A może nie
Sezon ogórkowy na forum, za oknem przymroziło, proponuję więc dyskusję na temat okołoślubny

Mam nadzieję, że potraktujecie to z przymrużeniem oka, a każda rzuci coś od siebie
Drogie Panie, powiedzcie, jak w tych wszystkich przygotowaniach odnajdują/odnajdowywali się Wasi narzeczeni/mężowie? Czy potulnie godzili się na każdy, nawet najbardziej szalony pomysł ("Tak kochanie, karoca zaprzęgnięta w szóstkę koni będzie świetna"), czy też od początku stawiali własne warunki ("W czasie wesela mają podać bigos i koniec. Uwielbiam bigos!")? Angażowali się w przygotowania czy nie? Poświęcali się, żeby spełnić Wasze (głównie) marzenia ("Sprzedam moją kolekcję resoraków, żeby kupić ci twoją wymarzoną suknię")? A może w którymś momencie udało Wam się trafić na ich punkt przegięcia, w którym nagle stawali okoniem i tupali nóżkami ("Nie, godziłem się na wszystko, ale różowy garnitur to już przegięcie!")? Jak odnajdowali się w tych wszystkich kwiatkach, świeczkach, wstążeczkach, kolorkach? Pochwalcie się swoimi narzeczonymi!
U mnie konkretnych przygotowań jeszcze nie ma, trudno też mówić o angażowaniu się w nie Narzeczonego

Podpuszczam go czasami i wysyłam mu linka do jakiejś mega obciachowej sukni ślubnej, ale zna mnie już na tyle, żeby wiedzieć, kiedy sobie z niego żarty i skubany już się tak łatwo nie daje

Co do sukni ślubnej, okazuje się, że gust mamy podobny, zawęziliśmy więc obszar poszukiwań i będziemy się rozglądać w przyszłym roku (wirtualnie - z Narzeczonym, ale kupno sukni już w gronie typowo babskim). Zespół wybraliśmy wspólnie w dziesięć minut, też dyskusji zbytnich nie było (wiedział, że dobry zespół to jedyna - oprócz sali - rzecz przy której będę się upierać). Ogólnie - nudy
No dobra, teraz Wy się chwalicie