tanguero
16.02.07, 23:01
Spektakl utrzymany w konwencji telenoweli brazylijskiej. To bardzo przykre i
smutne,ze istota tanga argentynskiego sprowadzona zostala do poziomu milosci
fizycznej,a już najlepiej (najsmieszniej?), gdy uprawianej ze zwierzetami.
Wypowiadane przez aktorow teksty i „dowcipy” w wiekszosci sa na zenujaco
niskim poziomie, a po n-tym wyznaniu milosnym po prostu zaczyna mdlic. W
dodatku żadne wyznanie nie trafia na „wlasciwy grunt” (pardon! jedna
spelniona milosc jest! - les). Ale najgorsze jest to,ze w spektaklu o tangu–
tanga nie ma! I gdy wydaje się,ze aktorzy odwaza się wreszcie zatanczyc,ich
zapal gasnie wraz z muzyka. Nie ma tam zadnych uczuc, nie ma namietnosci, nie
ma tempa ani klimatu! Wspolczuje aktorom,wspolczuje tangu argentynskiemu,
wspolczuje Astorowi Piazzoli i jego wspanialej muzyce.
Bo wlasnie muzyka - w doskonalym wykonaniu Tango Bridge – to chyba jedyna
rzecz,dla ktorej warto wybrac się na „Tango Piazzola”.
Pozdrawiam prawdziwych milosnikow tanga!