Dodaj do ulubionych

bez wyjścia

05.03.05, 15:52
Czy ktoś ma podobną sytuację do mojej?Mieszkam z mężczyzną od wielu
lat.Znoszę różne przykrości z jego strony i toleruję różne dziwactwa tylko
dlatego,że nie mam się dokąd wyprowadzić.Nie mamy dzieci.Mieszkanie jest
nasze wspólne.On zarabia 5razy tyle,co ja,mimo,że jestem aktywna
zawodowo.Ostatnio,gdy robi awantury np.o to,że kupiłam sok
pomidorowy,kt.lubię,a on nie lubi,o to,że powiedziałam nie takim tonem
głosu,że nie wiedziałam,gdzie się zawieruszył jego paszport(miał go w swojej
kieszeni),sytuacja stała się nie do wytrzymania.Jest
agresywny.Podpowiedzcie,co robić,a nie mam dokąd pójść,przyjaciół nie chcę
obarczać problemami bez możliwości ich rozwiązania.Może tylko nie widzę
rozwiązania?Może ktoś był w podobnej syt.?Rozmowa i porozumienie nie wchodzą
w grę,próbowałam.Obwinia mnie o wszystko,co najgorsze.Do terapeuty nie
pójdzie,bo to ja powinnam się leczyć.Proszę o mądre podpowiedzi z waszego
doświadczenia.
Obserwuj wątek
    • Gość: Natalia Re: bez wyjścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.03.05, 15:56
      to jest wasze mieszkanie własnościowe ?
      ile macie pokoi ?

      może na początku odizoluj się do niego i zamieszkaj w innym pokoju ?
      • khadroma Re: bez wyjścia 05.03.05, 16:03
        Dzięki Natalio,ale mieszkanie jest nieduże ok.40m,nie ma możliwości nie
        wchodzić sobie w drogę,ma układ przejściowy.Na szczęście on dużo pracuje poza
        domem.
        • trudny2002 A moze on nie lubi kobiet.... 06.03.05, 11:22
          albo lubi ....
          trudny
          Nie ma sytuacji bez wyjścia.
          Są sytuacje trudne i skomplikowane, ale wyjscie jest zawsze.
          Ty szukasz wyjscia korzystnego i wygodnego, a wydaje się iz powinnas poszukać
          wyjscia dobrego najkrócej mówiac - rozwiazania.Dlaczego zakładasz, ze to ma być
          rozstanie? tego nie wiem, ale i sprawa jest rzeczywiscie Wasza i bardzo
          prywatna.
          • khadroma Re: A moze on nie lubi kobiet.... 06.03.05, 15:27
            Tak,to trafne spostrzeżenie,rzeczywiście myślę o rozstaniu.Nie znoszę
            konfliktów,a trudno je w miom związku ominąć,więc chcę uciec.Twoja wypowiedź
            zainspirowała mnie do spojrzenia na tę syt.w kategoriach zdobywania nowych
            umiejętności.Nie jest sztuką żyć w przytulnym dobrostanie z osobą
            przyjazną,mądrą,otwartą i łagodną.Sztuką jest przekształcić koszmarne
            doświadczenie w budujacą lekcję życia,kt.nas umocni,uodporni i przygotuje na
            dalsze konfrontacje z życiem.Spróbuję...chociaż nie dowierzam,że mam dość
            pokory i siły,by tak zrobić.Dziękuję Ci serdecznie,trudny,za wypowiedź.
    • Gość: ktos Re: bez wyjścia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.03.05, 19:11
      Jezeli nie macie slubu koscielnego to zakonczcie ten wiazek. On zarabia duzo
      wiecej od Ciebie to niech Ci zwroci za mieszkanie (to co wplacilas). Piszesz,ze
      masz prace to mozesz wynajac jakies lokum i jeszcze wyegzekwujesz twoje
      naleznosci za mieszkanie (nie dobrym slowem to prawnie).
      • anula36 Re: bez wyjścia 06.03.05, 21:39
        Nie ma sensu meczyc sie w zwiazku ktory nie daje radosci. Dom to azyl-nie moze
        byc tak ze nie masz kawalka przyjaznego miejsca tylko dla siebie!!! To mi
        przypomina ten film "sypiajac z wrogiem " Nie trawisz faceta ale sie znim
        meczysz jak ofiara z oprawca. W imie czego?
        Czy macie slub czy nie - koncz poki czas- zwiazek i wspolne mieszkanie.
        kwestia tylko w jaki sposob stalas sie jego "wspolposiadaczka"? Formalnie, czy
        tylko dorzucilas wlasna dzialke- w pierwszym przypadku bedziesz mogla odzyskac
        pieniadze, w drugim moze byc kiepsko.
        Cos wynajac albo wziasc kredyt i kupici jestes wolna kobieta. A czy szczesliwa
        bez niego- to juz inna historia.
        Mozesz tez poczytac forum "Bezpieczenstwo kobiet" oto link:
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=529
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka