Sluchajcie, 12 sierpnia nasz slub, a aja juz nei mam sily na to wszystko. Po
prostu wysiadam

((
dzies sie okazalo, ze kolejna, juz trezcia proba z garniturem nie wyszla

((
(Najpierw 2 razy poprawiali nam dwa rozne garnitury w sklepach - sunset i
prochnik i sie okazalo, ze nic z tego, a teraz krawcoiwa schrzanila robote:
(((((((
W pracy wszyscy koledzy, juz zonaci, powtarzaja mi, ze teraz to juz bedzie
beznadziejnie i zebym sie zastanowila.
W domu mam od zawsze problemy, a teraz po prostu wszelkie pojecie przechodzi,
jakie jest pieklo...
Ja nie chce zmieniac zdania, o nie, ale chcialabym moc sie cieszyc tym czasem
i tym Dniem...
Zle mi...
I tak pomyslalam, ze Wy zrozumiecie.