no.morro
03.03.06, 10:48
Kim jest prof. Andrzej Kadłuczka
Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski 02-03-2006, ostatnia aktualizacja 02-03-
2006 23:40
W Warszawie jak z rękawa przygotowuje na zlecenie inwestorów ekspertyzy
zabytków, skazując je na zagładę. W Krakowie wzburzył opinię publiczną takimi
realizacjami jak kiczowaty hotel Sheraton obok Wawelu czy przebudowa płyty
Rynku Głównego
W Warszawie jak z rękawa przygotowuje na zlecenie inwestorów ekspertyzy,
skazując na zagładę zabytki, w Krakowie wzburzył opinię publiczną takimi
realizacjami jak kiczowaty hotel Sheraton obok Wawelu czy przebudowa płyty
Rynku Głównego. Prof. Andrzej Kadłuczka jest dziś najbardziej kontrowersyjnym
ekspertem od zabytków.
Do wielu jego ważnych funkcji i tytułów ostatnio przybył jeszcze jeden nadany
przez warszawskich społeczników: Niszczyciel Zabytków 2006. To podpis prof.
Kadłuczki znalazł się pod opinią dopuszczającą rozbiórkę ceglanych zabudowań
fabryczki na Grochowie.
Jako rzeczoznawca ministra
Przedwojenne budynki zakładu blach perforowanych Sito przy ul. Wiatracznej 15
były jednymi z ciekawszych obiektów poprzemysłowych na Grochowie, które z
powodzeniem można było włączyć w planowaną w tym miejscu nową zabudowę. Na
ich zburzenie nie chcieli się zgodzić ani stołeczny konserwator zabytków, ani
naczelny architekt miasta. Wtedy do akcji wkroczył prof. Andrzej Kadłuczka.
Na zlecenie inwestora - firmy Marvipol - napisał opinię, która deprecjonuje
fabryczkę i popiera plany zrównania jej z ziemią. Z tą opinią inwestor
poszedł do ustępującego wojewody Leszka Mizielińskiego (SLD) i dostał
pozwolenie na rozbiórkę. W połowie stycznia fabryczkę rozjechał koparką.
Pod opinią dla Marvipolu prof. Kadłuczka przybił pieczątkę rzeczoznawcy
ministra kultury. Choć rzeczywiście nim jest, tego robić mu nie wolno.
Zlecenia prywatnych firm może wykonywać prywatnie, a nie jako ekspert
ministra.
- Takie działanie jest niedopuszczalne - podkreśla Tomasz Merta, wiceminister
kultury, zarazem generalny konserwator zabytków.
Sam profesor odmówił komentarza. - Wszystko, co miałem do powiedzenia,
napisałem w opinii - mówi.
Uznanie u inwestorów
To niejedyna kontrowersyjna ekspertyza dotycząca warszawskich zabytków, którą
Andrzej Kadłuczka napisał na zlecenie inwestorów. Podważył wartość stuletniej
kamienicy w Alejach Jerozolimskich 63, by firma Tomasza Gudzowatego mogła ją
rozebrać i zastąpić nowym budynkiem "ubranym" w atrapy starych elewacji.
Wczytując się w jego opinię, łatwo dojść do wniosku, że została sporządzona
na kolanie, a większości tekstów źródłowych, o których mowa w tekście,
profesor nie widział na oczy. W opracowaniu roi się od przekręconych nazwisk.
Co gorsza, opina nie uwzględnia specyfiki Warszawy, stopnia zachowania
budynku, wreszcie samej wartości architektury kamienicy będącej częścią
wyjątkowo cennego zespołu budynków wzdłuż Alej Jerozolimskich od Emilii
Plater po Hotel Polonia.
- Tak doskonałych fachowców jak prof. Kadłuczka jest w Polsce tylko kilku -
twierdzi Jerzy Krogulec, prezes firmy Warimpex Polska, dla której Kadłuczka
oceniał wartość kamienic przy Próżnej. - Ktoś nam go polecił. Wśród
inwestorów cieszy się uznaniem.
Napisał, choć nie widział
Dla Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych profesor napisał opinię o
najstarszych w Warszawie pracowniach malarskich przy Pankiewicza 3 (WSiP chcą
je stąd wyrzucić). Choć atelier działa w tym miejscu od 1926 r. i jest pełne
niezwykłych pamiątek, Andrzej Kadłuczka nie dopatrzył się w tym niczego
szczególnego. Trudno się dziwić - autor opinii nie wszedł nawet do
środka. "Gazecie" tłumaczył, że nie było takiej potrzeby, bo wcześniej dostał
pełną dokumentację fotograficzną i historyczną pracowni. Wystarczającą, by
nie uznać wartości zabytkowej atelier.
- Nie można szafować wpisem do rejestru zabytków. Powinny tam być tylko
obiekty wybitne. Są tam przecież Wawel, Sukiennice, Zamek Ujazdowski i Zamek
Warszawski - stwierdził.
- Jest moim kolegą i nie chcę go krytykować - zastrzega wykładowca akademicki
z tytułem profesora. - Tylko dlaczego on sobie psuje opinię takimi
ekspertyzami? Bierze drobne zlecenia od inwestorów, nie ogląda obiektów i
pisze takie rzeczy, że aż wstyd czytać.
Koszmarny hotel w miejscu zabytku
Lepiej niż w Warszawie prof. Kadłuczka znany jest w swym rodzinnym Krakowie.
Tutaj też jego działalność "pod inwestorów" budzi olbrzymie kontrowersje. Od
1994 r. prowadzi autorską pracownię architektoniczną Archecon specjalizującą
się w projektowaniu obiektów użyteczności publicznej, szczególnie w zespołach
historycznej zabudowy, oraz w rewaloryzacji zabytkowej architektury.
Prawdziwą burzę w Krakowie wywołała zagłada XVII-wiecznego zabytku - dawnego
browaru królewskiego. Został on starty z powierzchni ziemi, by ustąpić
miejsca hotelowi Sheraton, kiczowatej budowli z Wawelem w tle. Za wydanie na
to zgody stracił posadę wojewódzki konserwator zabytków. Konsekwencji nie
poniósł współprojektant hotelu - Andrzej Kadłuczka.
- Był autorem koncepcji zburzenia browaru i zastąpienia jego fasady odlanym z
betonu fantomem nałożonym na szklaną elewację - mówi krakowski historyk
sztuki Michał Myśliński. - Projekt hotelu przyjechał w teczce z Belgii
[Serach International i UNA Architecture - red.], a Kadłuczka go adaptował,
nie licząc się zupełnie z otoczeniem ani historią tego miejsca - złości się.
Nocnik na forcie
Równie gorące emocje jak hotel Sheraton budzi w Krakowie projekt przebudowy
wieży maksymiliańskiej fortu św. Benedykta. Ta niezwykle efektowna neogotycka
budowla z połowy XIX w. wznosi się ponad krakowską dzielnicą Podgórze, na
skalistym grzbiecie Krzemionek. Przypomina mały zameczek. Zdaniem zmarłego
przed kilku laty prof. Janusza Bogdanowskiego, jednego z największych znawców
architektury obronnej Krakowa, wieża artyleryjska to jeden z niewielu tego
rodzaju unikatów architektury fortecznej w Europie.
Pracownia Archecon zaproponowała nakrycie neogotyckiej wieży strukturą ze
szkła i betonu. Projekt sprawia wrażenie monstrualnego szklanego nocnika.
Inwestorem jest Stowarzyszenie Akademickie Instytut Sztuki, którego
poczynania wspierał były minister kultury Waldemar Dąbrowski.
- Chyba byłem złym nauczycielem. Gdyby nie to, moi uczniowie nie
projektowaliby takich koszmarów jak hotel Sheraton, "podziemny Rynek" czy
nadbudowa fortu. Nie można służyć dwóm panom. Albo jest się oddanym pięknu,
albo mamonie - mówi z bólem prof. Wiktor Zin. Osiągnięć konserwatorskich
prof. Kadłuczki, który był jego uczniem, zastępcą, a obecnie następcą na
Politechnice Krakowskiej, nie chce komentować. - Nie reprezentuje on mojej
szkoły, która miała szacunek dla historii. Przestrzeń wokół Wawelu zawsze
była dla mnie święta.
Po miażdżącej krytyce projektu Kadłuczki wykonanie nowego zlecono innemu
architektowi.
Walka o Rynek
Pod hasłem "podziemny Rynek" kryją się plany urządzenia pod krakowskim
Rynkiem Głównym współczesnej galerii handlowej. Miałaby się ona znaleźć w
piwnicach średniowiecznych Kramów Bogatych odkopanych przy okazji remontu
Rynku prowadzonego pod kierunkiem prof. Andrzeja Kadłuczki. Projektem
podziemnej galerii zainteresowana jest znana w Krakowie rodzina Likusów.
Prezydent miasta też jest za. Pomysłowi sprzeciwia się jednak wojewódzki
konserwator zabytków. Ostro protestuje również krakowskie Stowarzyszenie
Historyków Sztuki. W prasie opublikowało list otwarty przeciw inwestycji w
700-letnich piwnicach. Największe oburzenie wywołała wizja prucia starych
murów.
- Tam są nieduże pomieszczenia oddzielone od siebie ścianami. Żeby coś w nich
urządzić, trzeba te ściany wyburzyć - kręci głową Mikołaj Kornecki,
przewodniczący Obywatelskiego Komitetu Ratowania Krakowa.
Jego zdaniem finansowane przez miasto wykopaliska na Rynku Głównym robione są
nie w celach naukowych, ale pod konkretnego inwestora.
- P