Dodaj do ulubionych

=== PATOLOGICZNA USTAWA szkolnictwo wyższe===

IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 27.03.04, 14:43
Dziennik Polski 16.02.2004
Patologiczna ustawa
Opracowany tzw. prezydencki projekt ustawy o szkolnictwie wyzszym w duzym
stopniu petryfikuje obecny kuriozalny system nauki i edukacji w Polsce. Z
samej istoty jest on niezgodny z tzw. karta bolonska wbrew twierdzeniom
zespolu prezydenckiego, ze powstaje dlatego, aby spelnic wymagania karty
bolonskiej. Karta zaklada niezaleznosc moralna i intelektualna uniwersytetu
od wladzy politycznej. Z projektem prezydenckim jest dokladnie inaczej.
Projekt nie znosi wieloetatowosci, gdyz dwa etaty to tez wiele!!!
Uzaleznienie wieloetatowosci od woli rektora wzmacnia i tak silne kryterium
lojalnosci pracownika w stosunku do trzymajacych wladze na uczelniach.
Nieposluszni, niewygodni beda dyscyplinowani kara jednoetatowosci. Ustawa nie
likwiduje tez bezetatowosci niewygodnych dla wladz uczelni doktorów i
zapewnia profesorom dozywotnie etaty i przywileje bez wykazywania sie
aktywnoscia naukowa i osiagnieciami edukacyjnymi.
Ustawa zachowuje system stopni i tytulów swoisty dla tzw. nauki polskiej,
odbiegajacy od standardów europejskich, w tym kuriozalny tytul profesora
belwederskiego czy raczej namiestnikowskiego.
W ustawie nie ma mowy o wprowadzeniu instytucji mediatora akademickiego na
wzór uniwersytetów w pelni europejskich, stad jedynym sprawiedliwym ma byc
rektor, majacy do swojej dyspozycji i tak wiele srodków, aby dyscyplinowac
czy wrecz usuwac niewygodnych dla siebie pracowników.
Ustawa jest zarazem przyjazna dla mobbingu, któremu pracodawca zgodnie z
nowym kodeksem pracy winien przeciwdzialac, a nie stwarzac przyjazny klimat.
Wewnetrzna sprzecznosc stanowionego prawa nie jest u nas wyjatkiem, lecz
regula, co projekt ustawy prezydenckiej potwierdza.
Ustawa zaklada tez nierównosc w zatrudnianiu obywateli polskich i
zagranicznych w uczelniach, co nawiazuje do zasady Mrozka "Polak tez Murzyn,
tyle ze bialy". Ustawa jest niezgodna z Konstytucja III RP i tak lamana
obecnie na uczelniach, wiec w przypadku jej przyjecia przez Sejm bedzie mozna
ja zaskarzyc do Trybunalu Konstytucyjnego, a takze do Trybunalu
Europejskiego.
Niestety, media jednostronnie i balamutnie informuja spoleczenstwo o
projekcie ustawy, blokujac glosy wyrazajace poglady inne od oficjalnych.
JÓZEF WIECZOREK

Obserwuj wątek
    • Gość: Wredny Re: === PATOLOGICZNA USTAWA szkolnictwo wyższe=== IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.03.04, 16:44
      To jest bardzo dobry projekt ustawy. Lepiej,a by środowisko naukowe poprzez
      komisję kontrolowało nadawanie tytułów profesorskich. Akt nominacji
      przezydenckiej stanowi tylko zamknięcie procesu uzyskania tytułu w całości
      kontrolowanego przez środowisko naukowe niezależne od władzy państwowej.
      • sowizdzal6 Re: === PATOLOGICZNA USTAWA szkolnictwo wyższe=== 27.03.04, 16:58
        Gość portalu: Wredny napisał(a):

        > To jest bardzo dobry projekt ustawy. Lepiej,a by środowisko naukowe poprzez
        > komisję kontrolowało nadawanie tytułów profesorskich. Akt nominacji
        > przezydenckiej stanowi tylko zamknięcie procesu uzyskania tytułu w całości
        > kontrolowanego przez środowisko naukowe niezależne od władzy państwowej.

        Czy "środowisko naukowe" kontrolowało nadawanie stopni i tytułów uczonym z
        Akademii Nauk Społecznych przy KC PZPR? Co, czy raczej kogo, należałoby tu
        zamykać? I to jaknajbardziej zależnie od władzy państwowej!
        • Gość: Wredny Tobie się chyba IP: 5.5R1D* / *.tiscali.es 27.03.04, 22:35
          ustroje popier... i wydaje cie się, ze jeszcze w komuniźmie żyjesz. Już do
          blisko 20 lat nie ma ANS i tego typu uczelni. Za to powstało mnóstwo prywatnych
          szkółek, które rzekomo pretendują do miana wyższych uczelni. I co może to one
          mają decydować o przyznaniu tytułu profesorskiego ? Stanie się to samo co z
          tytułem magistra. No chyba, że uważasz,że "stopień nasycenia społeczeńswta
          członkami z tytułem profesorskim" jest zbyt niski.
          Jeszcze raz stwierdzam, ze to jest bardzo, ale to bardzo dobry, projekt ustawy.
          • Gość: Ania Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.04, 01:01
            Wredny, szanuje to, co myslisz... Ale musisz sobie zdawac sprawe, ze wielu
            profesorow ustanawiajacych teraz prawa, musialo nalezec do partii jedynie
            slusznej... w momencie ich zatrudniania. Tak bylo, bo to jest nasza historia.
            Tylko czlonkowie partii mogli uzyskac zatrudnienie w szkolach wyzszych. Tak
            przynajmniej bylo przed rokiem 1982. A wczesniej bylo to rygorystycznie
            wymagane i nikt... NIKT bezpartyjny nie mogl byc "skazany" na kariere naukowa.
            Moze teraz zrozumiecie, dlaczego z nauka polska jest az tak zle... Dopiero
            teraz profesorowie uczelniani zaczeli sie wreszcie opiekowac mlodszymi
            pracownikami, bo od tego zalezy ich awans naukowy (tzn. uzyskanie tutulu
            profesora nad- lub zwyczajnego). Wczesniej taki awans zalezal tylko i wylacznie
            od ukladow i powiazan partyjnych. Lub towarzyskich. Przynajmniej jeden chory
            uklad odpadl:))). Ale przykre, ze np. habilitacja zalezy tylko od ukladow
            towarzyskich.I pieniedzy. Habilitacja jest stopniem do zdobycia tylko u nas i w
            krajach bylego Zwiazku Radzieckiego... w Europie zachodniej (do ktorej dazymy)
            takiego stopnia w ogole nie ma. Ciekawe, ile kosztuje kupienie tego stopnia w
            Moskwie,Minsku.... itd. Chyba niektorzy w Kielcach juz to wiedza:)))).Ale
            polscy profesorowie chca utrzymac ten stopien awansu zawodowego za wszelka
            cene. I pewnie im sie to uda...Ale po co???
            • dijey Re: Tobie się chyba 28.03.04, 01:29
              O ile dobrze wiem, to habilitacja jest niemieckim wzorcem, i tam też do dziś
              jest i jest ceniona. W bylym zsrr nie slyszalem, zeby byla. ale moze jakis
              mlody yczony zaraz nas naprostuje, byle pr
              • Gość: Mlody uczony Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 22:52
                Oj... To nie wiesz, ze pozornie wyznajesz zdobywanie stopnia naukowego....
                wedlug geografii i kierunkow swiata???? A czy orientujesz sie chociaz
                troszeczke, ze KAZDY DOKTOR "zachodni" moze uzyskac u nas zatrudnienie na
                stanowisku profesora????? My po prostu nie cenimy "naszych"...(ktorzy jednak
                musza przejsc droge przez meke- sadzac po naszych profesorach), a
                przeceniamy "obcych" (ktorzy zjawiaja sie .. deus ex machina)- bo takie mamy
                przepisy. Ale przeciez w naszej historii zawsze tak bylo...Podziwiajmy obcych,
                bo zawsze bedziemy papuga narodow, niczym wiecej...
                Tak tez beda wygladac nasze nadzieje na zatrudnienie w krajach Unii....To oni
                chca do nas przyjechac, zeby zarobic....a my? No coz, znowu bedziemy musieli
                kombinowac. A Polak potrafi. Tylko po co?
                • dijey Re: Tobie się chyba 30.03.04, 23:36
                  Nie wiem, nie "wyznaje"; orientuje sie.
                  uwazam ze jest gorzej niz piszesz.
                  Nasi sasiedzi niemcy uwazaja, ze w polsce iczego nie potrafią nauczyć i
                  dokladnie sprawdzaja plany zaje w polsce, aby wykazac, ze polacy sa
                  niedouczeni, a niemcy wyksztalceni, rekordy bije bawaria, ktora uwaza sie za
                  land lepszy od wszystkich innych niemcow pod tym wzgledem.
                  Tylko watek jest o ustawie, a dyskusja skreca na polityke zagraniczna.
                  panstwo polskie i tu olewa interesy obywateli, bo powinno w odpowiednich
                  umowach zapewnic polakom rownorzedne traktowanie, bez mozliwosci wspomnianych
                  zagrywek.
                  zagrywa cala unia - np polskie pielegniarki maja za malo godzin nauki, aby byc
                  za pielegniarki uzane w unii.
                  Glupi polacy oczywiscie cudzoziemcom przyznaja szerokie uprawnienia w polsce,
                  bez wzajemnosci.
                  i co z tego? nic. trzeba kombinowac, bo wladza zajmuje sie soba od 1989
                  wylacznie, za wyjatkiem siegania coraz glebiej do kieszeni obywateli.
                  • Gość: Ania Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 23:46
                    I mnie to wkurza bardzo. Bo ja jestem nacjonalista... I nie wiem czemu, ale
                    ciagle mi sie wydaje, ze nasza historia cyklicznie sie powtarza. Mam racje????
                    Problem polega na tym, ze wiekszosc Polakow po prostu tego nie widzi...
                    • Gość: Ania Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 23:51
                      Wlasnie slysze, ze ponad polowa Polakow popiera Leppera. O czy my tu
                      dyskutujemy????
                      • Gość: Ania Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.03.04, 23:57
                        Teoretyczne dyskusje chyba juz nie pomoga. Pomyslcie, kto teraz bedzie rzadzil.
                        Osoba wykreowana przez ekspertow socjotechniki... czyli Andrew L. Chyba trzeba
                        sie juz bac... A my ciagle zartujemy... w obliczu zagrozenia. I nie wiem, czy
                        oprzytomniejemy... Bo Polak potrafi...a zglupiec to juz potrafi na pewno.
            • dijey Re: Tobie się chyba 28.03.04, 01:29
              O ile dobrze wiem, to habilitacja jest niemieckim wzorcem, i tam też do dziś
              jest i jest ceniona. W bylym zsrr nie slyszalem, zeby byla. ale moze jakis
              mlody yczony zaraz nas naprostuje, byle pr
              • dijey Re: Tobie się chyba 28.03.04, 01:30
                byle profesjonalnie, tzn. zgodnie z erzeczywistoscia=prawem.

                dj
                • Gość: Ania Re: Tobie się chyba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.03.04, 12:38
                  Dzieki za przypomnienie:)
          • sowizdzal6 Re: Tobie się chyba 28.03.04, 13:19
            Gość portalu: Wredny napisał(a):

            > ustroje popier... i wydaje cie się, ze jeszcze w komuniźmie żyjesz. Już do
            > blisko 20 lat nie ma ANS i tego typu uczelni.

            Nic mi sie nie pop... . Wiem, ze ANS juz nie istnieje. Problem w tym, że jego i
            podobnych szkół w ZSRR i byłych "demoludach" absolwenci, doktorzy (habilitowani
            lub nie) oraz profesorowie w duzej mierze wpływaja na opinie tego "srodowiska
            naukowego", o którym piszesz. Rzeczywistym kłopotem, jest TAJNOŚĆ pochodzenia
            stopni i tytułów reprezentantów tego "środowiska naukowego"; nie wiadomo, kto
            za co stopień dostał, co napisał itp. A przyznasz chyba, ze "środowisko
            naukowe" nie jest jednorodne i ma, delikatnie mówiac bardzo różnych
            reprezentantów. Polecam obejrzenie watku "Akademia przchowalnia
            pseudonaukowców, na tym forum. Jak szybko znajde, to specjalnie podiągnę. Ja
            byłbym za taka ustawa, gdyby ktos zagwarantował, że to "srodowisko naukowe"
            jakos oczysci sie z tych, co załapali sie na nie w, znów bardzo delikatnie
            mówiac, "niezupełnie typowy" sposób. Na razie tego nie widać i to jet mój
            głowny (nie jedyny) zarzut pod jej (ustawy) adresem. Ja chciałbym po prostu
            wierzyc, ze wydawane przez "środowisko naukowe" werdykty sa w jakims sensie
            własciwe.

            Za to powstało mnóstwo prywatnych
            > szkółek, które rzekomo pretendują do miana wyższych uczelni. I co może to one
            > mają decydować o przyznaniu tytułu profesorskiego ? Stanie się to samo co z
            > tytułem magistra.

            W USA wiele prywatnych uczelni ma sporo noblistów. Ja wiem, ze poziomu nie
            mierzy sie ilościa noblistów, lecz ilościa tzw. "samodzielnych", ale pozwole
            sobie zauważyc, ze te własnie uczelnie sa mimo to (nie wiadomo dokładnie
            dlaczego) uwazane za najlepsze. A u nas plecam ranking Newsweeka, gdzie wiele
            uczelni prywartnych uplasowalo sie daleko przed państwowymi. Można sprawdzić
            np. pozycje najwiekszej uczelni Kielc, AŚ.

            No chyba, że uważasz,że "stopień nasycenia społeczeńswta
            > członkami z tytułem profesorskim" jest zbyt niski.

            Tylko częściowo. Jest za to sporo takich, których odejscia ani nauka, ani
            szkolnictwo nie zauważyłyby. To m.in. wiekszośc tych po ANS.

            > Jeszcze raz stwierdzam, ze to jest bardzo, ale to bardzo dobry, projekt
            ustawy.

            Widzę, ze poza przekonaniami nie masz niestety argumentów. Jesli sie myle,
            podaj je.
            >
            Pozdrawiam.
          • sowizdzal6 Re: Tobie się chyba 30.03.04, 21:44
            Gość portalu: Wredny napisał(a):

            > ustroje popier... i wydaje cie się, ze jeszcze w komuniźmie żyjesz. Już do
            > blisko 20 lat nie ma ANS i tego typu uczelni. Za to powstało mnóstwo
            prywatnych
            > szkółek, które rzekomo pretendują do miana wyższych uczelni. I co może to one
            > mają decydować o przyznaniu tytułu profesorskiego ? Stanie się to samo co z
            > tytułem magistra. No chyba, że uważasz,że "stopień nasycenia społeczeńswta
            > członkami z tytułem profesorskim" jest zbyt niski.
            > Jeszcze raz stwierdzam, ze to jest bardzo, ale to bardzo dobry, projekt
            ustawy.
            >

            Ten projekt umacnia władze opisanych nizej profesorów. Jak nie wierzysz,
            sprawdź ilu mamy takich we władzach.

            Harald
            W pięćdziesiątą smutną rocznicę śmierci Józefa Stalina,
            ku jego czci i pocieszeniu jego dzieci

            Początki zjawiska zwanego komunizmem są jakby nie patrzeć w jakimś sensie
            naukowe. Marksowi zarzucić można wiele, na pewno jednak nie nieuctwo. Jego
            kumpel Engels wygłupił się wprawdzie trochę z dialektyką przyrody, ale nie
            można odmówić mu przynajmniej szacunku dla nauki. W dziewiętnastowiecznych
            Niemczech funkcjonowało wprawdzie powiedzenie "Vierundzwanzig Professoren -
            Vaterland du bist verloren", ale szacunek dla nauki był bardzo powszechny.
            Trochę podobnie było zresztą w carskiej Rosji.

            Cokolwiek by nie mówić o jego moralnych kwalifikacjach, był również Lenin
            filozofem, a co najmniej dobrym dziennikarzem. To od niego pochodzi znane
            powiedzenie "uczitsja, uczitsja i jeścio raz uczitsja". Po rewolucji powstał
            jednak pewien problem. Wprawdzie wielu ludzi zajmujących się nauką przełknęło
            zmianę ustroju, zniknęła jednak konieczna dla istnienia normalnej nauki baza w
            postaci "klasy społecznej", która naukę ową na wiele sposobów hołubiła
            wspierając ją na przykład finansowo. W pierwszym państwie robotników i chłopów
            rolę tę szybko przejęło wprawdzie państwo, ale ceną było wyodrębnienie z
            normalnej nauki tzw. "nauki radzieckiej". Odbyło się to bardzo prosto; to, co
            było niewygodne dla Kraju Rad określone zostało mianem nauki burżuazyjnej i
            każdy budujący jedynie słuszny ustrój obywatel wiedział od razu, że jest to
            nauka niesłuszna i nieprawdziwa, a ci, którzy ją uprawiają są najczęściej
            wrogami ludu.

            Ten genialny wynalazek nie był dla wszystkich nauk równie pożyteczny.
            Największe korzyści z tej nowej klasyfikacji odniosły nauki społeczne; nauki
            przyrodnicze i techniczne wynalazcy potraktowali trochę po macoszemu. Nota
            bene, nie wiadomo dlaczego, wielu, jak się później okazało znakomitych,
            radzieckich (rosyjskich?) naukowców zamiast tworzyć nową radziecką np.
            matematykę jechało do Getyngi czy Heidelbergu, aby fraternizować się z
            rozmaitymi burżujami lub przenosić ich pomysły na grunt jedynie słusznej nauki
            radzieckiej zaśmiecając ją w ten sposób. Byli nawet i tacy, co kalając własne
            gniazdo pozostawali na zgniłym burżuazyjnym zachodzie; co więcej wyrażali się
            negatywnie o ubranej teraz na czerwono matce Rasjii. Należy z całą mocą
            podkreślić, że w naukach społecznych przypadki takie były wyjątkowo rzadkie.
            Złośliwi twierdzą wprawdzie, że główną przyczyną był fakt, że były one nader
            skutecznie tępione przez powoływane do stymulowania rozwoju nauki instytucje w
            rodzaju komitetów rozmaitego szczebla oraz CZEKA, które nieedukowanych,
            nieprawomyślnych naukowców po prostu eliminowały, ale my oczywiście im wiary
            nie dajemy. Jest to klasyczny przykład zgniłej burżuazyjnej propagandy i każdy
            uczciwy CZEKista brzydzi się takimi poglądami.

            Narodziny nowego ustroju sprawiedliwości społecznej wygenerowały natychmiast
            zapotrzebowanie na nowe, nieznane bandyckim burżujom, nauki. Władza radziecka
            musiała przecież jakoś uzasadnić przyczyny, dla których dobrze jest zabrać
            kułakowi świnię, zatłuc nieprawomyślnego robotnika, albo wysłać jakiegoś
            przygłupa, inteligenta na Sybir. Powstające jak grzyby po deszczu nowe
            instytucje partyjno-rządowe również potrzebowały nie tylko światłych i wiernych
            (ze wskazaniem na wiernych) funkcjonariuszy, ale wytwarzały również
            zapotrzebowanie na różne teorie ich funkcjonowania. Powstawały więc np. teoria
            propagandy (jest oczywiste, że tylko burżuazyjny matoł mógłby to rozumieć
            pejoratywnie), teoria partii, rozmaite teorie (nie)istnienia Boga, czy wreszcie
            wszechogarniający wszystko naukowy komunizm. Wytworzyło to oczywiście ogromne
            zapotrzebowanie na kadrę naukową zupełnie nowego typu. Nowi badacze mieli
            zgodnie ze słowami Marksa nie tyle opisywać świat, co właśnie go zmieniać. I
            zmieniali. Na studia przyjmowano wedle kryterium pochodzenia. Było to wprawdzie
            trochę podobne do tego, co pewien kulawy aryjczyk skwitował powiedzeniem "Und
            wer der Jude ist entscheide Ich", funkcjonowało jednak w praktyce całkiem
            nieźle.

            System miał jednak pewien drobny mankament. Otóż okazywało się niekiedy, że
            cenni i zasłużeni aktywiści byli inteligentni na trochę inny sposób niż ich
            mniej ideologicznie uświadomieni koledzy. Pojawił się więc podstawowy problem
            co z takim na przykład inteligentnym inaczej sekretarzem zrobić. O tym, aby
            przywrócić go jego naturalnemu środowisku, na przykład małej syberyjskiej
            wiosce czy lumpenproletariackiej dzielnicy Petersburga, przepraszam Leningradu,
            myśleć mogli tylko samobójcy. A tych w żadnym narodzie nie ma zbyt wielu.
            Stworzono więc dla tych specjalnych ludzi równie specjalne uczelnie.
            Te "uniwersytety inaczej" spełniać musiały wiele warunków, o których przeciętny
            radziecki, nie mówiąc już o burżuazyjnym, "nie społeczny" naukowiec nie miał
            bladego pojęcia. Kształconym w tych uczelniach kadrom należało przecież
            zapewnić stosowne do ich potrzeb warunki i wymagać od każdego wedle jego
            możliwości. Nie można więc było dopuścić, aby student takiej uczelni przeżywał
            stresy typowe dla studenta np. Uniwersytetu Moskiewskiego czy nie przymierzając
            jakiejś Getyngi. Należało zatem pytać go z właściwym wyczuciem i rozumieć, że
            może on odpowiadać nieco inaczej niż nie uświadomiony ideologicznie student
            zwykłej uczelni. Należało też utajnić obrony prac magisterskich, doktorskich i
            habilitacyjnych (przepraszam kandydackich i doktorskich), aby nie
            narażać "uczonego inaczej" na głupie pytania pospólstwa i uchronić kraj przed
            szpiegiem, który mógłby na przykład zapytać o to, czy Lenin przebywając w
            wiosce Dupowoje zrobił tam jedną kupkę, czy też może więcej.

            • sowizdzal6 Re: Tobie się chyba 30.03.04, 21:47


              tekst Haralda cd.


              Problemów z tymi uniwersytetami było mnóstwo, zapotrzebowanie społeczne na
              naucznych komunistów rosło wraz z rozwojem Kraju Sprawiedliwości Społecznej i
              wszystko rozwijało się szczęśliwie aż do wyzwolenia przez Związek Radziecki
              krajów Europy środkowo-wschodniej i części krajów niemieckojęzycznych. Za
              idącymi na Berlin wojskami radzieckimi i w cieniu ich bagnetów, wchodziło w te
              kraje nowe. Zapatrzeni w czerwoną gwiazdę wolności (jak kto nie chciał patrzeć
              to jechał na Sybir, albo brał w mordę i od razu patrzył) robotnicy i chłopi
              Europy środkowo-wschodniej zakrzyknęli jednym głosem "chcemy szkół, które
              wykształcą nam kadrę na kształt i podobieństwo radzieckich towarzyszy". I stało
              się. Wielki językoznawca skierował do tych krajów rzesze "inteligentnych
              inaczej" absolwentów partyjnych, milicyjnych i wojskowych uczelni Kraju Rad.
              Szczególną opieką otoczył Polskę i wyzwoloną część Niemiec. Wiadomo, ojczyzna
              Marksa i Engelsa nie mogła być pozbawiona odległych wprawdzie w czasie,
              przestrzeni i intelekcie owoców przewidzianej przez tych panów rewolucji. Co do
              Polski, to złośliwcy przebąkują o niejakim Przewalskim, ale my to między bajki
              kładziemy. Wierzymy, że wielki Józef chciał po prostu oddać hołd krajowi, który
              wydał tak znamienitych internacjonałów jak na przykład Feluś Dzierżyński.

              Tak czy siak, w Polsce również powstały "uniwersytety inaczej" i "inteligentni
              inaczej" studenci mieli już gdzie studiować. Uczelnie te przeżywały jednak
              pewne problemy. Przez długi czas funkcjonowały na zasadzie rozmaitych kursów,
              często przy komitetach powiatowych czy wojewódzkich. Okazało się jednak
              wkrótce, że zapotrzebowanie społeczne na ten typ kształcenia znacznie przerasta
              możliwości. Powstały więc tzw. Wieczorowe Uniwersytety Marksizmu-Leninizmu w
              skrócie WUML, do których zarówno młodzież jak i bardzo już nawet dorośli
              obywatele Polski Ludowej walili drzwiami i oknami. Aby ten pęd do tej wiedzy
              zahamować, wprowadzono szybko specjalne urlopy dla studiujących. W zależności
              od kierunków studiów było to od dwóch tygodni do miesiąca wolnego na
              przygotowanie się do trudnych egzaminów (egzaminator mógł np. spytać jakie
              miasto jest stolicą Polski).

              Okazało się jednak, że nawet takie utrudnienia pokonuje ogromna rzesza
              przodowników pracy, pracowników rozmaitych instytucji, czy służb publicznych.
              Rychło powstał więc pomysł, by dla elity stworzyć pełnoprawne uczelnie, które
              kształciłyby na poziomie godnym przedstawicieli przewodniej siły narodu.
              Powołano więc do życia Wyższą Szkołę Nauk Społecznych przy KC PZPR, która
              kształciła kadry nie tylko dla Przewodniczki, lecz również dla wielu dziedzin
              gospodarki i służb publicznych, np. wojska i milicji. Oparta na wzorach
              radzieckich, rozwijała się równie jak one dynamicznie. W latach
              siedemdziesiątych, ambitny towarzysz Edward na żądanie klasy robotniczej
              powołał do życia Śląski oddział nowej Alma Mater, a nieco później przemianowano
              warszawską WSNS na Akademię Nauk Społecznych.

              Była to uczelnia "całą gębą". Kształciła na wszystkich poziomach i nadawała
              wszystkie możliwe stopnie naukowe. Miała również magiczną moc przyciągania.
              Przyciągała mianowicie naukowców z wielu różnych ośrodków, gdzie np. do
              otrzymania habilitacji wymagali tzw. dorobku, a obron prac doktorskich czy
              magisterskich nie chcieli utajniać nawet bardzo zasłużonym aktywistom. To
              właśnie takie szykany rzucane pod nogi dynamicznym polonistom, pedagogom, a
              głównie historykom i politologom zniechęciły ich do pracy w mających niekiedy
              prawicowo burżuazyjne odchylenia uniwersytetach (rozmaite krzywe koła, KORy,
              itp.) i skierowały na jedynie słuszną drogę kariery naukowej w ANS-ie.

              W ten oto sposób ANS rósł w siłę, a jego kadra żyła dostatniej. Na początku lat
              dziewięćdziesiątych, zawistni o międzynarodową sławę ANS-u, nie rozumiejący
              prawdziwej nauki ludzie, uwzięli się i ANS rozwiązali. Były nawet bezczelne
              propozycje, aby zweryfikować wartość naukową uzyskanych w tej przodującej
              uczelni stopni naukowych. Na szczęście czujni posłowie pierwszego sejmu III RP
              zniszczyli te głupie pomysły w zarodku.

              Po ANS-ie pozostało jednak wielu światłych ludzi. Jej absolwentów spotkać dziś
              można na różnych poziomach i stanowiskach administracji i gospodarki. Wielu
              jest w całkowicie polskim sektorze bankowym, wielu też okazało się być
              Wallenrodami i piastuje obecnie znaczące stanowiska w organizacjach społecznych
              czy politycznych. Po likwidacji ANS powstał jednak problem ludzi, których
              osierociła; zasłużonych niekiedy profesorów, docentów, a nawet, z
              przeproszeniem, doktorów. Okazało się jednak szybko, że tę wysoko kwalifikowaną
              kadrę zagospodarować można w trochę wprawdzie gorszych niż ANS, ale zupełnie
              wówczas dobrze funkcjonujących uczelniach państwowych. Wszak uznano, iż
              habilitacja czy doktorat mają tę samą wartość niezależnie od tego gdzie zostały
              uzyskane. Ponieważ do otworzenia kierunku, na przykład tak modnego wówczas
              zarządzania i marketingu czy politologii, potrzeba tylko stosownej liczby
              profesorów, więc biedujące na ogół, w przeciwieństwie do ANS-u, uczelnie
              publiczne zaczęły masowo zatrudniać pracowników byłej ANS. Okazało się też
              natychmiast, że reprezentowane przez nich kierunki, to te właśnie najbardziej
              potrzebne w zarządzaniu, a uczeni z ANS-u mają wiedzę tak szeroką i są tak
              elastyczni, że prowadzić mogą każdy właściwie przedmiot. Jakby chcieli, to
              mogliby pewnie uczyć i fizyki, ale nie było na to społecznego zapotrzebowania.


              • sowizdzal6 Re: Tobie się chyba 30.03.04, 21:49


                tekst Haralda cd. , cd.


                Profesorowie ANS-u mieli jeszcze dodatkowo kilka zasadniczych zalet, które
                czyniły ich znacznie bardziej przydatnymi w pracy dydaktycznej i naukowej niż
                pracownicy starych nie rozumiejących ducha czasu uczelni.
                1. Rozumieli, że studenci bywają różni, a dyplom chce mieć każdy. Nie zadawali
                głupich pytań, ale podnosili stopień scholaryzacji.
                2. Rozumieli, że najważniejszą powinnością naukowca, a szczególnie profesora
                wyższej uczelni jest stwarzać dobre wrażenie. Byli w tym mistrzami. Dobrze
                ubrani, spokojnie statecznie się zachowujący i mówiący bardzo naukowym
                językiem. W latach osiemdziesiątych polityka drukowała tabelę umożliwiającą
                długie przemówienie (również wykład) bez niepotrzebnego przecież przygotowania.
                Nie sądzę by była to jedyna taka tabela.
                3. Wiedzieli też, że jeśli dobierze się stosownych ludzi, to można publikować,
                co się chce. Może nie wszędzie tam, gdzie by się chciało, ale w razie potrzeby
                można zorganizować dwie lub trzy konferencje i ci, co mieli mieć publikacje,
                już je mają.
                4. Problemy ze sprzedażą swoich książek też można prosto rozwiązać. Można np.
                polecać je na wykładzie.
                5. Rozumieli, że podstawowym zadaniem profesora jest nauczanie. Potrafili więc
                pracować na kilku etatach lub prowadzić np. 200 prac magisterskich rocznie.

                Stara, zdemoralizowana czasami kontaktami z Zachodem, kadra uniwersytecka nie
                rozumiała ducha czasu. Niektórzy, szczególnie przedstawiciele nauk
                przyrodniczych i technicznych byli tak leniwi, że nawet głupich 50 prac
                poprowadzić nie chcieli (wielu z nich się ostatnio podciągnęło, daleko im
                jednak do mistrzów).

                Tak więc sieroty po ANS-ie udało się szczęśliwie usynowić przez polskie
                uczelnie. Czy to źle czy dobrze? Nie wiem. Obawiam się, że najlepsi nawet
                reprezentanci ANS w niesprzyjającym środowisku mogą zatracić swoje zdolności i
                po kilku latach pracy chodzić np. w swetrze czy dyskutować ze studentami,
                zamiast PROWADZIĆ wykłady czy seminaria. Jest to groźba niestety zupełnie
                realna. Co gorsza, obawiam się, że w niektórych środowiskach mogła już zostać
                zrealizowana.

                Najlepszym środowiskiem dla byłych pracowników ANS jest takie, gdzie docenia
                się ich sieroctwo i stwarza warunki podobne do tych, które zapewniała im ich
                matka żywicielka i dobrodziejka PZPR. Normalnie warunki takie stworzyć jest
                trudno, nie wszystkie jeszcze uczelnie doceniają posiadany skarb. Istnieją na
                szczęście również i takie, w których sieroty po ANS mają realny wpływ na
                władzę. Czasami całej uczelni, czasami wydziałów, a niekiedy instytutu lub
                tylko zakładów. Jeśli uzbiera się ich w jednym miejscu dostatecznie dużo, to
                mogą wybierać władze, stanowić (lokalne) prawo (np. statut uczelni), czy choćby
                obyczaje (na przykład jawność ocen, dorobku naukowego, itp.). Mogą też
                kultywować ducha i folklor rodzimej ANS.

                Takie właśnie rozumne podejście do problemu sierot z ANS pozwala oczekiwać, że
                ze strąconego wichrami historii w błoto nasionka odrodzi się ANS-bis, która
                wykształci rzesze nowych aktywistów gotowych wcielać w życie genialne idee Ojca
                Narodów. Świat będzie znowu szczęśliwy, bez wojen, nie będzie bezrobocia,
                proletariusze wszystkich krajów się połączą i może tylko gdzieś w archipelagu
                Gułag jakiś wredny buntowścik zawyje nocą, że chciałby np. przeczytać Orwella
                czy Sołżenicyna. Dbajmy o to nasionko, nie dajmy mu zginąć. Niech to będzie
                nasz skromny wkład w uczczenie pamięci wielkiego przyjaciela Polski i całego
                świata - Józefa Wisarionowicza Stalina.


              • Gość: papkin ty papugujesz sow6 IP: 80.48.119.* 30.03.04, 21:52
                i do tego to gówno prawda, tekst w sam raz dla tepych niby antykomunistow
                • sowizdzal6 Re: ty papugujesz sow6 31.03.04, 16:31
                  Gość portalu: papkin napisał(a):

                  > i do tego to gówno prawda, tekst w sam raz dla tepych niby antykomunistow

                  To jest niestety prawda, choc oczywiście mocno przerysowana. A zainteresowanych
                  boli jak każda prawda. A tak nawiasem; co tu jest nieprawdą? Nie było ANS? A
                  może miała jakies osiągnięcia? A moze Armia Czerwona witana była naprawde
                  serdecznie? Nie było Archipelagu Gułag? Co tu jest kłamstwem. I wcale nie
                  trzeba być jakimś szczególnie zawzietym (wystarczy takim zawyczajnym)
                  antykomunista, aby nie lubić takich "nauk". A Papkin był znanym łgarzem i
                  chwalipietą.
    • Gość: jw TYTUŁY ZE WSCHODU IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 28.03.04, 08:27
      Pan Jerzy Sadecki w Rzeczpospolitej z dnia 16 grudnia 2000 przedstawił jak
      mozna omijać zgodnie z prawem polskie instytucje w celu otrzymania stopnia dr
      habilitowanego. Stosowanie takich procedur podobno jest dosć pospolite w małych
      uczelniach, a raczej nie dotyczy uczelni renomowanych. W tych nie robi się
      habilitacji za granica, tylko u siebie.

      Korzysć z 'importu' tytułów maja uczelnie, bo otrzymuja nowego tzw.
      samodzielnego pracownika i ich pozycja rosnie, zgodnie z kryteriami oceny
      placówek. Maja z tego korzysć takze uczelnie wschodnie, bo na robieniu u nich
      habilitacji moga zarobić nawet 2000 dolarów, co np. dla uczelni białoruskich
      nie jest bez znaczenia. Obopólna korzysć. Więc nad czym tu rozpaczać?

      Takie praktyki sa zreszta zgodne z prawem dotyczacym tzw. nauki polskiej
      kompatybilnej od wielu lat z nauka radziecka. Obie siostrzane nauki słusznie
      wyodrębniane sa od nauki sensu stricto, tak jak kiedys słusznie i uczciwie
      wyodrębniano demokrację socjalistyczna od demokracji sensu stricto. Demokracja
      socjalistyczna nie była przeciez kompatybilna z demokracja s.s., tak jak nauka
      polska nie jest kompatybilna z nauka s.s. uprawiana np. w USA a jest
      kompatybilna z nauka radziecka (i jej córami z demoludów). Polscy naukowcy w
      sposób zasadny wyjezdzaja na wschód po tytuły, bo nie ma sensu wyjezdzać w tym
      celu do USA, bo tam habilitacji się nie robi. Tam się robi naukę, naukę sensu
      stricto.
    • Gość: Maciej Krzystek Re: === PATOLOGICZNA USTAWA szkolnictwo wyższe=== IP: *.kie.pl 28.03.04, 17:05
      Witam szacowne grono polskich naukowców,
      przeczytawszy wypowiedzi Państwa, od razu widać wyraźna dychotomię w środowisku
      pracowników naukowych polskich uczelni.
      Podzieleni jesteście Państwo, na tych co rozumieją treść PRO PUBLICO BONO,
      czyli tych, którzy walczą w interesie całego społeczeństwa przeciw tej ustawie
      oraz tych co widzą jedynie czubek swojego nosa, walczą o utrzymanie ciepłych
      posadek, nie chcą zrozumieć co jest w interesie społecznym - to ci za ustawą.

      Chcę zapytać przedstawicieli tej drugiej grupy (tych, co są za ustawą):
      jesteście balastem, który ciąży polskiej nauce i już ją prawie zatopił. Efektem
      jest sytuacja, że polscy absolwenci, starając się o pracę w USA, Australii,UK
      (w krajach rozwiniętych),wstydzą się swoich dyplomów i swoich profesorów.
      A obecna masowa emigracja młodych ludzi z wyższym wykształceniem, jest dowodem
      na to jak zarżneliście wszelkie perspektywy do normalnego życia w tym kraju.
      Członkowie podobnych zdemoralizowanych korporacji, wpędzają ten kraj w czarną
      otchłań.
      Możecie spojrzeć waszym dzieciom w oczy?
      Nie czynią wam wyrzutów? Jeszcze nie ..., to tylko kwestia czasu.
      • Gość: Olinek A tuś mi bratku IP: *.usr.hananet.net 28.03.04, 19:05
        Teraz dyskutujesz o reformie szkolnictwa wyższego. I proszę od razu jakże
        niezwykle trafne ustalenia. Tak trafne, że nie wymagają nawet przedstawienia
        dowodów za wygłoszoną tezą. Tylko emocje.
        Naukowcy polscy nie wstydzą się swoich dyplomów, a za granicę wyjeżdżają tylko
        dlatego, że rządzą tym krajem koledzy pańskiego tatusia z SLD i nie mają
        możliwości dalszego rozwoju z uwagi na brak środków finansowych.
        A ponadto nauka nigdy nie byłą zaściankowa /no chyba, że socjologia/. Wystarczy
        tylko poznać historię, nawet w tym marginalym zakresie, w jakim pojawia się w
        szkole średniej.
        • Gość: $ Re: A tuś mi bratku IP: *.pu.kielce.pl 31.03.04, 17:53
          widzę olinku, że chyba coś ci tamtego dnia nie poszło, albo raz na czas doznajesz afektu
          i szukasz możliwości odreagowania. szkoda tylko, że potrafisz dokopać jedynie tym co
          wszystkie swoje karty odkryli ( chodzi o zamieszczenie przez socjologa wszystkich
          informacji o sobie w internecie).
          może wszystkim pochwalisz się kim ty jesteś.
          może napiszesz wszystkim co twój tata robi;
          pewnie całe życie spędził na furmance-
          masz rację- nie ma się czym chwalić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka