Gość: w
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.09.04, 13:47
Moje pytanie brzmi: czemu mają służyć "dni bez samochodu"? Przecież nikt nie
podejrzewa że po takiej akcji kierowcy zaczną sprzedawać samochody! Zresztą,
wszystkie te akcje "ekologiczne" (ciekawe co to ma wspólnego z ochroną
środowiska) są jakieś takie mało przemyślane, i robione chyba tylko poto żeby
panowie nazywający siebie "zieloni" choć na chwilę dali spokój decydentom z
władz miasta.
Dlaczego ktokolwiek próbuje ograniczać ruch w mieście w imię tego że on
jeździ akurat rowerem? Wogóle towarzystwo aktywistów rowerowych jest
wyjątkowo szowinistycznie nastawioną grupą ludzi - bo czy ktoś słyszał np.
żeby kierowycy samochdów łączyli sie w grupy i protestowali przeciw budowie
ścieżek rowerowych? A przecież bez nich drogi byłyby szersze itp....
A z tymi ścieżkami to i tak różnie bywa - np. wzdłuż 3/4 długości ulicy
Księcia Józefa idzie betonowa ścieżka - dlaczego nikt nią nie jeździ na
rowerze tylko muszą akurat jechać ulicą? Rozumiem że nie jest to idealnie
gładki asfalt, ale dla posiadaczy czegoś innego niz "kolażówka" jakość
nawierzchni jest wystarczająca. Ale 99% rowerzystów jedzie drogą, powodując
korki co znacznie przyczynia sie do ilości wydzielanych spalin (ten argument
to dla "ekologów") że o wypadkach nie wpomnę.
Rozumiem że każdy chce żyć, ale do cholery jasnej mamy XXI wiek, demokracje i
wolnośc wyboru. Nie podoba mi sie że ktoś próbuje mnie ograniczać, w imię
nawet niewiadomo czego! Może kierowcy samochodów (sporo nas w mieście) się
zbierzemy i urządzimy dzień bez roweru!?
A, żeby nie było że sie nie znam na ekologii i ochronie środowiska: w
dyplomie mam wpisane: Ochrona środowiska. Zresztą panom "specjalistom"
polecam zajrzeć do słownika i przetłumaczyć sobie słowo "ekologia", które tak
często pada z ich ust.