Dodaj do ulubionych

Władze Kielc: "Promujemy miasto poprzez wydawni...

15.05.12, 09:48
To życzę powodzenia:

" Polacy przestali czytać. Jedna trzecia uczących się i studiujących nie miała w ciągu roku kontaktu z żadną książką. Tak wynika z najnowszych badań Biblioteki Narodowej.
PowiększPrzeciętne roczne wydatki na książki wyniosły w 2007 r. 17,04 zł.Przeciętne roczne wydatki na książki wyniosły w 2007 r. 17,04 zł.
Suche liczby ponurej statystyki w codziennym życiu oznaczają, że istnieją uczniowie, którzy nie czytają nawet streszczeń lektur szkolnych.Suche liczby ponurej statystyki w codziennym życiu oznaczają, że istnieją uczniowie, którzy nie czytają nawet streszczeń lektur szkolnych.
Reanimacja systemu bibliotecznego jest warunkiem niezbędnym ożywienia czytelnictwa i kultury w ogóle.
Syreny alarmowe zawyły dwa lata temu. Przeprowadzone przez Bibliotekę Narodową badania czytelnictwa w 2008 r. ujawniły gwałtowne załamanie czytelniczych zainteresowań Polaków: aż 62 proc. ankietowanych przyznało, że nie miało w ciągu roku kontaktu z książką, co oznaczało spadek o 12 punktów w ciągu dwóch lat. Szokujący wynik podawali w wątpliwość analitycy polskiego rynku wydawniczego, który akurat zaczynał rozkwitać, jeśli mierzyć liczbą wydanych tytułów. „Spadek czytelnictwa zanotowany przez Bibliotekę Narodową jest po prostu niemożliwy. Taki spadek musiałby spowodować dramatyczny kryzys na rynku wydawniczym, którego nie obserwujemy” – komentował wówczas Łukasz Gołębiewski, analityk rynku.
Minęły dwa lata i już wiadomo, że pomyłki nie było. – Wynik jest nieco lepszy: brak kontaktu z książką w ciągu ostatnich 12 miesięcy deklaruje 56 proc. Polaków powyżej 15 roku życia – informuje Tomasz Makowski, dyrektor Biblioteki Narodowej. Dodaje jednak szybko, że trochę zmieniło się pytanie: kontakt z książką oznaczał w najnowszym badaniu przeczytanie lub przeglądanie jakiejkolwiek książki, także albumu, poradnika, encyklopedii, słownika, e-booka. Jednocześnie dwukrotnie zwiększono liczebność próbki badanych osób, by uniknąć zarzutów o niereprezentatywność.
Ankieterzy zapytali także o inne formy czytelnictwa. Okazało się, że w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie tylko 53 proc. badanych przeczytało tekst dłuższy niż trzy strony maszynopisu (czyli mógł to być artykuł prasowy, tekst w portalu internetowym, krótkie opowiadanie). Na pytanie o czytanie prasy 35 proc. oznajmiło, że nie brudziło sobie rąk gazetami w minionym roku, 41 proc. czyniło to sporadycznie, regularnie czytało prasę 24 proc. Po pierwszym uderzeniu dyrektor Makowski zabiera w podróż w głąb statystyk: – Słabe czytelnictwo w wymiarze ogólnym to jeszcze pół biedy. Najbardziej zdumiewa, że brak kontaktu z książką deklaruje 25 proc. legitymujących się wyższym wykształceniem, a 20 proc. z nich przyznaje, że w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie nie przeczytało tekstu dłuższego niż trzy strony! I jak sobie poradzić z wynikiem mówiącym, że jedna trzecia osób uczących się i studiujących nie dotknęła w ciągu roku książki?
Suche liczby ponurej statystyki w codziennym życiu oznaczają, że istnieją uczniowie, którzy nie czytają nawet streszczeń lektur szkolnych, księgarze, którzy nie zapoznają się z katalogami wydawniczymi, lekarze, którzy nie mają potrzeby zdobycia dodatkowej wiedzy, prawnicy niezainteresowani nowymi ustawami czy rozporządzeniami. – Można radzić sobie w szkole i na uczelni, można funkcjonować w zawodzie, także zakładającym wyższe wykształcenie, będąc pozbawionym tego, co angielszczyzna określa mianem „literacy” – tłumaczy wyniki badań Roman Chymkowski, kierownik Pracowni Czytelnictwa w Bibliotece Narodowej. Trzeba powiedzieć wprost: wpadliśmy w ręce analfabetów z wyboru. Nie czyta 36 proc. osób na stanowiskach kierowniczych, 44 proc. przedsiębiorców i połowa pracowników administracji i usług.
Problem dotyczy nie tylko czytelnictwa na poziomie minimalnym, drastycznie także zmalał odsetek czytelników intensywnych: tylko 12 proc. Polaków pochłania więcej niż 7 książek rocznie, jeszcze w 2004 r. wskaźnik ten osiągał 24 proc. Ekstremistów czytających więcej niż 24 książki mamy 5 proc."

Więcej pod adresem www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1513100,1,raport-o-nieczytajacych-wyksztalconych-polakach.read#ixzz1uvE1uOqo

Lepiej wypadamy w lekturze gazet (telewizyjnych):
www.pbczyt.pl/tygodniki.html
Obserwuj wątek
    • Gość: behemot desperacja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.05.12, 12:25
      Mam nadzieję, że to nie jest żadna promocja miasta, tylko po prostu nikt nie kupuje dzieł Główki i Kusztala. Prezydent zdecydował więc kupić nakład i rozdawać Bogu ducha winnym ludziom.

      Mam też nadzieję, że był to pomysł autorów, nad którymi zlitował się Prezydent, a nie pomysł ludzi odpowiedzialnych za promocję miasta ...bo to byłaby astronomiczna żenada świadcząca o desperacji i zupełnej niemocy służb promocyjnych.

      W sumie pomysł nie jest jakoś specjalnie szkodliwy. Papier nie jest drogi, a Główka i tak musi coś tam drukować w ramach powiększania tak zwanego dorobku naukowego. Można mieć tylko nadzieję, że ktoś obdarowany dziełami Główki i Kusztala odda to na makulaturę, a nie wyrzuci do kosza.
    • Gość: widok Re: Władze Kielc: "Promujemy miasto poprzez wydaw IP: *.dynamic.chello.pl 15.05.12, 12:53
      miała być metropolia,a są witacze i książki (turyści to docenią:)Tylko czemu za Nasze pieniądze????????
    • plantin Pomysł zaskakujący biorąc pod uwagę jak nasze 15.05.12, 20:35
      miasto traci księgarnie. Zaskakujący tym bardziej, że te 3 wspomniane książki - zainteresować mogą najbardziej samych Kielczan, wśród których chyba miasta promować nie trzeba.
      Tu uwaga do dziennikarza - chyba można było podać jeszcze dwa pozostałe tytuły z tych pięciu albumów.
      Wracając do pomysłu - pierwszy post wyjaśnia wszystko, jeśli ktoś tego dotąd w UM w wydziale promocji nie rozumie to ma okazję się doszkolić. Gdzie jest promocja w internecie (np. filmiki, które można sobie za darmo ściągnąć - dlaczego tylko w telewizji ?), na płytach dvd.
      Poza tym trzeba wybrać jakąś strategię - cała Polska (w tym Kielce i Świętokrzyskie) nie może być tylko jednym wielkim skansenem. Dobrze że promujemy walory geologiczne samego miasta i regionu - ale to musi być lepiej eksponowane w internecie. Jakiś Japończyk TVN nigdy nie zobaczy za to w internecie na anglojęzycznej stronie odnajdzie sobie o marmurach, krzemieniu czy rezerwatach geologicznych w obrębie samego miasta (tylko błagam żeby się ktoś nie zbłaźnił i nie pokazał na zdjęciu z Kadzielni - szpetnych betonowych tablic).
      Itd., itd. Czy nie macie w wydziale promocji miasta kogoś o naprawdę szerokich horyzontach (jeżeli takowi są a po prostu nie mogą się przebić ze swoimi pomysłami - to ich przepraszam) ?
      Wydawanie pieniędzy na wzmiankowane książki moim zdaniem należy odebrać jako skądinąd jak najbardziej słuszne - wspomaganie wiedzy o historii naszego miasta -ale do promocji "na zewnątrz to się nie przyczyni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka