1995 roku.

        Jako 16-letni chlopak zostal przylapany przez lodzka policje podczas
        rozprowadzania amfetaminy. Doszlo do rozprawy, w czasie ktorej mlodociany
        przestepca przyznal sie do winy i wyrazil skruche. Oglaszajac wyrok sedzia
        wzial pod uwage zarowno ten fakt, jak i wiek oskarzonego. Postanowil "odeslac"
        chlopca pod opieke rodzicow, bez karania go np. poprawczakiem.

        Myslac, ze urzednicy Ambasady USA sprawdzaja kartoteki kryminalne Polakow
        starajacych sie o wyjazd do Stanow Zjednoczonych, Pawel przywiozl decyzje
        sedziego na rozmowe do Warszawy w marcu 1998 roku. "Drogo kosztowala go ta
        uczciwosc" ­ powiedziala "Nowemu Dziennikowi" przebywajaca obecnie w USA Monika.

        "Nie wyjedziesz (do USA)" ­ oswiadczyla urzedniczka ambasady natychmiast po
        zobaczeniu przetlumaczonego orzeczenia sedziowskiego z Lodzi. Dala mu wprawdzie
        mozliwosc napisania odwolania, ale w niespelna dwa miesiace pozniej, 23
        kwietnia 1998 roku, przyszla odmowna odpowiedz. "Nie kwalifikuje sie do wyjazdu
        do USA" ­ brzmiala lakoniczna odpowiedz amerykanskiego INS.

        "W rozmowie telefonicznej z jedna z pracowniczek Ambasady USA w Warszawie
        dowiedzielismy sie, ze zakaz wjazdu bedzie obowiazywal przez 96 lat" ­
        poinformowala Monika. Dodaje, ze jej zycie jest tu, w Ameryce z 4-letnim
        Kordianem, ktory z nia mieszka. Ojciec jest jednak w Polsce i nie ma szans, aby
        dostal wize. Jak teraz zyc? ­ pyta."
        • Gość: Izabella Re: Jakikolwiek ślad... IP: *.vgernet.net 26.02.02, 15:44
          Mirko dziekuje slicznie, z tego co zrozumialam to na "odciski palcow"zawolaja
          mnie dopiero jak juz praktycznie bedzie pewne ze dostane zielona karte czy
          tak ??Wowczas tez przesledza czy czegos tutaj w USA nie narozrabialam.
          Z ta cala biurokracja mozna sie pogubic smile))
          • Gość: Mirko Jak i kiedy. IP: 65.206.44.* 26.02.02, 16:06
            Gość portalu: Izabella napisał(a):

            > Mirko dziekuje slicznie, z tego co zrozumialam to na "odciski palcow"zawolaja
            > mnie dopiero jak juz praktycznie bedzie pewne ze dostane zielona karte czy
            > tak ??Wowczas tez przesledza czy czegos tutaj w USA nie narozrabialam.
            > Z ta cala biurokracja mozna sie pogubic smile))

            "Praktycznie będzie pewne, że dostaniesz zieloną kartę" będzie dopiero
            praktycznie pewne jak ją już dostaniesz (pocztą, w kilka/naście tygodni po
            ostatecznym "interview").
            Chcę przez to powiedzieć dokładnie to samo co już napisałem: zawiadomienie o
            terminie "odcisków palców" z grubsza sygnalizuje, że w kilka tygodni później
            nadejdzie zawiadomienie o terminie rozmowy. Bo jeśli z jakiegoś powodu nie,
            to "odciski" stracą ważność i trzeba je będzie robić jeszcze raz.
            (Nie musi to być jedyna i ostateczna rozmowa, choć b. często jest.)
            NIE NALEŻY w tym okresie - w miarę możliwości - zmieniać adresu!
            Na wytęsknionej i niepozornej kopercie z Zieloną Kartą będzie napisane "NO
            FORWARDING", więc poczta NIE PRZEŚLE tego na ew. nowy adres, mimo że wszystkie
            inne kwity i korespondencję powinna.
            (Nadanie obywatelstwa (naturalizacja) z kolei - a proces jest podobny - dostaje
            się do ręki na miejscu, po przysiędze itd...).

            O tym kiedy, kto może spodziewać się czego (stałe pobyty w różnych kategoriach) w
            pewnym sensie sygnalizuje tzw biuletyn wizowy
            travel.state.gov/visa_bulletin.html
            którym Departament Stanu, w porozumieniu z INS pokazuje jakie (Z KIEDY) sprawy
            załatwiane są OBECNIE.
            Najlepszą datą jaką można tam wyczytać jest "C" czyli "Current"/ "na bieżąco" a
            więc w ciągu kilku miesięcy a najwyżej roku - biorąc pod uwagę, że biurokracja
            imigracyjna jest najwolniejszą maszyną parową pod słońcem.
            • Gość: Izabella Re: Jak i kiedy. IP: *.vgernet.net 26.02.02, 19:04
              Dzieki serdeczne Mirko smile)
              • Gość: Mirko Re: Jak i kiedy. IP: 65.206.44.* 26.02.02, 20:04
                Proszę bardzo.

                Dodam jeszcze tylko, że prócz cierpliwości (której na ogół za bardzo nie mają
                sfrustrowani często swoją nudną federalną robotą urzędnicy z którymi przyjdzie
                Ci mieć do czynienia), musisz uzbroić się - oj chyba złe słowo w obecnych
                czasach!.. - w zrozumienie, że system imigracyjny USA - czy to wizy turystyczne
                czy inne - jest systemem selekcji negatywnej, czyli: jeśli są jakiekolwiek
                podstawy nie dać, to należy nie dać.

                Oczywiście w praktyce codziennej nie jest ani trochę tak źle jak n.p. w wypadku
                żenady n/t wiz turystycznych gdzie w ogóle jest pełna szopka od telefonu "w
                celu umówienia się" poczynając, ale o szczegóły swojej sprawy warto dbać w
                miarę możliwości.

                Pewna moja znajoma jakiś czas temu wysyłając kwity do INS wybrała opcję, że
                za "odciski" zapłaci potem, tzn tuż przed ich sprawdzeniem.
                Z papieru wynikało wtedy, że tak można. Nie wiadomo co ją napadło, żeby
                wysyłając kilkaset dolarów nie wysłać jeszcze kilkudziesięciu.
                (Tak, tak jest czeską i naturalną blondynką i poza tym w porządku...)
                Ostatnio dostała zawiadomienie, że w związku z tym, że nie zapłaciła
                za "odciski", jej podanie zostaje odrzucone i może się odwoływać.
                Ładny kwit (gips) po 2-ch latach czekania, prawda?

                Powodzenia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka