Dodaj do ulubionych

Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie)

08.04.10, 11:48
Witam. Niedługo biorę ślub cywilny, jestem katoliczką a mój partner
ateistą. Kiedyś nie wyobrażałam sobie że mogłabym nie mieć ślubu
kościelnego, ale mój partner nie wyobraża sobie z kolei
uczestniczenia w ceremonii w kościele. Bardzo się kochamy, mamy
malutkie dziecko i ślub chcemy wziąć (nie tylko ze względu na
dziecko, choć ono na pewno tę decyzję przyspieszyło).Nie chcę go do
niczego zmuszać bo wiem że to nie ma sensu, dlatego zgodziłam się na
ślub cywilny. Ale w głębi duszy jest mi z tym trochę ciężko. Jeśli
ktoś z Was jest w podobnej sytuacji, to będę wdzięczna za
komentarze.
Obserwuj wątek
    • bramstenga Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:06
      Nie chcę go do
      > niczego zmuszać bo wiem że to nie ma sensu, dlatego zgodziłam się na
      > ślub cywilny. Ale w głębi duszy jest mi z tym trochę ciężko. Jeśli
      > ktoś z Was jest w podobnej sytuacji, to będę wdzięczna za
      > komentarze.

      IMO to strasznie nie fair wymagać od osoby wierzącej de facto wyrzeknięcia się
      własnej wiary, zafundowania jej permanentnego konfliktu sumienia, wykluczenia ze
      wspólnoty Kościoła. Dla mnie to po prostu sprzeczne z deklaracjami miłości.
      ~bramstenga
      • odsrodkowa Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:08
        Mam podobne zdanie jak Bramstenga. Tym bardziej, że można wziąć ślub jednostronny..
        • freciczka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:12
          Rozwiązanie jest dość proste: ślub jednostronny, bez mszy.
          Jeśli Tobie zależy na ślubie kościelnym to upieranie się narzeczonego tylko przy
          cywilnym jest niesympatyczne. Gdyby mój mąż był katolikiem to nie robiłabym
          problemów z takim ślubem. Na szczęście w naszym przypadku trafiło na siebie
          dwoje ateistówsmile
        • magdalena.ko Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 23:43
          odsrodkowa napisała:

          > Mam podobne zdanie jak Bramstenga. Tym bardziej, że można wziąć
          ślub jednostron
          > ny..


          dokładnie.
      • zabciap Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:25

        > IMO to strasznie nie fair wymagać od osoby wierzącej de facto
        wyrzeknięcia się
        > własnej wiary, zafundowania jej permanentnego konfliktu sumienia,
        wykluczenia z
        > e
        > wspólnoty Kościoła. Dla mnie to po prostu sprzeczne z deklaracjami
        miłości.
        > ~bramstenga

        Ale fair jest zmuszać osobę niewierzącą do składania przysięgi w
        kościele wbrew sobie? Czemu zawsze broni się tylko tej wierzącej
        strony a nikt nie pomyśli o tym, że dle ateisty taki ślub też
        będzie to konfliktem z własnym sumieniem.
        • tabakierka2 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:30
          zabciap napisała:


          >
          > Ale fair jest zmuszać osobę niewierzącą do składania przysięgi w
          > kościele wbrew sobie? Czemu zawsze broni się tylko tej wierzącej
          > strony a nikt nie pomyśli o tym, że dle ateisty taki ślub też
          > będzie to konfliktem z własnym sumieniem.

          osoba niewierząca w przypadku ślubu jednostronnego nie uczestniczy
          we mszy ani nie składa przysięgi, więc gdzie problem? przysięgę
          składa tylko strona wierząca.
          • horpyna4 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 14:16

            Przysięgę składa się nie księdzu, tylko osobie z którą bierze się
            ślub. Dla osoby niewierzącej formuła jest okrojona o fragment
            odwołujący się do Boga i wszystkich świętych (dla chrześcijanina -
            niekatolika jest odwołanie się do Boga, ale bez wszystkich świętych).

            Nie ma więc konfliktu z własnym sumieniem, jeżeli chodzi o ceremonię
            ślubu bez mszy. Konflikt może być w przypadku oświadczenia, że
            zgodzi się na wychowanie katolickie dzieci. Niektórym jest wszystko
            jedno, ale innym może to przeszkadzać. Ale to jest przecież i tak
            sprawa do wcześniejszego ustalenia między dwojgiem.
        • aretahebanowska Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:32
          Ja jestem ateistką a mój mąż katolikiem. Ślub braliśmy w kościele,
          ale moja przysięga była znacznie okrojona. Nie było tych
          wszystkich "Tak mi dopomóż..." itp. Nie pamiętam czy msza była czy
          nie, ale w momentach gdy wszyscy klękali ja siedziałam na krześle.
          Większość gości nawet nie zarejestrowała różnicy.
        • bramstenga Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:34
          Hej, ale w przypadku ślubu jednostronnego nikt nie każe ateiście postępować
          wbrew sobie. Ateista będzie po prostu przyrzekać drugiej osobie (nie księdzu,
          kościołowi ani jakiemuś tam bogu) miłość, wierność itp. w ładnym, często
          zabytkowym wnętrzu. Tylko tyle. Jeśli to jest problemem to hmmm... też o czymś
          świadczy.
          ~bramstenga
          • martishia7 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 13:45
            Niedawno omawiałam zagadnienie, więc mogę powiedzieć. Tycim problemikiem jest
            to, że obiecujesz też, że nie będziesz przeszkadzać w wychowaniu dzieci w
            wierze. Ja osobiście tego nie jestem w stanie obiecać, bo wiem, że co najmniej
            nie będę pomagać, a przeszkadzać z dużą pewnością (e.g. przekazywać swój
            światopogląd) będę. Po prostu wiem, że tak będzie, więc kłamałabym od wejścia. I
            to mi odrobinkę nie pasuje.
            • ferworia Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 14:23
              To jest kwestia interpretacji, bo z tego wynikałoby, że nie należy dziecka
              świadomie narażać na jakiekolwiek działania innych światopoglądów. Przyznasz, że
              brzmi to dość paranoicznie. Skoro zgadasz się na wychowanie dziecka w tradycji
              katolickiej, to w czym problem, że swego czasu pozna też inne możliwości, a
              jeżeli jako dorosły człowiek dokona innego wyboru, to już nie będzie kwestia
              żadnego "przeszkadzania".
            • sta-fraszka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 17:42
              Martishia7 - my mamy dokladnie ten sam problem.
              No, moze nie do konca, ale blisko wink

              Myslelismy o slubie jednostronnym, ale moj narzeczony nie ma zamiaru niczego
              obiecywac.
              A ja nie mam zamiaru go do zadnych obietnic zmuszac.
              Jestem ochrzczona i wychowana w duchu katolickim, od paru lat za duzo o tym
              mysle i mam wiele watpliwosci. Wiem, ze po slubie nie bede zyla zgodnie z
              naukami kosciola, nie ze wszystkimi w kazdym razie i nie umiem obiecac, ze bede.
              Mam tez jakis wewnetrzny, osobisty problem z przysieganiem wychowania po
              katolicku ludzi, ktorych jeszcze nie ma na swiecie.
              Tak troche jak w "prawie niespodzianki".
              Tylko ze mnie wychowano, ze za wlasne slowo sie odpowiada, wiec nei wiem jak
              moglabym dac takie, ktorego nie bede umiala/chciala/ze wszystkich sil probowala
              dotrzymac.

              I w takiej sytuacji wydaje mi sie najuczciwiej jest wziac slub cywilny. Bo
              konflikt wewnetrzny i tak i tak bede miala, ale przynajmniej nie bede przed
              nikim udawac, ze nie mam.
              • sta-fraszka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 17:45
                Aha, i jeszcze, bo wychowanie obejmowalo i katolicyzm i dotrzymywanie slowa i
                wychodzi ze wybiorczo to swoje wychowanie traktuje.

                Traktuje je wybiorczo. Bo mysle i wiem, co mi sie z sama soba zgadza a co nie.
              • martishia7 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 14:53
                Wiesz, ja jestem ww tej szczęśliwej sytuacji, że mój chłop jest z gatunku
                "niewierzących-czasami praktykujących". Ma bierzmowanie i inne formalności, ale
                jego parcie na kościelny wynika z "ciotki będą zrzędzić", "wszyscy biorą
                kościelny" i "ładniej w kościele". Bo poza tym to taki z niego katolik jak i ze
                mnie. Gdyby był prawdziwie głęboko wierzący, to może nawet rozważyłabym
                jednostronny. Ale w tych okolicznościach to nawet nie mam odrobiny wyrzutów
                sumienia.wink
                • sta-fraszka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 14:56
                  I slusznie smile
                  Ja jestem z tych co watpia i sie z myslami bija.
                  Chwilowo do kosciola nie chodze bo jak chodzilam to tylko sie denerwowalam i w
                  ogole sie nie czulam ubogacona, bardziej jakby mnie ktos karal.
                  Powiedzialam ksiedzu na spowiedzi to mi powiedzial, ze bez sensu takie chodzenie
                  i zebym sobie zrobila przerwe.

                  Rozwazam przedslubna rozmowe z tym wlasnie ksiedzem, ale podejrzewam ze poza
                  tym, ze mnie zrozumie nic sie nie zmieni.

                  U mnie tez beda zrzedzic ze "wyrzekam sie wiary" i na pewno beda jakies przytki
                  tu i owdzie.
                  Uznam, ze jak ktos jest bez winy moze rzucac kamyczki.
                  Cala reszta moze sie odstosunkowac.
                  • martishia7 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 16:15
                    Wątpienie chyba jest rzeczą ludzką. Ja też "wątpiłam" w to jak zostałam
                    wychowana, więc szukałam - u mnie polegało to na szukaniu łaski wiary.
                    Zapoznałam się z kilkoma religiami, jestem w stanie powiedzieć w której forma
                    organizacyjna kultu jest dla mnie akceptowalna. Tylko tego najistotniejszego
                    czynnika jakoś brak wink Niestety. Więc chwilowo zawiesiłam poszukiwania.
                    Natomiast "szopki" dla wszystkich dookoła odstawiać nie będę, bo to byłby jakiś
                    niesamowity meta-fałsz w moim wykonaniu bo udawałabym, że mi zależy i się na to
                    zgadzam, bo jemu zależy. Bez sensu. I niesmaczne z punktu wiedzenia ludzi dla
                    których to prawdziwie JEST ważne, duchowe przeżycie.
    • zabciap Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:33
      Jestem w podobnej sytuacji, tylko że ja jestem stroną niewierzącą.
      Nigdy wcześniej nie było to dla nas żadnym problemem. Jednak schody
      zaczeły się w związku ze ślubem. On i jego rodzina chcą kościelny,
      ja i moja rodzina cywilny. Stanęło na razie na tym, że ślub będzie
      cywilny, ale niestety wiem o tym, że N ma takie same odczucia jak
      Ty. W takiej sytuacji nikomu się nie dogodzi niestety.
      • tabakierka2 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 12:34
        zabciap napisała:

        > Stanęło na razie na tym, że ślub będzie
        > cywilny, ale niestety wiem o tym, że N ma takie same odczucia jak
        > Ty. W takiej sytuacji nikomu się nie dogodzi niestety.

        Się dogodzi.
        Rzowiązaniem jest ślub jednostronny, gdzie Twój narzeczony składa
        przysięgę powołując się na Boga (mówiąc bardzo ogólnie),a Ty nie. I
        nie ma problemu.
        • sajolina Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 14:53
          Zgadzam się z tabakierką. U mnie z katolicyzmem też słabo, ale nie miałabym
          serca odmówić ukochanej osobie ślubu kościelnego (oczywiście pod warunkiem, ze
          nie zmuszałaby mnie do złożenia przysięgi). Dla niewierzącego ślub w kościele
          jest de facto ślubem cywilnym - skutki są takie same, tylko oprawa nieco inna
          niż w USC.
          • horpyna4 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 15:37

            Przysięga jest, tylko bez odwoływania się do Boga.
    • misself Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 18:03
      Dla takich par jak Wy Kościół przewidział rozwiązanie - ślub zwany potocznie
      jednostronnym, czyli małżeństwo mieszane. Jest z tym trochę zachodu, jednak
      niewiele więcej niż z klasycznym ślubem kościelnym. Takie rozwiązanie zakłada
      kompromis, każda ze stron ustępuje o mały kroczek i w efekcie obie są zadowolone.
    • kosher_ninja Ślub jednostronny 08.04.10, 20:48
      Ślub jednostronny wcale nie jest takim idealnym rozwiązaniem, jakie tu wszystkie
      propagujecie. Pisząc, że niewierzącemu powinno być wszystko jedno, bo przecież
      dla niego to tylko cywilny w ładnym wnętrzu, nie macie racji. Niewierzącym wcale
      nie jest wszystko jedno. Oczywiście dla wielu jest to dobre wyjscie, bo kościół
      traktują bardzo neutralnie i faktycznie im wystarczy to, że nie muszą sami
      składać przysięgi religijnej.
      Wielu jest jednak takich (w tym ja), którzy nie dość, ze nie wierzą, to również
      bardzo nie zgadzają się treściami przekazywanymi przez kościół katolicki. Nie
      zgadzają się z zakazem in vitro, potępianiem antykoncepcji i tuszowaniem
      skandali pedofilskich. Ksiądz w czasie ślubu bardziej reprezentuje kościół niż
      państwo, a swoje poglądy na powyższe i inne tematy może przekazać w kazaniu, BO
      TAK. Ma nawet obowiązek za każdym razem przekazywać "słuszną linię poglądową
      kościoła". Jest to naprawdę trudne do przełknięcia dla kogoś, kto dostaje piany
      na wszelkie kościelne rewelacje pojawiające się w mediach i nie tylko.
      Poza tym dochodzą również pieniądze. Za ślub cywilny płaci się ok. 100 zł. A za
      kościelny? Najczęściej "co łaska 1000 zł". I to nie chodzi o to, że ktoś nie ma
      tych pieniędzy, tylko o to, że nie zgadza się z takimi cennikami, półślubkami
      (czy jak to tam się zwie) i opłatami z kosmosu za każdy papierek.
      • kosher_ninja Re: Ślub jednostronny 08.04.10, 20:56
        Dodam jeszcze, że nie każdy ma takie szczęście, że mieszka w dużym mieście,
        gdzie kościołów jest mnóstwo lub tam, gdzie rządzi mądry proboszcz. Jak same na
        pewno wiecie, każda parafia potrafi się rządzić własnymi prawami - bo proboszcz
        sam je potrafi ustanawiać. Stąd bierze się niezgoda na niewierzących świadków,
        konieczność bardzo wysokich opłat i wiele innych rzeczy. Wystarczy spojrzeć, jak
        w każdej parafii inaczej podchodzi się do chrztu dzieci pochodzących ze związków
        niesakramentalnych. W niektórych parafiach robi się to bez problemu, w
        niektórych za wysoką opłatą, a w jeszcze innych za żadne skarby.
        Jeśli już w takiej kiepskiej parafii przekona się księdza, że coś takiego jak
        ślub jednostronny może w ogóle istnieć (a wielu się nie przekona), to można
        liczyć często niestety na niemiłe traktowanie przed, w trakcie i po ceremonii.
        • sigrid.storrada Re: Ślub jednostronny 08.04.10, 21:26
          Kosher ninja, moim zdaniem ma tu dużo racji. Może być ciężko. Ale moim zdaniem
          warto chociaż spróbować. Może autorka ma to szczęście, że jej proboszcz jest
          otwarty. Jeśli nie - może ma możliwość wyboru innego kościoła. Wydaje mi się, że
          warto jeszcze tę sprawę przegadać z narzeczonym.
          Rozumiem, że dla ateisty kazanie i msza mogą być trudne do przełknięcia. Znam to
          z resztą z autopsji - jestem innego niż katolicyzm wyznania. Ale - narzeczony
          rilla-m wiążąc się z wierzącą powinien zaakceptować fakt, że jego ukochana
          należy do tego Kościoła. I zrobić co może i jest w stanie, żeby narzeczonej nie
          było "ciężko na duszy" gdy myśli o ich ślubie. Duża różnica w światopoglądzie
          może i prawdopodobnie będzie powodować konieczność kompromisów.
        • kaja86 Re: Ślub jednostronny 09.04.10, 01:28
          Co innego chrzczenie dzieci ze związków niesakramentalnych, co innego ślub
          jednostronny. Jeśli ludzie nie mają nic przeciwko życiu w związku
          niesakramentalnym (oczywiście nie mówię o sytuacjach, gdy są przeszkody do ślubu
          kościelnego)to raczej chrzest nie powinien mieć dla nich większego znaczenia.
          Bo nie bardzo rozumiem, czemu ktoś chce chrzcić dzieci, ale nie chce brać ślubu
          kościelnego. Natomiast ślub jednostronny jest możliwością, którą sam kościół
          wymyślił w sytuacji, gdy jedna strona jest wierząca, a druga nie.
      • horpyna4 Re: Ślub jednostronny 08.04.10, 21:56

        Wiesz, za sam ślub bez uroczystości i dekoracji, taki cichy w
        obecności tylko dwóch świadków można zapłacić w kościele mniej, niż
        za cywilny. Kosztuje zewnętrzna oprawa.

        A skoro dla kogoś ważny jest sakrament, to nie musi robić z tego
        publicznego widowiska. Zwłaszcza jeżeli druga strona źle się będzie
        czuła w takiej sytuacji i będzie odbierać to jako zbędną szopkę.
        • kosher_ninja Re: Ślub jednostronny 08.04.10, 22:14
          W mojej parafii (i okolicznych) mogłabym pojawić się tylko z dwoma świadkami,
          nie chcieć organisty, dywanu, kwiatów i niczego, a i tak miałabym "co łaska"
          1000 zeta. Księdza nie interesuje, ile będzie gości. Za kwiaty płaci się i tak
          oddzielnie. Organista bierze pieniądze nie tylko za granie, ale również za to,
          że nie będzie grać smile
          Pod tym względem jest w Polsce bardzo różnie. I nie za bardzo się jest komu
          poskarżyć, bo kuria "nie podejmuje takich tematów" i zostawia je w gestii
          proboszczów. Wiem, bo moja przyjaciółka próbowała się odwołać po zapłaceniu 500
          zeta za półślubek.
      • zabciap Re: Ślub jednostronny 09.04.10, 08:33
        Zgadzam się z kosher_ninja. Mi jako niewierzącej również nie jest
        wszystko jedno głównie ze względu na to, że po prostu nie zgadzam
        się z poglądami kościoła w wielu kwestiach, więc czułabym się źle
        biorac ślub przed księdzem, który te poglądy reprezentuje.
        Od dzieciństwa nie byłam wychowywana w wierze katolickiej- nie byłam
        u komunii ani u bierzmowania, nigdy nie byłam związana z KK.
        Biorąc ślub w kościele nawet jednostronny czułabym się bardzo
        nieswojo i dziwnie.
        Zaraz pewnie posypie się na mnie fala krytki jaką egoistką jestem,
        ale niestety nie potrafię się zmusić do pewnych kwestii.
        • k.l2 Re: Ślub jednostronny 09.04.10, 11:12
          Nie nazwe Cie egoistka, chocaz.. chyba w takich wypadkach w pewnym
          sensie nalezy byc egoista wink
          Po prostu zastanawia jak zamierzacie zyc z problemem wiary/niewiary
          drugiej osoby przez cale zycie...

          PS. Do przemyslenia dla Ciebie -slub to "tylko" jeden moment. A zycie
          bez mozliwoscie przyjmowania sakramentow (czyli takie, na ktore
          bedzie "skazany" Twoj partner zyjac w zwiazku niesakramentalnym jest
          dluuugie). Powodzenia w rozstrzyganiu trudnych sytuacji...
        • miss.mirabelka Re: Ślub jednostronny 09.04.10, 14:45
          To całkiem logiczne jest, ale pytanie, jak jesteś w stanie w takiej
          sytuacji budować związek z katolikiem, który ma takie poglądy, jakich
          nie akceptujesz
    • leni6 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 23:07
      Nikt nie zwrócił uwagi na bardzo ważną kwestię. Mianowicie na wychowanie dzieci
      w wierze. Ślub jednostronny jako strona nie wierząca może wziąć tylko osoba,
      która obieca nie przeszkadzać w wychowywaniu wspólnych dzieci w wierze. Co nie
      dla każdego ateisty jest obojętne.
      • kaja86 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 23:47
        dla mnie to jest śmieszne, co to znaczy "nie przeszkadzać" trudno nie ingerować
        w wychowanie własnych dzieci. tak jakby tylko jedna strona miała prawo do
        kształtowania ich światopoglądu.
        • angazetka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 08.04.10, 23:56
          Dla mnie "przeszkadzaniem" byłoby, gdyby strona niewierząca nie
          pozwoliła na przekazywanie wartości katolickich przez stronę
          wierzącą, nie zgadzała sie na chodzenie z dziećmi do koscioła itd.
          Przedstawianie własnego światopoglądu nie jest przecież
          przeszkadzaniem.
          • hanna26 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 00:56
            Rzeczywiście jest to prawda, że ślub jednostronny jest bardzo dobrym
            rozwiązaniem - ale jednynie dla osoby zwyczajnie
            niewierzącej. Dla ateisty, który po prostu nie wierzy w Boga, a do
            KK, podobnie jak do innych kościołów ma stosunek neutralny, ślub
            mieszany będzie po prostu uroczystym przyrzeczeniem w obecności
            bliskich i dalekich ludzi. Wiążąc się z osobą, która poważnie
            traktuje swoją wiarę taki człowiek zdaje sobie chyba sprawę, że w
            tej wierze osoba ta będzie pragnęła wychować swoje dzieci. Nie ma w
            tym nic niezwykłego czy nienaturalnego.

            Natomiast zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja, gdy druga
            strona nie jest jedynie "niewierząca", a jest już wojującą
            antykatoliczką/antykatolikiem. Jeżeli ktoś dostaje piany na ustach
            na samo wspomnienie Kościoła, to faktycznie ślub jednostronny nie
            będzie miał większego sensu. Pytanie tylko, jak będzie wyglądało
            życie osoby wierzącej z takim człowiekiem. Bo ślub to jedynie mały
            fragment układanki, życie przyniesie jeszcze sporo o wiele większych
            problemów, których podłożem będzie wiara.
            I tu faktycznie nie ma najlepszego rozwiązania. sad

            • kaja86 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 01:14
              Ale dzieci często niechętnie chodzą do kościoła, nudzą się tam. No i jeżeli
              jeden rodzic właśnie każe im chodzić do kościoła, a one widzą jak drugi nie
              chodzi, tylko np wtedy śpi albo ogląda telewizję, to same też nie mają
              specjalnej motywacji do chodzenia. I co w takiej sytuacji ma robić rodzic
              niewierzący? Namawiać je, żeby jednak chodziły? Dzieci wychowuje się głównie
              przykładem.
            • magdalena.ko Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 09:50
              właśnie dlatego rozmowa na taki temat powinna być przeprowadzona
              dużo wczesniej niż przy wyborze daty i miejsca ślubu. Bo można być
              razem, kiedy ma się różne poglądy, ale kiedy dosłownie
              przeciwstawne...? no nie wyobrażam sobie tego. zawsze jakaś strona
              będzie musiała zrezygnować z siebie. A kompromis nie na tym polega.

              Osoba, która jest wojująco-niewierząca może teraz akceptuje swojego
              partnera i ta "kościelna"jego cząstka nie kuje go w oczy, ale po
              latach może się to zmienić. To tak, jak z wadami, które przed ślubem
              były akceptowane, a po stają się nagle wielkim problemem.

              Gdybym była w takiej sytuacji (po jakiejkolwiek stronie), 10 razy
              zastanowiłabym się, czy to na dłuższą metę ma sens, bo na pewno jest
              bardzo trudne.
      • k.l2 Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 01:08
        > Nikt nie zwrócił uwagi na bardzo ważną kwestię. Mianowicie na
        wychowanie dzieci
        > w wierze. Ślub jednostronny jako strona nie wierząca może wziąć
        tylko osoba,
        > która obieca nie przeszkadzać w wychowywaniu wspólnych dzieci w
        wierze. Co nie
        > dla każdego ateisty jest obojętne.

        Jako osoba wierzaca nie wyobrazam sobie mozliwosci zycia z
        czlowiekiem, ktory nie pozwolilby mi prowadzic moich dzieci ku
        zbawieniu wg mojej wiary.
        • kosher_ninja Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 07:17
          > Jako osoba wierzaca nie wyobrazam sobie mozliwosci zycia z
          > czlowiekiem, ktory nie pozwolilby mi prowadzic moich dzieci ku
          > zbawieniu wg mojej wiary.

          Jako osoba niewierząca nie wyobrażam sobie możliwości bycia z człowiekiem, który
          na siłę by przekonywał moje dzieci do rzeczy, które według mnie są wyssane z
          palca i rozbudowane przez kościół by rządzić społeczeństwem.

          Związek prawdziwego katolika z niewierzącym, który również swoją niewiarę
          traktuje poważnie, jest według mnie bardzo problematyczny.
          To nie chodzi o osobę wierzącą i niewierzącą - sama mam wierzącego męża, ale
          bezreligijnego. Chodzi o związek osoby prawdziwie religijnej z niewierzącą.
          • magdalena.ko Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 09:55
            Dodałabym jeszcze fakt, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że osoba
            religijna będzie modlić się o nawrócenie swojej połówki - w końcu
            matka św. Augustyna poświęciła na to całe życie i syn się nawrócił smile.

            Efektem, osoba niewierząca może czuć się nieakceptowana, a religijna
            będzie żyć nadzieją. Umęczą się Ci ludzie strasznie wink.
            • rockiemar Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 11:50
              Magdalena.ko, sama mialam to wczoraj wieczorem napisac po przeczytaniu
              watku, ale juz mi sie spac za bardzo chcialo. Poruszylas razem z
              kosher_ninja bardzo wazne kwestie.

              Chociaz z drugiej strony zwiazki osob naprawde bardzo gleboko przezywajacych
              swoja wiare (a nie tych przypominajacych sobie o kosciele w swieta i przed
              slubem) i prawdziwych ateistow (nie np. agnostykow itp.) zdarzaja sie MZ dosc
              rzadko. Po prostu poglady na swiat sa tak sprzeczne, ze ciezko nawet zaczac
              jakikolwiek zwiazek, nie mowiac nawet o jego kontunuacji w postaci slubu. Ja
              jestem tolerancyjna, ale nie jestem w stanie sobie wyobrazic, ze wiem, ze moja
              druga polowa modli sie codziennie o moje zbawienie, a ona natomiast wie, ze ja
              to mam w glebokim powazaniu.

              Pod tym wzgledem znacznie lepsze sa chyba jednak religie nie majace nakazu
              "ewangelizacji". Pamietam kiedys, jak chlopak zydowskiego pochodzenia powiedzial
              (choc sam byl agnostykiem, i to takim niezbyt przejmujacym sie tradycjami i
              nakazami religii), ze on 1000 razy bardziej wolalby miec zone ateistke niz
              chrzescijanke, bo ona przynajmniej bylaby w stanie zostawic w spokoju wierzenia
              jego i jego rodziny i nie probowalaby przekonywac ich do swoich racji.
              • aretahebanowska Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 12:19
                Jak się chce to wszystko jest możliwe. Kolega małżonek jest
                wierzący tzn. że tydzień chodzi do kościoła, jeśli jakieś swięto
                wypada w tygodniu to z reguły też. W piątki mięsa nie je i tego
                pilnuje. Oczywiście nie jest ideałem (znaczy grzeszy), bo takie z
                punktu widzenia KK to chyba tylko w Toruniu mieszkają, ale
                generalnie zaangażowanie wykazuje nieco większe niż to normalnie
                bywa. Teściowa, z którą mieszkamy jest fanką Radia M., ale za to ma
                wiele innych rozlicznych zalet, które rekompensują ten mały
                minusik. Ogólnie kochana kobieta. Za to ja w kościołach to tylko z
                wizytą na ślubach i pogrzebach (to już nie zawsze). Wszelkie
                religie są mi doskonale obojętne. Reguły mamy ustalone. Ja się nie
                wtrącam do niczego, do wizyt w kościele, do kolędy (nie
                uczestniczę), postów itp. Z drugiej strony nikt mnie nie nawraca,
                nie próbuje do niczego przekonać, w piątki mięso jem i nikt się nie
                czepia, do kościoła jak powiedziałam nie chodzę. Oczywiście przed
                świętami pomogę, choinkę ubiorę, jajka pomaluję (ale nie idę
                poświęcić.Modlitw przy stole nie odmawiam, po prostu sobie czekam.
                Na tematy religijne nie rozmawiamy, na temat KK jak najbardziej ale
                wykazujemy w stosunku do siebie sporo zrozumienia. I dobrze nam się
                żyje. Wszystko zależy od dobrej woli obu stron.
                • rockiemar Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 12:39
                  Areta, dobrze, ze wam sie tak uklada, fajnie ze faktycznie cos takiego jest
                  mozliwe bez wiekszych spiec smile

                  Tylko ze prawdziwy, wierzacy chrzescijanin ma obowiazek gloszenia dobrej nowiny,
                  wiec Twoj malzonek i tesciowa sie z niego nie wywiazuja.
                  • aretahebanowska Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 13:43
                    No, teściowa to chyba nawet kiedyś próbowała. Tak delikatnie, ale
                    mój bierny opór spowodował, że zrezygnowała. Jak np. siedziała z
                    dziećmi u nas w mieszkaniu to czasem zostawiała jakieś gazetki czy
                    książki. W prezencie czasem coś takiego kupi, czasem coś zagada.
                    Ale to jakoś tak rozchodzi się po kościach. Teraz to już się tak
                    przyzwyczaiłam, że jak przychodzi do nas popilnować chłopaków,
                    kiedy my wychodzimy wieczorem, to sama włączam jej RM lub "Trwam".
                    Ostatnio nawet się uśmiała jak chcieliśmy gdzieś wieczorem wyjść, a
                    ja zamiast zapytać czy przyjdzie popilnować maluchy zapytałam czy
                    nie chciałaby "Trwam" obejrzeć (u niej w kablówce nie ma).
                    Inteligentna jest - w lot skumała o co chodzi.
    • mechantloup Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 12:58
      >>>Witam. Niedługo biorę ślub cywilny, jestem katoliczką a mój partner
      ateistą. Kiedyś nie wyobrażałam sobie że mogłabym nie mieć ślubu
      kościelnego, ale mój partner nie wyobraża sobie z kolei
      uczestniczenia ceremonii w kościele
      >>>

      Jestem ateistką, nie wyobrażam sobie, że mogłabym sprawić mojemu partnerowi
      przykrość i kategorycznie zażądać ślubu cywilnego, bo ja do kościoła nie wejdę,
      bo nie wierzę. Mój narzeczony jest głęboko duchowo w wiarę zaangażowany, chce
      kościelnego, będzie go miał (konkordatowy, więc USC odpadnie). Nie będę się z
      nim kłócić, zwłaszcza, że wiem, że ten skarament jest dla niego bardzo ważny.
      Więc wejdę do kościoła, posiedzę, posłucham w skupieniu, w przysiędze ominę
      Boga, komunii nie przyjmę. Ot, cała filozofia. Nie umrę od tego, ani nie
      wyłysieję. Zasugeruj mu takie rozwiązanie, istnieje coś takiego jak ślub z
      dyspensą, tyle, że trzeba się udać do wyższej instancji niż proboszcz i sprawę
      wyłożyć - zresztą proboszcz powie co i jak.

      Szczerze, szkoda mi Cię. Twój narzeczony trąci mi trochę apodyktycznym
      autokratą, i rozkapryszonym chłopcem. Dorosły, rozwinięty w pełni i sprawny
      intelektualnie, świadomy , rozsądny ateista, zresztą jak i człowiek wierzący nie
      popada w fundamentalizm, czy to religijny, czy ateistyczny.
      • bramstenga Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 13:40
        > Szczerze, szkoda mi Cię. Twój narzeczony trąci mi trochę apodyktycznym
        > autokratą, i rozkapryszonym chłopcem. Dorosły, rozwinięty w pełni i sprawny
        > intelektualnie, świadomy , rozsądny ateista, zresztą jak i człowiek wierzący ni
        > e
        > popada w fundamentalizm, czy to religijny, czy ateistyczny.

        Używasz słowa "fundamentalizm", ale przecież dla osoby o naprawdę mocnym światopoglądzie (niezależnie od "odchyłu") kwestia wiary/niewiary jest właśnie fundamentem, kośćcem przekonań. Teraz wyobraź sobie, że przychodzi Ci żyć z osobą wyznającą kult Latającego Potwora Spaghetti, który pragnie zawrzeć ślub w tym obrządku, co tydzień prowadzi dzieci na stosowną liturgię i czyta im odpowiednie książeczki. Naprawdę byłoby Ci to obojętne? Bo tak właśnie patrzą na wierzących ateiści, tacy naprawdę "gorący" (że przekornie użyję biblijnego stwierdzenia), spod znaku "opium dla ludu". Jeśli dodać do tego niechęć do instytucji Kościoła obwinianego za całe zło na świecie (od krucjat przez ratowanie skóry hitlerowcom po pedofilię), to przepaść robi się naprawdę ogromna i nie da się jej zasypać wzajemnym robieniem sobie uprzejmości "w imię miłości", bo gra toczy się o znacznie wyższą stawkę.
        ~bramstenga
        • sta-fraszka Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 13:47
          bramstenga napisała:
          Teraz wyobraź sobie, że przychodzi Ci żyć z os
          > obą wyznającą kult Latającego Potwora Spaghetti, który pragnie zawrzeć ślub w t
          > ym obrządku, co tydzień prowadzi dzieci na stosowną liturgię i czyta im odpowie
          > dnie książeczki. Naprawdę byłoby Ci to obojętne? Bo tak właśnie patrzą na wierz
          > ących ateiści, tacy naprawdę "gorący" (że przekornie użyję biblijnego stwierdze
          > nia), spod znaku "opium dla ludu". Jeśli dodać do tego niechęć do instytucji Ko
          > ścioła obwinianego za całe zło na świecie (od krucjat przez ratowanie skóry hit
          > lerowcom po pedofilię), to przepaść robi się naprawdę ogromna i nie da się jej
          > zasypać wzajemnym robieniem sobie uprzejmości "w imię miłości", bo gra toczy si
          > ę o znacznie wyższą stawkę.
          > ~bramstenga

          Bramstenga, mialam napisac dokladnie to samo ino uzywajac scjentologii jako
          przykladu.

          I jeszcze do tego dochodzi, ze niektore dogmaty wiary dla osob niewierzacych sa
          po prostu smieszne. I moze to sie wydawac obrazoburcze, ale tak po prostu jest.

          Ja postawilam sie w sytuacji gdy to ja musze obiecac, ze nie bede przeszkadzac w
          przekazaniu jakichkolwiek pogladow. I stwierdzialam, ze nie moglabym. Bo co
          jesli trafie na takie, z ktorymi sie absolutnie nie zgadzam a z racji tego, ze
          nie znam dokladnie religii o nich nie wiem? Albo co, jesli Wyznanie zmieni
          zdanie na jakis temat? Albo uznam, ze to czego dziecka uczy druga strona jest
          zle/nieetyczne/niemoralne/glupie?
          Albo jak sie mnie dziecko zapyta czy to prawda?
          I nie moglabym.

          Chcialam jeszcze powiedziec, ze strasznie sie ciesze, ze taka fajna dyskusja sie
          wywiazala. Bo dobrze sie czyta i duzo do myslenia daje.
          • bramstenga Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 09.04.10, 14:58
            > Bramstenga, mialam napisac dokladnie to samo ino uzywajac scjentologii jako
            > przykladu.

            O właśnie, doskonały przykład, bo - realny. Ja mam w rodzinie podobną sytuację.
            Matka katoliczka, ojciec niedawno nawrócił się na taką parareligię związaną
            mocno z okultyzmem. No i jest duży problem, bo on wkłada dzieciom pod poduszki
            jakieś amulety, daje odpowiednią literaturę, co dla niej jest absolutnie nie do
            przyjęcia. W dodatku jak to neofita jest strasznie zaangażowany. To ogromny
            problem - zwłaszcza że nie da się przed nim zabezpieczyć, bo przecież zmienić
            wiarę/poglądy można w dowolnym momencie.
            W przypadku ateistów dochodzi jeszcze często nutka protekcjonalnego traktowania
            wierzących jako bezmózgie owieczki dające się wodzić za nos sprytnym
            katabasom... To też bynajmniej nie ułatwia dialogu.
            ~bramstenga
    • miss.mirabelka rozwiązanie - ślub jednostronny 09.04.10, 14:42
      U mnie jest odwrotnie, bo to ja jestem stroną niewierzącą. Nie ma
      żadnego problemu, bierzemy ślub jednostronny. Idealne rozwiązanie, bo
      żadna strona nie musi się wyrzekać swoich poglądów.

      Natomiast tak lekko żartobliwie zapytam: a co dusza mówiła podczas
      produkcji malucha?Nie było ciężko?wink
      • rilla-m Re: rozwiązanie - ślub jednostronny 09.04.10, 17:53
        miss.mirabelka napisała:

        > Natomiast tak lekko żartobliwie zapytam: a co dusza mówiła podczas
        > produkcji malucha?Nie było ciężko?wink

        Dobre pytanie wink Stawia pod znakiem zapytania moją wiarę, nie?

        Ktoś wcześniej napisał że zgoda ateisty na ślub kościelny wymaga
        dojrzałości-mam nadzieję własnie, że mój parner kiedyś dojrzeje do
        tego ślubu... Z drugiej strony tak sobie myślę, że jeśli ktoś uważa
        wiarę za stek bzdur i nie ma ochoty na kontakty z czymkolwiek
        związanym z religią (bo tak został ukształtowany w swojej rodzinie)
        to pewnie ciężko mu sobie wyobrazić siebie w kościele, nawet jeśli
        on nie byłby tą stroną "aktywną"... I pewnie dlatego też nie
        przemówi do niego argument o niemożności przyjmowania przeze mnie
        sakramentów, i dlaczego to dla mnie jest ważne. Nie ma nic przeciwko
        temu, że chodzę do kościoła. Nie wiem, staram się go trochę
        zrozumieć... co nie zmienia faktu że jest mi ciężko. Zdaję sobie
        sprawę, że życie przyniesie z powodu naszych innych światopoglądów
        sporo problemów, może nawet nie w dogadywaniu się na co dzień, ale w
        spędzaniu świąt, czy niedziel chociażby. Ale z drugiej strony zawsze
        w małżeństwach pojawiają się jakieś problemy... Na szczęcie do wielu
        innych spraw mamy podobne podejście i gdyby nie różnice religijne
        byłoby wręcz idealnie. smile A idealnie to rzadko się zdarza wink
      • afortunada Re: rozwiązanie - ślub jednostronny 09.04.10, 17:57
        > Natomiast tak lekko żartobliwie zapytam: a co dusza mówiła podczas
        > produkcji malucha?Nie było ciężko?wink

        dobre pytanie, naprawdę...
    • wiosna.live Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 17.05.10, 13:14
      12 czerwca biorę ślub. Ślub kościelny z ateistą smile))
      Mój partner też nie wyobrażał sobie ślubu w kościele, ja nie naciskałam, nawet
      go trochę rozumiałam. Widział jednak, jak bardzo ważne dla mnie jest to gdzie i
      jaki ślub weźmiemy. Po jakimś czasie sam zaproponował,ażebyśmy całą ceremonię
      przenieśli do kościoła.
      Nikt nie robił nam najmniejszych problemów z powodu zawarcia takiego ślubu.
      Księża są bardziej tolerancyjni, niż myślałam ( i chwała im za to). Z partnerem
      u księdza byłam tylko raz- dać na zapowiedzi. Na wszelkie "nauki" biegam sama.
      Nawet mi to nie bardzo przeszkadza. Sama, ale szczęśliwa i dumna,że mój
      narzeczony robi coś takiego dla mnie. Bo czy można dać większy wyraz miłości?
      Jedyne, co Ci mogę poradzić( o ile nadal rady potrzebujesz) - spokojną i
      rzeczową rozmowę z partnerem. Jeżeli w 100% jesteś pewną,że to ten jedyny na
      całe życie- próbuj.
      A ja napiszę, jak było smile
      Pozdrawiam.


    • mancipi Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 17.05.10, 20:17
      kiedyś miałam taki problem jak ty, ale obecnie jestem na etapie, że większość problemów zniknęła.
      początek naszej znajomości był taki-ja wierząca, on nie. rozmowy o ślubie jednostronnym, plany żeby iść na nauki itp
      ale czas wszystko zmienia, bo w ubiegłym roku stało się tak że w końcu musiałam iść do spowiedzi i przyznać się do życia w konkubinacie, co jak się okazało jest najgorszym co można zrobić. w styczniu przyjęłam księdza po kolendzie i jego postawa była kolejną porażką, która jednak otworzyła mi po częsci oczy (swoją drogą to zastosowałam się do jego polecenia)
      po kilku miesiącach rozważań doszłam do wniosku że ślub zawarty w wierze nie jest wskazany, bowiem nawet po tym ślubie nie będę stosowała się do zaleceń kk-nadal będę stosowała antykoncepcję, wyrażała poglądy niezgodne z doktryną i na pewno nie będę wmawiać dzieciom że seks przedmałżeński jest zły
      wyszło długo ale konkluzja jest następująca- pytanie ile z was zmieni/zmieniło swój styl życia po ślubie, kto z tego powodu wyrzeknie się swoich przekonań i będzie żyć zgodnie z zasadami kk?
      po prostu trzeba sobie zadać to pytnie i podjąć decyzję.
      • mancipi Re: Związek katoliczki z ateistą (lub odwrotnie) 17.05.10, 20:19
        a jeszcze dodam że moja decyzja była podejmowana długo również dlatego, że postanowiłam że brak ślubu w wierze oznacza, że również dzieci nie będą przez nas chrzczone

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka