Dodaj do ulubionych

Dziewczyna

28.02.08, 08:43
Bolesław Leśmian,
-Dziewczyna-

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.

I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...

Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...

Porwali młoty w twardą dłoń i jęli mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!

Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...

I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.

Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...

I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...
I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!

Lecz dzielne młoty - Boże mój! - mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!

Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.

I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!

Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!

Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?

Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.

I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?

I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie...

Mówili o niej: "Łka, więc jest!" - I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat - i świat zadumał się w tej chwili...

Porwali młoty w twardą dłoń i jęli mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.

Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!

Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną...
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!

Lecz cienie zmarłych - Boże mój! - nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas - i tylko młot inaczej dzwoni...

I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.

Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera...

I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!...
I znikła treść - i zginął ślad - i powieść o nich już skończona!

Lecz dzielne młoty - Boże mój! - mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!

Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?

"O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą
powlecze!" -
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.

I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem - nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!

Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko - głos, i nic nie było oprócz głosu!

Nic - tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?

Wobez kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd na znak spełnionych godnie trudów.

I była zgroza nagłych cisz! I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?


Obserwuj wątek
    • rff Re: Dziewczyna 28.02.08, 11:01
      Dlatego czasem lepiej pooglądać telewizję
      • trooly Re: Dziewczyna 28.02.08, 11:49
        Warto być dziewczyną. Jesteś 1 z 12?
        • trooly Re: Dziewczyna 03.03.08, 08:35
          Bolesław Leśmian,
          -Tęcza-

          Słychać go było, jak po młodym życie
          Biegł coraz śpieszniej - ciepły deszcz majowy,
          Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy
          Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie.


          Pyląc, uderzał w piach drogi spróchniały,
          Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze,
          Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały
          I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.


          Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku
          Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,
          Poprzerywana i niecałkowita,
          Jakby się śniła zmrużonemu oku.


          Aż luźne znikąd jednocząc migoty,
          nagłą zawisa ponad światem bramą,
          By ci przypomnieć, że zawsze tak samo
          Trwasz w każdym miejscu u wnijścia tęsknoty.


          By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,
          Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,
          Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,
          Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.
          • gosia.43 Re: Dziewczyna 03.03.08, 20:34
            też coś dorzucę w temacie .....
            pozdrowienia :)
            gosia


            Jesienna dziewczyna - Grzegorz Turnau


            Z tej drogi, którą przeszło

            za wiosną swoją lato –

            już nie patrz na swą, przeszłość,

            na przyszłość spojrzyj za to.

            Ze wzrokiem na zakręcie,

            za którym jest już jesień,

            wciąż czekaj nieugięcie,

            aż ona ci przyniesie...



            Jesienną Dziewczynę,

            odmienną niż inne –

            dziewczynę z chryzantemami,

            z chryzantemami.

            Dziewczynę Jesienną –

            dziewczynę bezcenną

            i nie zamienną już na nic,

            już na nic.



            Wiosennych dziewcząt pełno

            i letnich tyle ładnych.

            Jesienną poznasz jedną,

            zimowych nie ma żadnych.

            O tamte zresztą mniejsza,

            gdy złoto i szkarłatnie

            zabarwi jesień pejzaż

            na przyjście tej ostatniej ...



            Jesiennej Dziewczyny,

            odmiennej od innych –

            dziewczyny z chryzantemami,

            z chryzantemami.

            Dziewczyny Jesiennej –

            dziewczyny bezcennej

            i nie zamiennej już na nic,

            już na nic.



            Wyciągnij ręce do niej,

            by tak nie przeszła mimo,

            bo ma we włosach promień,

            przy którym jaśniej zimą.

            Bo zachód już w niuansach

            czerwieni gaśnie zimnej –

            bo to ostatnia szansa,

            po której nie ma innej ...



            Dziewczyny Jesiennej

            dziewczyny bezcennej

            i nie zamiennej już na nic,

            już na nic.



            Dziewczyny Jesiennej

            dziewczyny bezcennej

            i nie zamiennej już na nic,

            już na nic.
            • trooly Re: Dziewczyna 04.03.08, 07:37
              Bolesław Leśmian,
              -Pragnienie-

              Chciałbym w lesie, w ostępach dzikiego błędowia,
              Mieć chałupę - plecionkę z chrustu i sitowia,
              Zawieszoną wysoko w zagłębiach konarów
              Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów.
              Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,
              Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,
              Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną
              I całować twarz, ustom jako łup podaną -
              I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty
              Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,
              I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,
              Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią -
              I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior
              Patrzeć, pieszcząc, w noc - w gwiazdy i w błyskania jezior
              I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu,
              I na piersi dziewczęcej doczekać świtu,
              A słońce witać krzykiem i wrzaskiem i wyciem,
              Żyć na oślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem -
              I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu
              I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu,
              Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,
              Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!

              • gosia.43 Re: Dziewczyna 04.03.08, 08:20


                *** (Cóż bo mózg? rozum co? ...)
                Norwid Cyprian Kamil


                Cóż bo mózg? rozum co? słynny z polemik,
                Wysuszający żywota istotę -
                Planów rysownik i potęg alchemik:
                Czy kiedy przezeń ukochał kto cnotę? -

                Serce - istotnym jest prawdy ogniskiem:
                Gdy rozum zbłądzi w najmniejszej usterce,
                Serce i z błędów nieraz wraca z zyskiem...
                Życia i wiedzy więc treścią cóż?... serce!

                Przezeń nieszczęsny śród fortunnych gości
                I utwierdzenie śród silnych ma słaby;
                Ludzkość, raz gdyby w istotnej miłości
                Ruszyła w Niebo, jak do domu szłaby!...

                Przez dziwną serca magię i czarowność
                Zaniemawiają zawistni oszczercę,
                A mądrość cicha odzyskiwa mowność.
                Wszystko, co wielkie, jest wielkie przez serce!

                Przezeń ułomność obliczem wypięknia,
                Jakby światło życie nad mogiłą -
                Trwoźliwość przezeń się unieprzelęknia,
                Blizny bywają wdziękiem, wdzięki - siłą.

                Potężnym przezeń, co tkliwe i rzewne,
                A rozrzewnionym, co harde i chrobre -
                Przezeń jest wszystkość i całość...
                . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                ...zapewne.
                Serce jest dobra rzecz, dopóki... dobre!
                . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
                • trooly Re: Dziewczyna 04.03.08, 08:45
                  Bolesław Leśmian,
                  -Wiedza-

                  Byłem przed chwilą w bezkresie!
                  Dzień się potykał z mym ciałem...
                  To ja tak złocę się w lesie...
                  Wiedziałem o czymś, wiedziałem!...

                  Lecz motyl mignął szkarłatnie
                  Pomiędzy mną a modrzewiem...
                  Sny moje, sny przedostatnie!...
                  Już znikły! Znowu nic nie wiem...

                  Pobiegnę w chabry niezdane,
                  W kąkolu całą dal zmieszczę!
                  I przyjdę i zmartwychwstanę -
                  I będę wiedział raz jeszcze!...
                  • trooly Re: Dziewczyna 07.03.08, 09:11
                    Cyprian Kamil Norwid,
                    -W Weronie-

                    1

                    Nad Kapuletich i Montekich domem,
                    Spłukane deszczem, poruszone gromem,
                    Łagodne oko błękitu

                    2

                    Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów;
                    Na rozwalone bramy do ogrodów,
                    I gwiazdę zrzuca ze szczytu

                    3

                    Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
                    Że dla Romea, ta łza znad planety
                    Spada - i groby przecieka;

                    4

                    A ludzie mówią, i mówią uczenie,
                    Że to nie łzy są, ale że kamienie,
                    I - że nikt na nie nie czeka!

                    • trooly Re: Dziewczyna 07.03.08, 09:52
                      łzy i ocean samotności:
                      pl.youtube.com/watch?v=bpGSE-yqhr8
                      • gosia.43 Re: Dziewczyna 09.03.08, 07:06
                        to jest wyjątkowe....:)
                        gosia
                        • trooly Re: Dziewczyna 07.05.08, 11:24
                          Dżananda, Bolesława Leśmiana:

                          Szedł Dżananda tym lasem, gdzie bywać snem mogę,
                          A miał drogę - na oślep. Wiadomo: miał drogę!
                          Węże w blask się nicości wśniawały palmiście,
                          Słoń się wzgórzył w zaroślach, ciemniejąc łbem w liście.
                          Małpy w żarach niechlujnych pławiły wzrok dziki,
                          Ogonem nieprzytomne gmatwiając storczyki.
                          Lampart futrem przegrzanym polegał na grzbiecie
                          I ssał łapę, ślepiami gnuśniejąc w zaświecie,
                          A mrowiska, skąd mrówki, jak wylew krwi, płyną,
                          Pachniały młodej mirry chętną wypociną.

                          Tchu nie stało wieczności! Nie drgnęły upały!
                          Świat i zaświat tym samym snem nieruchomiały.
                          Nie bruździły się trawy, nie skrzypiały krzaki,
                          Nie szumiały mangowce, nie śpiewały ptaki.
                          Jedna cisza - od nieba, a druga - od lasu -
                          Cisza ciszy - nie słyszy... Czas nie czuje czasu...

                          Dżananda, snem trącony, na polanę zboczył
                          I zaoczył dziewczynę... I znowu zaoczył...
                          Leżała, dłużąc w trawie swój dreszcz jednolity.
                          Paw z nią gruchał, a w pawiu tkwił Indra ukryty.
                          Porzucił praistnienia zjesieniałość górną,
                          By się nasnuć jej w oczy tak barwno i piórno!
                          Krył się w ptaku naprędce i krył się nieściśle,
                          W pawim wątku, jak w trwożnym mętniejąc domyśle -
                          I puszyściał jej w szyję i szeptał do ucha,
                          Aż mu coś odszepnęła dziewczyna-szeptucha,
                          I zaśmiała się nagle z całej w słońcu duszy,
                          Usznymi paluszkami zatykała uszy,
                          I dyszała do pawia, a paw do niej dyszał,
                          Lecz tego, co mówili, Dżananda nie słyszał.
                          Śniadą w twarzy miał zawiść, a w oczach miał drwinę,
                          Duchem smaglił się w pawia. Już kochał dziewczynę!
                          I gdy paw zmyślnym dziobem włos sypki roztrząsał,
                          Łuk pochwycił i strzałę w łeb ptaka nadąsał!

                          Spłoszył się Bóg, w ptaszęcym ledwo skryty ciele,
                          I odfrunął z trzepotem w bliskie różnoziele.
                          Zlękłym piersiom, gdy strzała żer nowy odgadła,
                          Zbrakło pawiej osłony. Dziewczyna - upadła!

                          I o ziem cisnął Indra upierzenie ptasie,
                          Co w świat, warcząc, pomknęło i - pobladł w bezczasie
                          I zawołał: "Kto zgadnie człowieka i strzałę?
                          Jam dla ciebie te piersi powcielał w sny białe!
                          We mnie godził cios wszelki, tym kształtom zadany!" -
                          I pokazał na biodrze ciąg dalszy jej rany...
                          A ciąg dalszy był nieco podobny do kwiatu:
                          Źdźbło nieba na szypułce Bożego szkarłatu.

                          "Spal te zwłoki na kwiatach, gdzie zeszła się ze mną,
                          Gdym cię jeszcze przyszłością miłował daremną!
                          Kto dziewczynę przybłąkał w twych pragnień ustronie?
                          Kto wypulchnił jej wargi i wyśnieżył dłonie?
                          W tęcze pawie wbóstwiony szalenizną ducha -
                          Kto twe imię - twarz twoją wmawiał jej do ucha?
                          Kto miłości i smutku nauczył zawczasu,
                          Byś kochany był pierwej, nim wejdziesz do lasu?
                          Aleś ty - wzgardco pawia - zamyślił grześć w grobie
                          Tego, co los twój w piórach rozszeptał i w dziobie?
                          Boga chciałeś zmóc w ptaku? Nikczemny sen karła!
                          Ptak odleciał! - Bóg żyje! - Dziewczyna umarła!" -

                          I zezem spojrzał Indra na śmierć i na życie
                          I zniknął! - I był tylko ten zanik w błękicie!
                          I wrzask pawia skądinąd - i cisza niezwłoczna...
                          A kto widział tę ciszę - ten wie, że widoczna.
                          I popatrzył Dżananda na zwłoki dziewczęce
                          I pomyślał: "To właśnie - jej usta, jej ręce..."
                          I pomyślał osobno: "To właśnie - jej ciało.

                          Gdzie ów czas, który płynął, nim wszystko się stało?
                          Trzebaż było aż takiej miłości i trwogi,
                          Bym ją stracił, gdy byłem już do niej w pół drogi?
                          Trzebaż było aż Boga i strzały i pawia,
                          Bym takiego dosięgnął w ciemności bezprawia?

                          Gdyby Bóg się nie spłoszył, a ptak się nie minął,
                          Boga tylko bym zabił! Bóg tylko by zginął!
                          Ale tak się to niebo skiełznęło po niebie,
                          Że nie wiem, czy za Boga - czy zmarła za siebie?
                          I tak się poździerzgało istnienie z istnieniem,
                          Że śmierć stała się błędem, a błąd - przeznaczeniem!"

                          I nie wiedział Dżananda, czym w mgłach jego winy
                          Paw się różni od Boga, a Bóg od dziewczyny?
                          I nie wiedział, kto strwonił pierś, co się wykrwawia?
                          On - czy paw nie bez Boga ? - Czy Bóg nie bez pawia?
                          I nie wiedział, czyj zamysł ani zbrodnia czyja?
                          Kto tu kocha - kto ginie - kto kogo zabija?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka