kielczanin_kielecki
03.03.03, 19:45
UNIWERSYTET – KORPORACJA POSZUKUJĄCYCH PRAWDY ?
Uniwersytet niekiedy definiowany jest jako korporacja nauczanych
i
nauczająych poszukujących razem prawdy.
A jak jest w rzeczywistości ?
Żeby uczelnia spełniała taki warunek nauczycielami akademiccy i
studenci
muszą ze sobą współpracować, kontaktować się, dyskutować. A jak
to może być
spełnione gdy 'profesorowie' zatrudnieni są często na kilku a
nawet
klilkunastu etatach aby napełnić swe kieszenie w sposób jak
najpełniejszy a
zatrudniające ich uczelnie otrzymały maksymalną ilość punktów
akredytacyjnych. Jak to jest możliwe gdy 'profesor' prowadzi
ponad 2000 godz
czy nawet ponad 5000 godzin dydaktycznych ? i prowadzi (rzekomo)
nawet i po
100 magistrantow? Ważnym elementem formowania kreatywnych
absolwentów
zawsze były seminaria prowadzone dla małej grupy studentów przez
kompetentnego nauczyciela i zapraszanych specjalistów. Tam można
było
dyskutować o najnowszych zagranicznych publikacjach referowanych
przez
studentów pod okiem nauczyciela akademickiego. Ta forma niemal
zanika na
uczelniach. Jak może być realizowana w takim tlumie
przyjmowanych studentow
tylko po to aby uczelnia dostawała pieniądze 'na łebka'. Jak
może formować
studentów ten kto nie jest kreatywny, kto ma tytuły ale nie
wykazuje
aktywności naukowej i zainteresowania nauką? Rektorzy na
uczelniach nie
potrzebują kreatywnych badaczy, wolą miernych ale wiernych
wyrobników
dydaktycznych, którzy nie zakłócają spokojnej pracy taśm
produkujących
dyplomy bez pokrycia. Uczący udają, że uczą , nauczani udają, że
się
uczą. “Profesorowie' chcą jak najwięcej zarobić, studenci chcą
jak najłatwiej
zdobyć dyplom. Taki jest układ uniwersytecki. Kto tego nie
akceptuje podpada
dyscyplinarnie. Główny cel uniwersytetu to przyjąć jak najwięcej
studentów,
wydać jak najwięcej dyplomów, stworzyć jak najwięcej różnych,
dziwnych
kierunków studiow aby były dodatkowe źródła utrzymania dla
zamkniętej kliki
dydaktycznej będącej w stanie ciągłego nienasycenia finansowego.
Nauczyciele nie mają czasu ani kwalifikacji na pracę badawczą,
więc co
najwyżej produkują bubel naukowy do uczelnianych zeszytów aby
wykazać rozwój.
Krzywa rośnie !!!
Bardziej zasadna definicja obecnego uniwersytetu (uczelni) to :
uniwersytet
jest to fabryka produkująca dyplomy potrzebne studentom i
wytwarzająca
makulaturę na podkładkę dla 'rozwoju' nauczycieli akademickich.