Jakąś godzinę temu zorientowałam się że nie mam w pierścionku brylantu

Tak mi zle, jestem zla na siebie, na jubilera ktory to robil na wszystko
placze caly czas

nie widac zeby cos sie odgielo, zeby mogl sie jakos wyslizgnac

nie mial
zadnych zaczepow, byl po prostu jakby otoczony bialym zlotem

nie bylo
zadnych haczykow ktore moglby by sie odhaczyc

az mi lzy zalewaja klawiature

nie piszcie ze sie znajdzie bo to bylby prawdziwy cud, nie wiem nawet kiedy i
gdzie go zgubilam, dzis bylam u Kuby, u dziadka, w domu w aucie , w roznych
miejscach

tak mi zle, strasznie

( ( nie wiem czy mowic o tym Kubie? mam zamiar jechac
do tego jubilera zobaczyc co powie bo to chyba jego wina ze wypadl , tak nie
powinno byc
boze Kuba tak dlugo zbieral na ten pierscionek, kosztowal kupe kasy (domyslam
sie ze ok 3 tys, a przy jego tamtejszych wyplatach to musial dluuuugo zbierac
na niego ) dla mnie ma ogromna wartosc sentymentalna
czy reklamacja u jubilera cos da? przeciez gdyby dobrze wszystko zrobil to by
nie wypadl

( ((