nombrilek
13.06.07, 19:53
Ślub w sobote, pojechalismy dzis zaplacic, jak zawsze kazał przyjsc do siebie
po wieczornej mszy która jest o 18, ledwo zdążylismy dojechac na 18.30 5
minut przed koncem mszy i czekamy u niego pod wejsciem. Wychodzi z mszy i
krzyczy na nas i jeszcze jedna pare ktorzy tez czekali, że musi sobie
najemnikow wynając zeby sie za nas modlili bo czekamy tu a do kosciola to kto
pojdzie, wszyscy zapominaja zeby w tygodniu do koscioła przyjsc, i ze sie nie
modlimy i wogole, Zszokowało mnie i zatkało. Jak juz weszlismy to mu mowie ze
chodze co niedziele ze ostatnio jakbylismy u niego tydzien temu to i na
procesji bylismy, a on dalej sie drze i zamiast wziasc 500zł tak jak mowił to
zazyczył sobie 550.
Brak słów