emily_valentine
27.09.09, 22:26
Fizycznie, psychicznie, emocjonalnie itd.
Już nie pamiętam kiedy spałam 8 godzin. Kiedy obejrzałam coś w tv, a
tv to mój nałóg. Tzn. tv mam cały czas włączony, ale nie widzę nic.
Robi za tło. Tak samo z gazetami. Cały czas kupuję swoje ulubione,
ale nie mam czasu nawet ich przejżeć, a co dopiero przeczytać. Moja
dotychczasowa pasja - aranżacja wnętrz - całkowicie zarzucona. Mam
do wykończenia nowe mieszkanie i od stycznia nic się z nim
kompletnie nie dzieje! A forsa za wynajem ucieka sprzed nosa. Od
tygodnia non-stop boli mnie brzuch i żołądek. Nie mogę zjeść żadnej
porcji do końca, co jest w moim przypadku niebywałe, bo zawsze się
rozglądam za czymś jeszcze. To ze stresu i nerwów. Za kilka miesięcy
znowu włosy będą mi wypadać garściami. Ze 2 dni temu bolało mnie w
klatce piersiowej. I znowu powróciły mi napadowe uderzenia gorąca
(chyba mam menopauzę), co skutkuje czerwonymi, płonącymi policzkami.
A już z dobry rok miałam z tym spokój. Strasznie się wszystkim
denerwuję. Mam huśtawkę nastrojów - raz wydaje mi się, że wszystko
się uda, a za chwilę że będą same wpadki. Nic mi się już nie podoba
i żałuję, że nie mam ślubu za rok, bo bym wszystko lepiej
przygotowała. Mam pretensje do męża, że mnie wkopał w ten cały ślub,
bo ja go wcale nie chciałam. Mam pretensje do teściów, że nas
namówili na wesele, bo ja chciałam maluteńki obiad na kilka osób.
Mam pretensje do siebie, że się dałam na wszytsko namówić i że się
tak wszystkim przejmuję. A czasu jest już mało i coraz więcej rzeczy
trzeba załatwić (a powinno ich ubywać!!!). Wymyślam kolejne duperele
do zrobienia i już z sił opadam. I mogłabym tak dalej wymieniać. Np.
boję się, że się rozchoruję. Albo, że złamię nogę. Kilka dni temu
ryczałam przez pół dnia, że nie chcę wesela.
Nie wiem po co to właściwie piszę, bo i tak nikt mi nie pomoże. Ale
może jak wyrzucę to z siebie, to mi przejdzie.
Chcę moje stare życie z powrotem...