Dodaj do ulubionych

Drodzy kielczanie!

IP: *.kielce.msk.pl 22.03.04, 02:26
Właśnie otrzymaliśmy wyninki najnowszych badań.
Profesor rektor Massalski powiadamił nas, że uczeni AŚ na podstawie
inkunabułów wypożyczonych przez naszego biskupa ustalili, niewąpliwie, że w
764 r ne, w dniu równonocy u nas biskup Petronius prowadził dla lokalnych
barbarzyńców oraz przesiedleńców z germanii i rzymian msze w zbudowanej w
ogrodzieńcu światynii.
Jego następcy kontynuowali działalność, az do chrztu Polski, kiedy to
zastąoił icj jako pierwszy kanonik z Zyliny Bohumil, zwany dobrotliwym.
Z tych powodów powołany zostanie w kwietniu honorowy komitet obchodów 1310
lat istnienia Kielc. Na moją prośbę już zgodzili się zostać patronami
honorowymi:
Prymas Polski
Prezydet Warszawy Lech Kaczyński
Pierwszy prezydent wolnej III RP Lech Wałesa
Ostatni prezydent PRL Wojciech Jaruzelski
Burmistrz Gotha
Juliusz Braun wielki patriota lokalny
wicemarszałek Sejmu Wojciechowski
Były prezydent zech Vaclaw Havel
Czekamy na potwierdzenie patronatu od 127 osobistości.
Zapraszam wszystkich kielczan do obchodów tej nowe rocznicy, które będą
trwały przez dwa tygodnie kwietnia.

Oddany Wam i Kielcom Lubwaski
Obserwuj wątek
    • Gość: Henry Re: Drodzy kielczanie! IP: 220.163.10.* 22.03.04, 10:35
      Cieszymy sie, ze nareszcie cos sie ruszylo w badaniach historycznych.
      Filharmonia kielecka tez jest starsza niz myslano.
      Dlaczego historycy z Akademii Swietokrzyskiej byli dotad taj opieszali?

      pzdrawiam Kielczan
      Henry z Sitkowki obecnie Dominikana
    • iw Re: Drodzy kielczanie! 23.03.04, 10:59
      Witam!
      Mam pytanie, co konkretnie bedzie się działo w ramach tych obchodów?
      • Gość: tadee Re: Drodzy kielczanie! IP: *.kielce.msk.pl 23.03.04, 11:13
        Konkretnie, to polecono nam opracowac programy w zespolach
        wiadomo, juz, ze sa opracowywane stroje ludowe z dawnych epok, takie, ktorych
        nie maja w teatrze
        bedzie wielki pokaz taneczny pradawnych przodkow kielczan z wykorzystaniem
        kopii instrumentow odkrytych przez archeologow
        beda inscenizacje i ogniska
        oraz wystepy artystyczne, a takze male zoo z archeologicznych skamielin i
        odtworzonych w zywicy zwierzat na podstawie znanych rysunkow
        Pan prezydent przedstawi najwazniezsze fakty podczas inauguracji i odsloni
        tablice pamiatkowa
        odkryto rowniez rysunek pelniacy role herbu na szczytach gor oparta jest
        korona, na ktorej stoji orzel zwracajacy glowe w strone nieba
        trwa dyskusja uczonych heraldologow czy to byl herb rodowy, czy moze miasta
        tyle sie na razie dowiedzialem

        pozdrawiam
        tadek
        • Gość: I sekretarz Pozyskaliśmy uczonych z WSNS przy KCPZPR IP: *.czajen.pl 23.03.04, 17:24
          Ci fachowcy są w stanie dowieść wszystkiego, czego władza sobie zażyczy.
          • sowizdzal6 Re: Pozyskaliśmy uczonych z WSNS przy KCPZPR 23.03.04, 20:29
            Gość portalu: I sekretarz napisał(a):

            > Ci fachowcy są w stanie dowieść wszystkiego, czego władza sobie zażyczy.

            WSNS przemianowano na Akademie Nauk Społecznych przy KC PZPR. Elyta tej uczelni
            wykłada na Wydziale Zarzadzania i Administracji Akademii Świetokrzyskiej. W
            Staszowie też.
            • sowizdzal6 Re: Pozyskaliśmy uczonych z WSNS przy KCPZPR 23.03.04, 20:37
              sowizdzal6 napisał:

              > Gość portalu: I sekretarz napisał(a):
              >
              > > Ci fachowcy są w stanie dowieść wszystkiego, czego władza sobie zażyczy.
              >
              > WSNS przemianowano na Akademie Nauk Społecznych przy KC PZPR. Elyta tej
              uczelni
              >
              > wykłada na Wydziale Zarzadzania i Administracji Akademii Świetokrzyskiej. W
              > Staszowie też.

              W ubiegłym roku, z okazji rocznicy śmierci Staklina napisali o ANS. TEkst
              załaczam nizej.


              Harald
              W pięćdziesiątą smutną rocznicę śmierci Józefa Stalina,
              ku jego czci i pocieszeniu jego dzieci

              Początki zjawiska zwanego komunizmem są jakby nie patrzeć w jakimś sensie
              naukowe. Marksowi zarzucić można wiele, na pewno jednak nie nieuctwo. Jego
              kumpel Engels wygłupił się wprawdzie trochę z dialektyką przyrody, ale nie
              można odmówić mu przynajmniej szacunku dla nauki. W dziewiętnastowiecznych
              Niemczech funkcjonowało wprawdzie powiedzenie "Vierundzwanzig Professoren -
              Vaterland du bist verloren", ale szacunek dla nauki był bardzo powszechny.
              Trochę podobnie było zresztą w carskiej Rosji.

              Cokolwiek by nie mówić o jego moralnych kwalifikacjach, był również Lenin
              filozofem, a co najmniej dobrym dziennikarzem. To od niego pochodzi znane
              powiedzenie "uczitsja, uczitsja i jeścio raz uczitsja". Po rewolucji powstał
              jednak pewien problem. Wprawdzie wielu ludzi zajmujących się nauką przełknęło
              zmianę ustroju, zniknęła jednak konieczna dla istnienia normalnej nauki baza w
              postaci "klasy społecznej", która naukę ową na wiele sposobów hołubiła
              wspierając ją na przykład finansowo. W pierwszym państwie robotników i chłopów
              rolę tę szybko przejęło wprawdzie państwo, ale ceną było wyodrębnienie z
              normalnej nauki tzw. "nauki radzieckiej". Odbyło się to bardzo prosto; to, co
              było niewygodne dla Kraju Rad określone zostało mianem nauki burżuazyjnej i
              każdy budujący jedynie słuszny ustrój obywatel wiedział od razu, że jest to
              nauka niesłuszna i nieprawdziwa, a ci, którzy ją uprawiają są najczęściej
              wrogami ludu.

              Ten genialny wynalazek nie był dla wszystkich nauk równie pożyteczny.
              Największe korzyści z tej nowej klasyfikacji odniosły nauki społeczne; nauki
              przyrodnicze i techniczne wynalazcy potraktowali trochę po macoszemu. Nota
              bene, nie wiadomo dlaczego, wielu, jak się później okazało znakomitych,
              radzieckich (rosyjskich?) naukowców zamiast tworzyć nową radziecką np.
              matematykę jechało do Getyngi czy Heidelbergu, aby fraternizować się z
              rozmaitymi burżujami lub przenosić ich pomysły na grunt jedynie słusznej nauki
              radzieckiej zaśmiecając ją w ten sposób. Byli nawet i tacy, co kalając własne
              gniazdo pozostawali na zgniłym burżuazyjnym zachodzie; co więcej wyrażali się
              negatywnie o ubranej teraz na czerwono matce Rasjii. Należy z całą mocą
              podkreślić, że w naukach społecznych przypadki takie były wyjątkowo rzadkie.
              Złośliwi twierdzą wprawdzie, że główną przyczyną był fakt, że były one nader
              skutecznie tępione przez powoływane do stymulowania rozwoju nauki instytucje w
              rodzaju komitetów rozmaitego szczebla oraz CZEKA, które nieedukowanych,
              nieprawomyślnych naukowców po prostu eliminowały, ale my oczywiście im wiary
              nie dajemy. Jest to klasyczny przykład zgniłej burżuazyjnej propagandy i każdy
              uczciwy CZEKista brzydzi się takimi poglądami.

              Narodziny nowego ustroju sprawiedliwości społecznej wygenerowały natychmiast
              zapotrzebowanie na nowe, nieznane bandyckim burżujom, nauki. Władza radziecka
              musiała przecież jakoś uzasadnić przyczyny, dla których dobrze jest zabrać
              kułakowi świnię, zatłuc nieprawomyślnego robotnika, albo wysłać jakiegoś
              przygłupa, inteligenta na Sybir. Powstające jak grzyby po deszczu nowe
              instytucje partyjno-rządowe również potrzebowały nie tylko światłych i wiernych
              (ze wskazaniem na wiernych) funkcjonariuszy, ale wytwarzały również
              zapotrzebowanie na różne teorie ich funkcjonowania. Powstawały więc np. teoria
              propagandy (jest oczywiste, że tylko burżuazyjny matoł mógłby to rozumieć
              pejoratywnie), teoria partii, rozmaite teorie (nie)istnienia Boga, czy wreszcie
              wszechogarniający wszystko naukowy komunizm. Wytworzyło to oczywiście ogromne
              zapotrzebowanie na kadrę naukową zupełnie nowego typu. Nowi badacze mieli
              zgodnie ze słowami Marksa nie tyle opisywać świat, co właśnie go zmieniać. I
              zmieniali. Na studia przyjmowano wedle kryterium pochodzenia. Było to wprawdzie
              trochę podobne do tego, co pewien kulawy aryjczyk skwitował powiedzeniem "Und
              wer der Jude ist entscheide Ich", funkcjonowało jednak w praktyce całkiem
              nieźle.

              System miał jednak pewien drobny mankament. Otóż okazywało się niekiedy, że
              cenni i zasłużeni aktywiści byli inteligentni na trochę inny sposób niż ich
              mniej ideologicznie uświadomieni koledzy. Pojawił się więc podstawowy problem
              co z takim na przykład inteligentnym inaczej sekretarzem zrobić. O tym, aby
              przywrócić go jego naturalnemu środowisku, na przykład małej syberyjskiej
              wiosce czy lumpenproletariackiej dzielnicy Petersburga, przepraszam Leningradu,
              myśleć mogli tylko samobójcy. A tych w żadnym narodzie nie ma zbyt wielu.
              Stworzono więc dla tych specjalnych ludzi równie specjalne uczelnie.
              Te "uniwersytety inaczej" spełniać musiały wiele warunków, o których przeciętny
              radziecki, nie mówiąc już o burżuazyjnym, "nie społeczny" naukowiec nie miał
              bladego pojęcia. Kształconym w tych uczelniach kadrom należało przecież
              zapewnić stosowne do ich potrzeb warunki i wymagać od każdego wedle jego
              możliwości. Nie można więc było dopuścić, aby student takiej uczelni przeżywał
              stresy typowe dla studenta np. Uniwersytetu Moskiewskiego czy nie przymierzając
              jakiejś Getyngi. Należało zatem pytać go z właściwym wyczuciem i rozumieć, że
              może on odpowiadać nieco inaczej niż nie uświadomiony ideologicznie student
              zwykłej uczelni. Należało też utajnić obrony prac magisterskich, doktorskich i
              habilitacyjnych (przepraszam kandydackich i doktorskich), aby nie
              narażać "uczonego inaczej" na głupie pytania pospólstwa i uchronić kraj przed
              szpiegiem, który mógłby na przykład zapytać o to, czy Lenin przebywając w
              wiosce Dupowoje zrobił tam jedną kupkę, czy też może więcej.



              • sowizdzal6 Re: Pozyskaliśmy uczonych z WSNS przy KCPZPR 23.03.04, 20:39
                tekst Haralda cd.


                Problemów z tymi uniwersytetami było mnóstwo, zapotrzebowanie społeczne na
                naucznych komunistów rosło wraz z rozwojem Kraju Sprawiedliwości Społecznej i
                wszystko rozwijało się szczęśliwie aż do wyzwolenia przez Związek Radziecki
                krajów Europy środkowo-wschodniej i części krajów niemieckojęzycznych. Za
                idącymi na Berlin wojskami radzieckimi i w cieniu ich bagnetów, wchodziło w te
                kraje nowe. Zapatrzeni w czerwoną gwiazdę wolności (jak kto nie chciał patrzeć
                to jechał na Sybir, albo brał w mordę i od razu patrzył) robotnicy i chłopi
                Europy środkowo-wschodniej zakrzyknęli jednym głosem "chcemy szkół, które
                wykształcą nam kadrę na kształt i podobieństwo radzieckich towarzyszy". I stało
                się. Wielki językoznawca skierował do tych krajów rzesze "inteligentnych
                inaczej" absolwentów partyjnych, milicyjnych i wojskowych uczelni Kraju Rad.
                Szczególną opieką otoczył Polskę i wyzwoloną część Niemiec. Wiadomo, ojczyzna
                Marksa i Engelsa nie mogła być pozbawiona odległych wprawdzie w czasie,
                przestrzeni i intelekcie owoców przewidzianej przez tych panów rewolucji. Co do
                Polski, to złośliwcy przebąkują o niejakim Przewalskim, ale my to między bajki
                kładziemy. Wierzymy, że wielki Józef chciał po prostu oddać hołd krajowi, który
                wydał tak znamienitych internacjonałów jak na przykład Feluś Dzierżyński.

                Tak czy siak, w Polsce również powstały "uniwersytety inaczej" i "inteligentni
                inaczej" studenci mieli już gdzie studiować. Uczelnie te przeżywały jednak
                pewne problemy. Przez długi czas funkcjonowały na zasadzie rozmaitych kursów,
                często przy komitetach powiatowych czy wojewódzkich. Okazało się jednak
                wkrótce, że zapotrzebowanie społeczne na ten typ kształcenia znacznie przerasta
                możliwości. Powstały więc tzw. Wieczorowe Uniwersytety Marksizmu-Leninizmu w
                skrócie WUML, do których zarówno młodzież jak i bardzo już nawet dorośli
                obywatele Polski Ludowej walili drzwiami i oknami. Aby ten pęd do tej wiedzy
                zahamować, wprowadzono szybko specjalne urlopy dla studiujących. W zależności
                od kierunków studiów było to od dwóch tygodni do miesiąca wolnego na
                przygotowanie się do trudnych egzaminów (egzaminator mógł np. spytać jakie
                miasto jest stolicą Polski).

                Okazało się jednak, że nawet takie utrudnienia pokonuje ogromna rzesza
                przodowników pracy, pracowników rozmaitych instytucji, czy służb publicznych.
                Rychło powstał więc pomysł, by dla elity stworzyć pełnoprawne uczelnie, które
                kształciłyby na poziomie godnym przedstawicieli przewodniej siły narodu.
                Powołano więc do życia Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR, która
                kształciła kadry nie tylko dla Przewodniczki, lecz również dla wielu dziedzin
                gospodarki i służb publicznych, np. wojska i milicji. Oparta na wzorach
                radzieckich, rozwijała się równie jak one dynamicznie. W latach
                siedemdziesiątych, ambitny towarzysz Edward na żądanie klasy robotniczej
                powołał do życia Śląski oddział nowej Alma Mater, a nieco później przemianowano
                warszawską WSNS na Akademię Nauk Społecznych.

                Była to uczelnia "całą gębą". Kształciła na wszystkich poziomach i nadawała
                wszystkie możliwe stopnie naukowe. Miała również magiczną moc przyciągania.
                Przyciągała mianowicie naukowców z wielu różnych ośrodków, gdzie np. do
                otrzymania habilitacji wymagali tzw. dorobku, a obron prac doktorskich czy
                magisterskich nie chcieli utajniać nawet bardzo zasłużonym aktywistom. To
                właśnie takie szykany rzucane pod nogi dynamicznym polonistom, pedagogom, a
                głównie historykom i politologom zniechęciły ich do pracy w mających niekiedy
                prawicowo burżuazyjne odchylenia uniwersytetach (rozmaite krzywe koła, KORy,
                itp.) i skierowały na jedynie słuszną drogę kariery naukowej w ANS-ie.

                W ten oto sposób ANS rósł w siłę, a jego kadra żyła dostatniej. Na początku lat
                dziewięćdziesiątych, zawistni o międzynarodową sławę ANS-u, nie rozumiejący
                prawdziwej nauki ludzie, uwzięli się i ANS rozwiązali. Były nawet bezczelne
                propozycje, aby zweryfikować wartość naukową uzyskanych w tej przodującej
                uczelni stopni naukowych. Na szczęście czujni posłowie pierwszego sejmu III RP
                zniszczyli te głupie pomysły w zarodku.

                Po ANS-ie pozostało jednak wielu światłych ludzi. Jej absolwentów spotkać dziś
                można na różnych poziomach i stanowiskach administracji i gospodarki. Wielu
                jest w całkowicie polskim sektorze bankowym, wielu też okazało się być
                Wallenrodami i piastuje obecnie znaczące stanowiska w organizacjach społecznych
                czy politycznych. Po likwidacji ANS powstał jednak problem ludzi, których
                osierociła; zasłużonych niekiedy profesorów, docentów, a nawet, z
                przeproszeniem, doktorów. Okazało się jednak szybko, że tę wysoko kwalifikowaną
                kadrę zagospodarować można w trochę wprawdzie gorszych niż ANS, ale zupełnie
                wówczas dobrze funkcjonujących uczelniach państwowych. Wszak uznano, iż
                habilitacja czy doktorat mają tę samą wartość niezależnie od tego gdzie zostały
                uzyskane. Ponieważ do otworzenia kierunku, na przykład tak modnego wówczas
                zarządzania i marketingu czy politologii, potrzeba tylko stosownej liczby
                profesorów, więc biedujące na ogół, w przeciwieństwie do ANS-u, uczelnie
                publiczne zaczęły masowo zatrudniać pracowników byłej ANS. Okazało się też
                natychmiast, że reprezentowane przez nich kierunki, to te właśnie najbardziej
                potrzebne w zarządzaniu, a uczeni z ANS-u mają wiedzę tak szeroką i są tak
                elastyczni, że prowadzić mogą każdy właściwie przedmiot. Jakby chcieli, to
                mogliby pewnie uczyć i fizyki, ale nie było na to społecznego zapotrzebowania.



                • sowizdzal6 Re: Pozyskaliśmy uczonych z WSNS przy KCPZPR 23.03.04, 20:40
                  tekst Haralda cd. , cd.


                  Profesorowie ANS-u mieli jeszcze dodatkowo kilka zasadniczych zalet, które
                  czyniły ich znacznie bardziej przydatnymi w pracy dydaktycznej i naukowej niż
                  pracownicy starych nie rozumiejących ducha czasu uczelni.
                  1. Rozumieli, że studenci bywają różni, a dyplom chce mieć każdy. Nie zadawali
                  głupich pytań, ale podnosili stopień scholaryzacji.
                  2. Rozumieli, że najważniejszą powinnością naukowca, a szczególnie profesora
                  wyższej uczelni jest stwarzać dobre wrażenie. Byli w tym mistrzami. Dobrze
                  ubrani, spokojnie statecznie się zachowujący i mówiący bardzo naukowym
                  językiem. W latach osiemdziesiątych polityka drukowała tabelę umożliwiającą
                  długie przemówienie (również wykład) bez niepotrzebnego przecież przygotowania.
                  Nie sądzę by była to jedyna taka tabela.
                  3. Wiedzieli też, że jeśli dobierze się stosownych ludzi, to można publikować,
                  co się chce. Może nie wszędzie tam, gdzie by się chciało, ale w razie potrzeby
                  można zorganizować dwie lub trzy konferencje i ci, co mieli mieć publikacje,
                  już je mają.
                  4. Problemy ze sprzedażą swoich książek też można prosto rozwiązać. Można np.
                  polecać je na wykładzie.
                  5. Rozumieli, że podstawowym zadaniem profesora jest nauczanie. Potrafili więc
                  pracować na kilku etatach lub prowadzić np. 200 prac magisterskich rocznie.

                  Stara, zdemoralizowana czasami kontaktami z Zachodem, kadra uniwersytecka nie
                  rozumiała ducha czasu. Niektórzy, szczególnie przedstawiciele nauk
                  przyrodniczych i technicznych byli tak leniwi, że nawet głupich 50 prac
                  poprowadzić nie chcieli (wielu z nich się ostatnio podciągnęło, daleko im
                  jednak do mistrzów).

                  Tak więc sieroty po ANS-ie udało się szczęśliwie usynowić przez polskie
                  uczelnie. Czy to źle czy dobrze? Nie wiem. Obawiam się, że najlepsi nawet
                  reprezentanci ANS w niesprzyjającym środowisku mogą zatracić swoje zdolności i
                  po kilku latach pracy chodzić np. w swetrze czy dyskutować ze studentami,
                  zamiast PROWADZIĆ wykłady czy seminaria. Jest to groźba niestety zupełnie
                  realna. Co gorsza, obawiam się, że w niektórych środowiskach mogła już zostać
                  zrealizowana.

                  Najlepszym środowiskiem dla byłych pracowników ANS jest takie, gdzie docenia
                  się ich sieroctwo i stwarza warunki podobne do tych, które zapewniała im ich
                  matka żywicielka i dobrodziejka PZPR. Normalnie warunki takie stworzyć jest
                  trudno, nie wszystkie jeszcze uczelnie doceniają posiadany skarb. Istnieją na
                  szczęście również i takie, w których sieroty po ANS mają realny wpływ na
                  władzę. Czasami całej uczelni, czasami wydziałów, a niekiedy instytutu lub
                  tylko zakładów. Jeśli uzbiera się ich w jednym miejscu dostatecznie dużo, to
                  mogą wybierać władze, stanowić (lokalne) prawo (np. statut uczelni), czy choćby
                  obyczaje (na przykład jawność ocen, dorobku naukowego, itp.). Mogą też
                  kultywować ducha i folklor rodzimej ANS.

                  Takie właśnie rozumne podejście do problemu sierot z ANS pozwala oczekiwać, że
                  ze strąconego wichrami historii w błoto nasionka odrodzi się ANS-bis, która
                  wykształci rzesze nowych aktywistów gotowych wcielać w życie genialne idee Ojca
                  Narodów. Świat będzie znowu szczęśliwy, bez wojen, nie będzie bezrobocia,
                  proletariusze wszystkich krajów się połączą i może tylko gdzieś w archipelagu
                  Gułag jakiś wredny buntowścik zawyje nocą, że chciałby np. przeczytać Orwella
                  czy Sołżenicyna. Dbajmy o to nasionko, nie dajmy mu zginąć. Niech to będzie
                  nasz skromny wkład w uczczenie pamięci wielkiego przyjaciela Polski i całego
                  świata - Józefa Wisarionowicza Stalina.


    • Gość: luwaski Re: Drodzy kielczanie! IP: *.kielce.msk.pl 24.03.04, 03:58
      Bardzo przeprasszam kielczan za drobne błedy w moich informacjach, ktore
      poleciłem przekazać współpracownikom.
      Na bezrybiu i rak ryba.
      Z okazji odkrycia przypuszczalnie obchody zostana przeniesione na najbardziej
      nlukratywny miesiac lipiec i miesiac sierpien, co pozwoli nam na przygotowanie
      lepszej oferty dla gosci, gdyz latem bedzie w Kielcach obecna orkiestra wielka
      instrumętów dentych z Sandomierza. Pani Magda zadba o właściwą oprawę i program
      promocji z Panem Adamem Wolskim, który, można rzec wprowadził kielczan w sztuki
      plastyczne 21 wieku.

      Dziekuje bardzo
      Wasz uniżony sługa.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka