Dodaj do ulubionych

Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje obo...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 11:11
897 to "prawie 900", a nie "ponad 800". Redaktor PRAWIE zna
zasady języka polskiego (choć logicznie jest ok).
Obserwuj wątek
    • Gość: pcolo Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: w3cache.* / 192.168.2.* 31.12.03, 11:15
      na zachodzie uczniów i pracowników nie dozoruje się-
      odpowiedzilność wynosi się z domu rodzinnego.
      • Gość: Zorientowany Pcolo nie pisz glupot IP: proxy / 10.48.230.* 31.12.03, 11:38
        Gość portalu: pcolo napisał(a):

        > na zachodzie uczniów i pracowników nie dozoruje się-
        > odpowiedzilność wynosi się z domu rodzinnego.
      • Gość: Jurek Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.nb.aliant.net 31.12.03, 18:05
        Nie kturzy nie powinni wogole miec dzieci.
    • Gość: tomga Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.limes.com.pl 31.12.03, 11:32
      jak sie umawiam ze bede po 18.00 to jezeli przyjde o 22.00 to
      złamałem umowe NIE ale ze to bzdyra to fak.............

      Sczesliwego Nowego roku
    • jaras Wcale mnie to nie dziwi 31.12.03, 11:55
      Wcale się nie dziwię rodzicom, którzy nie posyłają dzieci do
      szkoły, tak jak wspomniana w artykule matka z Nowego Targu. Po
      co krzywdzić własne dziecko?

      Większość nauczycieli to frustraci, którzy odreagowują swoje
      życiowe niepowodzenia na uczniach. Do tej pracy trzeba mieć
      szczególne predyspozycje, nie wystarczy tylko chcieć uczyć. Sam
      dobrze wspominam tylko 5 nauczycieli, którzy naprawdę potrafili
      nauczyć i cieszyli się poważaniem wśród uczniów. Pozostali
      zmuszali do kucia na blachę albo do liczenia bezsensownych zadań
      (w zalezności od przedmiotu). Metody, których nauczyciele
      używają do utrzymania spokoju w klasie też pozostawiają wiele do
      życzenia. Większość z nich wprowadza terror psychiczny. Są
      przekonani, że jeśli uczeń odczuwa strach to wszystko jest w
      porządku, a chyba nie o to chodzi. Żaden z tych 5 nauczycieli, o
      których wspomniałem nie straszył uczniów klasówkami, nie
      krzyczał, a mimo to na lekcjach był spokój. Oni byli naprawdę
      szanowani bo potrafili każdego zainteresować prowadzonymi przez
      siebie lekcjami.

      Jeśli będę miał kiedyś dzieci to z bólem serca poślę je do
      szkoły, tylko dlatego, że na razie nie ma dla niej żadnej
      alternatywy.

      Czy kiedykolwiek ktoś się zastanawiał dlaczego większość dzieci
      nie lubi szkoły?
      • Gość: Rak Re: hulaj dusz piekła niema IP: 157.25.139.* 31.12.03, 12:25
        A jak zapanować nad dzieciakiem który ma lekcje w nosie, albo co
        gorsza przeszkadza?
        Jak nie dopuścić do tego aby wyrostek nie wsadził nauczycielowi
        kosza na śmieci na głowę. Obecnie nauczycielowi nic nie wolno
        robić, więc zamyka się na przerwach w pokoju nauczycielskim, a
        dzieciaki „hulaj dusz piekła niema”- jeden wielki kszyk na
        korytarzu.
        Osobiście jestem zwolennikiem karania niesfornych oraz
        przyuczania do dyscypliny w szkole, jeżeli w domu jej nie mają.
        Gdybym ja się dowiedział że moje dziecko zachowuje się wobec
        nauczyciela niestosownie, to nawet gdy nauczyciel zastosowałby
        karę, dołożyłbym również i swoją.
        Bezstresowe wychowanie to tylko wymówka dla rodziców którzy nie
        mają czasu dla własnego dziecka i jego problemów, z pewnością
        nie nadym polega miłość rodzica.
        A do szkoły nikt nie lubi chodzić bo nikt nie lubi przymusu
        samego chodzenia nie mówiąc już o nauce, ot zwykłe lenistwo
        które każdy z nas posiada i z którym każdy się urodził.
        Oczywiście nauczyciele są różni, są również i tacy, co to byle
        swoje odpracować.
    • Gość: Arkady NIE CHODZIŁEM DO SZKOŁY - UCZYŁEM SIĘ W DOMU, BO IP: *.acn.pl 31.12.03, 12:38
      • Gość: Arkady NIE CHODZIŁEM DO SZKOŁY - UCZYŁEM SIĘ W DOMU IP: *.acn.pl 31.12.03, 13:53
        i wyszło mi to na zdrowie i było to inwestycją mojego życia.

        Do szkoły można nie chodzić i nauczyć się programu wszystkich
        przedmiotów, tj. zdać prawdziwe i wyczerpujące egzaminy
        eksternistyczne z całości programu nauczania, np. szkoły
        średniej, na oceny bardzo dobre i celujące, a potem napisać
        maturę celująco. Tak było w moim przypadku.

        Moi koledzy, którzy poszli do ogólniaka, w pierwszej klasie
        śmiali się ze mnie i uważali, że popełniam wielki błąd, ale już w
        drugiej klasie doceniali moją wiedzę i wolność od nauczycieli. Ja
        zyskałem spokój, oni wrzody na żołądkach, które leczą do dziś
        (pięć lat po ogólniaku).

        Chcę uprzedzić pewien zarzut - nie jest prawdą, że nia miałem
        przyjaciół przez to, że nie chodziłem do szkoły. Wprost
        przeciwnie - miałem dużo czasu na spotykanie się, całe wieczory.
        Ja uczyłem się od 8.00 do 15.00, gdy ludzie w szkole udawali, że
        się uczą. Ja po 15.00 miałem czas, oni po przyjściu ze szkoły
        siadali do odrabiania lekcji i prawdziwej nauki (tj. uczenia się)
        .

        Dziś jestem na V roku MISH UW, mam kilka stypendiów i nagród i
        nawet teraz rzadko bywam w szkole, którą dumnie zwie się
        uniwersytetem. Te wszystkie stypendia, nagrody, dobre oceny, i
        inne "sukcesy", przyszły same przy okazji prawdziwego uczenia się
        i są wynikiem pracy z czasów nastoletnich, kiedy powinienem był
        chodzić do ogólniaka. (Poza tym zdaję sobie sprawę, że te
        "sukcesy" niewiele znaczą, że są one, jak mawiał poeta, marność
        nad marnościami; liczy się tylko to co zostaje w głowie i w sercu
        - jakkolwiek to brzmi)

        Muszę jeszcze dodać, że pochodzę z małego miasteczka na Warmii.
        Środowisko, w którym wyrastałem nie było wykształcone. Miałem
        dobrą rodzinę, która ceni porządną i uczciwą pracę, także uczenie
        się, mamę, która wspierała mnie i pomagała jak tylko mogła i
        przyjaciela, który pomógł mi podjąć decyzję o niechodzeniu do
        szkoły i z którym razem uczyłem się prawie wszystkiego. To
        właśnie oni pomagali mi się uczyć, a nauczyciele i urzednicy, no
        cóż, oni tylko przeszkadzali jak mogli.

        Wszyscy zdają sobie sprawę, że szkoła "óczy". Wielu rodziców
        posyła swoje dzieci do szkoły z bólem serca, ale posyła.
        Nieliczni, tak jak mama wspomnianej w artykule Kasi, mają odwagę
        przeciwstawić się tej machinie konformizacji (czytaj - szkole) i
        nauczać lub pomagać uczyć się swoim dzieciom w domu.

        Gdyby mama Kasi potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, proszę o
        kontakt na mojaarkadia@wp.pl

        PS
        Można próbować udowodnić przed sądem, że szkoła nie wypełnia
        swoich obowiązków wynikających z ustawy (i, lub konstytucji),
        tzn. nie uczy należycie. Można w tym celu wykorzystać dane z co
        rok szokujących wyników egzaminów końcowych w szkołach
        podstawowych i gimnazjach.
    • Gość: Staniław W Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.aster.pl / 10.69.3.* 31.12.03, 12:46
      Długie lata zajmowałem się z powodzeniem dwoma chłopcami nie
      chodzącymi do szkoły, a uczącymi się samodzielnie w domu.
      Ich edukacja nie zakończyła się niewypałem: jeden z chłopców
      skończył z bardzo dobrym wynikiem SGH i jest teraz na piątym
      roku MISH na UW, a drugi jest na piątym roku MISH na UW i jest
      stypendystą MENiS.

      W krajach cywilizowanych tzw. HOME EDUCATION nie jest niczym
      nadzwyczajnym. Proszę odwiedzić następujące witryny:

      www.education-otherwise.org/
      www.hea.asn.au/hea/faqs.asp


      Jeżeli to jest możliwe, prosiłbym mamę Kasi z Nowego Targu o
      kontakt:

      Mój e-mail:
      phistaszek17@wp.pl
      • Gość: Nemway Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.03, 13:08
        Jeśli dzieciaki uczą się w domu, to wszystko w porządku. Nad ich
        nauką czuwa nauczyciel i nie widzę powodu dla którego byłoby to
        złe. Nawet uważam to za dobrodziejstwo mieć indywidualnego
        nauczyciela. Ale co z tymi którzy nie chodzą do szkoły z
        lenistwa, w domu nie uczą się wcale, a nad ich edukacją nie ma
        żadnej kontroli?
    • Gość: jaxa Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.crowley.pl 31.12.03, 13:31
      >Ta liczba nie jest zastraszająca, jeśli uświadomimy sobie,
      >że do małopolskich podstawówek i gimnazjów uczęszcza
      >w sumie ponad 74 tys. uczniów.

      Zaraz, zaraz, zaraz. W województwie małopolskim w maju 2003 przystąpiło do
      egzaminów gimnazjalnych 50 tys. uczniów, co znaczy, że uczniami samych
      gimnazjów w Małopolsce powinno być ok. 140 tys. uczniów. Zważywszy na
      fakt, że gimnazjum trwa 3 lata i nie wszyscy tam idą, a podstawówka sześć lat i
      więcej uczniów tam uczęszcza, plus minus wahania populacji, do podstawówek
      powinno uczęszczać co najmniej jakieś 250-300 tys. uczniów. Razem to daje
      może 400, może 550 tys., ale na miłość boską na pewno nie 74 tys. Może to
      miało być 374 tys., może 474 tys., może nawet 574 tys., ale nie 74 tys. Może w
      samym Krakowie to jest 74 tys., bo mieszka tam prawie milion ludzi i ta liczba
      by była prawdopodobna, ale Małopolskie to jeszcze Tarnów, Wieliczka, Nowy
      Targ, Nowy Sącz, Chrzanów, Zakopane, Oświęcim, Wadowice, i dziesiątki innych
      miast...
    • Gość: Stanisław W Re: "Dzieci wesoło wybiełgy ze szkoły..." IP: *.acn.pl 31.12.03, 13:56
      Dzieci wesoło wybiełgy ze szkoły,
      zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki,
      chodnik zapluły, ludzi przepędziły,
      siedzą na ławeczkach i ryczą do siebie:

      Wszyscy mamy źle w głowach, że żyjemy.
      Hej, hej, la la la la.


      ELEKTRYCZNE GITARY

    • Gość: uczeń Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.03, 14:19
      Kto winien?
      1. urzędnicy samorządowi, którzy mimo zapisów w ustawie nie
      kontrolują i nie informują szkoły o zmianie miejsca
      zamieszkania ucznia,
      2. nieudolne "prowadzenie" szkół przez samorządy, dla których
      szkoły są kłopotem,
      3. bezsensowna reforma oświaty,
      4. decyzje likwidujące zajęcia pozalekcyjne,
      5. i pewnie Balcerowicz (musi odejść).
    • Gość: lupa Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.03, 14:34
      No nie - tragedia, chyba się popłaczę.... ze śmiechu
      I bardzo dobrze, lepsze to niż chodzenie do państwowej szkoły!
      Precz z przymusem szkolnym !
      Precz z "bezpłatną" edukacją !
    • Gość: polak bieda is bieda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.03, 14:35
      bieda is biedsa z komuny chodzili wszyscy.
    • Gość: Zosia Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.eu.org 31.12.03, 15:40
      Moich dwoje dzieci - zdolnych, pracowitych chodziło do zwykłej szkoły. Nieraz
      zdarzało się, że poprzyjściu do domu "szurnęli" tornistrem z komentarzem: "i
      znów przesiedziałem w szkole 6 godzin i nic się nie dowiedziałem nowego". Lekcje
      nudne, odpytywanie kolejny raz tego samego tych samych słabych uczniów. Zdarzało
      się, że syn czy córka zostawali w domu i uczyli się sami. Przynioslo to duże
      efekty - byli laureatami różnych konkursów przedmiotowych i olmpiad dla szkól
      średnich. Mądry dyrektor ( V LO - Kraków ) dawał urlop uczniom przygotowującym
      sie do olimpiad. W sumie - jak podliczyła córka - w IV klasie liceum była w
      szkole mniej niż 2 miesiące. Jast wzorowa studentką, stypendystką MENiS.
    • Gość: KKK I bardzo dobrze!Będzie mniej idiotów! IP: *.chello.pl 31.12.03, 17:10
      W końcu czego mądrego mogą nauczyć te szkolne pawoany które
      nazywają siebie nauczycielami?
    • Gość: PD Gdybym tylko mógł, to nie posłałbym dzieci do szkoły IP: *.nowysacz.cvx.ppp.tpnet.pl 31.12.03, 17:53
      Gdybym tylko mógł, nie posłałbym dzieci do szkoły. Na razie są
      jeszcze małe, ale już się boję na myśl o tym, że wkrótce
      narażone będą na nagabywania dilerów narkotyków, bite przez
      starszych "kolegów", prześladowane przez niewyżyte,
      psychopatycne nauczycielki. Oceniam, że w chorym państwowym
      systemie oświaty jakieś 20 proc. to nauczyciele z powołania (z
      czego połowa to kompletni idioci, ale ci krzywdzą dzieci tylko w
      ograniczony sposób). Gdyby było mnie na to stać, wynająłbym
      prywatnych nauczycieli i moje dzieci też nie "realizowałyby"
      żadnego obowiązku.
    • Gość: anka Re: Ponad 800 dzieci w Małopolsce nie realizuje o IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.01.04, 11:06
      Tu sa dwa zagadnienia. Jedno, czy mozna sie sensownie przygotowac do doroslego
      zycia poza szkola. Odpowiedz brzmi: mozna. I to nieraz znacznie lepiej. Np.
      niemal wszyscy dysydenccy intelektualisci rosyjscy odznaczali sie tym, ze w
      zwiazku z ciezkimi chorobami w dziecinstwie nie chodzili do sowieckiej szkoly.
      I dlatego uchronili sie od prania mozgu.
      Drugie zagadnienie, czy panstwo ma rozeznanie i kontrole nad realizacja
      obowiazku szkolnego, bo - slusznie czy nie - obowiazek taki jednak, poki co,
      istnieje.
      Alarmistyczny tytul o 800, de facto 900, dzieciach w Malopolsce, ktore sa poza
      szkola, jest bez sensu, bo te kilkaset dzieci, ktore maja odroczony obowiazek
      szkolny, to sa akurat dzieci, o ktorych wladze oswiatowe wiedza, a decyzje o
      odroczeniu podjeto ze wzgledu na rozne okolicznosci i na podstawie opinii
      psychologicznych, pedagogicznych, medycznych itp.
      Niepokojace sa pozostale przypadki - dzieci, ktore "wypadly z ewidencji". I tu,
      przepraszam zwolennikow absolutnej wolnosci rodzicow, moze byloby nie od rzeczy
      sprawdzic do konca, co sie z nimi dzieje - np. zobaczyc je albo w wypadku
      pobytu za granica - zazadac swiadectwa ze szkoly, do ktorej uczeszczaja.
      Dlaczego? Bo sie zdarza, ze dziecko znika i nigdzie go nie ma. Po koszmarnych
      odkryciach w Lodzi czy gdzie indziej prasa miala pretensje do sasiadow. A co ma
      zrobic sasiad, ktory zauwazyl, ze dziecko bylo i zniklo. Moze zapytac, gdzie
      jest. Dowie sie, ze pojechalo do babci. Albo za granice. Moze przypuszczac, ze
      zostalo oddane do domu dziecka. I co? Powie: "Prosze mi podac, do jakiego domu
      dziecka, bo ja musze sprawdzic, czy ono zyje?" To nie jest zadanie dla sasiada.
      W USA zrobiono niedawno - nie wiem, czy w calym kraju, czy w niektorych
      stanach - kontrole, rodzaj scontrum, jak w bibliotece. Pracownicy spoleczni
      mieli ZOBACZYC wszystkie dzieci, kiedykolwiek rejestrowane w ich ewidencji jako
      wymagajace opieki, w nadzorze kuratorskim etc. I odkryto wtedy znaczna liczbe
      dzieci zamordowanych, zmknietych w komorkach itp.
      Prezpraszam, ze o tym pisze, bo te kryminalne przypadki z jednej strony, a
      ludzie, ktorzy nie chca swoich dzieci posylac do szkoly, albo czynia to z
      bolem, wlasnie w trosce o nie (co doskonale rozumiem, bo sadze, ze polska
      szkola bardzo rzadko spelnia potrzeby dzieci)z drugiej strony - to dwa skrajnie
      rozne bieguny postaw rodzicielskich. Tym niemniej uwazam, ze wszystkie
      instytucje majace do czynienia z dziecmi - szkola, lekarze itp. - powinny byc
      bardzo czujne na ewentualne naduzycia TAKZE ZE STRONY RODZICOW. Bo niestety one
      sa.
      Ktos napisal na tym forum, ze za granica kazdy moze robic z dzieckiem, co mu
      sie podoba. Otoz mieszkalam przez dwa lata z moim synem w Niemczech. I swietnie
      wiem, ze gdybym go nie poslala do szkoly, to w ciagu miesiaca-dwoch bylaby
      interwencja i sprawdzanie co sie dzieje - przy pobycie, zaznaczam, czasowym.
      Moj syn, procz szkoly niemieckiej, chodzil tez po zwyklych lekcjach w piatki po
      poludniu do polskiej szkoly przy ambasadzie. Otoz nasza znajoma Niemka, widzac
      jak potwornie jest to dla dziecka meczace - po 6 lekcjach w szkole niemieckiej,
      jeszcze ze 4-5 w szkole polskiej (a niektorzy rodzice dowozili swoje dzieci z
      odleglosci 200 km, wiec trzeba dodac podroz w obie strony) - powiedziala, ze
      wlasciwie ma ochote zglosic ten fakt do Jugendamtu (Biura ds. Dzieci i
      Mlodziezy), bo to powinno byc zabronione. Powstrzymalam ja od tego, ale -
      Bogiem a prawda - to ona miala racje. Ona wlasnie wykazala te obywatelska
      czujnosc, jakiej wymagamy od sasiadow, ktorzy widza, ze dziecku dzieje sie
      krzywda.
      Ostatni wreszcie przyklad, tez z Niemiec. Bylam z dzieckiem u pediatry. W
      pewnym momencie lekarka zauwazyla na lydkach dziecka sina prege (ja zreszta tez
      zobaczylam to w tym momencie po raz pierwszy). Zmieszala sie okropnie, a po
      chwili takim udawanym niby barzdo swobodnym tonem, spytala syna "a co ci sie tu
      stalo?". On na to ze smiechem: "Gdzie? Tu? A, to robilismy na jednego chlopaka
      pulapke ze sznurka, ale ja sie na nia sam nadzialem!" Pani doktor odetchnela z
      ulga. Bylo jasne, ze byla o krok od wezwania policji. Do tego zobowiazuje ja
      prawo i jest przewidziana procedura, ktorej ona MUSI sie podporzadkowac. To
      nic, ze nie jest pewna, czy dziecko jest maltretowane czy nie - watpliwosci
      wyjasnia juz specjalnie wyszkoleni pracownicy. Ale jesli ma podejrzenie, ze cos
      jest nie tak, musi zawiadomic policje. I bardzo dobrze, ze tak jest.
      W tym wypadku uzyskala pewnosc, ze to nie jest przypadek dziecka bitego. Ale ja
      to popieram. Wolalabym miec nieprzyjemnosci i wyjasniac policji, jakie pulapki
      ze sznurka robil z kumplami moj synek, niz przyczyniac sie do tego, zeby dzieci
      byly bite i zeby nikt na to nie reagowal. A jak czesto nasi nauczyciele wfu
      widza dzieci ze sladami bicia? I co robia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka