Gość: agnostyk1
IP: 82.139.30.*
29.01.06, 12:34
Państwa z silnymi wpływami religii mają znacznie więcej rozmaitych problemów
społecznych i gospodarczych niż kraje mniej religijne - wynika z badań
przeprowadzonych przez Gregory'ego S. Paula, amerykańskiego naukowca z
Baltimore.
Gregory S. Paul przeprowadził badania w 18 krajach uważanych za demokratyczne
i badał zależność pomiędzy religijnością a nasileniem takich zjawisk jak
morderstwa, kradzieże, choroby przenoszone drogą płciową, rozwody, liczba
aborcji, rozwodów itp. Amerykanin analizował natężenie poszczególnych
nieszczęść oraz religijność społeczeństwa m.in. w USA, Kanadzie, Nowej
Zelandii, Japonii, w Danii i pozostałych krajach skandynawskich oraz w kilku
europejskich. Ponad wszelką wątpliwość wyszło mu, że im więcej w danym
państwie osób deklarujących się jako wierzące i praktykujące i im silniejsze
wpływy religii na życie kraju, tym większe występują problemy społeczne,
głównie jeśli chodzi o przestępczość.
„Journal of Religion and Society" opublikował pełny raport S. Paula. Stoi tam
in extenso, że społeczeństwa, w których jest wielu agnostyków, ateistów i
osób bezwyznaniowych, mają o wiele mniejsze problemy - m.in. z
przestępczością - niż kraje, które w większym stopniu kierują się tzw.
wartościami. Najlepszym przykładem są tu kraje skandynawskie, w których
religia ma marginalne znaczenie, kościoły nie mają żadnego wpływu na politykę
i gospodarkę, a mimo to poziom przestępczości, w tym także korupcji, jest
najniższy na świecie.
Na tle Skandynawii raport negatywnie wyróżnia USA - kraj, w którym wiele osób
uważa się za głęboko religijne i w którym pod rządami Busha szybko wzrasta
wpływ religii na życie i funkcjonowanie całego państwa. Okazuje się, że skala
rozmaitych problemów społecznych oraz przestępczości w USA jest też
zdecydowanie większa niż w Skandynawii oraz innych krajach demokratycznych.
Gregory S. Paul porównywał jedynie tzw. kraje chrześcijańskie.
Z. DUNEK, Kopenhaga