mala_mi25
07.06.06, 13:14
Powiedzcie, jak radzicie sobie z taką sytuacją:
Mój tata 3 lata temu ożenił się po raz drugi (moja mama umarła 15 lat temu) z
kobietą, która od początku nie akceptowała mojego narzeczonego i nastawiałą
tatę przeciwko niemu. Po kilku burzliwych awanturach niby przestała się
wtrącać. Za dwa miesiące bierzemy ślub, sami wszytko organizujemy, mój tata
sam zaproponował, że zapłaci za jedzienie (robimy przyjęcie na 30 osób), mama
narzeczonego również. A macocha.. w mojej obecności nie odzywa się w ogóle na
temat ślubu, ale wiem, że rozmawia o tym z tatą, podsuwając mu czasem różne
pomysły, które nam się nie podobają, za to tacie - jak najbardziej (jak
większość pomysłów jego żony).
Nie jest włączona w przygotowania ślubne, bo wydawało nam się, że będzie to
dla niej męczarnia, my zaś - nie czulibyśmy szczerości i radości z jej
strony.
Ona jest z moim tatą od 10 lat, wiem, że bardzo mu pomogła, ale stosunki
między nami nigddy nie były najlepsze.
Dla mnie jest to trochę niezręczna sytuacja, bo niby jest ,,jak matka", ale
tak naprawdę to najchętniej nie zaprosiłabym jej na nasz ślub, bo wiem, że w
głębi serca nie życzy nam dobrze.
Zastanawiamy się rónież z narzeczonym nad błogosławieństwem. Z jego strony
będzie nas błogosławić jego mama i chrzestny (tata nie zyje), a z mojej?
Dodoam, że z chrzestną mam bardzo dobry kontakt i nie raz bardzo nam pomogła.
Trochę się rozpisałm, przepraszam, ale dla mnie to naprawdę trudna sytuacja.