Gość: T-Driver IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.08, 12:51 Nie chce mi się wierzyć, że Leo pisał "Stradomskiej" zamiast Stradom! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: d. Re: Most, który stanął na kręgosłupie Krakowa IP: *.static.qsc.de 18.01.08, 15:02 Most nie jest zbudowany z żelaza tylko ze stali. Odpowiedz Link Zgłoś
barnacle.bill.the.sailor Dla znafcuf z GW, to "wsio ryba"... 18.01.08, 22:28 Matura nie jest najwyraźniej wymogiem przy zatrudnianiu... Odpowiedz Link Zgłoś
helenka17 Billu kochany 19.01.08, 17:31 sądząc po meritum komentarza i po związku uwagi z treścią, to maturę jako zdarzenie edukacyjne, znasz raczej ze słyszenia. Autor tekstu posłużył się (uwaga - trudne słówko) cy-ta-tem. W archiwalnych dokumentach dotyczących krakowskiego budownictwa nie znajdziesz w tamtych czasach terminu "stalowy" użytego dla opisu konstrukcji. Przypomnij sobie może "Bagnet na broń" Broniewskiego, albo jaki inny nietrudny wierszyk... "Lokomotywę" dejmy na to... H. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Żelazny Re: Billu kochany IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.08, 12:50 Jeśli chodzi o cytat ze źródeł, to nikt rozsądny się czepiać do "żelaza" nie bedzie, natomiast szanowna autorka używa "żelaza" także w swoim (czyli współczesnym) opisie konstrukcji mostu. I to według mnie jest błąd, bo materiał zawierający m.in. żelazo w sensie pierwiastka chemicznego (Fe), z którego mosty i podobne konstrukcje się buduje, to - według dzisiejszej nomenklatury - stal, żeliwo i staliwo. Podobnie jest z archaicznymi określeniami "kolej żelazna" albo "droga żelazna", która dzisiaj jest określana po prostu jako kolej albo pociąg oraz tory czy szyny. Po prostu świat i co za tym idzie nazewnictwo się zmienia. Co do poetów, to oni stosują swoje środki artystyczne i na ten temat dyskutować nie zamierzam ale artykuł w GW nie jest bynajmniej poematem. Pomijam już, że podane przez helenka17 wiersze pochodzą jednak - delikatnie mówiąc - z trochę innych czasów. (Fajny protekcjonalny ton - gratuluje helenka17 samopoczucia,żeś taka/i bystrzacha.) Poza tym trochę mnie śmieszy zachwyt pani dziennikarki nad "palnikiem acetylenowym" jakby to było jakieś wielkie przedsięwzięcie, zbudowanie i użycie takiego palnika. I jeszcze jedna sprawa - choć jej pewien nie jestem w 100%. Wydaje mi się, że podczas zasiedlania getta Żydzi przechodzili z Kazimierza na stronę Podgórza głównie przez dzisiejszy most Powstańców Śląskich czyli ówczesny bodajże IV Most. Wydaje mi się, że widziałem stosowne zdjęcia. Natomiast faktem jest, że Spielberg kręcąc Listę Schindlera wykorzystał w stosownej scenie - przypuszczam jako bardziej fotogeniczny i pochodzący z epoki - Most Piłsudskiego. Proszę o ewentualną korektę. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Re: Billu kochany 20.01.08, 17:24 > I jeszcze jedna sprawa - choć jej pewien nie jestem w 100%. Wydaje mi się, że > podczas zasiedlania getta Żydzi przechodzili z Kazimierza na stronę Podgórza > głównie przez dzisiejszy most Powstańców Śląskich czyli ówczesny bodajże IV > Most. Wydaje mi się, że widziałem stosowne zdjęcia. Natomiast faktem jest, że > Spielberg kręcąc Listę Schindlera wykorzystał w stosownej scenie - przypuszcza > m > jako bardziej fotogeniczny i pochodzący z epoki - Most Piłsudskiego. Proszę o > ewentualną korektę. 100% masz racji (aczkolwiek był to nie IV, a tzw. III Most - oficjalna nazwa Most Krakusa się nie przyjęła). Myslę, że wybór Mostu Piłsudskiego do filmu wynikał z tego, że dzięki kratownicom nad poziomem przęseł przypomina on nieco dawny III Most. Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Billu kochany IP: *.adsl.inetia.pl 20.01.08, 19:10 Korekta? A bardzo prosze. Polecam to zdjecie: www.infocenters.co.il/gfh_multimedia/GFH/0000035501/0000035501_1_web.jpg Zydzi (widac opaski) przeprowadzajacy sie do getta przez Most Pisludskiego (podpis). Nie wymyslil tego Spielberg, tak bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Re: Billu kochany 20.01.08, 23:07 Szczerze mówiąc nie wygląda to na przeprowadzkę do Getta, ale raczej na dwoje ludzi z wózkiem - przesiedlało się wszak kilkanaście tysięcy ludzi w ciągu stosunkowo krótkiego czasu... Po lewej stronie zdjęcia widać zresztą wyraźnie ludzi z opaskami normalnie przechodzących przez most na lewy brzeg. Wydaje się zatem, że zdjęcie było zrobione między 1 grudnia 1939 (wprowadzenie obowiązku noszenia opasek) a 21 marca 1941 (urzędowe zamknięcie Getta; choć jeszcze do października za przepustakami niektórzy mogli z getta wychodzić). Jako zdjęcie obrazujące przesiedlenie do Getta w marcu 1941 najczęściej funkcjonuje w literaturze to oto: www.deathcamps.org/occupation/pic/bigcracow07.jpg Przedstawia ono niewątpliwie III Most; ale też trudno powiedzieć czy istotnie jest to obraz wysiedlenia (dwa z trzech widocznych na zdjęciu wozów i wiekszość pieszych podążają akurat OD strony Podgórza...). Przesiedlenie większości Żydów przez III Most jest natomiast poświadczone w literaturze i było zresztą o tyle logiczne (? - nader głupio to brzmi w tym kontekście :-((( że to właśnie za III Mostem znajdowała się główna brama do getta na Pl. Zgody. Zaś przeprawiając się przez Most Piłsudskiego wygnańcy musieliby przechodzić przez znaczny kawał "aryjskiej" części zarówno Kazimierza, jak i Podgórza (sugeruję popatrzeć na mapę Getta). Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Billu kochany IP: *.adsl.inetia.pl 21.01.08, 09:31 Rozumujac w ten sposob to to zdjecie rowniez nie przestawia przeprowadzki tylko ludzi z dobytkiem udajacych sie na drugi brzeg Wisly. Tez polecam spojrzenie na mape getta i odwolanie do argumentu 'logicznosci'. Z obu mostow bylo prawie rownie daleko do bramy getta (z kakazdego do innej). Ale to z mostu Pilsudskiego droga prowadziala do glownej bramy, bo znajdowala sie ona obok budynku magistratu, a nie od strony pl. Zgody, co sugeruje powyzszy post. Brama glowna byla tylko jedna. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Re: Billu kochany 21.01.08, 13:50 W wielu publikacjach - zwłaszcza starszych - mowa jest o tym, że przy pl. Zgody znajowała się "główna brama" - tak jak m.in. tu: www.dws.xip.pl/reich/zaglada/getto3.html Ale kruszyć kopii o to nie zamierzam, bo nigdy specjalnie się nie interesowałem tematami "gettowymi". Zapewne było tak jak mówisz, tj. przeprawy odbywały się po części oboma mostami - natomiast skłonny jestem przypuszczać, że większość przesiedlonych odbyła jednak tę tragiczną podróż III Mostem, bo jak z map wynika, z żydowskiej części Kazimierza do getta było tamtędy po prostu bliżej. Jeżeli natomiast Spielberg coś przekłamał, to raczej ową pamietną scenę, w której zwarty tłum przesiedlonych z dobytkiem pcha się przez most w kierunku Getta, obrzucany obelgami (i nie tylko) przez zgromadzonych wokół Polaków. Abstrahując już od wymowy propagandowej i w ogóle logiki (już to widzę, jak Niemcy pozwoliliby na jakiekolwiek takie zgromadzenie ludności Polskiej, choćby i w "zbożnym" celu lżenia Żydów :-/ , z dokumentów wynika, że nie było jakiejs jednej głównej fali przesiedleńczej. Do Getta wygnano ok. 15 tys. ludzi w ciągu 18 dni; w tym samym czasie z Pogdórza wysiedlono na Kazimierz ok. 3 tys. Polaków (być może taką właśnie "wymianę" przedstawia zalinkowane przeze mnie zdjęcie). To daje ok. 800-850 ludzi dziennie, a więc żaden zbity tłum. Nic też nie wiadomo, żeby z tego tytułu wstrzymywano pozostały ruch na mostach. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pawel Re: Billu kochany IP: *.adsl.inetia.pl 21.01.08, 14:10 No tak, to juz wiem skad ta teoria o bramie glownej przy pl. Zgody. Zalinkowane zdjecie jest po prostu blednie podpisane, to faktycznie brama glowna, ale znajdujaca sie na Rynku Podgorskim obok magistratu, A NIE przy pl. Zgody. To bardzo znane zdjecie jest np na okladce wydawnictwa Muzeum Historycznego pt. "Getto krakowskie 1941-1943". Wszedzie jest podpisane poprawnie. Ufanie w 100% internetowi czasem prowadzi na manowce... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: barnacle.bill Helenko IP: *.autocom.pl 20.01.08, 13:38 (nie napiszę kochana, coby mnie o gerontofilię nie posądzono...), jak już raczył zauważyć mój przedmówca, artykuł w GW nie jest poematem, powstał w czasach współczesnych a nie 100 lat temu, tak więc używanie określenia "most z żelaza" w tym kontekście uważam nadal za przejaw ignorancji... Zresztą do swojej oceny "kompetencji" "dziennikarzy" GW brałem pod uwagę także inne "kwiatki" jak choćby określenie trasy Brzesko - Nowy Sącz... autostradą A4 (!!!) ;))) O moja maturę się nie martw, choć istotnie w porównaniu z późniejszymi egzaminami był to mało znaczący epizod, czyli tzw. pryszcz... Odpowiedz Link Zgłoś
helenka17 No nie mów??! 19.01.08, 17:25 to kolej żelazna też nie jest z żelaza?! Świat się do góry nogami przewraca. To co za idiota pisał na widokówkach :"Dworzec Kolei Żelaznej". Powinieneś się był wcześniej urodzić, żeby tym tępakom wyjaśniać, że most to nie z żelaza, ale ze stali. H. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Żelazny Re: Do helenka17 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.08, 13:18 Nie obrażaj człowieka, który sto lat temu widokówkę podpisał "Dworzec Kolei Żelaznej" bo napisał jak wtedy było. I z tego akurat powodu idiota na pewno nie był. Dzisiaj to jest po prostu Dworzec Kolejowy. No, chyba że ktoś chce sobie opracować pocztówkę w stylu retro. Obecnie w technice i nauce słowo "żelazo" jest wyłącznie nazwą pierwiastka chemicznego. Materiałami konstrukcyjnymi są natomiast stopy żelaza z węglem nazywane stalą lub żeliwem, w zależności od zawartości węgla. Można dodać, że żelazo, jako pierwiastek tworzy też wiele związków chemicznych poczynając od zwyczajnej rdzy po życiodajną hemoglobinę. Inna możliwość, że współcześnie, w celach artystycznych, ktoś używa słowa "żelazo" np. jako synonim czegoś ciężkiego albo wytrzymałego twardego czy niezniszczalnego (np. Człowiek z żelaza). Ale to insza inszość, i nie ma co mieć pretensji - no, tak już jest. Podobnie niegdyś stacja pisano przez "y" a na prostytutki mówiono (bez urazy) "dorotki". Może to ktoś uznać za "przewracanie się świata do góry nogami" - według woli. Odpowiedz Link Zgłoś
kapitan.kirk Wszystko pięknie, ale: 19.01.08, 12:08 1.) Projektant mostu, prof. Pszenicki, nie miał na imię Leon, tylko Andrzej (wstyd trochę nie pamiętać, bo zarówno w carskiej Rosji, jak i w międzywojennej Polsce był to bardzo znany człowiek, autor dosłownie setek konstrukcji, w tym bardzo wielu prestiżowych). 2.) Po wojnie most nie został "naprawiony" w 1948 roku - oddano go do użytku już 27 października 1946 roku (odsyłam choćby do ówczesnej prasy). Ten błąd zresztą występuje często w źródłach i był m.in. także w poprzednim artykule GW sprzed ok. dwóch tygodni (i już wtedy o nim pisałem ;-) Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: WBrzoskwinia Dotyczy: Most, który stanął na kręgosłupie Krakowa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.01.08, 15:03 Szanowni Państwo! Parę uwag w związku z artykułem i komentarzami nt. mostu Piłsudskiego 1. Stradomska to nadal oficjalna nazwa tej ulicy, występuje w liście prez. Lea do Namiestnictwa; w artykule podano cytat in extenso - więc nie jest to kwestia wiary lub niewiary. 2. Termin "stal" funkcjonował od XIX wieku, od początku do dziś był i jest to termin specjalistyczny, termin techniczny,ale powoli upowszechniał się także i w języku literackim, i w potocznym. Przykładowo m.in. w "Lokomotywie" Tuwima: "...wagony do niej podoczepiali (...) z żelaza, stali..."; a w oficjalnym (ale nie technicznym, tylko prawnym) dokumencie urzędowym z epoki występuje "...żelazny ustrój niosący..." mostu Piłsudskiego. Te fakty nie mogą być powodem do zacietrzewiania się, ani do pojmowania czy oceniania językowego porozumiewania się tylko w kategoriach skrajności: albo na poziomie poetyckim, albo na poziomie naukowo-technicznym. Przecież to jest cały wachlarz możliwości, sytuacji, kontekstów. Wśród tych wielu m.in. artykuł w prasie codziennej to ani artykuł naukowo-techniczny, ani wiersz. O konstrukcjach takich jak mostowe zawsze myślałem i mówiłem "stalowe", ale i w języku potocznym, i w literackim - w kontekstach pozanaukowych - jako praktycznie przyjęte, i używane, i zrozumiałe, i jednoznaczne w odbiorze na poziomie odbiorcy przeciętnego (tj. takiego, jak modelowy czytelnik tego artykulu, bo to nie artykuł dla poetów ani dla inżynierów, tylko dla wszystkich) nadal stosuje się ogólniejsze treściowo słowo "żelazne". Innymi słowy: wszyscy mają rację: i ci, którzy twierdzą, że w terminologii naukowej to byłby błąd (przy czym nawet tu są od tego wyjątki), i ci, którzy ujmują użycie historycznie. Idzie o to, że w takim tekście (tj. nie technicznym) użycie słowa "żelazny" nie jest błędem rzeczowym, aczkolwiek użycie słowa "stalowy" byłoby znacznie lepsze (bardziej precyzyjne). Nie decydyje o tym zadne moje czy czyje prywatne zdanie, to kwestia obiektywna: funkcjonującej obecnie normy jezykowej. 3. O tym, że bedąc ukrytym za ekranem komputera znacznie łatwiej się zacietrzewić, odejść od norm przestrzeganych w rozmowie twarzą w twarz, to i ja wiem dobrze. W pierwszej chwili na hasło "wstyd" odpowiedź na ten punkt zamierzałem zacząć od: "Wstydzić powienienem się tu nie ja, lecz ten kto..." itd. (część rzeczowa poniżej). Tylko że to nic nie daje, przeciwnie, przeszkadza. Gdybyśmy wszyscy darowali sobie sformułowania negatywnie nacechowane emocjonalnie, to nie blokowałyby nam one odbioru spraw rzeczowych, a więc wymiana informacji zyskałaby na znaczeniu, nie mówiąc już o poziomie. Rzecz w tym, że Pszenickich - inżynierów-mostowców, było wtedy dwóch. Starszemu i sławniejszemu Andrzejowi błędnie przypisuje się autorstwo projektu mostu Piłsudskiego - w różnych opracowaniach. Ale w materiałach źródłowych dot. mostu pojawia się "Leon" albo samo "L.". Zweryfikowanie tego zeżarło sporo czasu, ostatecznie przesądziły informacje źródłowe: most zaprojektował zespół trzech architektów Wydz. Mostów Min. Robót Publicznych, pod kierunkiem tego Pszenickiego, który był wtedy dyrektorem tego wydziału. A tym dyrektorem był Leon, a nie Andrzej. Otóż, kiedy z początku się zacietrzewiłem, na zasadzie "jakiś Anonim, który nawet nie wie, ze Pszenickich było dwóch, MNIE będzie pouczał i kazał mi się wstydzić..." etc. "... i jeszcze będzie mi wciskał, że odbudowa w 1946..."), zupełnie uciekła mi ta druga informacja: że most odbudowano już w 1946 (tu zmierzam do tego, że gdyby autor darował sobie emocjonalną wstawkę, to od razu bym przydał tej informacji odpowiednia wagę). W całej znanej mi literaturze jest 1948 (bez daty dziennej), co więcej: również w literaturze nt. komunikacji tramwajowej w Krakowie stoi, że do 1948 r. tramwaje po obu stronach rzeki jeżdźiły "osobno", a dopiero 1948 po odbudowie mostów przywrócono połączenie tramwajowe obu części miasta. W pierwszej chwili to mi "nie klapowało": tak długo?! Ale dopiero teraz jest podstawa do weryfikacji - dziękuję. 4. Sprawę palnika wyjasniłem autorce dokładnie, ale to umknęło w artykule (pewnie było "za dokładne", konwencja artykułu prasowego nie znosi zbytniego wdawania sie w szczegóły, ten typ tak ma), została z tego - celnie zauważona przez któregoś z komentatorów jako niezrozumiała - pewna emfaza we wzmiance na ten temat. Rzecz nie w tym, że palnik był w 1945 r. cudem techniki, tylko w tym, że był wówczas nieosiągalny w całej Polsce. Komitet Odbudowy mostów rozesłał "wici" gdzie tylko mógł, z lubelskimi ministerstwami i dowództwami wojskowymi polskimi i radziecimi włącznie, specjalni wysłannicy pojechali do d-dztwa wojsk saperskich w Warszawie i Marynarki Woj. w Gdyni, żeby kupić albo wypożyczyc palnik - i figa! W końcu w czerwcu 1945 r. zrobiono go na miejscu, w Płaszowie. Zrobić takie urządzenie (a to nie byle co: przeciez musi być sprawne, skuteczne i bezpieczne) w warunkach zaplecza zupełnie do tego nie przygotowanego, przez ludzi, którzy nigdy czegos takiego nie robili (oczywiście musiał w tym brać udział jakiś fachowiec, ale wątpię, żeby to był człowiek wcześniej stale pracujący przy produkcji palników) - to w ówczesnych realiach musiała być sztuka... Innymi słowy: to była improwizacja, która się powiodła - a bez palnika nie sposób było w ogóle myśleć o odbudowie mostów... To jest taki drobny kamyczek, detal z całego kolosalnego pola ówczesnej odbudowy i mostów, i kraju. M.in. dzięki takim detalom ja mam dla tych ludzi szczery podziw. Tam nie mogło być standardowego obecnie hasła "nie da się", tylko - owszem, inżynierskie i techniczne z natury rzeczy - ale romantyczne z istoty sprawy podejście "mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił". Cokolwiek złego by się nie mówiło o jednym ustroju i o drugim ustroju, polityce czy ideologii - jedna odbudowa po I wojnie, druga po II, to naprawdę jest coś, co nie bardzo mieści się w głowie: jak ten palnik, przecież to było coś niemożliwego, to się powinno nie dać zrobić - a jednak oni to zrobili. Zajmując się róznymi sprawami z dawnej techniki, nieraz mam do czynienia z takimi "niemozliwymi", niewiarygodnymi sprawami (m.in. to mnie skłania do zajmowania się tym), w przeróżnych aspektach czy okolicznościach; w gruncie rzeczy dotyczy to całego zjawiska techniki w historii. Na to dwa przykłady. Pewien docent czy doktor z uniwersutetu oksfordzkiego postanowił wyciosać pięściak. Stłukł okulary i skręcił nadgarstek, a pięściaka nie wyciosał. Drugi: most Piłsudskiego jest też w pewien sposób "niemożliwy": ta konstrukcja "nie powinna" powstać w takiej formie - ale to już inna historia... Waldemar Brzoskwinia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Żelazny Re: Do {ana W. Brzoskwini IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.08, 14:50 (Ze względów praktycznych dopiero teraz.) Inżynier i ... wszystko jasne! Zastanawia mnie tylko czemu to nie Pan napisał ten artykuł, a redaktorka - być może jestem zbyt niesprawiedliwy - która nie za bardzo orientuje sie o czym pisze. Przynajmniej w części dotyczącej kwestii technicznych. Odpowiedz Link Zgłoś