witomir
10.05.05, 13:04
Jak podał program Agrobiznes, osoby prowadzące uprawy truskawek będą w tym
roku musiały sprzedać zbiory poniżej kosztów produkcji. Dzieje się tak
dlatego, że polski rynek zalewa masowa ilość tanich truskawek z... Chin.
Truskawki z Chin napływają na polski rynek w masowych ilościach. Są
trzykrotnie tańsze niż polskie owoce sprzedawane po cenach opłacalnych dla
właścicieli plantacji. Takiej konkurencji nie sposób wytrzymać. Żeby w ogóle
sprzedać zbiory, konieczne będzie oferowanie ich poniżej kosztów produkcji –
łubianka tych owoców ma trafiać do hurtowni po 1,2 zł. Jakby mało było tych
nieszczęść, w chłodniach są spore zapasy z ubiegłego roku i skup w
nadchodzącym sezonie będzie niższy niż rok temu. Np. chłodnia w Kielcach
zamierza skupić 500 ton zamiast 3 tys., jak rok temu.
Trudno powiedzieć, ilu plantatorów truskawek nie wytrzyma tej presji cenowej
i ogłosi upadłość. Pewne jest jednak, że mamy do czynienia z horrendalnym
absurdem, skoro w masowej ilości napływają do nas z innego kontynentu nawet
takie owoce, jak truskawki. Globalizacja zbiera tragiczne żniwo, a jej
rzekomi przeciwnicy – „alterglobaliści” chodzący na pasku „Gazety Wyborczej” –
mimo to uważają, że należy globalizować, ale inaczej. Czyli jak? – zamiast z
Chin sprowadzać truskawki z Australii? Bo przecież obrona lokalnego rynku i
państwa narodowego, to wedle nich podejrzana autarkia i w ogóle nic innego
jak faszyzm żądny krwi...