7 sierpnia pogoda była wspaniała, choć na taką się nie zapowiadała,
po piątkowej nawałnicy jaka przeszła przez Warszawę.
Może pomogły nasze buty ustawione na parapecie w pokoju Hetman?
Ślubu udzielał nam kolega męża ze szkolnej ławy a obecnie zakonnik
(salwatorianin), a Chór Centrum Myśli Jana Pawła II, w którym mąż
śpiewa - uświetnił swoim śpiewem naszą uroczystość.
Największą niespodzianką było "Ave Maria" Henri Cacciniego,
wspaniale zaśpiewane przez jedną z dziewczyn z chóru.
Na wyjście, zamiast ogranego Marsza Mendelsona usłyszeliśmy Fugę F-
Dur Buxtehude.
Zgodnie z naszą prośbą wyrażoną w zaproszeniu - dostaliśmy masę
przeróżnych książek - począwszy na książkach kucharskich, przez
kryminały i Kamasutrę na dzienniczkach siostry Faustyny i Piśmie
Świętym skończywszy.
To był cudowny dzień