mike2005
28.04.07, 22:42
Wiadomo, że często w mniejszym lub większym stopniu w kosztach ślubu z oprawą
partycypują rodzice młodych. Ot, taka tradycja (nieco wymuszona takimi a nie
innymi realiami zarobkowymi wielu młodych ludzi...). Często odbywa się to w
myśl zasady "zastaw się, a postaw się" - zaciągane są kredyty, wydawane
oszczędności życia, poprzedzone zaciskaniem pasa przez wiele miesięcy, jeżeli
nie lat. Czasem udział rodziców/teściów nie ogranicza się li tylko do
sfinansowania wesela; nierzadko młodzi dostają w prezencie ślubnym samochód, a
bywa, że nawet dom (znam takie przypadki).
A ja napiszę pokrótce, jak to jest w przypadku moich serdecznych przyjaciół,
na których weselu będę tańczył w lipcu br.
On: właściciel małej firmy w branży IT. Ona: tłumaczka języka angielskiego.
Oboje po trzydziestce, na własnej działalności, ustawieni, z dobrym zapleczem
finansowym, zarobki grubo powyżej średniej krajowej. Obecnie wykańczają
niedawno kupione mieszkanie na warszawskich Kabatach. Można rzec, że osiągnęli
pewną dojrzałość, stanowiącą moim skromnym zdaniem condicio sine qua non
zawarcia związku małżeńskiego. Ślub i wesele w 100 % finansują SAMI, nie
obarczając kosztami rodziców (którzy wcale nie klepią biedy).
Nie ukrywam, że takie coś mi imponuje. Nie ma tu żadnej dziecinady, żadnego
buractwa, jak to ma miejsce w przypadku gołodupców porywających się z motyką
na słońce, wydających 30 tysięcy na wyprawienie wesela z pompą, a
zarabiających 1800 zł, i to brutto.
Ciekawi mnie, jak to jest u was: czy pozwalacie rodzicom uczestniczyć w
kosztach, czy też sami wszystko opłacacie (od fotografa, zakupu sukni ślubnej
i wynajęcia sali po podróż poślubną). A może w ogóle nie dokładacie do tego ręki?