Dodaj do ulubionych

Studencki casting na mieszkanie w Krakowie

IP: *.ghnet.pl 16.10.07, 13:06
Znaleźć mieszkanie w pięć dni to dość szybko ..... Ja szukałem dwa tygodnie.
Dobrze że znalazłeś Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: Anna Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.ramtel.pl 16.10.07, 14:18
      Sorry, ale czy student czwartego roku naprawdę musiał czekać na ostatnią chwilę
      (czyli wrzesień/październik) na szukanie mieszkania?
      Ja akurat 3 rok jestem w tym samym, ale znajomi szukali w czerwcu (na początku,
      podczas sesji) i w ciągu 3 dni oni wybierali. Oczywiście,wiązało się to z
      zapłaceniem za wakacje, ale biorąc pod uwagę, że mieszkają za 250 i 300 zł,
      postanowili ponieść taki koszt. Właśnie po to, by móc wybierać, a nie
      uczestniczyć w "castingach" i głupiej gonitwie tych, co zostawili jedną z
      ważniejszych rzeczy na sam koniec.
      Rozumiem, jeśli ktoś jest na pierwszym roku, nie wiedział czy go przyjmą, liczył
      na akademik. ALe na czwartym - to już na własne życzenie...
      Poza tym student czwartego roku "podejmie wyrzeczenie i weźmie się do pracy"????
      Na jakim świecie on żyje??
      • bronhit Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie 16.10.07, 14:56
        > Na jakim świecie on żyje??

        jak to na jakim? przecież wyraźnie pisze że to student filozofii...
        • pether_23 Dobrze powiedziane :) 16.10.07, 20:12
          Dobrze powiedziane :)
      • Gość: K. Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 12:00
        Wrzesień i październik podobnie jak czerwiec i lipiec czy nawet luty są jak najbardziej "zdrową" porą na szukanie mieszkania. Bo o każdej porze roku szukanie mieszkania to proces raczej mało przyjazny. Zwłaszcza dla studentów.

        Istotą artykułu napisanego przez studenta filozofii jest przede wszystkim absurdalne zachowanie niestety również studentów <i to nie tylko w Krakowie>, którzy mieszkanie, często nie swoje, traktują chyba za bardzo serio. To tzw. przerost formy nad treścią.

        Co do pracy i podejścia studenta wyżej wspomnianego - nie wiem co znajdujesz tak dziwnego w wyrażeniu "podejmie wyrzeczenie i weźmie się do pracy".
        Skończyłam jedne studia, kontynuuję kolejne, pracuję i szczerze wyznam, że każdy z nas zasługuje na 5letni okres samorozwoju bez konieczności rzucania się w szarą rzeczywistość.

        Zatem wydaje mnie się,że nasz student żyje w całkiem normalnym świecie i racjonalnie do niego podchodzi.
        • Gość: Anna Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 21:08
          Właśnie, samorozwój jest niezwykle istotny - kiedy nie pracowałam
          czytałam lektury na każde zajęcia, również dodatkowe teksty,
          szukałam materiałów w Internecie na temat szczególnie interesujacych
          zagadnień, poza tym uprawiałam wyczynowo sport i 2x w tyg pracowałam
          jako instruktorka sportu, który trenowałam od 7 r.ż. Miałam własne
          pieniądze - zawsze byłam najlepszą lub prawie najlepszą studentką na
          roku i dostawałam najwyższe stypendium naukowe, trochę zarabiałam
          jako instruktorka, czasem też otrzymywałam nagrody pieniężne na
          zawodach sportowych. Kiedy na 4 roku poszłam do pracy nie miałam juz
          czasu na rzetelne przygotowanie do zajęć, byłam po prostu zmęczona,
          na sport też nie było czasu, a przynajmniej nie tyle, by myśleć o
          wyjazdach na zawody. Finansowo wyszłam na tym gorzej - zarabiałam
          mniej niż wcześniej nie pracując.
    • Gość: Luc Debile IP: *.adsl.inetia.pl 16.10.07, 16:06
      i tyle
    • Gość: jj glupi ten artykul IP: *.swan.cable.ntl.com 16.10.07, 16:23
      jak na studenta bodajze filozofii tzbytnio intekigetny nie jestes,
      przekonal mnie o tym ten artykul...a raczej pamietnik doroslego
      chlopca
    • Gość: qqq Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.crowley.pl 16.10.07, 16:34
      taaaa...
      tanie, blisko centrum, wyremontowane i dużo miejsca...

      hmmmm

      a ja chciałbym być młody, zdrowy, piękny i bogaty!!!
    • Gość: marcin Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: 87.192.177.* 16.10.07, 17:01
      witam, mi juz zal kazdego kto studiuje filozofie i bedzie magistrem, ktory na
      rozmowie o prace zapytany co umie odpowie, ze umie napisac referat. A tak poza
      tym to nic nie umie. Rownie dobrze mozna isc na archeologie ( magister od
      machania łopata na wykopkach) albo na jeszcze mniej praktyczna politologie.
      Ale cale szczescie ze jednak cos znalazl i w spokoju ukonczy swa studia wyzsze.
      • Gość: jbk Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.szara.net 16.10.07, 17:31
        akurat moi kumple po archeologii mają pracę.
        • Gość: antoni brygadzista Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.acn.waw.pl 16.10.07, 17:39
          kopia rowy?
          mam dla nich robote na dwa tygodnie
          zakwaterowanie w Wawie i zarcie wliczone
        • Gość: Smok A co mają ci po politologii? IP: *.acn.waw.pl 16.10.07, 19:17
          .
      • Gość: dementor Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 19:36
        tak się składa Przyjacielu, że posadę dyrektora lub kierownika w dużej firmie
        prędzej dostanie absolwent filozofii niż marketingi i zarządzania. Nie rozumiem
        dlaczego uważasz że studiowanie filozofii to błąd.
        • Gość: M. Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 23:07
          Dostanie ją z równie dużym prawdopodobieństwem co absolwent jakichkolwiek innych studiów. Nie wiem ilu kierowników znasz, ale na pewno żaden z nich nie został nim zaraz po studiach, liczy się zbyt wiele innych rzeczy. To, że łatwiej po filozofii niż zarządzaniu, to wierutna bzdura. Nie jest winą zarządzania, że jest dostępne na każdej uczelni, przez co prestiż tegoż kierunku niewielki. Ja też nie uważam że to błąd. Ale głupcem ten, kto studiuje filozofię dla posady kierownika. Wtedy to duży błąd. A jeśli kogoś faktycznie interesuje filozofia sama w sobie, to cóż innego może robić? Zastanów się nad tym. Wysoki procent absolwentów filozofii czy tam innej politologii kończy przekładając papiery w wielu różnorodnych firmach. A całe zainteresowanie kierunkiem studiów kończy się tuż po nich. Niepotrzebni nam tacy absolwenci. Nie jesteśmy krajem, który właśnie w tym momencie potrzebuje tylu absolwentów tych kierunków kształcących do niczego. Bo co po studiach może robić np politolog? Pisać do gazety? Być politykiem? Zostać na uczelni? I... nic więcej? podnoście larum, że wasi znajomi pracują w XXX lub YYY. To niczego nie zmieni, tam może każdy pracować. Ale oni mają pracę zgodną z tematyką swoich studiów, a Wy? Pięcioletnie hobby skończone?
      • Gość: gosc to tylko w Polsce ludzie maja filozofie za nic? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.10.07, 20:27
        Szkoda jest mi was, troche.

        "In 1985, the U.S. Department of Education compared graduate program
        admission test scores (LSAT, GMAT, GRE). They found the best results
        were obtained by math students followed by philosophy and
        engineering students. The study found that students who major in
        fields characterized by formal thought, abstract models, symbolic
        languages, and deductive reasoning develop reasoning and problem-
        solving skills suitable for application to many career options."
        philosophy.lakeheadu.ca/


        • Gość: M. Re: to tylko w Polsce ludzie maja filozofie za ni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 22:54
          "suitable for application to many career options" do wszystkiego i do niczego. Nie chodzi o to, które studia rozwiną Cię ogólnie i do wszystkiego. Bo co Ci daje filozofia? Nic. Kimkolwiek nie chciałbyś zostać, musisz się dokształcić. Na nic puste slogany, że "macie filozofów za nic". Ależ owszem, szanujemy ich. Ale co to za zawód, filozof? Pewnie, że to rozwija, ale nie daje Ci niczego konkretnego. Humanistów nie potrzeba nam na pęczki, jak jest teraz. Filozof nie zbuduje mostu, nie uporządkuje mi finansów, nie napisze programu, nie będzie dobrym geodetą... itp itd. W Stanach cały system edukacji, jak również struktura społeczna wyglądają całkiem inaczej, nie da się tego porównać. Może najpierw zajmijmy się rozijaniem naszego kraju, abyśmy kiedyś mogli pozwolić sobie na filozofów i politologów. Tymczasem Ci sami politolodzy i filozofowie przekładają teraz sterty papieru w przeróżnych firmach i mają tyle wspólnego ze skończonym kierunkiem ile mają stron czytane czasem wieczorami czasopisma tematyczne.
          • Gość: niebójciesiętak Re: to tylko w Polsce ludzie maja filozofie za ni IP: *.eranet.pl 17.10.07, 12:27
            Tylko w Polsce. Skończyłam filo - to jeden z powodów mojego dobrego
            samopoczucia. Nie zapomne rozmów i spotkań z tamtego okresu -
            bogactwo do dziś. Ale nie dla wszystkich, nie.
          • Gość: prawie mgr inż. Re: to tylko w Polsce ludzie maja filozofie za ni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 14:33
            Co ja bym dał, żeby studiować archeologię... a tak się nudzę i
            męcze, mam nadzieje ze pozniejsza kasa mi to wynagrodzi:/

            mimo wszystko - idzcie tam gdzie sie wam podoba, nie popelniajcie
            mojego bledu!
        • Gość: czerwony baron Re: to tylko w Polsce ludzie maja filozofie za ni IP: *.microsoft.com 17.10.07, 00:10
          bo to stwierdzenie powyzej to czesciowa bzdura. zdawalem GMAT (jest
          czesc z MATEMATYKI i angielskiego) i znalazlem sie w 98 percentylu.
          ci ktorzy zaprojektowali GMATa zrobili badania i okazuje sie ze nie
          ma za bardzo korelacji z pozniejszymi dobrymi wynikami w normalnej
          pracy po studiach :-)))))) a przynajmniej nikt tego nie udowodnil.
          a ze GMAT jest w 50% punktowany z matematyki, no to po matematyce
          sie go latwiej pisze, nieprawdaz ?
    • Gość: bloody_rabbit Kara śmierci IP: *.cft.edu.pl 16.10.07, 17:02
      "Pytanie dość dziwaczne jak na casting, ale uczciwie odpowiadam, że jestem za."

      No i dobrze ci bucu, że nie masz mieszkania.
      • Gość: Listekklonu Re: Kara śmierci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 18:41
        Podobny mi się komentarz nasunął, chociaż trochę mniej dosadnie sformułowany ;)
      • Gość: Normalny Re: Kara śmierci IP: *.barbara.ds.polsl.pl 16.10.07, 19:38
        Przecież pisze że znalazł bucu
      • Gość: dementor Re: Kara śmierci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 19:53
        jeśli ktoś zgwałciłby Twoje dziecko a później brutalnie je zamordował, czego Ci
        nie życzę, sam(sama) jaką karę dał(dała) byś takiemu przestępcy?
        A może ja zwyczajnie nie umiem przebaczać.
        • Gość: gienek Re: Kara śmierci IP: *.lama.net.pl 16.10.07, 21:04
          W takiej sytuacji wszystko skończyłoby się ułaskawieniem przez Tuska.
        • Gość: X Re: Kara śmierci IP: *.chello.pl 17.10.07, 02:49
          Czy kara śmierci uśmierza ból rodzin ofiar? Gdyby to było takie proste...
        • morte_macabre Re: Kara śmierci 17.10.07, 16:10
          Kto mówi o przebaczaniu? Dożywocie BEZ możliwości ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie jest znacznie gorszą karą niż śmierć. Dorzucić tu bezwzględnie wysoki rygor i masz małe piekiełko. Śmierć to zbyt łagodna kara.
          • Gość: eli Re: Kara śmierci IP: *.colpal.com 17.10.07, 16:16
            Tylko, że to za naszą kasę stworzysz im to małe piekiełko. :)
            • lukin Re: Kara śmierci 17.10.07, 16:57
              Utrzymanie skazanego na śmierć od wyroku do egzekucji jest droższe niż utrzymywanie skazanego na dożywocie przez kilkanaście lat. Skazany na śmierć w USA zanim umrze zwykle odsiaduje w pojedynczej celi około 15 lat.

              Dożywocie bez możliwości skrócenia kary jest niepotrzebne, nieetyczne i niebezpieczne. Trzymanie za kratkami człowieka, który nie ma nic do stracenia jest groźne, trzymanie 70-latka - niepotrzebne, odmawianie prawa do resocjalizacji - niehumanitarne. Zaraz ktoś pewnie wyśmieje mit resocjalizacji, ale ja tak samo śmieje się z mitycznej ideii sprawiedliwości. Prawda jest taka, że zabicie mordercy nie wskrzesi jego ofiar, a oddawanie życia ludzkiego w ręce państwowych urzędników to głupota. Jeżeli chcemy chociaż w minimalnym stopniu zadość uczynić rodzinom ofiar można to zrobić w o wiele lepszy sposób niż urzędowe morderstwo.

              P.S. W kwestii kary śmierci jeszcze (artykuł o castingu jest tak idiotyczny, że nie warto go komentować) polecam dwa filmy: "Krótki film o zabijaniu" Kieślowskiego i "Przed egzekucją" Robbinsa. Bardzo dobre filmy bo nie rozgrzeszają mordercy, nie moralizują, nie zasypują statystyką. Nad akademickimi dysputami mają tę przewagę, że operują na indywidualnych przypadkach. Będą więc bardziej przekonujące niż te moje wywody.
        • bloody_rabbit Re: Kara śmierci 18.10.07, 20:58
          A może zwyczajnie jesteś po...
    • Gość: aga Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.b-ras1.dbn.dublin.eircom.net 16.10.07, 17:22
      Mieszkam w Dublinie, tutaj nie trzeba byc studentem zeby brac udzial
      w castingu szukajac mieszkania. W tym miejscu jest to naturalne.
      • Gość: aga www.stancja.pl i w krakowie w 2 IP: *.189.72.18.e-plan.pl 16.10.07, 17:38
        dni malpiszony znalazlam
      • Gość: Justyna Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.b-ras1.prp.dublin.eircom.net 16.10.07, 23:40
        Pozdrawiam Aga! Szukanie mieszkania w Dublinie to najgorsza rzecz, jaka mi sie
        przytrafila i nikomu tego nie życze :)
    • Gość: zeliwna Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.netcontrol.pl 16.10.07, 18:15
      Ja niestety mieszkania zaczełam szukać w połowie lipca, a to dlatego
      że dopiero wtedy dowiedziałam się, że jestem przyjęta. Wspominam to
      jako coś okropnego! i wcale nie miałam wysokich wymagań, szukałam
      pokoju dwuosobowego, za max 450 zl za osobę, standard nie miał
      większego znaczenia, jasne że nie chciałam mieszkać w jakiejś
      obskurnej norze. W każdym razie szukałam przez różne sposoby
      (internet, znajomi, gazety, biura pośrednictwa) w końcu udało się,
      ale tylko przez znajomych. Nie jestem do końca zadowolona, ale mam
      gdzie mieszkać. Teraz rozpocznę poszukiwania w czerwcu i zgadzam
      się, że szukania mieszkania we wrześniu to bezmyślność.
      • Gość: propagandaminister Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: 136.173.62.* 16.10.07, 18:40
        Na jakim świecie on żyje...? Na jakim smutnym wy żyjecie świecie?

        Jedyne sensowne studia w Polsce to studia na dużym uniwersytecie z
        tradycjami. Wyższe szkoły zawodowe, jak SGH i AGH kształcą
        specjalistów, ale nie kształtują umysłowości i nie zapewniają
        wszechstronnej wiedzy.

        Określenie "bezrobotny student" jest bzdurne z mojego punktu
        widzenia. Studia powinno poświęcić się na naukę, poznawanie ludzi i
        samego siebie - nie na pracę. Rodzice finansowali mój pobyt na
        studiach przez całe pięć lat i sam zadbam o to, by moje dzieci nie
        musiały pracować w czasie roku akademickiego. Co innego własne
        potrzeby, pracowałem w każde wakacje (oczywiście nie przez całe trzy
        miesiące. Podobnie żyli wszyscy moi znajomi.

        Studiowałem polonistykę. Zmienialiśmy mieszkania z grupą znajomych,
        też szukaliśmy zawsze we wrześniu. Nie było nas stać na opłaty za
        wakacje. Trafiało się różnie, bywały prawdziwe nory. Trzeba było
        ogrzewać się wewnętrznie. Dzisiaj, kiedy po kilku latach spotykam
        się z przyjaciółmi najlepsze anegdoty pochodzą właśnie z tego okresu.

        Większość z moich znajomych chciałaby zapewnić swoim przyszłym
        dzieciom możliwość studiowania bez konieczności pracy. Na pracę
        przyjdzie jeszcze czas. Każdy z nas doskonale poczuł, kiedy nadszedł
        ten moment.

        Pozdrawiam autora!
        • Gość: tksl Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.aster.pl 16.10.07, 19:37
          wierz mi ze umyslowosc to akurat SGH ksztaltuje... i jeszcze wiele
          cech potrzebnych w dzisiejszym swiecie. Wiesz wogle jak sie studiuje
          na sgh? wiesz ile jest zajec do wyboru? pewnie nie. otóż w kazdym
          semestrze mozesz wybierac z oferty prawie 1000 przedmiotow. na pewno
          kazdy znajdzie cos dla siebie. pozdrawiam
        • Gość: witello Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.aster.pl 16.10.07, 19:38
          Nie badz taki madralinski. "Kształcenie umysłowosci" (wyrażenie
          potworek - co z Ciebie za polonista?) to sprawa indywidualna, choc
          rzeczywiscie rzadziej spotykana.

          Studiowanie kierunków humanistycznych wcale tego nie gwarantuje. Za
          to gwarantuje problemy ze znalezieniem pracy :P

          Na SGH miałam przyjemność studiować z laureatami olimpiad
          filozoficznych i literatury, zapalonymi działaczami społecznymi,
          entuzjastami sztuki, globtroterami, bibliofilami itd.

          O rozwoju osobistym decyduje Twoje działanie i ludzie, których
          wybrałeś, by z nimi przebywać, a nie studiowanie na uniwerku samo w
          sobie.

          A co do zarabiania? No cóż... Nie każdy może sobie pozwolić na
          zrezygnowanie z pracy w czasie studiów i... nie każdy chce. Bo dla
          niektórych chęć bycia samowystarczalnym jest jednym z priorytetów i
          warunkiem koniecznym samodzielności, odpowiedzialności i
          dojrzałości. Dla mnie to cecha godna podziwu. W przeciwieństwie do
          gromadek studentów czwartego czy piątego roku, kursujacych w
          pociągach co dwa tygodnie z olbrzymimi plecakami - w piątek z
          brudnym praniem dla mamusi, w niedzielę z wałówką.

          No i ten durny zwrot: "własne potrzeby". Głód, dach nad głową i
          potrzeba kształcenia to nie są Twoje własne potrzeby?
          • kretynofil Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni 17.10.07, 08:58
            "Na SGH miałam przyjemność studiować z laureatami olimpiad
            filozoficznych i literatury, zapalonymi działaczami społecznymi,
            entuzjastami sztuki, globtroterami, bibliofilami itd."

            I to jest wlasnie megalomania, za ktora absolwentow SGH wiekszosc
            ludzi nie lubi. Ja rozumiem, ze jak sie jest ze wsi, przyjedzie sie
            do miasta, to trzeba sie dowartosciowac znajomoscia
            z "bibliofilami", ale naprawde, w blizszym kontakcie jestescie mocno
            niestrawni, dla osob spoza swojego koleczka wzajemnej adoracji...

            Najbardziej mi sie podoba to, ze w ramach awansu spolecznego z
            reguly ladujecie na stanowisku "nizszego pacholka" w korporacyjach
            typu Accenture (pani kierownik dzialu HR tej firmy to wzorowa "miara
            durnego snoba", oczywiscie po SGH), gdzie dostajecie psie pieniadze,
            za ktore kupujecie klitki na tarchominie, uzywany samochod i
            koniecznie sluchawke Bluetooth, wszystko na kredyt i nosicie sie po
            miescie jak paniska. Kupa smiechu, naprawde...

            Zeby nie bylo, rozumiem, ze sa u Was inni ludzie, ale Ty w
            szczegolnosci do nich sie nie zaliczasz :) Milej pracy w charakterze
            szczura :)

            ----------------------------------------------

            Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
            internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
            czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
            kretynami. Milej lektury :)
            • Gość: qqq Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.crowley.pl 17.10.07, 11:51
              > za ktore kupujecie klitki na tarchominie,

              ...pewnie lepiej odziedziczyć po babci (rodowitej warszawiance
              oczywiście) na starówce, nie...

              > uzywany samochod

              ...pewnie niektórym tatuś kupił za zdaną maturę, pewnie audi...


              > koniecznie sluchawke Bluetooth,

              ...pewnie tych ze starówki, którzy jeżdżą tymi audi od matury nie
              obowiązują przepisy, które zmuszają do korzystania z zestawów
              słuchawkowych podczas jazdy samochodem...


              • kretynofil Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni 17.10.07, 12:46
                Zabolalo? Jak mi przykro :)

                Widzisz, ja rozumiem, ze nie kazdego stac na Mokotow czy Zoliborz, i
                nie uwazam mieszkania na Tarchominie za nic zlego. Mysla przewodnia
                mojej wypowiedzi bylo to, ze poziom mniemania o sobie u absolwentow
                SGH jest czesto GRUBO przesadzony.

                Dla mnie ktos, kto jezdzi starym oplem, mieszka na Tarchominie i
                wszedzie chodzi z Blufufem (nawet na spacer do parku :) ), jest ok,
                dopoki nie zacznie zadzierac nosa. Wtedy jest juz komiczny.

                To samo dotyczy wspomnianego Accenture - kazdy ma prawo pracowac
                gdzie chce, ale pracownicy tego korpo po prostu bija na glowe cala
                konkurencje jesli chodzi o poziom NIEUZASADNIONEGO samozadowolenia.
                Zarabiaja chyba najmniej w branzy, szanse rozwoju maja minimalne
                (jesli nie liczyc awansu z poziomu 33 na 32 w ichniej hierarchii),
                podgryzaja sobie tylki, w wiekszosci sa po prostu nadetymi
                dyletantami (praca z nimi to horror...), robota, ktora wykonuja jest
                z reguly ponizej ich i tak skromnych z reguly kwalifikacji. To ze
                sie tak dobrze sprzedaja, to tylko kwestia tego "klimatu", budowania
                mitu... Pewien facet, zajmujacy sie doradztwem na najwyzszych
                poziomach managementu w duzych korporacjach, powiedzial kiedys:
                - jak potrzebuje hydraulika, dzwonie do Accenture, kiedy potrzebuje
                architekta, dzwonie do KPMG.

                I tak niestety jest... Problemem nie jest co w zyciu osiagniesz,
                tylko to jak bardzo sie nadmiesz z tego powodu, rozumiesz?

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                kretynami. Milej lektury :)
            • kauzyperda Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 12:39
              Wyczuwam frustrację w Twoim wpisie. Czyżby nie przyjęli cię do
              Accenture?

              Inna rzecz że nie rozumiem co masz do ludzi, którzy byli na tyle
              dynamiczni i pracowici, że wyrwali się z miejscowości, które nie
              dawały im szans na rozwój, skończyli dobre studia i ciężko pracują,
              za, tu cię zmartwię, całkiem godziwe pieniądze (Tarchomin i używane
              auto to poziom zarobków na wejściu dla absolwenta, który nic nie
              umie, potem, po 2-3 latach jest znacznie lepiej).

              A, rozumiem, wolisz taki "stołeczny" model kariery. Stytolić jakieś
              g... studia w Wyższej Szkole Grillowania i Makijażu a potem rodzice
              po znajomości załatwiają robotę w jakimś urzędzie i ciągle stołujesz
              się u nich bo pensja starcza tylko na piwo ze znajomymi.
              • kretynofil Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 12:54
                Co ja wiem o korporacjach? Wbrew pozorom, calkiem sporo. Przykro mi,
                ze obrazilem sekte, ktora jest Accenture (kogos, kto mi pokaze
                roznice miedzy Accenture a Amwayem, obsypie zlotem :) ).
                Rzeczywistosc jest taka, ze korpo mi wisza, bo pracuje jako
                freelancer, za stawki korporacyjne, tylko dostaje je w calosci do
                kieszeni, a nie jak w korpo jakies 5%.

                Rzeczywiscie, do Accenture mnie kiedys nie przyjeli, bo nie
                zgodzilem sie pracowac za 50% swojej owczesnej stawki. Rozmowa
                kwalifikacyjna, na ktorej bylem, to byla rzeczywiscie wspaniale
                przezycie :) Pozniejsze doswiadczenia w pracy z konsultantami tego
                korpo tylko upewnilo mnie w przekonaniu, ktore z tej rozmowy
                wynioslem - zeby tam sie dostac trzeba byc: miernym, wiernym, durnym
                i koniecznie nadetym. Miernym, zeby czasem nie wyjsc przed szereg,
                wiernym, zeby sie cieszyc z awansu z poziomu 47 na 46 i nigdy nie
                weryfikowac swoich warunkow zatrudnienia z rynkiem, durnym, zeby
                pracowac za smiesznie male pieniadze, i jeszcze sie podgryzac, no i
                nadetym zeby budowac "kulture korporacyjna" :) Przykro mi, ze tak
                Cie urazilem :)

                ----------------------------------------------

                Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                kretynami. Milej lektury :)
                • kauzyperda Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 13:13
                  Urazić nie uraziłeś bo akurat w Accenture nigdy nie pracowałem a
                  poprostu rozbawiło mnie twoje sfrustrowane podejście do
                  idei "korporacji", które ja osobiście sobie bardzo chwalę bo po paru
                  latach od zakończenia studiów mam całkiem wypasione duże mieszkanie
                  na Żoliborzu, niezłą brykę i sporo kasy. I przez te parę lat nikt
                  mną nie tyrał tak jak to się w legendach mówi ani nikogo nie
                  musiałem podgryzać (zresztą, nie wiem jak jest w Accenture, ale np.
                  w Big 4 legendy o podgryzaniu są raczej absurdem, bo struktura
                  działów jest otwarta i nie potrzeba "podgryzać" szefa żeby wejść na
                  jego miejsce ani kolegów bo ich awans nie blokuje twojego.
                  Oczywiście jak wszędzie można trafić na kretynów i kanalie, ale to
                  nie specyfika tych firm).

                  Więc nie widzę innych, poza osobistą frustracją, powodów, by
                  zadzierać nosa i patrzeć z góry na, jak napisałem wcześniej solidnie
                  pracujących, aktywnych ludzi.
                  • kretynofil Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 14:37
                    > Więc nie widzę innych, poza osobistą frustracją, powodów, by
                    > zadzierać nosa i patrzeć z góry na, jak napisałem wcześniej
                    solidnie
                    > pracujących, aktywnych ludzi.

                    Widzisz, gdybys nie wzial tego do siebie, tylko uwaznie przeczytal
                    to co napisalem, to bys zrozumial, ze ja pisze o tym samym. Cala
                    historia zaczela sie od goscia, ktory w iscie megalomanski sposob
                    opisal atuty studiow na SGH, co mnie rozbawilo i sklonilo do
                    dygresji na temat perspektyw po tej uczelni... Accenture pojawilo
                    sie jako skojarzenie - na szesciu kandydatow razem ze mna, pieciu
                    bylo po SGH.

                    Ja nie zadzieram nosa, nie wywalam swoich frustracji, ani nic
                    takiego. Dodatkowo, nie robie zadnych osobistych wycieczek do
                    Ciebie, nie pisze ze po znajomosci dostales prace w urzedzie, ze
                    stoluje sie u rodzicow, bo mnie nie stac.

                    Nie staram sie porownywac naszych zarobkow, ani dyskredytowac Twoich
                    doswiadczen, nie popisuje sie statutem materialnym (wypasiona bryka,
                    jezu, ucza Was takich gadek na spotkaniach korporacyjnych?!), wiec
                    nie przypisuj mi swoich cech. A co do porownania statusu, to nie
                    probuj, bo sie bolesnie zdziwisz :)

                    Ja tez sie zgadzam, ze praca w korporacji ma swoje plusy, bo ja tez
                    w kilku pracowalem, i uwazam, ze nie byloby mnie tutaj, gdyby nie te
                    doswiadczenia. Inna sprawa, ze z korpo trzeba wyrosnac, zamiast
                    zachlystywac sie swoja aktywnoscia i wlasnym (urojonym) sukcesem. Co
                    to za sukces, ze pracujesz za 100 PLN/h, jesli klient placi za
                    Ciebie 100 EUR/h? Czyste frajerstwo, z ktorego niektorzy wyrastaja...

                    Podtrzymuje natomiast teze, ze jesli chodzi o Accenture, to banda
                    snobow, idiotow i miernot. Przykro mi, ale pracowalem z nimi w
                    jednym budynku, razem przy projektach, kilku poznalem i naprawde cos
                    jest na rzeczy.

                    Radze, celem weryfikacji swoich pogladow, wybrac sie do Accenture na
                    rozmowe kwalifikacyjna. Bedziesz szczerze zaskoczony!!!

                    ----------------------------------------------

                    Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                    internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                    czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                    kretynami. Milej lektury :)
                    • kretynofil Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 15:02
                      I jeszcze wyjasnienie, zebys mi znowu jakichs idiotyzmow nie
                      zarzucal.

                      > Ja tez sie zgadzam, ze praca w korporacji ma swoje plusy, bo ja
                      tez
                      > w kilku pracowalem, i uwazam, ze nie byloby mnie tutaj, gdyby nie
                      te
                      > doswiadczenia. Inna sprawa, ze z korpo trzeba wyrosnac, zamiast
                      > zachlystywac sie swoja aktywnoscia i wlasnym (urojonym) sukcesem.
                      Co
                      > to za sukces, ze pracujesz za 100 PLN/h, jesli klient placi za
                      > Ciebie 100 EUR/h? Czyste frajerstwo, z ktorego niektorzy
                      wyrastaja...

                      W tym punkcie chodzi mi o to, ze praca w korpo to nie cud nad cuda,
                      nie jest to tez kompletne dno. Chodzi o to, czy potrafisz swoja
                      prace traktowac bez nadecia, czy potrafisz zdystansowac sie do
                      siebie.

                      Jednym z mechanizmow KAZDEJ korporacji jest to, ze wywoluje sie w
                      pracownikach poczucie zadowolenia, wmawia im sie sukces, opowiada
                      brednie o skutecznosci firmy itd. Gdybys zmienil prace szybko bys
                      sie zdziwil, ze w nowym korpo na spotkaniu propagandowym pokaza Ci
                      ten sam wykres co w poprzedniej firmie, tylko ze tym razem bedzie z
                      tego wynikalo, ze to nowy pracodawca jest najlepszy na swiecie.

                      I to bedzie jedyna osobista wycieczka z mojej strony; o ile doceniam
                      ludzi, ktorzy ciesza sie ze swoich osiagniec, to tutaj Ci przywale:
                      Twoj sposob opisywania swoich "osiagniec" to modelowa reakcja na
                      korporacyjne pranie mozgu. Przykro mi, ze to musialem napisac, ale
                      Ci sie nalezalo. Kiedys moze spuscisz z tonu i zrozumiesz co mialem
                      na mysli.

                      Pozdrawiam,
                      Kretynofil

                      ----------------------------------------------

                      Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                      internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                      czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                      kretynami. Milej lektury :)
                      • kauzyperda Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 15:46
                        > Twoj sposob opisywania swoich "osiagniec" to modelowa reakcja na
                        > korporacyjne pranie mozgu.

                        Wiesz, mimo wszystko mam wrażenie że odczuwasz jakiś żal do
                        korporacji wywołany tym, że w pewnym momencie twoja do nich niechęć
                        została, że tak to ujmę, odwzajemniona. To akurat spotkałem już parę
                        razy w życiu u osób które na początku swojej kariery zawodowej
                        zostały odrzucone z jakichś względów przez 'korporację' i potem
                        ciągle udowadniają (głównie sobie) jakie te "korpo" są beznadziejne.
                        Co ciekawe, robią to też ludzie którzy osiągnęli duże sukcesy
                        zawodowe i nie jest to zawiść materialna, ale poczucie pewnej ujmy,
                        na zasadzie "taki jestem świetny a te łachy mnie odrzuciły".

                        Co do mojego wpisu, to bynajmniej nie traktuję ww rzeczy
                        jako "osiągnięć". To zwykłe życie na poziomie średniej europejskiej
                        i tyle. Poprostu odniosłem się do opisywanej na początku przez
                        Ciebie ponurej wizji "nor" na Tarchominie i dwudziestoletnich opli.

                        I wreszcie nie wiem (choć inna sprawa że nie znam wszystkich firm na
                        rynku) skąd te pokutujące legendy o "praniu mózgu" w korporacjach.
                        Wiesz, ja akurat zmieniałem pracę parę razy i poza lądującymi z
                        automatu w koszu mejlami "z centrali" nie spotkałem się z wiarą i
                        jakimś szczególnym przywiązaniem do "wartości firmy". Z moich
                        obserwacji wynika, że wręcz przeciwnie, najczęściej ludzie z
                        mniejszych firm (albo prowadzących własną działalność - nie jest to
                        osobista wycieczka do Ciebie, sam teraz w dużej mierze jestem "na
                        swoim") mają nawalone we łbie i wydaje im się że robią ho, ho
                        niesamowicie ważne rzeczy.
                        • kretynofil Re: Co ty wiesz o korporacjach... 17.10.07, 16:09
                          Jeszcze raz - nory na Tarchominie to nic zlego. Uwazanie ich za
                          wyznacznik wysokiego statusu materialnego - to juz zwykle,
                          nieuzasadnione nadymanie sie.

                          Pranie mozgu w korporacjach to norma, chociaz ja akurat zawsze
                          dobieralem sobie tak robote, zeby od tej "kultury korporacyjnej" byc
                          jak najdalej, co mi sie udawalo i zawsze ta praca sprawiala mi
                          satysfacje, wiec mylisz sie odnosnie odrzucenia przez korporacje. Z
                          reguly mialem spore problemy z odejsciem, bo
                          - pierwsze primo: fajna byla robota, ludzie sympatyczni i naprawde
                          normalni (z wyjatkami, jak wszedzie),
                          - drugie primo: dlugie dyskusje z szefem o tym, ze jak zostane, to
                          dostane podwyzke, lepszy projekt i inne takie, bezcelowe negocjacje,
                          itd.,
                          - trzecie primo: nikt jeszcze mnie nie wyrzucil, zrezygnowal,
                          odmowil.

                          Uwierz mi, ja nie udowadniam sobie ze korpo jest zle. Korpo jest
                          dobre, ja juz to napisalem.

                          Jedyne co w polskim modelu korpo jest zle (albo po prostu smieszne,
                          gdyby nie to, ze narzucaja ton calej branzy) to pewna grupa ludzi,
                          ktorzy pojawiaja sie w duzym miescie, daja sie zlapac naganiaczom,
                          chodza sumiennie na Amwayowe spotkania (czasem nawet robiac
                          notatki!), i swoje kompleksy wywolane pochodzeniem, statusem
                          rodzicow itp. lecza powolujac sie na swoje "sukcesy" w korporacji.
                          Przyklad bardzo podobny do tekstu, na ktory odpowiedzialem na
                          poczatku, ze studentem SGH, ktory poznal globtroterow i
                          bibliofili :) Zamknij oczy i wyobraz sobie, jakim trzeba byc
                          zalosnie smiesznym gnojkiem, zeby dowartosciowywac sie na podstawie
                          znajomosci z 22-letnimi globtroterami, ktorzy zwiedzaja plaze w
                          Egipcie i Tunezji :)

                          Wyobraziles sobie? To teraz sobie wyobraz tego goscia trzy lata
                          pozniej, juz krociutko ostrzyzonego, z chamska pewnoscia siebie,
                          wiesniackimi manierami, zle skrojonym garniturem, koszula ktora nie
                          pasuje do krawata, siedzacego w typowej warszawskiej zarlodajni
                          (zwanym restauracja), obracajacego w palcach kluczyki do Cinquecento
                          i z wyzszoscia patrzacego na wszystkich wokol, bo przeciez on
                          odniosl sukces - dostal prace za 3500 PLN netto. Wlasnie patrzysz na
                          szeregowego pracownika Accenture :) To tylko taka anegdotka, oparta
                          na obserwacjach...

                          Co do prania mozgu w korporacjach - wybacz, ale udowadnianie sobie,
                          ze prania mozgu u Ciebie nie ma, bo kasujesz maile z propaganda,
                          naprawde nie ma sensu. Problem lezy w tym, gdzie z reguly lezy
                          ta "centrala" - jesli to juesej, to przerabane - to co oni traktuja
                          jako "komunikacje wewnetrzna" wedle naszych norm jest praniem mozgu.
                          Tak po prostu - zwykla roznica kulturowa. Nie dorabiaj mi czegos,
                          czego nie pisze, i prosze, zanim odpowiesz, przeczytaj moje
                          wczesniejsze wpisy, oraz to na co reagowalem. Ja jestem juz zmeczony
                          tlumaczeniem Ci, ze nie jestem wielbladem...

                          ----------------------------------------------

                          Dla inteligentnych inaczej, czyli dla wiekszosci piszacych na forach
                          internetowych: KRETYNOFIL to nie rodzaj kretyna, tylko osoba
                          czerpiaca perwersyjna, niemal ekstatyczna przyjemnosc z obcowania z
                          kretynami. Milej lektury :)
        • Gość: witello humaniści i umysły ścisłe IP: *.aster.pl 16.10.07, 19:41
          Zapomniałabym - ludzie nie dzielą sie na humanistów i umysły ścisłe.
          Raczej na tych, którzy radzą sobie z matematyką i resztę :P
        • Gość: Kamil Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.sgh.waw.pl 16.10.07, 22:26
          Nie kazdy moze sobie pozwolic na samo studiowanie. Ja jakos moge pogodzic prace ze studiowaniem. Nauka to nie wszystko bo akurat na polinistyce to wkuwanie masy niepotrzebnych rzeczy. A po 5 latach taki humanista idzie do urzedu pracy aby go zarejestrowali. Zero przygotowania do podjecia pracy.
          • Gość: propagandaminister Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.upc.chello.be 17.10.07, 00:28
            Moi drodzy, sami jesteście najlepszym potwierdzeniem mojej tezy.
            Rozumiem, że trudne studia w najlepszej zawodówce w Polsce połączone
            z pracą budzą w was frustrację. Większość ludzi po SGH, jakich
            spotkałem można zaliczyć albo do snobów albo do frustratów.

            Wydaje się Wam, że szaleńczy networking i dziki wyścig szczurów
            pozwolą Wam osiągnąć wymarzoną "niezaleźność". Zamiast przyjaciół
            macie facebooka, zamiast prawdziwej radości z źycia - niezaspokojony
            głód ambicji.

            Uważam SGH za doskonałą uczelnię. Kształcącą świetnych specjalistów
            w wąskich dziedzinach. Absolwenci SGH są najlepiej poinformowani o
            perspektywach pracy, tworzą sieć wzajemnej pomocy. Uczelnia ta daje
            Wam do ręki nowoczesne narzędzia itd...

            Dlaczego dyskredytujecie ludzi, którzy zamiast ekonomii wybrali
            filozofię, polonistykę zamiast marketingu albo socjologię a nie
            zarzadzanie? Frustracja.

            Student filozofi UJ albo absolwent polonistyki UMK tak samo jak Wy
            znajdzie dobrze płatną pracę. W przeciwieństwie do Was, na studiach
            oprócz wiedzy zyska doskonałe wspomnienia, przyjaciół. Będzie
            szczęśliwym człowiekiem.

            Moje dzieci nie będą musiały pracować w czasie studiów.
            • Gość: ciak Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.chello.pl 17.10.07, 01:04
              bzdury pleciesz - studiowałeś na sghu? wszędzie są różni ludzie - i
              tacy, którzy maja chore ambicje i tacy, którzy na studiach sobie
              świetnie radzą, ale oprócz tego maja jeszcze życie towarzyskie i
              fajnych przyjaciół. ja jestem w tej drugiej grupie, mimo że
              skończyłam dwa kierunki na sgh ;) co więcej nie tylko ja, ale i
              wielu moich znajomych pracowało tylko w wakacje, a poważną pracę
              zaczęło dopiero na piatym roku albo po studiach.

              ja nie dyskredytuje ludzi, którzy mieli odwagę wybrać kierunki
              typowo humanistyczne - sama byłam w liceum laureatką olimpiady z
              literatury i miałam wolny wstęp na filologię polską, ale trochę się
              bałam, że po takich studiach pozostanie mi tylko praca nauczycielki.
              fajnie, że udaje Wam się jednak znaleźć dobrze płatną pracę, ale ja
              też nie żałuje swojego wyboru ;)

              ps. wydaje mi się, że poszerzające horyzonty studia powinny Cię
              jednak nauczyć niepowielania stereotypów i niepotwierdzania swoich
              tez na niereprezentatywnych próbach ;) pozdrawiam
              • Gość: witella Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.aster.pl 17.10.07, 08:46
                > typowo humanistyczne - sama byłam w liceum laureatką olimpiady z
                > literatury i miałam wolny wstęp na filologię polską,
                Ja też :)
            • Gość: witella Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: *.aster.pl 17.10.07, 08:54
              Propagandaminister, Twoja uczelnia się za Ciebie wstydzi - student
              polonistyki, a czytanie ze zrozumieniem przekracza Twoje skromne
              mozliwości :P

              Gdzie w mojej wypowiedzi dyskredytuję studentów humanistycznych
              kierunków? Gdzie piszę o networkingu i facebooku (skądinąd, nie
              używam wcale :P)?

              Nie dopuszczasz takiej mozliwości, że student sgh ma przyjaciół i
              pasjonujących interlokutorów - nieeeee, on tylko uprawia networking.
              Ja dzielę ludzi na tych z którymi chcę mieć do czynienia, i głupców,
              frustratów, fanatyków i resztę mniej lub bardziej przykrych
              przypadków. Sam się wpychasz do tej drugiej grupy, plotac takie
              androny.
              • Gość: propagandaminister Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: 136.173.62.* 17.10.07, 10:46
                Witella, daruj sobie tę tania demagogię. I nie traktuj wszystkiego
                tak osobiście. Szkoda Twoich nerwów - przydadzą Ci się przy zapisach
                na fakultety ;))

                Znam co najmniej kilkunastu absolwentów najlepszej zawodówki w
                Polsce, z niektórymi przyszło mi nawet pracować. Wśród absolwentów
                żadnej innej uczelni nie spotkałem tylu zarozumiałych, myślących
                schematycznie i żądnych prestiżu indywiduów. Większość z nich
                nawiązuje powierzchowne instrumentalne znajomości a opinie o świecie
                powtarza za tygodnikiem The Economist.

                Nie będę powtarzał mojej pozytywnej oceny kształcenia zawodowego na
                SGH. Niemniej, zauważyłem, iż szkoła ta (zauważ ważną dychotomię
                szkoła-studia) uczy również kombinatorstwa, koniunkturalności i
                wciskania się przed szereg. Znajdź sobie w google hasło "imperatyw
                kategoryczny".

                Znowu, nothing personal Witella, napisałem pierwszy post po
                przeczytaniu kilku innych, których autorzy ex cathedra krytykują
                studenta za to, że wybrał filozofię i za to, że nie pracuje.

                Wolałbym, żeby moje dziecko studiowało filozofię, socjologię albo
                literaturę na dobrym uniwersytecie (nie będę narzucał mu kierunku
                studiów). Wiem na pewno, że nie będzie musiało pracować w czasie
                studiów. Chciałbym, żeby mogło ten czas spędzić z przyjaciółmi na
                długich nocnych dyskusjach, bez ograniczeń, że musi rano zrywać się
                do pracy. Studia są okresem wszechstronnego rozwoju a nie kursem,
                który daje "fach do ręki".
          • tomek854 Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni 17.10.07, 12:20
            Gość portalu: Kamil napisał(a):

            > Nie kazdy moze sobie pozwolic na samo studiowanie. Ja jakos moge pogodzic prace
            > ze studiowaniem.

            To gratuluję - mi się niestety nie udało, ale astronomia to jednak nie są łatwe
            studia, więc jednoczesna jazda furgonetką czy dziennikarzenie sprawy nie ułatwia.

            Ale jak patrzę na moich przyjaciół, którym się udało skończyć, to i tak nie
            żałuję. Myślę, że każde z nas nauczyło się czegoś innego - oni znają się na
            słońcu, a ja miałem ciężką szkołę życia. Teraz jestem za granicą, zarobiłem
            sobie własną pracą na normalne życie i teraz składam ponownie papiery na studia
            - tutaj.

            Wylecialem ze studiów - to prawda. Zacząłem drugie i też nie udało mi się
            skończyć - to też prawda. Ale wcale nie czuję się gorszy od moich przyjaciół
            magistrów. I oni wcale także nie traktują mnie gorzej. (No chyba że ci po
            naprawdę elitarnych uczelniach i kierunkach, bo oni nie rozumieją, ze sam fakt
            skończenia takiej uczelni nie robi z nich wspaniałego człowieka i fachowca
            pierwszej klasy).
        • Gość: f. Re: Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: 212.180.165.* 17.10.07, 13:05
          cześć ministrze,

          masz inne (ale nie jedyne słuszne) spojrzenie na cel studiów.
          uważasz, ze to czas rozwoju. tak i nie. rozwój się nie zaczyna ani
          nie kończy na studiach i jest raczej cechą osoby to czy i w ogóle
          będzie się rozwijać.
          natomiast - to ważne - rozwijać się można niezależnie od studiów, po
          studiach.
          całkowicie pomijasz natomiast kwestię zawodu i koniecnzości
          utrzymania się. co może robić absolwent liceum (bez zawodu), po
          skończeniu 5-letnich studiów typu filozofia ? nie mając żadnego
          doświadczenia zawodowego ? proszę, podaj przykłady. i pomińmy
          pozostanie na uczelni.

          często ludzie na takich kierunkach to duże dzieci, które nie są w
          stanie przetrwać bez pomocy rodziców, a potem boleśnie przeżywają
          zderzenie z rzeczywistością.

          ludzie po szkole - jak mówisz "zawodowej" - pryznajmniej ten zawód
          mają, a to czy będą się rozwijać w innych dziedzinach albo w jaki
          sposób będą budować relacje i przyjaźnie - to sprawa bardzo
          indywidualna.

          jako absolwenta "jednych prawdziwych studiów" - nie powinieneś
          posługiwac się takim stereoptypami
          • Gość: propagandaminister Ojej, jacy wszyscy tu porządni IP: 136.173.62.* 17.10.07, 16:44
            Witam f,

            nareszcie jakiś post sine ira et studio. Pozostali obrońcy etosu SGH
            zaczynali od ciosu z główki. Nie roszczę sobie monopolu na prawdę.
            Zacząłem od obrony "bezrobotnego studenta filozofii" i dodałem
            osobistą deklarację, iż zapewnię mojemu potomstwu możliwość
            studiowania bez konieczności pracy.

            Nie jestem przeciwnikiem wyższego kształcenia zawodowego,
            szczególnie, jeśli utrzymuje tak wysoki poziom jak program "Warsaw
            School of Economics" ;) Profilowanie kształcenia pod kątem
            zapotrzebowania rynku to bardzo mądra praktyka, pozwalająca w pewnym
            stopniu i w określonym czasie zmniejszyć poziom bezrobocia.

            Nazywajmy jednak rzeczy po imieniu. Tak jak nie chciałbym popaść w
            generalizację, tak nie lubię postawy skrajnie indeterministycznej
            pod tytułem: "ludzie są różni". Gdyż to po prostu banał.

            Obecnie na rynku pracy liczy się przede wszystkim mobilność
            zawodowa. Poza dziedzinami stricte technicznymi: informatyka,
            elektronika i robotyka oraz kilkoma profesjami: lekarz, prawnik,
            architekt, śmiem twierdzić, że wiedzę potrzebną do rozpoczęcia
            każdej innej pracy można przyswoić na trzytygodniowym intensywnym
            kursie. Reszta to już talent i praktyka.

            Nade wszystko liczy się jednak intelekt i osobowość. Umiejętność
            uczenia się, selekcji materiału, zdolności komunikacyjne i
            umiejętności grupowe, sztuka kompromisu, kontrola stresu, unikanie
            konfliktów. Nie wspominam o znajomości języków obcych - to oczywiste.

            Dlatego uważam, że filozofia, socjologia i inne nauki tak zwane
            humanistyczne świetnie przygotowują absolwenta do wejścia na rynek
            pracy. Studia i praca powinny pozostać dwiema osobnymi
            rzeczywistościami. Moim dzieciom chciałbym dać szansę na bycie
            studentem, przeżycie tego doświadczenia w nowym mieście, wśród
            nowych ludzi.
    • nionczka Studencki casting na mieszkanie w Krakowie 16.10.07, 18:31
      A co w tym dziwnego, ze ktos chce poznac blizej kandydatów na
      dzielenie mieszkania i nawet pokoju? Przeciez zycie na kupie bedzie
      dla wszytskich latwiejsze jesli wspolokatorzy dobrze sie dobiora. Ja
      tez bym wolala nie dzielic mieszkania ani z palaczami ani ze
      zwolennikami kary smierci.
      • Gość: Smok To się nazywa tolerancja dla czyichś poglądów? IP: *.acn.waw.pl 16.10.07, 19:19
        Proponowałbym pracować nad sobą bo jak pójdziesz do pracy i towja
        starsza koleżanka powie że głosowała na PiS to jej wydrapiesz oczy
        czy tylko nie będziesz się odzywać przez tydzień?
        • Gość: hehe Re: To się nazywa tolerancja dla czyichś poglądów IP: 195.205.190.* 16.10.07, 20:19
          Ja bym wybrała jedno i drugie.
          A ja też nie chciałabym mieszkać z palaczem popierającym karę śmierci. A co ja
          jestem, matka Teresa, że mam wszystkich ludzi kochać?
          Toleruje inne poglądy. Ale na odległość większą niż odległość parasola.
          • Gość: gosciówa Re: To się nazywa tolerancja dla czyichś poglądów IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 03:16
            Tolerancja a znoszenie ćwoka na codzień to nie to samo. Ja toleruję WSZYSTKICH -
            dosłownie - ale nie mam ochoty mieszkać w tym samym mieszkaniu z: brudasem,
            dewotą, tepakiem, głosnym (zwłaszcza jak ma piskliwey tebr głosu), fanatykiem
            (czegokolwiek), chrapiacym, itp. itd. Mamy wszyscy prawo wyboru/doboru. Ja palę
            i nie wyobrażam sobie, żebym mogła mieszkać z niepalącym - oboje byśmy się
            męczyli. L U D Z I E tolerancja nie polega na akceptowaniu niedobrania sie
            osobowościowego i charakterologicznego. Ten chłopak może sobie wierzyc w co chce
            (w karę smierci też) ale ja NAPEWNO się z nim nie zaprzyjażnie ani nie będę
            mieszkała pod jednym dachem!!! On ma prawo wyboru i ja TEŻ!!!! W końcu znajdzie
            sobie ludzi z tej samej półki i wszyscy będą szczęśliwi.
            • Gość: megatolerant Twój świat to same etykietki, katalogi i nietolera IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.10.07, 11:30
              ncja. A sa tacy, co umieją się przyjaźnić i z tymi, którzy mają inne poglądy,
              choćby na karę śmierci, i tylko na tej podstawie nie OCENIAJĄ z góry. Co
              najwyraźniej jest Twoją przypadłością, osobo pełna tzw. "tolerancji".
        • nionczka Re: To się nazywa tolerancja dla czyichś poglądów 17.10.07, 16:37
          Chodze do pracy (to ze jestem na forum "studia" wynika jedynie z faktu, ze byl
          link na stronie glownej gazety) i mam kolegów i kolezanki o roznych pogladach
          (chociaz nie sa starsi ode mnie tylko w wiekszosci mlodsi) i nie mam z nimi
          zadnych problemów. Ale nie musze mieszkac z nimi w jednym pokoju a to roznica.
          Dzielenie salonu, kuchni, lazienki i sypialni z osoba o odmiennych pogladach nie
          musi byc niemozliwe. Ale z pewnoscia sa wieksze szanse na dobre stosunki w domu
          jesli osoby dobiora sie wedlug pogladów, sposobu myslenia, nawyków. I tak beda
          mialy wystarczajaco roznych konfliktow wiec lepiej od poczatku przynajmniej
          sprobowac wyeliminowac ewentualne powody do sprzeczek.
          Pewnie, ze mozna sie zaprzyjaznic z wrogiem politycznym, ba, mozna sie z nim
          nawet ozenic. Ale napewno latwiej jest sie dogadac z kims z kim od poczatku sie
          zgadzamy w podstawowych kwestiach.
      • Gość: dementor Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 19:45
        zapytam o jedno...
        jeśli ktoś zgwałciłby Twoje dziecko a później brutalnie je zamordował, czego Ci
        nie życzę, sama jaką karę dała byś takiemu przestępcy?
        • Gość: hehe Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: 195.205.190.* 16.10.07, 20:17
          Znasz jakieś inne fajne pytania, czy tylko to jedno usłyszałeś w Radiu Maryja?
          • Gość: leif Ja znam IP: *.ericsson.net 17.10.07, 08:37
            Czy uwazasz, ze rozpoznanym psychopatom z kilkoma planowanymi zabojstwami na koncie nalezy sie cokolwiek ponad kawal sznura?
            • Gość: eo13303 Re: Ja znam IP: *.chello.pl 17.10.07, 12:45
              Gość portalu: leif napisał(a):

              > Czy uwazasz, ze rozpoznanym psychopatom z kilkoma planowanymi zabojstwami na ko
              > ncie nalezy sie cokolwiek ponad kawal sznura?

              Tak, dożywotni pobyt w kurorcie za kratkami, opłacany z twoich podatków. Poza
              dożywotnią izolacją psychopatów, miło jest mieć świadomość, że takie ćwoki jak
              ty i tobie podobni będą na skraju pęknięcia żyłki pierdzącej z tego powodu.
        • Gość: zzz Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.07, 00:14
          A co by było, gdyby wasze dziecko tu przechodzilo... (sprawdzic, czy nie ksiadz)
    • Gość: Smok Ludzie ludziom to robią. Po co się dziwić że IP: *.acn.waw.pl 16.10.07, 19:15
      potem po firmach siedzą niedojrzałe i zakompleksione panie menadżer
      próbujące się odegrać za swoje przegrane życiowe 'castingi'. Mam 32
      lata ale widzę że ludzie o tylko 10 lat młodsi potrafią być dla
      siebie bezwzględni a dla pieniędzy zrobią wszystko. Dzieci rodziców,
      którzy starannie przekazali swoim hodowanym pociechom swoje
      postkomunistyczne fobie.
      • Gość: titta Re: Ludzie ludziom to robią. Po co się dziwić że IP: *.botany.gu.se 17.10.07, 12:18
        Niewiele jestem mlodsza. I zastanawiam sie, (bo ja to znam od
        drugiej strony) czy ty, zaprosilbys do wspolnego mieszkania,
        pierwszego, ktory sie zglosil? A jak poradzisz sobie jak zadzwoni
        25 osob?
    • Gość: antonio Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.film-tv.pl 16.10.07, 19:18
      czytam i nie wierze... ludzie (młodzi co gorsza) w tym kraju są po...ani a ja się dziwie, że takich mamy polityków, wynajemncy mieszkań żądają kokosy za byle co, zapchłone dziury, wyjedźmy z tego kraju wszyscy... bo obcokrajowiec dla ciebie będzie lepszy niż Polak... Polacy handluja Polakami do niewolniczej pracy i Polkami w burdelach... pokojnie JP2... wolne żarty
    • Gość: titta Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.botany.gu.se 16.10.07, 19:22
      Tak sie zastanawiam: ja w Wawie- przy podobnych warunkach z tym ze
      za pokoj 1-osobowy, nigdy nie szukalam dluzej niz 3 dni. Co wiecej
      nigdy nie dzwonilam na ogloszenia. Sama je dawalam i to ja
      robilam "kasting" wlasciciela i wspolokatora. Specjalna jakas bylam?
      • Gość: witello Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.aster.pl 16.10.07, 23:41
        Nie :) Artykuł jest chyba trochę naciągany :)

        Swoją drogą, jaki szanujący się człowiek pozwoli sobie na udział w
        czyms tak poniżającym jak kasting na wspólokatora? Oczywiście, że
        warto być ostroznym. Nie palisz, to nie chcesz palacza. Masz alergię
        na sierść, to nie zamieszkasz z właścicielem futrzaka itp.

        Z mojego punktu widzenia te kastingi (osiem osób na raz odpowiada na
        pytania na współlokatora przed egzamintorami-egzekutorami) to
        demonstracja chwilowej władzy oceniających - ot, dowartosciowanie
        siebie, jak w doswiadczeniu ze studentami-strażnikami więziennymi.
        Nie chciałabym mieć do czynienia z kims tak miernym.
        • tomek854 Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie 17.10.07, 12:22
          > Z mojego punktu widzenia te kastingi (osiem osób na raz odpowiada na
          > pytania na współlokatora przed egzamintorami-egzekutorami) to
          > demonstracja chwilowej władzy oceniających - ot, dowartosciowanie
          > siebie, jak w doswiadczeniu ze studentami-strażnikami więziennymi.
          > Nie chciałabym mieć do czynienia z kims tak miernym.

          Mam dokładnie to samo odczucie!
    • Gość: ksieciunio A ja znalazlem mieszkanie w jedna godzine IP: *.ghnet.pl 16.10.07, 19:36
      A bylo to tak: niecale 2 tygodnie przed rozpoczeciem roku akademickiego przyjechalem do Krakowa po jakis tam wpis. Po wyjsciu z instytutu skierowalem swe kroki do kafejki, by przejrzec ogloszenia na gumtree. Jedno nich wydalo mi sie kuszace: miejsce w pokoju 3-os., 2 minuty od Rynku, wysoki standard i 400 PLN (ze wszystkim!). Z poczatku myslalem ze albo to jakis wal, albo zglosilo sie juz ze 20 chetnych. Ale co tam - zadzwonilem, umowilem sie z wlascicielem i juz 30 minut pozniej moj autograf znalazl sie na umowie. Dzieki temu mieszkam w przestronnym pokoju, mam dostep do 2 lazienek, nowoczesnie urzadzonej kuchni, pare krokow na uczelnie i bardzo sympatycznych lokatorow. Jeszcze wieksza partyzantka byla rok temu - za szukanie wzialem sie w ostatnia srode wrzesnia. Lazilem po Krakowie pol dnia, ale w koncu znalazlem. Bez castingow, bez licytacji, za to w spokojnej okolicy i niedrogo. Sam nie wiem, czy to ja jestem takim szczesciarzem, a moze po prostu sprawa mieszkan studenckich jest za bardzo rozdmuchiwana?
      • Gość: I-o-N A ja.... IP: *.gprspla.plusgsm.pl 16.10.07, 20:42
        [A ja] ... szukałem mieszkania dla pracującej osoby.

        W rezultatcie kilku zawirowań trafiło mi się (znów) szukać mieszkania w tym maksymalnie gorącym okresie. Wymagania mam inne niż autor artykułu: chciałem mieszkanie (kawalerkę lub lepiej dwupokojowe) dla siebie, niepłacąc więcej niż 1000zł, niedaleko do pracy (Bronowice) i w zasięgu "tramwajowym" do Rynku. Ogłoszenia wyprowadziły mnie ze złudzeń, więc zredukowałem wymagania do pokoju, w mieszkaniu 2-3 osobowym. Rzeczywiście "europejskie" miasto (tylko zarabiam w złotówkach).

        [A ja] ... zacząłem szukać.

        Multum ogłoszeń, dużo zwielokrotnionych przez agencje pośrednictwa, jeszcze więcej nieaktualnych po kilku godzinach od wystawienia. Jeśli nie chce się mieszkać na obrzeżach miasta to ta liczba zmniejsza się znów drastycznie. Innych standard typowo "studencki" (przepraszam brać studencką, ale to określenie z ogłoszeń, w których właściciele wychodzą z założenia, że zdesperowany student zamieszka w każdych warunkach).

        [A ja] ... pomijam pośredników.

        Wybaczcie, ale harcz jednomiesięcznego wynajmu za pokazanie mieszkania to naprawdę za dużo. Na pytanie, czy są w stanie pomóc przy zorganizowaniu odświeżenia mieszkania (jedno interesujące tego wymagało) wręcz się oburzyli, że to nie ich problem. Za te pieniądze w <tu wpisz nazwę państwa Europy Zachodniej> firma pośrednicząca załatwia nawet sprzątaczkę raz na tydzień.

        [A ja] ... patrzę na ceny i nie wierzę.

        Czy naprawdę 27m^2 jest warte 40zł na dzień (+media)? Średnia pensja w Polsce to jakieś 1900zł netto. Rozumiem, że (patrząc na Kraków) dwie trzecie tej kwoty należy przeznaczyć na mieszkanie. Jeszcze chwila i taniej wyjdzie dojeżdżać 200km dziennie.

        [A ja] ... przechodziłem castingi.

        Jeśli podczas takowych wynajmujący jest uprzejmy - to jeszcze ok. Rozumiem, że chce wybrać najpewniejszą osobę. Ale motyw z kamerą jest wg mnie poniżej krytyki. Osoby pracujące ("studentom dziękujemy") są traktowane nieco inaczej. Naprawdę tylko nieco inaczej.

        [A ja] ...w końcu wynająłem.

        Mieszkanie niezbyt piękne, przemieszkać musiałem remont w nim (remont to dużo powiedziane: odmalowanie ścian na biało i posprzątanie po poprzednim wynajmującym - swoją drogą bardzo niedbałym). Wcześniej wykonałem jakieś czterdzieści telefonów, umówiłem się zobaczyć z tego jakieś trzy(!) miejsca (reszta ogłoszeń nieaktualna, niezgodna z opisem, albo w takiej lokalizacji lub cenie, że się to mijało z celem).

        [A ja] ...myślę, że to paranoja. Nawet będąc dobrze zarabiającą w tym kraju osobą nie stać mnie na samodzielne mieszkanie. Ani wynajmując, ani żeby kupić. W ten prosty sposób coraz bardziej patrzę na ogłoszenia pracy z zagranicy.
        Sytuacja tego miasta nie jest normalna: ceny mieszkań są abstrakcyjne. Popyt przerasta podaż o rząd wielkości, więc rodzi to różne patologie.
        Jedyna jako tako funkcjonująca komunikacja miejska to tramwaje. Autobusy stoją w korkach. Przejazd autem - praktycznie niemożliwy. Ścieżki rowerowe nie istnieją, a też nie czarujmy się - pogoda w tym kraju nie jest rowerowa.

        [A ja] ...obserwuję, co się zmienia na lepsze.

        Więc... prawie nic. Mieszkam w Krakowie od dwóch lat. W tym czasie otwarto tunel koło dworca i przebudowano jedno skrzyżowanie na Opolskiej. W tym samym czasie, w pewnym małym mieście na drugim kontynencie zbudowano 50km obwodnicy (4-pasmowej) wraz z dużym skrzyżowaniem z autostradą. Jak ktoś powie, że nie mamy funduszy to proponuję sprawdzić poziom wykorzystania tych unijnych na drogi.
        Mieszkania nowe są mocno przewartościowane, stare podobnie... Miasto Kraków nie zachęca do mieszkania w nim. Jest świetne, żeby w nocy się pobawić, za dnia zwiedzić zabytki i muzea. Poza tym... kaplica. Szkoda.






    • pether_23 Haha, najlepsze było z karą śmierci :D 16.10.07, 19:53
      Haha, najlepsze było z karą śmierci :D Krótko mówiąc żal.pl.
    • Gość: gosc philosophy: not for the stupid! IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.10.07, 20:29
      Szkoda jest mi was, troche.

      "In 1985, the U.S. Department of Education compared graduate program
      admission test scores (LSAT, GMAT, GRE). They found the best results
      were obtained by math students followed by philosophy and
      engineering students. The study found that students who major in
      fields characterized by formal thought, abstract models, symbolic
      languages, and deductive reasoning develop reasoning and problem-
      solving skills suitable for application to many career options."
      philosophy.lakeheadu.ca/
    • Gość: MichalM Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.idc.net.pl 16.10.07, 20:49
      Nie rozumiem dlaczego ludzie tak boja sie troche dluzszego dojazdu. Ja na AE
      obecny UE dojezdzalem na pierwszym roku ze Wzgórz Krzeslawickich na drugim
      trzecim i czwartym ze Zlotej Jesieni na piatym to juz z buta z 29-Listopada. Nie
      zamienilbym akademika na mieszkanie za zadne pieniadze a gdybym mial sie jeszcze
      spowiadac przed jakimis dupkami z pogladow i zanteresowan to juz naprawde trzeba
      miec klopoty ze zwojami.
      Moi pierwsi wspollokatorzy byli takze ostatnimi na piatym roku a dzis sa moimi
      najlepszymi przyjaciolmi podobnie jak kumple z sasiednich pokoi. Z grupy nie
      utrzymuje kontaktu prawie z nikim
      Radze wam tylko akademik niedosc ze szkola zycia, asertywnosci tolerancji to
      jeszcze kilkudziesieciu znajomych a nie kilku, ze o korytazowych imprezkach nie
      wspomne.
      • Gość: ann Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.aster.pl 16.10.07, 22:49
        Gość portalu: MichalM napisał(a):

        > Nie rozumiem dlaczego ludzie tak boja sie troche dluzszego
        dojazdu. Ja na AE
        > obecny UE dojezdzalem na pierwszym roku ze Wzgórz Krzeslawickich
        na drugim
        > trzecim i czwartym ze Zlotej Jesieni na piatym to juz z buta z 29-
        Listopada.

        pewnie byliśmy razem na roku:) pozdrawiam!:)
        • Gość: MichalM Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.idc.net.pl 17.10.07, 10:32
          Szkoda ze nie mozna tego powtorzyc :)

          Pozdrawiam
    • Gość: mnietek podnietek Na kolanach ;) IP: *.aster.pl 16.10.07, 20:52
      ..hihihihihi
      • Gość: ;/ Re: Na kolanach ;) IP: *.adsl.inetia.pl 16.10.07, 22:07
        a ja słyszałam że dostanie przydziału w akademiku to jak wygrać milion w totka i
        że nie mam szans ;/ prawda to li czy mnie rodzina z znajomi w męski organ
        rozrodczy robią? :PP
    • Gość: Greg Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 21:49
      Ja mam od zawsze nieprawdopodobne szczęście do mieszkań. Zawsze
      mieszkałem w mieszkaniu wynajmowanym tylko dla siebie, za co
      płaciłem jakieś śmieszne grosze - typu 100-300 zł. Przez długi czas
      na studiach mieszkałem w 3-pokojowym mieszkaniu za 100zł. Aż
      niestety właścicielka zginęła w wypadku i rodzina mnie wypierdoIiIa
      z dnia na dzień. No trudno, bywa. A teraz znalazłem mieszkanie 80m2,
      4-pokojowe za 1300 zł, wyremontowane, kafelki, duperelki. I to z
      agencji pośrednictwa. Musiałem im bulnąć miesięczny czynsz za nic,
      ale warto było.
      No i to mieszkanie znalazłem tak: zajebiście nie chciało mi się
      łazić i szukać, a zależało mi na mieszkaniu na Grzegórzkach. W
      kamienicy obok było biuro pośrednictwa. Zajrzałem tam, ale kolesie
      mówią, że się mieszkaniami nie bardzo zajmują. Facet pogrzebał i
      jednak w końcu coś znalazł. Na początku nie byłem przekonany, ale
      umówiłem się za parę dni na oglądanie. Było ok, ale jeszcze jakiś
      czas się namyślałem. Dopiero jak się dowiedziałem co i za ile
      normalnie można dostać to wynająłem.
    • Gość: Pan Janek wyglada na to ze studenciaki same sobie kłody... IP: 194.181.130.* 16.10.07, 22:00
      pod nogirzucają. biedota urządza castingi szkoda ze o tym nikt
      głośno nie pize bowiem wszyscy uwazają ze to zli własciciele
      mieszkan stoją za nieludzkim traktowaniem prowincjuszy z
      małopllskich wsi.

      P.S. miało byc 15 minut od rynku a tymczasem kolo szulkał nory na
      ruczaju - kobierzynie.

      i tak wygramy wybory
    • Gość: Joanna Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.ists.pl 16.10.07, 22:40
      Bzdura, artykuł tendencyjny i pretensjonalny jak cała wyborcza. Ciekawe o co tym razem chodzi.
      • Gość: chris30 Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.if.uj.edu.pl 17.10.07, 12:08
        Biedna Joanno, dlaczego tak się umartwiasz czytając ciągle artykuły
        w "tendencyjnej i pretensjonalnej" gazecie i jeszcze komentując je?
        Chyba, że koleżanka masochistka, to przepraszam. Ja ani "Nie"
        ani "Naszego Dziennika" nie czytam, a i na ich forum (jeśli
        istnieje) w życiu nie wchodziłbym, bo po co? Więc i Tobie radzę
        wstrzemięźliwość.
    • allerune Krakowscy redaktorzy działają, Wrocławiacy śpią... 16.10.07, 22:59
      Zazdroszczę Krakowiakom redaktorów troszczących się w taki sposób o dobro
      studentów. Aktualnie jestem w trakcie przeprowadzki między Wrocławiem i
      Krakowem, zauważyłem, co mnie zdumiało, że w Krakowie ceny wynajmu są nieco
      niższe niż we Wrocku. Wynika to pewnie z większej podaży mieszkań na rynku przy
      podobnej liczbie studentów. Castingi i grymaszenie wynajmujących są standardem.

      U nas jednak żaden redaktor nie potrafił przebić się z tematem na pierwszą
      stronę wyborczej. Nie wiem czy to pomoże, ale zawsze jest sygnałem.
    • Gość: papież Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.07, 23:08
      Jezu jakie pasztety na tym zdjęciu! Pewnie z AP! Widzę, że w tym
      roku studentki pięknością nie grzeszą.

      Kto chciałby codziennie patrzyć na takie pasztety?

      pozdr

      papież
    • Gość: Stefan Kawalec Niezupełne fiasko? IP: *.chello.pl 16.10.07, 23:28
      Panie Student Czwartego Roku Filozofii UJ,
      W przypadku prób kontynuowania kariery dziennikarskiej, polecam bliższe
      spotkania ze słownikami - języka polskiego i poprawnej polszczyzny. Tłum albo
      jest albo go nie ma. Mały być nie może. Wydaje się, że "być" w "wydaje się być"
      jest błędem. Około dziesięciu osób - 9, 11, 9 i pół? Który powtarzany w
      zdaniach złożonych powinien się odnosić do jednego rzeczownika. Równie jest
      "jak" a nie "co". Niezupełne fiasko?
    • Gość: LS Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: *.mobileinternet.proximus.be 17.10.07, 00:27
      ..też byłem studentem, ale takiego poniżającego debilizmu nie
      przeżyłem w swej karierze..casting na mieszkanie uwłacza godności
      osobistej..rozumię oszołomów, którzy go robią; czują się panami,,nie
      rozumię uczestników..JESTEŚCIE DNEM..
      • Gość: śdfgt Dobitnie, ale dobrze powiedziane - wstyd! IP: *.aster.pl 17.10.07, 08:58
      • Gość: noamchomsky Re: Studencki casting na mieszkanie w Krakowie IP: 212.160.172.* 17.10.07, 11:19
        Gość portalu: LS napisał(a):

        > ..też byłem studentem, ale takiego poniżającego debilizmu nie
        > przeżyłem w swej karierze..casting na mieszkanie uwłacza godności
        > osobistej..rozumię oszołomów, którzy go robią; czują się
        panami,,nie
        > rozumię uczestników..JESTEŚCIE DNEM..

        za to debilem jestes ty, bo piszesz po polsku jak wsiok z lasu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka