Gość: furtian
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.08.04, 10:15
Profesor Jan Majda: ANTYPOLSKIE OBLICZE CZESŁAWA MIŁOSZA
W związku ze śmiercią Czesława Miłosza w prasie i innych mediach pojawiło się
wiele gloryfikujących opinii na jego temat. O wypowiedź na ten temat
poprosiliśmy prof. Jana Majdę, historyka literatury i metodyka z Uniwersytetu
Jagiellońskiego.
Profesor Jan Majda - Od roku 1951, gdy Czesław Miłosz zrezygnował z pracy
polskiego dyplomaty i pozostał na emigracji, we wszystkich swoich książkach
brutalnie zaczął znieważać nasz kraj. Napisał wręcz, że "dla Polski nie ma
miejsca na ziemi" ("Rok myśliwego"), "gdyby mi dano sposób, wysadziłbym ten
kraj w powietrze" ("Rodzinna Europa"), to znów, że "Polska to Ciemnogród"
("Prywatne obowiązki"). Podobnych zniewag Polski w jego książkach jest dużo.
Krytycznie ocenia on wszystkie okresy naszej historii, zwłaszcza okres
rozbiorów i hitlerowską okupację - szydzi z patriotycznej postawy Polaków
walczących o niepodległość. Ot, chociażby jedna jego charakterystyczna
wypowiedź odnosząca się do sytuacji z 1939 roku, gdy Rosjanie zajęli Wilno:
"Było mi żal tego miasta", ale "nie doznałem niczego podobnego podczas podboju
Polski przez Hitlera" ("Rodzinna Europa"). Tu jasno widać, kim był ten
noblista, deklarujący się wszędzie jako Litwin. Można zresztą stwierdzić, że w
swym stosunku do polskiego patriotyzmu był konsekwentny. Na przykład w 1996 r.
w "Tygodniku Powszechnym" pisał: "patriotyzm i ojczyzna, czyli wartości
zbiorowe. Jest mi to najzupełniej obce"...
[ ... ] Miłosz zresztą specjalnie nie krył, że ma inną niż Polska ojczyznę,
chciał bowiem pracować tylko dla swej ukochanej Litwy: "Los Litwy mnie
naprawdę obchodzi" ("Szukanie ojczyzny"). Wszystko, co polskie, było dla tego
noblisty tylko tematem-pretekstem do uprawiania literackiego szyderstwa i
dyskwalifikacji. W swojej pełnej antypolskich paszkwili książce "Prywatne
obowiązki" wyznaje szczerze swój chorobliwy stosunek do polskości: "Przyznaję
się, na 'polskość' jestem alergiczny". Natomiast o reprezentantach naszego
Narodu wyraża się nader obelżywie: "Polak musi być świnią, ponieważ się
Polakiem urodził". A w wierszu "Moja wierna mowo" ten Litwin-noblista tak
znieważa polski język: "Bo ty jesteś mową upodlonych,/ mową nierozumnych i
nienawidzących siebie bardziej niż innych narodów,/ mową konfidentów, mową
pomieszanych,/ chorych na własną niewinność".
Dyskwalifikuje też Miłosz całą naszą literaturę za jej patriotyczne treści,
uderzając zwłaszcza w jej filary - twórców tej miary co A. Mickiewicz, J.
Słowacki, C.K. Norwid, H. Sienkiewicz, S. Żeromski, S. Wyspiański i wielu innych.
Marek Żelazny - Wydaje się, że Miłosz najwięcej żółci wylał pod adresem
naszych pisarzy w swej "Historii literatury polskiej". Jak, jako historyk
literatury i metodyk kształcący przyszłych nauczycieli polonistów, a więc w
pełnym tego słowa znaczeniu znawca problematyki (w odróżnieniu od Miłosza,
który był z wykształcenia prawnikiem), ocenia Pan Profesor wartość tej
książki? Czy rzeczywiście można uznać ją za wyraz obiektywnego spojrzenia na
dzieje naszej literatury, czy raczej za zbiór osobistych i ferowanych
stronniczo sądów i wyroków?
Profesor Jan Majda - Ta książka jest dowodem na to, że Miłosz prawnik posiadał
mentalność prokuratora, a nie historyka literatury, toteż po prokuratorsku
oskarżał naszą literaturę, ale nie miał w tej dziedzinie fachowej wiedzy, więc
wszystkie jego oskarżenia były i są fałszywe. Miłosz mylił się zasadniczo w
ocenie utworów literackich, gdyż nie znał często podstawowych naukowych zasad
ich wartościowania. Z tego więc powodu kierował się w swych sądach jedynie
własnym "alergicznym" subiektywizmem, litewską awersją do polskości i urazami
wobec wielu polskich pisarzy, których stale potępiał za ich patriotyzm. [ ...
] jest ona przykładem niekompetencji i awersji tego literata w ocenach
polskiego piśmiennictwa, a także przykładem jego patologicznego sobiepaństwa.
Marek Żelazny - Opinie historyków literatury - a zatem najbardziej
kompetentnych (w obszarze zagadnień nas interesujących) reprezentantów
środowiska naukowego - o awersji Miłosza do Polaków i polskości są już dość
ugruntowane, choć może nie objęły jeszcze w dostatecznym stopniu szerszych
kręgów społecznych.
Profesor Jan Majda - Dobrze Pan to zauważył, bo istotnie przeważająca część
naszego społeczeństwa nie zapoznała się jeszcze z całą twórczością Czesława
Miłosza i nie zna zarówno jej walorów, jak i stron ujemnych, w tym jej
antypolskich cech. [ ... ] Poważano tego noblistę tylko formalnie, bez
poznania jego twórczości. Po ukazaniu się mej książki "Karol Wojtyła..."
zapraszano mnie na spotkania autorskie do kilku miast - wtedy zauważyłem, że
rzadko kto czytał książki Miłosza. Nawet nauczyciele poloniści znali
najczęściej tylko kilka lekturowych wierszy i byli zaskoczeni, gdy mówiłem o
awersji Miłosza do polskości.
Marek Żelazny - A jak można ocenić postawę Miłosza jako człowieka i obywatela,
który wychowany i wykształcony przez Polskę odpłacił jej jawną
niewdzięcznością, a nawet pogardą i wrogością?
Profesor Jan Majda - Miłosz od dzieciństwa do śmierci czuł się tylko
obywatelem Litwy. Jeszcze w roku 1996 w "Tygodniku Powszechnym" oświadczył:
"Do Litwy, kraju mych przodków, chętnie się przyznaję". Już w dzieciństwie
narodziła się w nim nienawiść do Polaków. W książce "Rodzinna Europa" wyznaje
szczerze, że kształtowała się w nim "obsesyjna nienawiść" do polskości, która
się w nim stopniowo pogłębiała, bo o czasach studenckich, gdy kształcił się na
polskim uniwersytecie w Wilnie, także wyznał: "nie znosiłem polskich
nacjonalistów". Kierując się tą awersją do Polaków, wstąpił tam nawet do
lewicowego ugrupowania, o czym pisze we wspomnianej książce: "Ku tej lewicy
(...) popchnął mnie nie marksizm, ale mój opór wobec narodowych obskurantów"
(tak często nazywa Polaków).
Gdy w latach trzydziestych Miłosza wyrzucono z pracy w radiu wileńskim za
pisanie prokomunistycznych felietonów, przyjechał do Warszawy, ale polskiej
stolicy nie lubił, toteż powypisywał o niej paszkwile. Krytykował polski
patriotyzm podczas okupacji hitlerowskiej, wtedy postanowił nawet wystąpić
"przeciw polskiej prawowierności" ("Zaraz po wojnie"). Parę lat później w
książce "Prywatne obowiązki" podał swoje duchowe credo: "ŻEBY BYĆ PEŁNYM
CZŁOWIEKIEM, TRZEBA SIĘ WYNARODOWIĆ". Stał się więc w dużej mierze
kosmopolitą, ale Litwa była dalej głównym źródłem jego osobowości, toteż z
dużym uwielbieniem pisał o niej w swoich książkach. Swoje poglądy po
megalomańsku gloryfikował, stąd cała jego twórczość ma charakter
autobiograficzny. Faktem jest tylko, że do Polski i do nas Polaków czuł
spotęgowaną awersję, co w wierszyku "Natura" oficjalnie wyznaje: "Na jakże
długo starczy mi nonsensu Polski". I taki stosunek do nas dominuje w jego
twórczości.
Marek Żelazny - Znany (?) jest także stosunek Miłosza do polskiego katolicyzmu...
Profesor Jan Majda - Miłosz wielokrotnie wypowiadał się w sposób negatywny o
polskim Kościele, który w ciężkich dla nas czasach propagował i umacniał
patriotyzm. W książce "Rodzinna Europa" napisał: "PRZYRZEKŁEM SOBIE, ŻE NIE
ZAWRĘ NIGDY PRZYMIERZA Z POLSKIM KATOLICYZMEM (...), CZYLI ŻE NIE PODDAM SIĘ
MAŁPOM". Natomiast w "Traktacie teologicznym" tak zbezcześcił Matkę Bożą
Częstochowską: "Pochodzę z kraju, gdzie Twoje sanktuaria służą/ umacnianiu
narodowej ułudy i uciekaniu się pod Twoją obronę, pogańskiej bogini, przed
najazdem/ nieprzyjaciela". Takich i innych antypolskich i antykatolickich
wypowiedzi Miłosza podaję więcej w swojej książce, do której odsyłam chcących
pogłębić swoją wiedzę na ten temat.
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20040819&id=my13.txt