ian_curtis
13.07.14, 20:39
Zadanie: W Polsce znajduje się ponad pół setki parków naukowo-technologicznych. Ich zbudowanie kosztowało 800 mln zł. Ponad 100 mln zł pochłania ich roczne utrzymanie. Któregoś dnia zjawia się wielki buldożer i zrównuje z ziemią 40 parków. Pytanie: Ile straci na tym gospodarka? Odpowiedź. Niewiele. Bo technoparki w Polsce to wielka porażka. Z kilkoma wyjątkami.
Artykuł otwarty
W teorii park naukowo-technologiczny ma być siedzibą dla młodych firm z dużym potencjałem. Firma dostaje tam biuro, dostęp do laboratoriów, prototypowni, ułatwia się jej kontakt z miejscową nauką, z dojrzałym biznesem - i niech w parku dopieszcza swoje wynalazki, które potem podbiją świat.
Z tym że w Polsce to nie działa. Zdecydowana większość zarządzających polskimi technoparkami traktuje je jak powierzchnie biurowe do wynajęcia. Byle komu, byle jak, byleby szybko zarobić. Przykłady? Lublin - w tamtejszym parku siedzibę ma firma szkoleniowa, a większość biznesowych lokatorów ogranicza się do wynajęcia skrytki. Zresztą kontrola NIK sprzed dwóch lat zjechała lubelski park od góry do dołu (ktoś wie, czy od tego czasu tam się coś zmieniło?). Suwałki - wśród lokatorów są: kancelaria prawna, dystrybutor kupowanych na zachodzie maszyn, doradztwo rolnicze czy pośrednik nieruchomości. Sosnowiec - tu znajdziemy: centrum call center, firmę od instalacji gazowych w samochodach czy (prawdziwa perełka) przedsiębiorstwo wielobranżowe z szerokim wachlarzem usług: od produkcji filmowej po sprzedaż węgla i soli drogowej z dawnego ZSRR. To dopiero dywersyfikacja dochodów.
Takie przykłady można mnożyć. Fatalne efekty polskich parków naukowo-technologicznych potwierdzają kontrole NIK czy badania PARP-u. Na szczęście w tej masie przeciętnych, kiepskich, złych i fatalnych parków jest kilka, góra kilkanaście, parków dobrych, a nawet bardzo dobrych. Jednym z nich jest Pomorski Park Naukowo-Technologiczny w Gdyni. Tam nie znajdziecie sprzedawcy soli drogowej. Za to jest ponad setka naprawdę innowacyjnych firm z dużym potencjałem, które znajdują kontrahentów na całym świecie (bo czasami Polska jest dla nich za mała). Sam park wciąż się rozrasta, a chętne firmy walą do niego drzwiami i oknami.
Jakim cudem Gdyni się udało, a tak wielu innym nie? Na sukces złożyło się kilka elementów. Najważniejszy to ostra selekcja firm. 13 lat temu, na początku istnienia parku, jego rada naukowa zdecydowała, że będzie przyjmować jedynie firmy z kilku wybranych branż, które wydają się najbardziej obiecujące m.in. z biotechnologii czy ICT (potem minimalnie rozszerzono tę listę). Co więcej, przed kandydatami na lokatorów stawia się ostre wymagania. Każdy pomysł na biznes oceniają przedstawiciele nauki, samorządu, biznesu i finansów i patrzą, czy propozycja jest rzeczywiście innowacyjna i jakie ma szanse na podbicie rynku.
Drugi element sukcesu to wybór formy prawnej. Pomorski park jest jednostką budżetową miasta, a nie osobną spółką. To była świadoma decyzja. Gdyby PPNT był np. osobną spółką, musiałby w pierwszej kolejności patrzeć na wielkość swoich dochodów. A co jest najszybszym sposobem na ich zwiększenie? Tak, wynajem powierzchni biurowej. Dzięki podpięciu pod budżet miasta PPNT może sobie pozwolić na posiadanie niewynajętych pomieszczeń, jeśli nie ma na nie wystarczająco dobrych chętnych. Co roku miasto dopłaca do parku ok. 2 mln zł. Ale samorząd wie, że to nie wydatek, tylko inwestycja na przyszłość (zresztą już zaczyna przynosić korzyści).
Kolejny przyczynek do sukcesu to lokalizacja. Nie zbudowano go na pustyni, gdzie jest Wyższa Szkoła Plucia i Łapania, tylko w regionie, gdzie styka się ze sobą kilka dobrych uczelni. Co więcej, sam pomysł na park wyszedł ze środowiska naukowego i cały czas była mocna współpraca między nauką, samorządem i biznesem. Niby to wszystko jest oczywiste. Tylko dlaczego czterdzieści kilka innych parków nie może tak postępować?
Tekst pochodzi z bloga: Innowacje w Polsce
Może jakieś podsumowanie kieleckiego "technoparku", oczywiście przez osoby które posiadają stosowną wiedzę