khadroma
05.03.05, 15:52
Czy ktoś ma podobną sytuację do mojej?Mieszkam z mężczyzną od wielu
lat.Znoszę różne przykrości z jego strony i toleruję różne dziwactwa tylko
dlatego,że nie mam się dokąd wyprowadzić.Nie mamy dzieci.Mieszkanie jest
nasze wspólne.On zarabia 5razy tyle,co ja,mimo,że jestem aktywna
zawodowo.Ostatnio,gdy robi awantury np.o to,że kupiłam sok
pomidorowy,kt.lubię,a on nie lubi,o to,że powiedziałam nie takim tonem
głosu,że nie wiedziałam,gdzie się zawieruszył jego paszport(miał go w swojej
kieszeni),sytuacja stała się nie do wytrzymania.Jest
agresywny.Podpowiedzcie,co robić,a nie mam dokąd pójść,przyjaciół nie chcę
obarczać problemami bez możliwości ich rozwiązania.Może tylko nie widzę
rozwiązania?Może ktoś był w podobnej syt.?Rozmowa i porozumienie nie wchodzą
w grę,próbowałam.Obwinia mnie o wszystko,co najgorsze.Do terapeuty nie
pójdzie,bo to ja powinnam się leczyć.Proszę o mądre podpowiedzi z waszego
doświadczenia.